Forum IRN - Rozwój Świadomości
Instytut Roberta Noble

Moja przygoda z Magicznymi krokami

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #120 dnia: Maj 05, 2019, 12:29:21 pm
Modlitwa
 
Na pewno każdy z nas, jeśli się sam nigdy nie modlił, to wie, co to modlitwa i do czego służy.
Modlimy się o zdrowie, o to by nam było dobrze, za innych żyjących lub zmarłych. Generalnie modlić się można z każdego powodu. Mi chytremu, modlitwa zazwyczaj jest potrzebna, gdy chcę coś od Boga niezasłużenie lub tzw. „poza kolejnością”. Oczywiście Bóg musi być jeszcze bardziej chytry, bo cały czas nie daje się na to nabrać.
B pokazał nam jeszcze inne oblicze jakże znanego od wieków rytuału. Pierwsze co mnie zaszokowało to jego stwierdzenie, że modlitwa to forma medytacji służąca głównie do zatrzymania dialogu wewnętrznego. Nie na darmo mądrość ludowa głosi, że rozmawiać z Bogiem można tylko w ciszy – ciszy naszego umysłu. Monotonne, wielokrotne powtarzanie tekstu powoduje wyłączenie umysłu. Wewnętrzna cisza jest kluczem do magii.
B kiedyś zachęcił nas do odmówienia tysiąc razy modlitwy „Ojcze nasz”. Jest to uniwersalna modlitwa znana na całym świecie i uważana przez główne religie. Ważne w tym zadaniu było to, aby liczyć odmówione modlitwy. Podobno po takiej długiej modlitewnej sesji, jest się już na zawsze innym człowiekiem. Może miałem poszarzałe lustro, a może za słabo się modliłem i myślałem w międzyczasie o głupotach, ale nie zauważyłem po sobie efektów tego ćwiczenia.
Modlitwy wykorzystywał w swoim systemie pierwszy nauczyciel B. Od tego czasu, B choć sam jest muzułmaninem, ma u siebie zdjęcie twarzy Jezusa zrobione na podstawie Całunu Turyńskiego, które dostał od swojego Nauczyciela.
Sam niejednokrotnie modliłem się ze strachu, czy w ramach zabezpieczenia się przez ingerencjami innych energii. Modlitwa w takich chwilach pozwala zachować zimną krew i daje opanowanie.
Cieszą mnie strasznie modlitwy moich dzieci, które mam okazję obserwować. Nie dość, że mówią do Boga, aby się modlił za nimi „grzecznymi”, dziękują mu za rzeczy ważne jak zdrowie rodziny, to zawsze do takiej modlitwy  wcisną prośbę o jakąś gumę, czy lizaka. Jeśli Bóg patrzy na nas tak jak ojciec, to łatwiej może się nad nami zlituje, gdy będziemy modlitwę traktowali jak rozmowę z kimś bliskim, a nie tylko formułkę, którą trzeba wypowiedzieć ileś tam razy, aby coś otrzymać.
 
…..
 
Według zasady” tak i nie tak” jest i druga strona medalu.
Bardzo dobrze, że nie każda modlitwa zostaje wysłuchana. Ile to razy prosimy Boga, aby coś złego zrobił komuś w naszym imieniu? Ile armii walczyło ze sobą w imię Boże, modląc się o zwycięstwo? Jeśli Bóg by spełniał wszystkie nasze prośby, ludzi, którzy nie panują nawet przez kilka sekund nad tym co myślą i robią? Myślę, że wszystko miało by swój koniec, już na samym początku.
 
Chyba to właściwy czas na kolejną bajkę.
 
Drzewo życzeń
 
Gdzieś daleko na rozstajach dróg rosło sobie drzewo, które spełniało życzenia. Legenda głosi, że wielu ludzi postradało pod nim życie.
Działo się tak wówczas, gdy ktoś zmęczony usnął pod nim, nie wiedząc o jego magicznych właściwościach. Zazwyczaj podróżny, zaraz po przebudzeniu myślał o zaspokojeniu głodu. Jakież było jego zdziwienie, gdy momentalnie pojawiały się przed nim wszystkie smakołyki świata. Gdy się najadł, myślał o tym, jaki jest spragniony i nagle zjawiały się przed nim różne trunki. Przeważnie podróżny w tym momencie pojmował, że może mieć wszystko, o czymkolwiek zamarzy. W większości przypadków zaczynał w takiej chwili pragnąć bogactwa i otrzymywał olbrzymią fortunę. Kiedy upajał się swym bogactwem, dostrzegał na drodze innych podróżnych i przychodziła mu do głowy myśl, że zaraz go zamordują, aby go ograbić. Niestety drzewo podążało za każdym pragnieniem, czy wyobrażeniem swojego gościa i tym sposobem mało kto mógł skorzystać z jego mocy dłużej niż przez chwilę.
Dlatego tak ważnym jest, aby zawsze mieć pod kontrolą to, o czym się myśli, bo nigdy nie wiadomo czy nie spotkamy na naszej drodze takiego właśnie drzewa.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #121 dnia: Maj 06, 2019, 11:16:23 pm
Widok z okna samochodu
 
