Forum IRN - Rozwój Świadomości
Instytut Roberta Noble

Moja przygoda z Magicznymi krokami

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #105 dnia: Luty 24, 2019, 11:36:04 pm
Róża
 
Cały świat fascynuje się tym kwiatem, a u Sufich róża jest symbolem wiedzy. Połączenie subtelnego kwiatu z kolczastą łodygą niejednokrotnie było natchnieniem poetów, którzy w tym połączeniu widzieli uosobienie kobiety. Podczas naszych wyjazdów w góry Kaukazu mieliśmy okazję poznać jedną kobietę o imieniu Roza (po polsku Róża). Mieszkała w trudnych warunkach, które ją ukształtowały. Jak ją poznaliśmy była „babskim hersztem” miejscowej ludności,  klęła jak szewc, na dodatek piła na równi z miejscowymi mężczyznami. Lokalna ludność naśmiewała się z niej po cichu, ale nikt otwarcie się jej nie przeciwstawiał, gdyż wieczorami większość miejscowych mężczyzn korzystała z jej uroków.
Było z nami kilka dziewczyn w różnym wieku, a Roza od razu zaznaczała, że to jej teren. Klęła tak często i głośno, że nie dało się już tego wytrzymać. Najczęściej mówiła „bladź”. Najpierw B powiedział toast wychwalając ją za jej niezłomność, pomimo niesprzyjających warunków, w jakich przyszło jej żyć i wypił za jej zdrowie. Po tym toaście wszyscy obecni zaczęli inaczej ją postrzegać. Wcześniej wszyscy oceniali ją za jej powierzchowność i grubiańskie maniery. Największe zdziwienie wywołał w nas humor B. Po kilku tańcach z Rozą, B wziął ją na słowo. Długo rozmawiali. Roza wróciła do ogniska i wzniosła toast. Wypiła za spotkanie z nowymi ludźmi i na zakończenie toastu powiedziała „kurwa bladź”. B taczał się ze śmiechu po trawie, a wszystkim polakom opadły szczęki. Wiem to po sobie, że jak się przeklina w obcym języku, to do świadomości nie dociera, że robi się coś niestosownego. Okazało się, że B powiedział Rozie, że Polki są bardzo kulturalne i w ich towarzystwie nie wypada mówić „bladź”. Oznajmił jej, żeby przy Polakach mówiła „kurwa”. Przy następnych wyjazdach w góry B z daleka już krzyczy „Roza moja miłość!” Miejscowi nawet wierzą, że B zakochał się w Rozie. B nigdy temu nie zaprzecza.
B poprzez swoje zachowanie niejednokrotnie uczył nas, że nie każdego można kochać, ale każdemu można chcieć pomóc. Czasami wystarczy dać komuś drobny impuls, aby człowiek mógł odkryć przed innymi swoje wnętrze.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #106 dnia: Luty 28, 2019, 10:46:25 pm
Zbieranie plonów
 
B jako nauczyciel wyjeżdżał na zbiory winogron z młodzieżą, którą uczył. Komunizm w Rosji doprowadził do takiej sytuacji, że obszary, na których przez setki lat produkowano wino, zamieniono w pola uprawy kukurydzy. Kilka lat zajęło władzom przyznanie, że jednak na piachu za dużo nie wyrośnie, a winogrona to owoc, które - w przeciwieństwie do kukurydzy - lubią ciepło i słońce. Dla młodzieży zbiory winogron były częścią roku akademickiego. Zaliczenie zbiorów wiązało się z zaliczeniem semestru, a ocena, jaką uzyskiwał student za pracę, liczyła się na koniec roku. B rok w rok uzyskiwał najlepsze wyniki w zbiorach winogron, choć co roku musiał pracować z młodzieżą, której nikt z pozostałych wykładowców nie chciał uczyć. Jedyną zasadą, której respektowania wymagał od młodzieży B, było zaakceptowanie faktu, że B sam nie donosi i nie toleruje tego u swoich studentów. B każdego roku zapowiadał swoim studentom, że jeśli wygrają jako grupa w konkursie na największe zbiory, to zorganizuje im imprezę. Kiedyś na Kaukazie - tak jak i u nas – na sklepowych półkach dostępny był często tylko ocet. Zorganizowanie imprezy z tańcami, śpiewem, winem i jedzeniem było traktowane tak, jak w Polsce np. wizyta w Peweksie z wujkiem z Ameryki. B opowiadał nam, jak ostatniego dnia zbierania winogron B podjechał na koniu do swoich studentów i wydał im polecenia dotyczące organizacji imprezy. Powiedział im, że organizacją wina i barana na szaszłyki zajmie się sam, ale tam - wskazując palcem na pobliskie pola - rosną pomidory, ogórki i cebula, których pod żadnym pozorem nie mogą ruszać, gdyż tego zabronił im dyrektor kołchozu, w którym pracowali za darmo w ramach praktyk. Na każdą imprezę B wraz ze swoją grupą zapraszali władze uczelni i kołchozu, którzy to zaproszeni goście nie mogli nadziwić się zdolnościom B w organizacji produktów spożywczych na imprezę.  
Nawet najwięksi chuligani przystawali z chęcią na warunki stawiane im przez B. Tym sposobem, rok w rok, grupa uczniów jaką przewodził B, zdobywała dyplom uznania przewidziany dla studentów, którzy wykazali się największymi zbiorami.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #107 dnia: Marzec 05, 2019, 10:59:33 pm
Jak uczyć się pamięci serca
 
