Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Moja przygoda z Magicznymi krokami  (Przeczytany 1180 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 12, 2018, 07:16:17 pm »
Brama – nauka miłości!
 
Jak można innych uczyć kochać? B robił to poprzez swoją bramę.
Dla tych co nie wiedzą, dodam, że brama na wschodzie świadczy o właścicielu domu. Śmieję się czasem, że płotu może nie być ale brama musi być.
Jak można nauczyć się kochać od „bramy”?
Pierwsze, co trzeba zrobić to otworzyć ją dla innych ludzi. Żeby dom żył, trzeba żeby przebywali w nim ludzie. Stare przysłowie mówi „gość w dom, Bóg w dom”. Jeśli człowiek zaprasza do siebie innych ludzi, częstuje ich „czym chata bogata” to - chcąc nie chcąc - uczy się otwierać serce. Ludzie dawniej odwiedzali się codziennie w swoich domach. Wspólne imprezy, prace wykonywane przez całe społeczności pozwalały na ciągłe kontakty. Dzisiaj, żyjąc tylko po to, aby zarobić na chleb nie mamy czasu nawet dla swoich dzieci i bliskich. Nic nie łączy pokoleń i społeczności. Zamykamy się sami w sobie. Jesteśmy odizolowani w swoich mieszkaniach, pokoikach. Jak można mówić „kocham” trzymając ręce w pozycji zamykającej, skrzyżowane, założone na piersi? B jednemu ze swoich uczniów kazał uczyć się  miłości poprzez ciągłe powtarzanie gestu rozkładania ramion jak najszerzej na boki w geście otwartego oczekiwania. Czy nie ma w tym podobieństwa do otwartej bramy?
Z bramą wiąże się jeszcze jedna lekcja.
 
B każdemu z nas, czy gości odwiedzających jego dom podarował w pewnym sensie swoją bramę. W sumie rozdał ich bardzo dużo. Wszystkim odwiedzającym go ludziom pod wpływem jego i tego, co robił, udawało się choć na chwilę otworzyć swoje serce i poznać ten szczególny stan. B chciał, aby każdy wyszedł od niego odmieniony i nie zapomniał tego uczucia. Pamięć serca, otwartego serca to właśnie owa metaforyczna brama podarowana każdemu z gości. Sam wiem najlepiej, że wychodząc za bramę ciężko jest mówić o miłości a cóż dopiero cały czas nią żyć.
 
B uczył nas też piec chleb. Dzwonił po wszystkich znajomych, rodzinie, sąsiadach zapraszając ich na imprezę. Przy okazji pokazywał nam czym jest praca Nauczyciela. Z mąki, wody i innych dodatków wyrabiał ciasto. Następnie pytał nas, czy to już jest chleb? A potem tłumaczył, że takie ciasto staje się chlebem dopiero wówczas, gdy włożymy je do pieca. Jedna mała czynność może przekazać całą wiedzę świata.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 12, 2018, 07:18:01 pm »
Jak odzyskać buty od „świętego męża”.
 