Od kilku lat przełamaliśmy strach związany z tym, aby do B jechać najkrótszą drogą, która prowadzi obok gór Kaukazu. Postanowiliśmy nie objeżdżać wszystkich „niebezpiecznych miast” - znanych z relacjach telewizji, gdzie kilkanaście lat temu była wojna. Różnie to bywa z naszymi wyjazdami i dlatego ciężko nam zaplanować porę dnia w której będziemy przejeżdżać w rejonie najwyższych szczytów górskich. Przywykliśmy już do niskich gór przyległych do Morza Kaspijskiego i kilku wysokich szczytów Piatigorska. W oddali zawsze majaczyły jakieś cienie, ale równie dobrze mogły to być chmury. Każdy miał w świadomości, że gdzieś nieopodal czają się te sławne pięciotysięczne szczyty. Niestety nie zdarzyło się nam nigdy zjechaliśmy z trasy i ich szukać.
Tym razem pogoda dopisała i to co zobaczyliśmy wprawiło nas w osłupienie. Cały czas w zasięgu wzroku widzieliśmy góry sięgające jakieś kilkaset metrów nad poziom horyzontu. Nagle ukazały się nam góry pięciokrotnie przewyższające szczyty, które do tej pory uważaliśmy z duże. Nastąpiła chwila niedowierzania, czy to przypadkiem nie są chmury przypominające szczyty. Gdy stanęliśmy na poboczu i potwierdziliśmy, że to jednak prawdziwe góry, przeżyliśmy szok. Nie wiem jak reszta załogi, ale mi „szczęka opadła” z wrażenia.
Od razu nasunęły mi się dziwne skojarzenia. Góry, które widzieliśmy można porównać do poszukiwań przez ludzi wiedzy. Wszyscy tak jak my, od lat przejeżdżający obok mniejszych gór podziwialiśmy je, myślą o ich wielkości. Całe życie można tak jeździć i nie podjąć najmniejszego trudu by wejść na ich szczyt i je poznać. Nie mieści się też nikomu w głowie, że za tymi górami może być jeszcze inna góra, dużo większa i potężniejsza. Poznanie kolejnych gór pozwala nam dopiero dostrzec prawdziwą wielkość tych pierwszych.
To o czym pisał Castaneda i zaleca cały czas nam B, to jest bliższe poznanie otaczającego nas świata i ludzi. Czasami podziwiamy kogoś z daleka, za coś, co ma miejsce tylko w naszych wyobrażeniach. Boimy się podejść bliżej i zobaczyć, że to co sobie myśleliśmy na czyjś temat, jest zwykłą ułudą. Co by się z nami stało, gdyby się okazało, że ktoś kogo podziwialiśmy, jest takim samym zagubionym człowiekiem jak my?
Czym różni się zamartwianie się o 100 zł czy o 100 tyś. zł? Wydaje mi się, że niczym. Jedyna różnica to tylko skala zer stojąca za jedynką.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #122 dnia: Maj 07, 2019, 08:06:25 pm
Pomnik Żyguli
 
B miał w młodości Ładę 2102 zwaną potocznie „Żyguli”.  W czasie naszych wcześniejszych wyjazdów wspominał, że rozbił swoją Ładę gdzieś w jakiejś wiosce, a jego auto, lub to co z niego zostało, postawiono na postumencie jako przestrogę dla innych kierowców.
W czasie naszych wyjazdów w góry, B często prosił, aby mu dać pojeździć po górskich nieuczęszczanych drogach. Jednego razu, gdy pojechaliśmy na dwa auta i B kierował w górach naszym Oplem Zafirą, skręcił za szybko przejeżdżając przez strumień i zakopał auto w błocie.  Na szczęście drugi samochód był terenowy z napędem na cztery koła. Dzięki temu udało się go objechać i wyciągnąć. Opel zakopał się tak mocno, że po powrocie do polski mogłem sprzedawać lecznicze błoto, które wydłubywałem przez dłuższy czas z nadkoli.
Przed ostatnim naszym wyjazdem do B dużo ćwiczyłem w związku z rehabilitacją stawu kolanowego. Miałem mało czasu przed sezonem zimowym, więc każdą wolną chwilę poświęcałem na ćwiczenia. Oprócz zabiegów z rehabilitantką chodziłem do pobliskiej siłowni. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku,  że mam tak mało ruchu, że równie dobrze mogę na siłowni ćwiczyć całe ciało. Znalazłem klika maszyn na których mogłem mechanicznie ćwiczyć mięśnie odpowiedzialne za stabilizację punktu połączenia. Dzień po dniu ćwiczyłem z intencją poruszenia punktu scalającego. Na klika tygodni przed wyjazdem do B, moje uczucie stabilności zniknęło.  Nie mogłem skupić wzroku na żadnej rzeczy dłużej niż przez chwilę, gdyż miałem uczucie, że wzrok przykleja się do tego przedmiotu i za chwilę przedmiot przejmie całą moją uwagę. Miałem nieustające wrażenie, że zaraz odpłynę. Kiedyś podczas ćwiczeń Tensegrity udało mi się przestawić punkt scalający. Takiego strachu to jeszcze nie znałem. Strach przepełniał każdą komórkę mego ciała. Drżało całe ciało. Przy tym odczuciu, krótkie zaśniecie za kierownicą podczas jazdy autem to pryszcz.
Gdy rozmawiałem o tym z B bardzo się z tego ucieszył. Pochwalił mnie za to, że własnym wysiłkiem udało mi się rozluźnić swój punkt scalający. Niestety sam nie byłem nastawiony tak do tego optymistycznie. Powiedziałem mu, że problemem stały się moje wyjazdy do pracy. Podczas drogi cały czas bałem się, że stracę kontrole nad tym co robię i mogę spowodować wypadek. B chwilę pomilczał i powiedział do mnie, że teraz już wiem sam czemu on nie ma samochodu tyle lat i nie pcha się zbytnio do prowadzenia auta.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #123 dnia: Maj 10, 2019, 11:35:00 pm
Gość w dom, Bóg w dom.
 