B za każdym razem podkreśla, jak ważna jest pamięć serca. Ostatnio, kiedy byliśmy u niego, podszedł do mnie i zapytał, czy pamiętam, jak kiedyś mu o czymś opowiadałem. Próbowałem sobie przypomnieć co mogłem mu powiedzieć, lecz nic nie przychodziło mi na myśl. Mam tak słabą pamięć, że mógłby mi wmówić cokolwiek by chciał. Nie było ani jednego spotkania z B, żeby nie wspominał kogoś, kto dał mu chociażby kawałek chleba. Od kilku lat zapisuję w kalendarzu ważne daty. Wpisuję daty urodzin i imienin ważnych dla mnie osób. W miarę możliwości, we właściwym dniu dzwonię lub wysyłam maila albo sms-a z życzeniami. Czasami zdarza mi się przegapić ważny dzień. Wtedy piszę życzenia i proszę o wybaczenie mi głupiemu. Najdziwniejsze, a zarazem najpiękniejsze jest to, że kilka osób dziwi się za każdym razem, że o nich tyle lat pamiętam. Niektórych ze znajomych nie widziałem kilkanaście lat.
Podczas wyjazdu do B poszliśmy z Buzialką z wizytą do jego i naszej dalszej rodziny. Podziwialiśmy ich nowo zbudowany dom. Gospodarz zaprowadził mnie do swojego królestwa na strychu domu i pokazał swoją małą wytwórnię wina. Udało mi się wycyganić od niego kilka dodatkowych litrów wina prócz tych, które obiecał w prezencie dziewczynom z Polski, które były z nami. Podczas wizyty Pani domu pokazała mi swoją kuchnię. Na lodówce wisiał kalendarz, na którym były pozaznaczane różne daty. Ciocia Asia - bo tak ma na imię gospodyni - powiedziała, że w kalendarzu zaznaczyła daty urodzin i ważnych świąt całej rodziny. W określonym w kalendarzu dniu dzwoni do danej osoby z życzeniami. Nie zastanawiając się długo poszedłem po długopis i dopisałem do kalendarza swój dzień urodzenia. Zapytałem również gospodynię o jej dzień urodzin i zapisałem datę na bilecie, który włożyłem do paszportu. Wróciłem do Polski i zapisałem w kalendarzu pod datą 25 sierpnia: urodziny Asi Kaukaz i zapomniałem o temacie.
Kilka dni temu B poprosił Buzialkę o mój numer telefonu. Gdy mi o tym powiedziała zastanawiałem się kilka dni, o co może mu chodzić. Zakładałem, że będzie kolejne zlecenie na rzecz, która mu będzie niezbędna. Miałem już dziwne zlecenia na przywiezienie rajskiej jabłoni, huby z brzozy, czy papugi ary.
Rano obudził mnie telefon. Dziwny numer wskazywał na rozmowę zagraniczną. Odebrałem z lekką dozą nieśmiałości. W słuchawce znajomy głoś cioci Asi i wujka Sierioży życzył mi wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Tak mnie zatkało, że zapomniałem nawet tych kilku słów, które znam po rosyjsku. Byłem zszokowany, gdyż nawet rodzina nie zdążyła złożyć mi życzeń.
Nie słyszałem nigdy, aby B pytał kogoś o wiek, wyznanie czy preferencje seksualne. Może przez to każdego roku czekałem, aby oprócz życzeń świątecznych usłyszeć od niego życzenia urodzinowe. Skoro mu nie powiedziałem, kiedy mam dzień urodzin to, czy mogę oczekiwać od niego, że zadzwoni kiedyś z życzeniami?
W tym roku oprócz B składało mi życzenia pół Kaukazu. Ciocia Asia pochwaliła się komu mogła. Rodzice Asi mieli sklep w najbardziej prestiżowym miejscu stolicy. Mama Asi urodziła ją w sklepie. W sklepie handlowano najlepszymi towarami w całej Republice. Asia odziedziczyła w genach zamiłowanie do handlu oraz gadulstwa, które cechuje cały wschodni handel. Na wschodzie im więcej rozmawiasz ze sprzedawcą, tym mniej zapłacisz za towar.
To dzięki Asi B dowiedział się o moich urodzinach. Podobno - poprzez konto internetowe Buzialki - życzył mi w niej dobrej, uległej i miłej żony. Buzialka - jak na wojownika przystało, zapytała B, czy życzy dobrze również jej?