Pewnego dnia, gdy byliśmy u B do jego drzwi zapukał pewien człowiek i zapytał czy może wejść na herbatę. B zaprosił go w raz z kobietą, którą tamten przedstawił jako swoją żonę. Gość wyglądał dosyć dziwnie. Jego strój i zachowanie sugerowały, że jest kimś w rodzaju szamana, magika i zarazem świętego. Powiedział, że właśnie wraca wraz z żoną z pielgrzymki do Mekki. Przechodził akurat obok domu B i zaszedł prosząc o gościnę. Jedyny szkopuł w tym, że dom B leży w środku osiedla, z dala od głównych ulic i tras wiodących do innych miejscowości czy dzielnic. B podjął gościa jedzeniem i piciem. W trakcie jedzenia gość opowiadał o swojej świętości - dobroci, szczodrości, ubóstwie, postach i wyrzeczeniach jakie sobie zadaje by jego życie stało się lepsze. Po kilku godzinach gość wstał od stołu i wychodząc spojrzał na stertę butów jakie znajdowały się w przedpokoju. Były to buty ludzi, którzy wtedy przyjechali latem z Polski do B. „Święty mąż” wskazał na stojące w kącie nowe sportowe adidasy i poprosił B aby mu je podarował. Miał to być według niego, dar nie tyle dla niego, co wota za nasze przyszłe szczęście, zdrowie i błogosławieństwo Boże, jakie dostaniemy poprzez wstawiennictwo „świętego męża”. B odpowiedział, że nie należą do niego więc nie może ich oddać. Tak się składało, że byłem przy tym jak odbywała się ta rozmowa, i na dodatek byłem właścicielem tych butów. Postanowiłem oddać je „świętemu mężowi”. Moja szczodrość wynikła z szybkiej kalkulacji, że choć szkoda mi oddawać nowe buty, gdy może powinienem po tym jak przedstawił siebie ten człowiek, to przecież mam jeszcze trampki, w których spokojnie wrócę do domu. Żona gościa zapakowała moje buty do torby a on sam pobłogosławił nam wszystkim i poszli w dalszą drogę.
Po kilku minutach B zawołał mnie do siebie i powiedział, abym odzyskał od naszego gościa swoje buty. Dać coś komuś bez żalu to było dla mnie duże wyzwanie, ale dać i odebrać, by nie ucierpiało na tym moje ego – to było straszne. W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że osiągnę cel, wzięciem „świętego” na litość.  Było bardzo ciepło więc zdjąłem z nóg trampki. Poprosiłem też kolegę aby pobiegł ze mną odszukać „gościa” i w razie czego, jeśli by zabrakło argumentów słownych, odzyskać buty na siłę. Najgorsze było to, że nie byłem pewien w którą stronę poszli nasi goście. Wybrałem wariant, że poszli na dworzec autobusowy. Kolega niestety nie znalazł od razu swoich butów, a że nie chciał biec tak, jak ja na bosaka, to został w domu B.
Biegłem boso przez wyschnięte gliniasto-piaszczyste drogi osiedla B. Zanim odnalazłem gości, przebiegłem dobry kilometr. Nawet nie miałem czasu zwracać uwagi na palące w stopy nagrzane podłoże, kamyki, i ostre krawędzie. „Świętego” dostrzegłem w ostatnim momencie przed jego wejściem wraz z żoną na teren miejscowego bazaru, gdzie zniknęliby w tłumie ludzi.
Jako, że byłem sam, wariant z siłowym odzyskiem obuwia nie wchodził w grę, gdyż – co prawda - chłop był mojego wzrostu, ale za to większej wagi, a ponadto jego „rosła” żona mogłaby mnie śmiało nosić na rękach. Zacząłem więc od wychwalania jego „świętych” przymiotów hojności i dobroci. Powiedziałem, że jemu jako „świętemu” moje buty nie są tak potrzebne jak mi biednemu. Nie mam pieniędzy na kupno nowych a bez butów przecież nie mam jak wrócić do kraju, a on podarowując mi buty będzie jeszcze bardziej święty niż dotychczas.
„Święty” nie miał argumentów. Kazał swojej żonie oddać mi buty. Podziękowałem i wracając ze zdobyczą spotkałem po drodze biegnącego mi z odsieczą kolegę.
Opowiedziałem B o swej przygodzie. B pochwalił mnie za odzyskanie butów i inwencję w sposobie ich odzyskania.
Po tych odwiedzinach okazało się, że żona pielgrzyma pluła ukradkiem kilka razy na podłogę, co w tamtych rejonach odbierane jest jako rzucanie uroków. Na wszelki wypadek posypaliśmy całą podłogę, gdzie przebywali goście solą, paliliśmy świece i odmawialiśmy modlitwy aby zabezpieczyć się przed złymi mocami, które mogły być użyte przeciwko nam.
Tak naprawdę do tej pory po wielokrotnym przeczytaniu książek CC nie wiem, do końca kim byli ci ludzie i czy przypadkiem B nie miał tak naprawdę z nimi nic wspólnego.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 12, 2018, 07:19:56 pm »
Jak złapać kontakt ze samym sobą.!
 