Kiedyś w czasie muzułmańskiego postu Ramadanu do B przyjechali goście z Polski.
Wszyscy uczniowie i rodzina pościli już kilka dni. Gdy tylko goście pojawili się w drzwiach, żona B nie wiedziała jak ma ich przyjąć. Zgodnie z tradycją, należało poczekać do zachodu słońca, aby było można podać coś do jedzenia. B widząc, że po powitaniach i wizytach gości w toalecie w celu zmycia trudów podróży, żona nadal nie kwapi się, aby podać coś do jedzenia, zapytał ją, czy już nie mają nic w lodówce, gdyż nic nie podała do jedzenia?  B bardzo się zdenerwował, gdy usłyszał odpowiedź, że przecież jest post i trzeba poczekać do wieczora z przyjęciem. Sam wyciągnął co było w lodówce i zaczął szykować przyjęcie. Gdy B postawił na stole alkohol, rodzina i miejscowi uczniowie zdziwieni zapytali go co robi i dlaczego nie szanuje ich tradycji. Zarzucali mu przy tym, że przez te kilka tygodni trwającego  postu, był dla nich wszystkich bardzo surowy i pilnował zawzięcie, aby wszyscy przestrzegali postu i wypełniali nakazy religijne. B przez pewien czas się nie odzywał, pił i jadł zachęcając do tego zdziwionych gości, którzy zarzekali się, że nie są głodni i że mogą poczekać z przyjęciem do wieczora. Gdy już rodzina i miejscowi uczniowie zaczęli jeść i pić, a na domiar wygłaszać toasty zapijając je wódką, B nie wytrzymał i w końcu powiedział co myśli o tak pojętym „sercu i gościnności”. Toast zaczął się od tego, że B pokazując na przybyłych, powiedział o ich wysiłku i poświęceniu,  włożonym w to żeby móc do niego przyjechać. Każdy z przyjezdnych wydał sporo pieniędzy, aby udało mu się przyjechać na tę parę dni, aby móc zobaczy się z B i może przy okazji coś się jeszcze nauczyć. B powiedział, również, że tradycja i post są bardzo ważne i potrzebne w rozwoju każdego człowieka wiedzy. Natomiast najważniejszy w tym wszystkim jest sam człowiek i żeby nigdy o tym nie zapominać. Nie na darmo mówi się we wszystkich religiach i tradycjach, że „gość w dom, to Bóg w dom”. B powiedział też do tych najbardziej oburzonych jego słowami i postępowaniem, że post mogą równie dobrze zacząć po wyjeździe gości, a na świecie od tego, że będą pościć kilka dni po oficjalnym poście nic się nie zmieni.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #124 dnia: Maj 12, 2019, 10:48:45 pm
Geny
 
Gdy rodził mi się syn, moi rodzice nie byli zadowoleni z faktu, że zadaję się z Buzialką. Ojciec to nawet nie starał się ukryć tego niezadowolenia. Zadzwoniłem do niego i oznajmiłem mu, że został dziadkiem, a on skwitował to wszystko mówiąc, że mało go to interesuje.
Kilka miesięcy po tych narodzinach pojechałem do B. Buzialka z dziećmi została oczywiście w Polsce.
Siedzieliśmy raz z B popijając „herbatę”, gdy nagle B oznajmił, że ma dla mnie zadanie. Nigdy nie lubiłem, gdy musiałem robić coś co wymagało ode mnie dodatkowych nakładów sił. Jeszcze bardziej nie lubię robić czegoś, co wymaga ode mnie dodatkowych nakładów pieniężnych. B wymyślił, że jak wrócę do Polski mam wziąć swoje dziecko i zawieść je moim rodzicom. Oczywiście powiedziałem mu wcześniej z jakim entuzjazmem przyjęli oni jego narodziny. B jednak nie brał w ogóle moich argumentów pod uwagę. Zaraz po powrocie miałem zrobić to co powiedział. Na moje pytanie, a co będzie jak mały zacznie płakać – odpowiedział - że czym więcej będzie się darł, tym będzie lepiej.
Po powrocie powiedziałem Buzialkę co musimy zrobić. Była w szoku, że w ogóle B mógł wpaść na taki pomysł. Na szczęście przez noc przemyślała temat i trochę jej przeszło.
Nie czekając długo zadzwoniłem do swojej mamy, że przyjeżdżamy. Po kilku godzinach byliśmy u mojej mamy. Zgodnie z sugestiami B wszedłem do domu z małym. Postawiłem fotelik na kanapie, dałem małego do rąk babci,  położyłem torbę z pieluchami i kaszką i pod pretekstem, że muszę podjechać do centrum na pięć minut wyszedłem. Buzialka siedziała w tym czasie w samochodzie i ze stresu odpalała jedną fajkę po drugiej. W centrum miasta udało mi się spotkać mojego kolegę ze szkolnych lat, który akurat był w tym czasie z wizytą u swojej mamy. Siedzieliśmy u niego jakąś godzinę, gdy moja mama zaczęła wydzwaniać do minie z pytaniami, gdzie jestem i czemu tak długo nie wracam. Powiedziałem jej oczywiście, że już jadę. Dzwoniła jeszcze kilka razy, a ja za każdym razem mówiłem, że już wychodzę. Po dwóch godzinach wróciłem do niej tym razem z Buzialką. Mały akurat podczas naszej nieobecności cały czas był grzeczny. Babcia zrobiła mi awanturę, że tak długo mnie nie było. Okazało się, że na babcię pomysł B zadziałał. Ważne w planie B była kolejność w jakiej mieliśmy przeprowadzić zapoznanie z wnuczkiem. Powiedziałem mamie, że wybieram się teraz do ojca. Mama stwierdziła, że pojedzie z nami. Niestety nie było tego w naszym planie. Akcję oswajanie małego z dziadkami miały być przeprowadzone pojedynczo. Powiedziałem wtedy mamie, że dostaliśmy właśnie pilny telefon i musimy wracać szybko do teściów. Mama mimo to jednak wybierała się do ojca, gdyż mieszkali i pracowali w innych miastach, a spotykali się w weekendy u ojca. Wyszedłem od mamy i pojechałem szybko do ojca. Miałem dwie godziny przewagi nad autobusem, którym jechała mama. Tyle czasu akurat potrzebowałem. Wysadziłem Buzialkę pod sklepem, gdyż nie chciała jechać pod sam dom ojca. Wszedłem do domu, ojciec siedział w fotelu. Posadziłem małego naprzeciwko ojca w foteliku. Położyłem obok torbę z kaszką i pieluszkami. Wyjąłem małego i wcisnąłem go w jego  ręce. Kazał mi go zabierać, ale szybko wyszedłem i wychodząc powiedziałem, że za pięć minut wracam i żeby go chwilę potrzymał.
Wziąłem spod sklepu Buzialkę i pojechałem do domu mojej koleżanki. Była w dużym stresie. Koleżanka pocieszała ją jak umiała. Te dwie godziny trwały chyba dla niej jak cała wieczność. Na szczęście nie musiałem jej długo tłumaczyć, że tak trzeba. Po dwóch godzinach odebrałem zdziwioną mamę z dworca. Zapytała, gdzie Buzialka i dziecko. Powiedziałem, ze Buzialka jest u mojej koleżanki, a małego zostawiłem u ojca. Matka stwierdziła, że ojciec nie nadaję się na niańkę, gdyż mnie też nie umiał doglądać. Podobno moją kupę zmywał prysznicem w wannie trzymając mnie za jedną nogę. Stwierdziła, że ma nadzieję, że mały jeszcze żyje. Gdy wchodziliśmy do domu spodziewałem się dantejskich scen. Zakładałem, że mały będzie się darł lub krzyczał. B powiedział, że jeśli mały będzie się darł w tym czasie, to dla nas będzie jeszcze lepiej. Sam byłem zdziwiony tą ciszą, lecz w głębi siebie śmiałem się do rozpuku.
Gdy wszedłem do pokoju moim oczom ukazał się następujący widok. W telewizorze leciały obrady sejmu. Ojciec siedział w swoim ulubionym fotelu, a mały po drugiej stronie pokoju w foteliku. Jeden i drugi gapił się tempo w telewizor. Podobno nie krzyczał, a nawet się nie zesrał. Pojechałem i przywiozłem Buzialkę. Przyjechała tez koleżanka by rozładować trochę sytuację. Zjedliśmy obiad i wróciliśmy do teściów. Zrobiliśmy wszystko co założył B. Jego chytry plan przewidywał, że kontakt fizyczny z dzieckiem, zadziała na dziadków w ten sposób, że poczują w nim własne geny na poziomie wyższej świadomości. B powiedział wtedy, że przyjdzie czas, a dziadkowie będą prosić, aby dzieci mogły przyjechać do nich choć na kilka dni. Minęło parę lat od tamtych wydarzeń. Dziadek płacze jak dzieci od niego wyjeżdżają, a babcia już sama nie wie co im kupić, by zadowolić ich kaprysy.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #125 dnia: Maj 22, 2019, 10:58:12 pm
Zajęcia jogi
 