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #108 dnia: Marzec 10, 2019, 12:54:20 am
Kopuły
 
Z okna swojego mieszkania podziwiam wielką kopułę nowobudowanego kościoła. Czy to przypadek, że większość obiektów sakralnych nawiązuje formą do tego kształtu? Nawet muzułmanie zajmując chrześcijańską świątynię Hagia Sophia nie zmieniali kształtu samej świątyni i wieńczącej jej formy architektonicznej. Dobudowali do niej tylko cztery minarety. Na całym bliskim i dalekim schodzie napotkamy kształt kopuły. Jednym z elementów, jakie składają się na kształt Stupy, jest również element przypominający kopułę. Idąc dalej na wschód  odnajdziemy kształt kopuły w domach Mongołów, Tatarów, czy Eskimosów. Specyficzna forma sklepienia ma również zalety użytkowe. Sklepienie półkoliste może przenosić bardzo duże obciążenia. W przypadku igloo, odpowiedni kształt powoduje doskonałą izolację termiczną, poprzez brak mostków cieplnych, jakie powstają w przypadku brył o innej konstrukcji. Oprócz właściwości fizycznych, kształt kopuły ma również właściwości kumulacji energii, co wykorzystywali budowniczowie świątyń. Centralnie położenie otworu w kopule, odzwierciadlało możliwość kontaktu skumulowanych myśli modlących się wiernych z wyższą formą świadomości – np.  Bogiem. Nie można składać na przypadek tego, że właśnie nad Wielkim Zderzaczem Hadronów postawiono budynek, który swym kształtem nawiązuje do kopuły.
B któregoś razu opowiadał nam, że formą kopuły w człowieku są piersi. Piersi kobiet według jego słów miały być antenami. Czym mniejsze piersi, tym subtelniejsza energia.
Po tych wyjaśnieniach B od razu powiedziałem Buzialce, że moje zainteresowanie piersiami może wynika z głębszych pobudek, niż mi się to kiedyś wydawało.
Zastanawia mnie jedno. Czy wszyscy wielbiciele tego kształtu trafiają tam gdzie udał się Don Juan i Castaneda – do miejsca pod kopułą?  


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #109 dnia: Marzec 23, 2019, 10:54:05 pm
Religie
 
Z każdą wielką religią jest ten sam problem. Żadna z osób uważana za twórcę danej religii nie była autorem swoich wspomnień. Opowieści o życiu i działalności twórców religii znamy tylko z opowieści spisanych po ich śmierci. Przez setki lat informacje, jakie docierają do nas  z ksiąg, zostały przefiltrowane przez nieskończoną rzeszę kopistów i cenzorów, a sens przekazu może znacznie odbiegać od przesłania autora. Niemniej jednak liczba informacji zawarta w księgach uważanych za święte pozwala na traktowanie ich jako pełnych - kompletnych dróg samodoskonalenia człowieka. W Azji istniały szkoły, które przyjmowały adeptów różnych religii, którzy chcieli rozwijać się  dalej poza zakresem, jaki wyznaczały im ich własne religie.
B powtarza za jednym z mędrców, którego skazano na śmierć za herezję, że „u chrześcijan jest chrześcijaninem, u muzułmanów jest muzułmaninem, u buddystów jest buddystą”. B cały czas podkreśla, że czytając święte księgi różnych religii znajdziemy w nich wspólne korzenie. Ta wspólna podstawa jest wiedzą, jaka została dana od Stwórcy każdemu, bez względu na kolor skóry, miejsce, czy czas urodzenia. Przykładem może być fakt, że legendę o potopie możemy znaleźć w  mitologiach każdej długości i szerokości geograficznej świata. Religie powstawały by zmienić świadomość osób, które z nią miały kontakt. Były zawsze dostosowane do czasu i miejsca, chociażby poprzez język i treść przekazu. Dziś opowieści filozoficzne były by tworzone o komputerach, czy grach, a nie jak kiedyś na przykładzie stada owiec. Dziś w oglądanym przeze mnie filmie o Cyganach – „Tabor wędruje do nieba”, stary Cygan potwierdził słowa, które słyszałem od B, że „w każdej wiedzy jest dużo smutku”. Poprzez religie możemy zobaczyć również coś, co Castaneda opisywał jako wzrost świadomości całej ludzkości, związany z położeniem Ziemi względem centrum galaktyki. Kolejne religie oparte na „Wiedzy” swych twórców nie negowały całkowicie poprzedniej religii. Wprowadzały tylko do niej subtelne zmiany, które powodowały dalszy wzrost świadomości wiernych.
Któregoś razu, będąc na Kaukazie miałem okazję uczestniczyć w muzułmańskim weselu. Na weselu było klika osób, które znałem już wcześniej i miałem okazję z nimi imprezować. Podczas toastu za zdrowie państwa młodych rozmawiałem akurat z jednym znajomym, którego nie wiedziałem kilka lat. Nalałem dwa kieliszki wódki i chciałem się z nim napić. Ku memu zdziwieniu odmówił, wymigując się względami religijnymi. Wypiłem sam i nie wnikałem w temat, choć pamiętam, że wcześniej nigdy nie wylewał za kołnierz. Dowiedziałem się od innych, że był na wycieczce w Mekce i od tego momentu stał się bardzo religijny. Po kilku godzinach spotkaliśmy się z nim przed salą weselną na papierosie. Zaczął mówić o religii i o wyższości jego religii nad innymi. Zapytałem go, czy jego Bóg stworzył trawę. Odpowiedział, że tak. Powiedziałem mu stanowczo, że mój Bóg również stworzył trawę. Widząc zdziwienie w jego oczach moim stwierdzeniem, zapytałem go czy może mi wskazać przed salą weselną miejsce, gdzie kończy się trawa stworzona przez jego Boga, a zaczyna trawa stworzona przez mojego?  W tym momencie jego stan można było określić wierszykiem z mojego dzieciństwa – „zatkało ruskie kakao”. Najważniejsze jest to, że do końca wesela miałem spokój i mogłem delektować się trunkami bez żadnych indoktrynacji z jego strony.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #110 dnia: Marzec 25, 2019, 09:35:47 pm
Mnich i prostytutka
 
Któregoś wieczora siedzieliśmy w kuchni B popijając herbatę. Do stołu podeszła uczennica B i pokazał nam nagranie jak jakiś człowiek opowiadał o „mnichu i prostytutce”.  Zapytała czy znamy tego człowieka, gdyż jest on dosyć znany w Azji i jego „wiedza” przełożyła się na posiadanie przez niego kilku samolotów.  Z tego co się udało nam o nim dowiedzieć, człowiek ten jeździł po świecie i robił wykłady dotyczące filozofii.  Jego wielbiciele i uczniowie  płacili za te wykłady takie pieniądze, że w krótkim czasie dorobił się znacznej fortuny.  Ciekawe było to, że zanim obejrzeliśmy, co ma do powiedzenia ten człowiek, każdy z nas miał już własny pogląd na to, co może łączyć mnicha i prostytutkę.  Mnie przypomniała się od razu bajka o dwóch mnichach, którzy przenosili dziewczynę przez rzekę. Jeden z mnichów przez kilka dni rozmyślał nad tym, jak jego kolega mógł to zrobić. W końcu zapytał go z jakiego powodu tak postąpił, skoro ich religia zabraniała im kontaktu fizycznego z dziewczynami.  Drugi mnich odpowiedział pierwszemu, że on niósł ją przez rzekę kilka minut, natomiast ten niesie ją już kilka dni.
W tym momencie przyszedł do stołu B i zapytał co robimy. Gdy mu opowiedzieliśmy o temacie wykładu, zapytał, co sądzimy o tym, co może łączyć mnicha i prostytutkę? Każdy w oparciu o własne doświadczenie opowiedział co myśli na ten temat. Każdy z nas doszukiwał się ukrytej filozofii tego wydarzenia. Na koniec zapytałem B, co on o tym myśli. Wstał od stołu i wychodząc z kuchni powiedział, z lekkim zdziwieniem w głosie, że nadal nie wiemy co się tam wydarzyło - mnich po prostu wziął prostytutkę i ją „trachnął”.  
Słowa B wywołały u mnie szok poznawczy. Czekałem, że B powie jakiś wykład na temat filozoficznych relacji mnicha i prostytutki, a on przedstawił nam najprostsze z możliwych rozwiązań, w którym na próżno doszukiwać się podtekstów i ukrytych znaczeń.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #111 dnia: Marzec 26, 2019, 04:53:18 pm
Higiena
 
B bardzo dużo uwagi poświęca na nauczenie nas odpowiedniej higieny ciała i ducha. Na pierwszych jego wykładach można usłyszeć o przewadze w używaniu wody zamiast papieru toaletowego, oraz o tym, że trzeba depilować miejsca intymne.  Niejednokrotnie słyszałem opowieści o ludziach, którzy przychodzili do niego na leczenie.  Dobrze ubrani i wyperfumowani nie mieli świadomości, że używanie do higieny tylko papieru toaletowego pozostawia ślady na ubraniu, a przy masażu wyczuwalny jest też brzydki zapach.  Depilacja miała za to związek z energią, jaką przyjmuje nasze ciało. Włosy w miejscach intymnych działają jak anteny, które ściągają do ciała złe energie. Po wykładach B, znaczna część słuchaczy szła się dokładnie umyć i wydepilować.
B depiluje całe ciało. Czytałem, że tak samo robili w starożytności egipscy kapłani.
Kiedyś doszło do zabawnej sytuacji. Jeden z nowych adeptów, który zaczynał u B naukę „Magicznych kroków” usłyszał wykład o higienie. Nie był jednak pewien, co ma golić. Jeden z ćwiczących szepnął mu dyskretnie do ucha, że ma wygolić „głowę”. Uczeń na następne zajęcia przyszedł zadowolony, gdyż wypełnił zadanie, jakie wyznaczył grupie Nauczyciel. Przed przyjściem B do sali ćwiczeń, uczniowie opowiadali sobie o trudnościach, jakie mieli z wykonaniem zadania.  „J”, gdyż tak miał w skrócie na imię nowy ćwiczący, powiedział wszystkim, że poszedł od razu po zajęciach od fryzjera i kazał mu ogolić sobie głowę. Nagle wszyscy pozostali zebrani wybuchnęli gromkim śmiechem. Niektórzy nawet turlali się ze śmiechu po podłodze.  J stał jak wryty i nie wiedział, co jest powodem radości wszystkich zebranych. Po długiej chwili jedna z dziewczyn opanowała swój śmiech na tyle, że powiedziała do J, że „ogolił nie tą głowę”. J długo nie mógł uwierzyć, że popełnił taki błąd.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #112 dnia: Marzec 27, 2019, 08:25:51 pm
W zdrowym ciele zdrowy duch
 