Od powstanie klubu fitness, czyli mniej więcej od dwóch lat, jestem pierwszym facetem, który od niedawna uczęszcza na zajęcia jogi. Dziś doszło do zabawnej sytuacji. Po skończonych ćwiczeniach, każdy z uczestników ma podpisać kartę uczestnictwa w zajęciach.  Dla wyjaśnienia należy dodać, że na każde zajęcia należy się wcześniej zapisać, gdyż jest więcej chętnych niż miejsc. Klub ustalił, że można to zrobić tylko na tydzień przed ćwiczeniami. Jeśli ktoś zajmie miejsce i nie przyjdzie, zostanie zablokowany i nie będzie mógł rezerwować zajęć przez kolejny tydzień. Zapobiega to wszystko zajmowaniu miejsca i nie przychodzenia na zajęcia.  Dziś po ćwiczeniach podchodzę do kartki, odszukuję swoje imię i widzę, że już jestem odhaczony. Pytam więc zatem wszystkich, czy ktoś omyłkowo nie zaznaczył mnie zamiast siebie.  Nagle jedna z Pań mówi, że zrobiła to za mnie, gdyż zobaczyła, że jestem, a nie podpisałem listy. Powiedziała to w następujący sposób: „jesteś jedynym chłopakiem, i nie zaznaczyłeś obecności, więc postawiłam za ciebie ptaszka”.  Kilka osób parsknęło śmiechem, pozostałe osoby śmiały się próbując powstrzymać mimikę twarzy. Już miałem coś odpowiedzieć, w stylu „a co na to powie moja żona”, ale zdołałem odpowiedzieć jedynie dziękuję.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #126 dnia: Maj 25, 2019, 12:19:40 am
Wydłużona podróż
 
Podczas jednego z pobytów B strasznie cisnął wszystkich, aby otwierali swoje drzwi i zapraszali innych do siebie w gości. Miała to być według niego, najlepsza metoda na otwieranie swojego serca.
Mieliśmy jechać właśnie do pewnego małżeństwa, które z nami ćwiczyło. B wsiadł do samochodu bardzo zmęczony. Ledwo się drzwi za nim zamknęły, a już usnął na kolanach dziewczyn. Zrobiło mi się go bardzo żal. Postanowiłem dać mu trochę czasu na odpoczynek, gdyż to ja byłem kierowcą.
Wynik mojej jazdy był taki, iż z planowanych pięciu minut drogi, woziłem ich po dzielnicy i okolicach z dobre  pół godziny. Mówiłem pasażerom, że są objazdy, zakazy albo, że jest akurat remont drogi. Najśmieszniejsze jest to, że z nami jechały dziewczyny, które znały drogę i nawet jedna z nich mieszkała w okolicy. Nikt z nich nie zorientował się, że jeździmy w koło. 
Ot taka moja, mała kontrolowana głupota.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #127 dnia: Maj 28, 2019, 08:48:31 pm
Nauczanie innych
 