Nie tylko ciało fizyczne potrzebuje czystości. B przykłada do tego tak dużą uwagę, że zganił nas za wygłupy w malowanie na skórze tatuaży.  Kazał nam szybko iść się umyć i nigdy więcej tego nie robić. Nie wiem jak w rozwoju może przeszkadzać malowidło na skórze, gdyż w niektórych kulturach malowano rytualnie całe ciało. Na wszelki wypadek, dopóki się tego nie dowiem, zaprzestałem malować się choćby w wygłupach.
Do oczyszczania ciała energetycznego B używa dymu. Zbiera w tym celu odpowiednie zioła i w razie potrzeby odymia nam ciało. Kiedyś nawet kazał mi zbudować z kolegą skrzynię, w której miała przebywać na dłużej oczyszczana osoba.  Dzięki skrzyni udało się odymić dużą liczbę osób, w stosunkowo krótkim czasie, przy małym zużyciu ziół. Po wykonaniu zadania skrzynia została rozebrana, a deski posłużyły do budowy kurnika.
Z ciekawostek warto przytoczyć, że niektóre kultury stosowały odymianie np. zamiast podmywania. Oczyszczanie dymem było równie skuteczne co mycie, a dodatkowo nie podrażniało i nie wysuszało skóry.   
Zioła zebrane i energetyzowane przez B w piramidzie, wykorzystujemy również w saunie. B zbudował saunę. Wykorzystał do tego samodzielnie wykonany palnik gazowy, który podgrzewa metalową skrzynię w której znajdują się nazbierane przez uczniów B kamienie.
Kilka razy udało się nam zakupić na Ukrainie witki brzozowe do sauny. Po namoczeniu ich w roztworze ziół i wody, można nimi oklepywać całe ciało. Wysoka temperatura otwiera pory skóry, a uderzenia witkami powodują oczyszczenie skóry z zalegających w niej toksyn. Ciepłe wilgotne witki dodatkowo masują ciało, a wyciąg z ziół wchłania się poprzez oczyszczoną skórę.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #113 dnia: Marzec 28, 2019, 10:08:34 pm
Medytacja na dźwięk
 
Wszystko, co się rusza, wydaje dźwięk. Nawet atomy „drgają” w małych cząstkach. Gurdżijew tworzył muzykę, która odpowiada dźwiękom wydawanym przez poruszające się planety i gwiazdy. Muzykę można oczywiście wykorzystać. Mistrzowie częstotliwość drgań mogli wzbudzać, pobudzać lub osłabiać. Wszystko w zależności od celu, jaki sobie obierali. Dźwiękiem można leczyć, ale też można zabijać. Od starożytności w piramidach takimi metodami leczono ludzi z różnych chorób lub pobudzano określone punkty energetyczne ciała. We wszystkich największych religiach wykorzystuje się dźwięki do nawiązywania kontaktu z Bogiem.  Łagodzą obyczaje,  powodują, że krowy dają więcej mleka… Świadomie wykorzystane częstotliwości zniszczyły np. mury Jerycha. Nieświadomie wywołane drgania np. zrywały mosty pod wpływem drgań powodowanych przemarszem wojska.
Dziś dla lepszego zdrowia ciała czy ducha, niektórzy grają na przeróżnych instrumentach, inni śpiewają zikry, czy mantrują. 
B nie gra na instrumentach, więc uczył nas korzystać z dźwięków wydawanych przez innych.  Całymi godzinami potrafił zmusić nas do monotonnego śpiewania. Zapytany po co się to robi odpowiadał, że to taki sam sposób na osiągnięcie wewnętrznej ciszy jak np. długo powtarzana monotonna modlitwa. Najważniejszą rzeczą, jaką B chciał tym osiągnąć było zmęczenie umysłu. Zwracał nam też uwagę na odpowiednią postawę ciała podczas śpiewania, czy słuchania muzyki. Nieodpowiednia postawa może blokować właściwy przepływ wibracji. Liczy się każdy detal, nawet taki, jak właściwe ułożenie języka.
B w swojej pracy potrafi wykorzystać nawet brak dźwięku. Kiedyś kazał nam wpatrywać się w specjalnie skonstruowane lampy. Lampy miały za zadanie rozdzielenie pracy półkul mózgowych, za pomocą odpowiedniego sposobu patrzenia na światło. W zaciemnionym pokoju, wpatrując się w migoczące lampy mieliśmy wsłuchiwać się w dźwięk tykającego zegara. B interesowało znalezienie pustki dźwiękowej pomiędzy dźwiękami wydawanymi przez ruch wahadła.
Osobiście wolę medytację na ciszę i zegar, niż długotrwałe monotonne śpiewanie.  Niestety związku z moją „muzykalnością” , reszta ćwiczących zawsze wiedziała, kiedy moje medytacje przechodziły w sen. B wiedząc, że łatwo zasypiam, zawsze do medytacji wysłał mi pomocnika, który nie zawsze delikatnie przywracał mnie do rzeczywistości.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #114 dnia: Marzec 29, 2019, 05:18:05 pm
Dziura w całym
 
Wsłuchiwanie się w pustkę dźwiękową pomiędzy ruchami wahadła zegara nie było jedyną „atrakcją” w naukach B. Skonstruował  on i wyspawał wraz z jednym z uczniów specjalny bujany fotel. Miał on bardzo dużą bezwładność przy zmianie kierunku ruchu. Przez długi moment nie było się pewnym zachowania fotela. Miało się wrażenie, że fotel zawiesza się w ruchu, a siedząca na nim osoba nie miała pewności, czy fotel wróci do pierwotnej pozycji, czy też się przewróci. Ćwiczenie to pozwalało ciału wyczuć moment przejścia. Fotel i zegar pozwalały wyłapywać subtelny moment, w którym wszystko się zmienia, a jednocześnie pozostaje tym samym. Castaneda z Don Juanem szukali tego momentu obserwując wschód i zachód słońca. Znalezienie tego momentu w snach, gdy zasypiamy, a jednak nie śpimy, pozwala je programować poprzez Intencję.
Gurdżijew w swoich książkach opisał zasadę prawa oktaw. Przejście z jednego poziomu na drugi, co w skali dźwięków oznacza przejście oktawy z „do” do „do” poziom wyżej, obarczone jest dwoma przeszkodami w postaci brakujących dźwięków.
Pisanie wspomnień również podlega prawu oktaw. Wracając od B mam zawsze dużo energii i pomysłów, które mogę realizować. Dlatego B cały czas nalega, aby robić jak najwięcej od razu po powrocie i nic nie odkładać nawet o dzień. Odkładanie  podjęcia działań osłabia impet energii, jaką otrzymaliśmy. W pewnym momencie nie wystarcza energii B i praca ustaje. Jeśli widząc nadchodzący koniec „darmowej energii” nie podejmiemy dodatkowego działania, wracamy do punktu wyjścia. Ponowny powrót do podjętych działań wymaga dodatkowego impulsu z „zewnątrz” lub ciężkiej pracy własnej.
Świadomość możliwych trudności i doświadczenie zdobyte w pracy z B pozwalają łatwiej radzić sobie w codziennym życiu. Jestem przekonany, że bez znajomości tych zasad nie mamy właściwie szans na dalszy rozwój, ponieważ podejmowane przez nas działania prowadzą nieuchronnie do punktu wyjścia.
Odkąd pamiętam, nawet próbując pracować tak jak B, bez ustanku powtarzam sobie jedną modlitwę, jaką gdzieś kiedyś wyczytałem: „Boże spraw, aby mi się chciało, tak jak mi się nie chce”.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #115 dnia: Marzec 30, 2019, 07:47:59 pm
Łamanie kości
 
Odkąd zacząłem ćwiczyć, przez cały czas mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, że nie będę musiał się już martwić swoim zdrowiem. Kiedyś wydawało mi się, że gromadzenie energii polega na jej ciągłym powiększaniu. Nie dopuszczałem takiej możliwości, że poziom energii może spadać.
Patrząc na B dochodzę do wniosku, że ważna jest umiejętność gromadzenia energii, a nie samo jej zbieranie. B podliczał ostatnio, że miał już ponad trzydzieści sześć, czy trzydzieści siedem operacji i zabiegów.  Oprócz poważnej operacji serca, podczas której był już w „tunelu w drodze do światła”, miał liczne złamania kości i żeber. Zwichnięć stawów i zerwania wiązadeł nie sposób zliczyć. Można by się pokusić o stwierdzenie, że z B jest coś nie tak - chyba, że zna się przyczynę powstania tych urazów. Z opowieści uczniów z Kaukazu wiem, że na pewno klika razy B połamał żebra ratując swoich uczniów. Jedno zdarzenie miało miejsce podczas kopania pionowego szybu (tzw. dziury) pod piramidą. Dziwnym zbiegiem okoliczności B na chwilę przed wypadkiem miał świadomość, że za klika chwil wydarzy się coś co spowoduje, że któryś z jego uczniów odniesie obrażenia. Chwilę później zasypywał się wykop, a B ratując ucznia, połamał sobie kilka żeber.
Kiedy ostatnim razem, sam będąc po kontuzji kolana i nie mogąc ćwiczyć wszystkiego co nam pokazywał,  zapytałem go, czy nie można żyć jakoś normalnie  - tak bez kontuzji, zaśmiał się tylko i powiedział, że jakby sam  nie zaznał bólu i cierpienia, to niby jak by mógł wczuwać się w położenie innych ludzi i im pomagać?
Po kliku dniach naszych intensywnych ćwiczeń u B, doznał on nagle urazu barku. Doskwierał mu on bardzo, aż do naszego wyjazdu. Nie mógł przez to pokazać nam wszystkich nowych ćwiczeń, jakie sobie zaplanował.
Podczas jednej z rozmów w kuchni przy herbacie powiedział mi, że taki jest nasz los. Zbieramy energię, robimy się mocni, a życie daje nam w kość, niejednokrotnie ocierając nas o śmierć. Liżemy rany, wstajemy i ćwiczymy jeszcze mocniej, wiedząc, że za chwilę życie zgotuje nam kolejną, jeszcze mocniejszą próbę. Całość podejmowanych działań przygotowuje nas do ostatniego występu w chwili śmierci.
Wszystko to nie przeszkadza prosić nam za każdym razem Boga, Intencję, czy Żywioły o zdrowie i długowieczność, które mogą zostać nam dane bez żadnych naszych zasług, czy starań.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #116 dnia: Kwiecień 20, 2019, 07:51:00 pm
Szukanie rozwiązań
 