B wymyślił, że mam znowu uczyć nowe osoby jakie do niego trafią, ćwiczeń tensegrity. Kiedyś cieszyłem się z takich zadań, ale teraz mam wątpliwości co do moich kompetencji. Nie dość, że musze znowu nauczyć się opisów ćwiczeń na pamięć, to jeszcze moje wyobrażenie o znaczeniu tych ćwiczeń uległo przeobrażeniu. Wystarczyło, że B dodał do naszych podstawowych ćwiczeń tańce derwiszów i wspomniał o prądach wirowych, a całe moje wyobrażenie o przepływie energii w ciele podczas ćwiczeń, uległo ewolucji. Zresztą nie pierwszy to już raz, gdy „puzzle” obrazujące stan mojej wiedzy się rozsypały i musze znowu złożyć je w nowej kompozycji. B powtarzał, że kolejnym etapem nauki jest przekazanie innym tego, co się dowiedziało samemu. Pozwala to na krytyczną ocenę swojej dotychczasowej wiedzy. Pytania nowych ludzi uczących się ćwiczeń, potrafią wskazać braki w zrozumieniu omawianego tematu. Ma tak chyba każdy nauczyciel, bez względu na temat nauczanego zagadnienia. W przypadku ćwiczeń tensegrity, lub każdych innych związanych z mocą, nauczyciel musi sam posiadać moc. W moim przypadku mam łatwiej, bo korzystam z mocy B. Niestety nawet z taką pomocą, sam muszę być w niezłej formie, aby moje ciało mogło wytrzymać takie obciążenie.
Pamiętam jak B uczył nas trzeciego zestawu i przez część zajęć moczył się w wannie. Grupa ćwiczących wytwarzała taką moc, że jego ciało nie wytrzymywało takiego obciążenia. W tamtym czasie, nikt z nas nie mógł mu pomóc i odciążyć go fizycznie, przejmując rolę asystenta pokazującego ćwiczenia. W takim wariancie B mógłby zajmować się tylko rozprowadzeniem energii. Również na filmach Cleargreenu, propagującego ćwiczenia tensegrity, nie zawsze osoba stojąca z przodu i pokazująca ćwiczenia, ma największą moc z całej grupy.
Pamiętam jak na jednym z pokazów zorganizowanych w ramach wykładów B, trzy osoby wykonujące ćwiczenia pierwszego zestawu, wytworzyły taka moc, że ludzie siedzący na sali nie mogli tego wytrzymać. Początkowo publiczność zgromadzona na tym wykładzie, sceptycznie podchodziła do treści o których mówił B. Okazało się, że na sali zebrało się sporo osób, które zajmowały się samorozwojem i miały inne zdanie na ten temat. Dopiero ćwiczenia wykonane przez uczniów B w ramach praktycznego pokazu, spowodowały, że publiczność przekonała się do argumentów B. Gdy B kazał uczniom pokazać drugi zestaw ćwiczeń, niektóre z osób siedzących w pierwszych rzędach prosiły B, aby przerwał pokaz. Mówiły, że już wierzą B i że dowiódł im, iż za jego słowami nie kryje się tylko czcza gadanina.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #128 dnia: Czerwiec 02, 2019, 08:56:37 pm
Czakry a hormony
 
Mając skrzywioną przegrodę nosową notorycznie mam problemy z zatokami. B nauczył mnie kiedyś jak za pomocą wody, soli i sody, można płukać zatoki. Po takim „zabiegu” mogę normalnie oddychać i nie mam wrażenia ucisku w głowie. Płukanie zatok pozwala również zapoczątkować proces rzucania palenia. Pozbywamy się z jamy nosowej szkodliwych substancji i wszystko nagle nie śmierdzi tytoniem. W tym roku B do mojej mikstury polecił dodawać po kropli jodu. Uzasadnił to faktem, że moje pokolenie zostało napromieniowane szkodliwymi pierwiastkami po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Większość osób ma przez to problemy z prawidłowym funkcjonowaniem tarczycy. Dwa lata temu B zalecił nam spożywanie owoców fejhoa, lecz w Polsce był problem z ich zakupem. Udało mi się jedynie kupić pulpę owocową sprowadzaną z Andów, więc suplementacja całej rodziny okazała się bardzo kosztowna. Po powrocie do Polski postanowiłem odrobić zaległości z układu hormonalnego człowieka i poczytać trochę na ten temat.
Ku memu zdziwieniu układ hormonalny pokrywa się z układem centrów energetycznych. Z ciekawostek, które udało mi się znaleźć wynika, że nazwa łacińska grasicy „thymus”, pochodzi od greckiego słowa „thumos”, które to oznacza duszę. Biorąc pod uwagę co mówił B o otwieraniu serca, może okazać się, że kluczem do sublimacji energii, bez której nie może odbywać się dalszy rozwoju człowieka, jest właśnie ten gruczoł. Grasica o opisach ćwiczeń tensegrity spełnia jeszcze jedną ważną funkcję. Jest odpowiedzialna za cały układ immunologiczny organizmu.
B nauczył nas kiedyś „ośmiu cudownych kanałów energetycznych”. Drugim miejscem w których mieliśmy sublimować energię, podczas pracy z kanałami, jest miejsce na plecach w okolicach nerek. Dopiero teraz do mnie dotarło, że nadnercza to też gruczoły.
W tym roku pracowaliśmy również z otwarciem trzeciego oka. Mieliśmy się skupiać na szyszynce, która również nomen omen jest gruczołem. Szyszynka podobno rozwija się czterdzieści dni po poczęciu i zanika czterdzieści dni po śmierci człowieka.
W książkach Castanedy można zauważyć, że Don Juan wspomagał proces jego rozwoju, podając mu substancję psychoaktywne. Jeśli połączyć zależność wytwarzania hormonów z rozwojem człowiek, to bez prawidłowej pracy gruczołów, nie mamy szans na uaktywnienie możliwości człowieka takich jak jasnowidzenie, czy telepatia.
Nie biorąc wspomagaczy, chcąc nie chcą, muszę dbać o zdrowie w myśl zasady „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. 