B powtarza, że szukając rozwiązania jakiejś sprawy, powinno się brać pod uwagę kilka różnych wariantów  jej rozwiązania. Nie zawsze pierwsza myśl musi być tą najlepszą.
B któregoś razu zapytany o śnienie lub raczej o jego brak, powiedział, że musimy kumulować energię i przestać tracić ją na głupoty. Niestety jedną z takich głupot miała być kopulacja. Powiedział, że jeśli chce się śnić, nie można uprawiać miłości częściej niż raz w miesiącu.
Po udzieleniu odpowiedzi B poszedł do innego pokoju oglądać wiadomości,  a ja pozostałem w kuchni i oddałem się rozmyślaniom.
Pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy była taka, że przecież nie każdy musi być śniącym i równie dobrze można uczyć się być zwiadowcą. Druga myśl jaka przyszła mi do głowy, uświadomiła mi, że przecież musi być jakieś inne rozwiązanie poza wyrzeczeniami. Od tego momentu zrobiłem szybki przegląd wszystkich systemów pomiaru czasu jakie miałem okazję poznać. W historii raz na „miesiąc” nie znaczy około raz na trzydzieści dni. Obieg Księżyca wokół Ziemi trawa ponad dwadzieścia siedem dni. Zawsze to już o czterech dni mniej na oczekiwanie kolejnego razu, kiedy będzie można oddać się miłosnym uniesieniom. Chwilę później dziękowałem, że musiałem się uczyć historii. Przypomniałem sobie o kalendarzu Majów, który był połączeniem dwóch systemów pomiaru czasu – księżycowego i słonecznego. Wyznaczanie upływu czasu przez Majów przewyższa system jaki stosujemy obecnie. Poza tym i co dla mnie najważniejsze „miesiąc” w kalendarzu Majów to już tylko dwadzieścia dni.
Na koniec rozważań pozostawał mi jeszcze w zanadrzu wariant stworzenia własnego kalendarza, w którym miesiąc trawa dwadzieścia cztery godziny.
Po wiadomościach B wrócił do stołu i jak zobaczył, że odpłynąłem w rozmyślaniach, zapytał o czym tak intensywnie myślę. Powiedziałem mu o moich wszystkich dywagacjach i rozwiązaniach jakie przyszły mi do głowy. Zaśmiał się, wziął ze stołu kawałek czekolady i go zjadł. Odchodząc ponownie od stołu powiedział, że jedzenie czekolady wytwarza w mózgu endorfiny,  których działanie porównuje się do poziomu  ekstazy osiąganej podczas uniesień cielesnych.
Po powrocie do Polski, stosując się do wytycznych B czekałem z upragnieniem na ten dzień, w którym oddam się w końcu uniesieniom. Gdy już przyszedł, poszedłem do sklepu i podczas zakupów kupiłem dzieciom tabliczkę czekolady. Niestety Buzialka znalazła ją w torbie z zakupami i nim się zorientowałem, „pożarła” ją całą. Gdy ją zapytałem a co w takim razie z naszym wyczekiwanym współżyciem, powiedziała, że czekolada jej wystarczy.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #117 dnia: Kwiecień 29, 2019, 09:39:36 pm
Wierzenia a Castaneda
 