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #129 dnia: Czerwiec 04, 2019, 02:55:49 pm
W załączeniu opisy ćwiczeń tensegrity. Trzy zestawy stanowią całość, która jest kompletna jeśli chodzi o dostarczenie i rozprowadzenie energii w całym ciele. Magiczne Kroki zawarte w książce stanowią uzupełnienie poszczególnych elementów ćwiczeń i pozwalają skupić się na szczegółowych aspektach ćwiczeń.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #130 dnia: Czerwiec 04, 2019, 03:05:30 pm
Opis ćwiczeń pierwszego i drugiego zestawu tensegrity.

[font="Noto Sans", verdana, sans-serif]B za każdym naszym przyjazdem odpytuje nas z opisów ćwiczeń. Świadome wykonywanie ćwiczeń podnosi poziom uzyskiwanych rezultatów. Przed każdym machnięciem ręki, czy nogi, mamy przypomnieć sobie jaki jest cel tego ćwiczenia [/font]
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 04, 2019, 03:13:57 pm wysłana przez dage »


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #131 dnia: Czerwiec 06, 2019, 12:16:41 pm
Praca z żywiołami
 
B kilkakrotnie pokazywał nam jak można pracować z żywiołami. Tym razem wykorzystał do tego technikę. Kazał jednej koleżance wyszukać w Internecie obrazy przyrody, które odzwierciedlają poszczególne żywioły. Każdy film zawierał obraz i dźwięki natury, jaka odpowiadała każdemu duchowi. Pracując mieliśmy siedzieć w medytacji patrząc na monitor. Na początku zaczęliśmy pracę z Ziemią. B zwrócił się bezpośrednio do żywiołu: „Duchu Ziemi, Matko Ziemio, Witam Cię, Błagam Cię”. Następnie powiedział, że z żywiołem jesteśmy jednej krwi, oraz, że Ziemia i my to jedno, gdyż jesteśmy z niej stworzeni. Wszystkie żywioły miała łączyć energia ducha.  Prosił o oczyszczenie ciała i duszy z chorób, negatywnej energii złych ludzi, istot i wymiarów. Chciał otrzymać od Ziemi energię życiową, zdrowie, młodość, mądrość, wiedzę, siłę, radość, szczęście, mocny wewnętrzny spokój, oraz długowieczność, aby moc się w pełni rozwinąć. Kończąc prośby trzykrotnie wypowiedział słowa: „niech tak się stanie”. Następnie B kazał nam poczuć, jak idziemy boso po łące czując energię Ziemi. Miała napełniać nas radość, spokój, lekkość, czystość serca i duszy. Matka Ziemia miała ściągnąć z nas negatywna energię i ją zneutralizować. Wszystko odbywało się w scenerii łąki na której rosła trawa i kwiaty, a dokoła nas latały pszczoły i motyle, które zbierały nektar. B zapewniał Ziemię, że co byśmy od niej otrzymali i tak kiedyś do niej wróci. Chodząc po Ziemi mieliśmy nogami czuć jej energię. Każda nasza komórka ciała miała być napełniana jej energią. Następowało oczyszczenie ducha i duszy.
B powiedział kolejny raz niech tak się stanie, i mówiąc, że podchodzimy wyżej w góry, kazał zmienić wyświetlany film.
Usłyszeliśmy szum wodospadu. B powiedział zwracając się do Ziemi, że jest jej bardzo wdzięczny i podziękował z całego serca, mówiąc, że bez niej i innych żywiołów nie byłoby życia.
B przywitał Ducha Wody podobnymi słowami jak Ziemię. Powiedział, że w osiemdziesięciu procentach składamy się z wody, przez co łatwiej jest nawiązać kontakt z żywiołem za pomocą naszej „wewnętrznej wody”. Wymienił wszystkie właściwości wody i stany skupienia takie jak – woda, lód, śnieg, para, mgła, ciężka woda, lecznicza woda, trująca woda, woda dająca długowieczność i nieśmiertelność.  Woda miała zmyć nasze choroby i negatywy ciała i duszy. Woda miała nauczyć nas transformować, dać energię życia i odrodzić każdą komórkę, tak jak to się dzieje w przyrodzie po deszczu. Woda miała odtworzyć stracone zęby i włosy. Po prośbach o zdrowie i inne rzeczy, o które prosiliśmy wcześniej Ziemię, mieliśmy się stać wodą. Mieliśmy przelewać się przez kaskady wodospadu. Koncentrując się na pępku naprzemiennie otwieraliśmy i zamykaliśmy oczy, chcąc utrwalić w pamięci obraz wody. Po podziękowaniu żywiołowi Wody, udaliśmy się wyżej w górę docierając do lasu.
Przez konary drzew mieliśmy obserwować przebłyskujące słonce.
Po powitaniu ducha Ognia, którego symbolem jest Słońce, prosiliśmy go o wypalenie z naszego ciała i duszy negatywnej energii. Duch Ognia miał oczyścić każdą klatkę naszego ciała fizycznego, eterycznego i subtelnego. Energię Słońca poprzez oczy miała rozprzestrzeniać się po każdej komórce trzech ciał. Napełnialiśmy energią mózg, móżdżek, rdzeń przedłużony, przysadkę mózgową, szyszynkę. Energię rozprowadzaliśmy poprzez pierwszy i drugi kanał energetyczny. Następnie  kierowaliśmy ją do rąk, oskrzeli, płuc, trzustki, śledziony, wątroby, nerek, nadnerczy, jelit cienkiego i grubego, pęcherza moczowego, jajników, żołądka, ud, podudzi, dłoni i stóp. 
Po podziękowaniach, wspinaliśmy się według słów B coraz wyżej, aż do szczytu góry.
Wspinaliśmy się szczelinami pomiędzy dużymi głazami. Na dużym kamieniu mieliśmy dostrzec siedzącego orła, który symbolizuje ducha Powietrza. Duch Powietrza owiewał każdą komórkę orła. B prosił ducha Powietrza aby przewiał i oczyścił nasze ciało i duszę od chorób, wad i negatywów. Mieliśmy się stać orłem i poczuć jak wiatr kołysze naszymi skrzydłami . Wiatr miał wiać pomiędzy naszymi piórami, w każdej komórce, atomie, pomiędzy atomami i molekułami. Wiatr oczyszczając nasze ciało, dusze i ciało subtelne, powodował w nas uczucia lekkości, czystości i radości. Chciało się nam latać i wzbić w niebo. Żywioł miał wejść z nami w kontakt, i pomagać nam podczas dalszej z nim pracy.
Na samym szczycie mieliśmy dostrzec siedzącego przez grotą człowieka doskonałego – matrycy człowieka. Miała z niego promieniować energia miłości, dobroci, wiedzy, siły, mądrości, radości i szczęścia. Uczucia jaki miały nas przepełniać  oprócz radości, szczęścia, spokoju i harmonii, powodowały w nas równoczesną radość i uczucie płaczu. Energia i kolory jakie emanowały z człowieka doskonałego zmieniały nas i transformowały. Nasza energia i wibracje stawały się subtelniejsze, wrażliwe i czyste.
Koniec medytacji składał się z podziękować wszystkim Żywiołom za udzieloną pomoc.
B za każdym razem podkreśla, że wojownik, musi za wszystko dziękować. Wojownik nie powinien zaciągać u nikogo długów, a podziękowanie może być jedyną formą gratyfikacji jaką dysponujemy w danej chwili.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #132 dnia: Czerwiec 07, 2019, 12:38:56 pm
Pokaz mody
 
Byłem dziś na pokazie mody. Zastanawiałem się, czy mam założyć swoje białe, świąteczne skarpety do moich ulubionych sandałów, czy potraktować to wydarzenie jako coś normalnego i założyć czarne skarpety. Buzialka kazała mi nie robić rodzinie „obciachu” i założyć normalne buty, w których chodzę cały rok bez względu na pogodę. Uczestnictwo w pokazie wywołało we mnie tak silne wrażenie, że aż poruszył się mój punkt scalający, przywołując wspomnienia opowieści B na temat jego garderoby i zachowania. B w młodości nie miał za dużo pieniędzy i zaraz po ślubie, aby utrzymać rodzinę, musiał dorabiać rozładowywaniem wagonów. W nocy nosił worki, a w dzień normalnie pracował na uczelni, jako nauczyciel dokształcający psychologów. Z tego co opowiadał do swojej pracy stroił się jak paw.  Nie stać go było na nowe ubrania, więc przerabiał jak mógł swoją starą garderobę. Skracał, doszywał i przyozdabiał swoje marynarki. Chodził w pantoflach i zawsze musiał mieć białe skarpety. W pracy był uważany za eleganta. Koledzy choć mieli pieniądze i mogli sobie pozwolić na zakupu drogich ubrań, zazdrościli mu pomysłowości. Modne stroje i szarmanckie maniery, powodowały zachwyt jego osobą u żeńskiej części personelu.
Don Juan dzielił ćwiczących na dwie grupy. Niektóre osoby rozwijały swoje zdolności w śnieniu, inne w podchodzeniu. Podchodzenie polegało na przesuwaniu i unieruchamianiu punktu połączenia za pomocą własnego zachowania. Mistrzowie podchodzenia swoim zachowaniem i strojem, potrafili przekonać każdego, że są właśnie tacy jak pokazywali się ludziom. W ich działaniach nie można było dostrzec fałszu. Poprzez swoje role wymuszali poruszenie punktu scalającego, który pod wpływem intencji wojownika, przesuwał się na odpowiednią pozycję.
B powiedział kiedyś, że aby w człowieku zmienić cokolwiek, choćby jedną cechę, należy przesunąć jego punkt scalający. Nikt nie zmieni się bez poruszenia punktu, gdyż każda jego pozycja określa dokładnie tylko takie „zachowanie” człowieka. Lokator, którego spotkał Castaneda przesunięciem punktu scalającego potrafił zmienić swoją płeć.
Według B pozycja punktu powinna być też uwzględniana przy próbach leczenia ludzi, zarówno w strefie chorób ciała jak i psychiki. W przypadku takiego leczenia, największym problemem może być ustabilizowanie punktu polaczenia w nowym miejscu. Leczenie niektórych osób, tak aby można było uznać ich za w pełni zdrowych, może trwać latami. Podczas jednego z przyjazdów B do Polski, nakazał on wszystkim swoim uczniom zmianę garderoby na bardzo elegancką. Pamiętam jak mieszkając na Pomorzu, witałem w centrum Gdańska gości, którzy mieli uczyć się ćwiczeń tensegrity w gumofilcach i watowanej kamizelce. Dopiero później na zajęcia wkładałem krawat i marynarkę. Kilka minut zajmowało mi przejście z jednej roli w drugą. Ćwiczący mieli mieszane uczucia co do mojego zachowania znacznie dłużej. B mówił, że najważniejsze w podejmowanych posunięciach jest w każdym momencie pamiętanie o celu swojego działania. 
Warto więc przypomnieć, że wykorzystywanie zmiany ubrania, do zmiany sposobu zachowania, to pierwszy krok do poruszenia punktu scalającego.