Jednym z ćwiczeń jakie robiliśmy u B było wciąganie do ciała energii, która znajdowała się nad naszymi głowami w postaci kuli.  Kula miała być wielkości małej piłki plażowej. Z kuli poprzez kark energia miała być wciągana do ciała i dalej przez kanały energetyczne rozprowadzana po ciele. Następnie energia ta była kumulowana w punktach energetycznych – nawijana jak nitka na kłębek.  Energia kuli miała być według słów B powiązana z Intencją. 
Ćwiczenie wykonywałem przez jakiś czas, a później całkowicie o nim zapomniałem.
Podczas jakiejś wycieczki ze znajomymi po podlaskich cerkwiach, oglądałem na ścianach przedstawienia Świętych. Na każdej pisanej ikonie (Bóg zabronił malować jego wizerunku więc Prawosławni nie malują przedstawień Boga i Świętych- oni je piszą), nad głową Świętego znajduje się złoty lub żółty krąg. Jeśli powiązać te dwa fakty za sobą, to Święci byli  i są przedstawiani na obrazach, jako osoby mające bezpośredni kontakt z Intencją.  Idąc tym śladem dalej, okazuje się, że w całej historii  ludzkości wianki, nimby, czy glorie uosabiały u osób je noszących, kontakt z czymś wyższym.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #118 dnia: Maj 01, 2019, 09:47:54 am
Medycyna a Castaneda
 
W starożytności symbolem medycyny stał się wąż owinięty na lasce Asklepiosa. Dwa węże owinięte razem spiralnie tworzą kaduceusz. W jednym z ćwiczeń Castanedy zajmujemy się energią strumienia „Siły Tworzenia”, która rozczepia się na dwa oddzielne strumienie. Zstępujący kanał przechodzi wzdłuż lewej części głowy i prawej części tułowia,  gdzie na poziomie organów płciowych owija się spiralnie wzdłuż centralnej osi, po czym w najniższym punkcie tułowia przecina centralną oś, przechodząc w lewy wstępujący kanał. Energię, która koncentruje się wokół centrum energetycznego „otworu nad głową” znajdującego się w osi centralnej, można podzielić na dwie jakości. Mamy do czynienie z energią jasną i lekką znajdującą się w centrum, oraz ciemną i ciężką, koncentrująca się na peryferiach otworu. Jeden i drugi rodzaj energii jest wciągany poprzez spiralne ruchy wykonywane na różnych poziomach ciała fizycznego. Jeśli na kartce papieru narysujemy drogę wciąganej energii, otrzymamy ni mniej ni więcej rysunek kaduceusza.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 126
Odpowiedź #119 dnia: Maj 04, 2019, 09:20:40 pm
Wycieczka
 
Pewnego dnia u B gościło ponad dwadzieścia osób z Polski. B postanowił zorganizować nam wycieczkę w głąb kraju, abyśmy mieli co opowiadać po przyjeździe rodzinom i znajomym. Każdy po naszym powrocie był ciekawy o to co tu się działo, a inni ćwiczący, którzy nie pojechali z nami, wypytywali o nowe ćwiczenia. Co byśmy im nie powiedzieli, wszyscy byli zazdrośni. Jedni o to, że wyjechaliśmy w daleką podróż, inni o to co widzieliśmy lub, że poznaliśmy coś nowego. Jeszcze inni byli zazdrośni ot tak, dla zasady, bo zazdrość jest mocno wszczepiona w naturę ludzką.
B zaproponował wycieczkę na miejscową, świętą górę. Stanowiła ona dla nas dużą atrakcję, gdyż według miejscowych, dotrzeć do świętego miejsca mogły tylko osoby o czystej „duszy”. Miejscowi, aby móc przejść pomiędzy skałami, oczyszczali się przez kilka miesięcy odprawiając posty, czy modlitwy. Podobno osoby „grzeszne” i „złe” nie mogły pokonać psychologicznej bariery przejścia pomiędzy wąskimi skałami prowadzącymi na szczyt góry. Każdy z nas miał cichą nadzieję, że jest na tyle dobrym człowiekiem, że góra go przepuści. Ludzie lubią szukać potwierdzenia słuszności, tego co robią.
Aby dostać się na górę trzeba było pokonać wysokość czterech tysięcy metrów n.p.m. Z tego podjechać autem można było na wysokość dwóch tysięcy metrów. Dalszą podróż trzeba było odbyć pieszo. W skład naszej ekipy wchodziło zarówno kilkuletnie dziecko, jak i osoby w kwiecie wieku, dla których wejście mogłoby stanowić poważny problem.
Przed wyjazdem trwała zażarta dyskusja pomiędzy uczniami o to czy wchodzić, czy nie wchodzić na tą górę. Rozważano też co zrobić z osobami, które będą miały problem aby tam dotrzeć. B słuchając naszych kłótni zaproponował inne wyjście z tej sytuacji. Powiedział, że możemy przecież jechać w inne miejsce w górach gdzie są wspaniałe wodospady, a dojechać tam możemy bezpośrednio samochodem. Wszyscy uznali to za dobre rozwiązanie, choć w głębi duszy, ja i inni którzy mogli by wejść, mieli żal do tych co wpłynęli na zmianę decyzji o wchodzeniu na górę.
Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z autobusu, B pokazał nam na górę, która była nieopodal wodospadów i kazał nam na nią medytować. Po kilku minutach powiedział, że już wystarczy i zapytał wszystkich o to, kto co poczuł. Gdy okazało się, że nikt z nas niczego nie czuje, stwierdził, że ta góra ma większą moc, niż ta na którą się wybieraliśmy. Na szczęście B nie skomentował tego, „że święte góry są dla świętych”, bo bym chyba się obraził.


 

misy kryszta?owe