Offline dage

  • ***
    • Wiadomości: 134
Odpowiedź #133 dnia: Czerwiec 14, 2019, 11:32:54 pm
Płaskość Ziemi
 
Z powodu upałów Buzialka wysłała mnie z synami na zakupy. W planach było kupno wentylatorów do wentylacji w łazience, oraz wiatraków do poszczególnych pokojów. Wychodząc z zakupami z hipermarketu budowlanego, starszy syn zapytał mnie co sądzę o zmianach klimatycznych jakie można obecnie zaobserwować. Odpowiedziałem mu, że jest coś takiego jak precesja i niezależnie od starań, czy postępowania ludzi, oś Ziemi zmienia się w ciągle w okresie dwudziestu sześciu tysięcy lat. Zmiana jest tak duża, że w skrajnych punktach wychyleniach osi ziemskiej, raz na trzynaście tysięcy lat mieszkając np. w Warszawie, można marznąć w klimacie wioski Św. Mikołaja w Rovanieni, a za następne trzynaście tysięcy lat, rozkoszować się klimatem Florencji. Na cykliczną zmianę klimatu podałem dzieciom jako przykład, powstanie jezior polodowcowych w Polsce, oraz obecnie topniejące lodowce w Europie. Gdy doszliśmy do auta, podszedł do nas jakiś człowiek i zapytał mnie czemu twierdzę, że Ziemia jest płaska. Totalnie zaskoczony pytaniem od człowieka, który pojawił się z nikąd, odpowiedziałem, że wcale tak nie twierdze. Rozmówca nie słuchając co do niego mówię, stwierdził, że Ziemia nie może być płaska, gdyż w takiej sytuacji oceany wylały by się poza jej krawędź. Dodałem, że też tak uważam, choć według mnie Ziemia nie jest idealną kulą, ze względu na jej ruch obrotowy. Widać było, że mojego rozmówcę zamurowało. Gdy kolejny raz zadał mi pytanie dlaczego twierdzę, że Ziemia jest płaska dotarło do mnie, że mam do czynienia z osobą, która może mieć problemy z psychiką. Człowiek ten rozmawiał podekscytowany, a podniesiony głos i brak reakcji na to co się do niego mówi, świadczyły, o tym, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Najbardziej zdziwione naszym spotkaniem pod sklepem były dzieci. Powiedziały, że miały ochotę zacząć nagrywać nasze spotkanie i  wylansować w sieci kolejną gwiazdę Podlasia, pokroju niedoszłego Prezydenta pana Krzysztofa.
Po powrocie do domu przypominało mi się, że kilka lat temu Buzialka katowała mnie informacjami na temat płaskiej Ziemi. Trwało to ponad pół roku. Na każdy jej argument starałem się znaleźć jakieś doświadczenie lub eksperyment, który potwierdzi lub zaprzeczy jej teoriom. Buzialka chciała, abym zastanowił się nad tym, że większość informacji jakie uzyskujemy np. w szkole, przyjmujemy jako pewnik, bez najmniejszej z naszej strony chęci ich weryfikacji.
Dziwne spotkanie przywołało wspomnienia kilku snów jakie miałem dawno temu. W jednym ze snów uczyłem się pobierać z Księżyca energię potrzebną do rozwoju mojej świadomości. Nasuwa się pytanie co ma wspólnego płaska Ziemia z Księżycem? Otóż według Gurdziejewa, Księżyc powstał w wyniku rozerwania naszej planety. Podczas kataklizmu wywołanego zderzeniem dwóch ciał niebieskich, z Ziemi oderwały się dwa duże kawałki. Jeden z nich krąży po dość dziwnej orbicie, a drugi każdy może zauważyć nocą na niebie. W celu ustabilizowania zaistniałej sytuacji, Księżyc musi pobierać energię z naszej planety. Nasz satelita do swojego rozwoju potrzebuje świadomości istot zamieszkujących Ziemię. Ćwiczenie jakie uczyłem się śniąc, polegało na odzyskiwaniu i wykorzystaniu energii Księżyca do własnego rozwoju.
Abstrahując, czy taka sytuacja kosmiczna miała miejsce, widok Ziemi zaraz po katastrofie bardziej mógłby przypominać dysk, niż kulę. O historii Ziemi miałem okazję poczytać z książek, które polecił nam czytać B. Były to książki opisujące wyprawę Muldaszewa do góry Kailash. Góra ta jest uważana za świętą. Utożsamia się z nią Szambalę mityczną krainę w której mieszkają Bogowie, decydujący o losach Ziemi. Do góry podróżował też Roerich, który współtworzył później tzw. Pakt Roericha mówiący o ochronie instytucji artystycznych, naukowych i zabytków historycznych.
B kazał namalować Kailash u siebie na bramie i na niego medytować. Kilka osób mówiło, że w ogrodzie u B, spotkało „osoby” wyglądające jak z opisów książek o Szambali. Na mnie największe wrażenie zrobił opisywany w książce fakt, że budowa monumentów i piramid nie była wcale przypadkowa. Po przeczytaniu książki oblepiłem globus nitkami, które przechodząc przez punkty w których znajdują się starożytne budowle, tworzyły idealną siatkę geometryczną. Cały sekret połączeń polegał na tym, że za punkty początkowe tworzenia siatki należało przyjąć nie obecne bieguny magnetyczne, ale te jakie według autora książki były dawniej. Z tak wykonaną pomocą naukową, pobiegłem podzielić się tą wiadomością ze swoją Panią Profesor od starożytności. Jej reakcja na moje rewelacje ostudziła moją chęć zostania naukowcem. Powiedziała mi, że takie „sensacje” nie zostaną dobrze przyjęte w obecnym systemie szkolnictwa, a ja jeśli chcę, mogę wygłosić wykład o „moich” odkryciach jej studentom. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i opowiedziałem studentom o genialnych budowlach wzniesionych przez starożytnych uczonych, służącym ogólnemu dobru planety i układu słonecznego. Myśląc o tym jak niewielka zmiana w jednej planecie może namieszać w całym okładzie planet, podziwiam geniusz tego, kto powiedział, że „trzepot skrzydeł motyla może wywołać trzęsienie ziemi w odległym miejscu naszej planety”.
Na zakończenie warto dodać, że zastanawiam się na tym co by zrobił mój rozmówca w sytuacji, w której opowiedziałbym mu o tym, że któregoś razu w śnie, B wysłał mnie na wycieczkę wokół naszej planety. Pamiętam jak musiałem później długo siedzieć w basenie, aby dojść do siebie, gdyż tak jak i mitologiczny Ikar, nie mogłem się powstrzymać i nie polecieć w kierunku Słońca.
Kto jest zatem większym wariatem?


 

misy kryszta?owe