W trakcie mojej którejś już wizyty na Kaukazie, B opowiedział nam, jak można zacząć pracować ze swoją nadświadomością. Opowiedział nam najpierw o kursach, organizowanych przez różnej maści biznesmenów duchowych, którzy za „duże” pieniądze w weekend uczą ludzi pracy ze swoim wyższym „ja”. Uważał, że takie kursy to zwykłe wyciąganie pieniędzy od naiwnych ludzi. Uznał jednocześnie, że oto nadszedł czas abyśmy poznali podstawy uzyskania takiego połączenia. Należało „tylko” otworzyć swoje serce i przez nie połączyć się z podświadomością, która znajdować się miała pod mostkiem, w okolicy splotu słonecznego. Po osiągnięciu tego kontaktu, należało dołączyć do dwóch jaźni wyższe „ja” znajdujące się nad głową. W ten oto sposób mieliśmy uzyskać kontakt z nadświadomością.
Utworzenia tego kontaktu miało zapewniać robienie rzeczy, które są traktowane w społeczeństwie w kategoriach „cudów”. Korzystając z wiedzy na tym poziomie można by na przykład spowodować odtworzenie odciętych kończyn.
Każdy z uczniów miał medytować nad tym, by utworzyć taki kontakt. B któregoś razu mówił nam, że wszystko, co się robi można traktować jako naukę, a medytacja jest sposobem na uzyskiwanie odpowiedzi na nurtujące człowieka pytania.
Część wykonujących to ćwiczenie osób rozeszła się po ogrodzie ażeby medytować z pomocą ziemi i roślin, część poszła medytować z kamieniami, a jeszcze inni poszli do piramidy lub pracować z kręgami Pierepielicyna. Ja z kolegą, ze względu na to, że ciężko było nam w tym czasie usiedzieć długo w jednym miejscu i jeszcze dodatkowo skupiać się nad jedną rzeczą, postanowiliśmy, że nasza medytacja będzie związana z rąbaniem dużych pościnanych pni drzew, które znajdowały się na  tyłach domu. Machaliśmy siekierami i wbijaliśmy kliny rozłupując na mniejsze kawałki duże pniaki. Rozmyślaliśmy jednocześnie, jak tu dobrać się do nadświadomości. Niestety nie nawiązaliśmy wtedy pożądanego zjednoczenia. W tamtym czasie do kompletu kości, i członków ciała, brakowało mi tylko jednego zęba, więc może to było przyczyną, dla której nie udało mi się połączyć w całość wszystkich moich „ja”.  Może gdybym obciął sobie przypadkiem nogę albo rękę siekierą, podszedłbym bardziej ambitnie do powierzonego zadania. Konkretny i dotkliwy brak  mógłby spowodować widoczne rezultaty. Nasza medytacja nie poszła jednak całkiem na marne. Porąbaliśmy drewno, dzięki czemu kilkakrotnie mogliśmy upiec szaszłyki na grillu.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 12, 2018, 07:26:01 pm »
Goście!
 
Pewnego dnia B powiedział, żeby iść i medytować na kamienny krąg. Zrobił go sam B z kamieni, które znajdowaliśmy na plaży podczas naszych wyjazdów nad morze. Kamienie zostały ułożone w krąg i polakierowane. W środku kręgu było coś przyczepione by dodatkowo skupiać tam naszą uwagę. Po kilkunastu minutach medytacji zostałem w pokoju sam z D.  D siedziała na dywanie przede mną. Sam ulokowałem się na wygodnej kanapie w koncie pokoju. Wszystko to na wypadek jak bym zasnął, co zdarzało mi się bardzo często. Najgorsze było to, że zaczynałem głośno chrapać i zawsze znajdował się ktoś komu to przeszkadzało. Budzili mnie po kilka razy na minutę.
Po następnych kilku minutach medytacji zauważyłem kątem oka, że ktoś wszedł i podszedł do kominka, który znajdował się w przeciwległym kącie pokoju. Pomyślałem, że to może A, miejscowa uczennica B, gdyż ona zawsze zachowywała się cicho i nie robiła zbytniego zamieszania wokół własnej osoby. Gdy po kilku chwilach chciałem zobaczyć, czy to na pewno ona, nie umiałem odnaleźć w pokoju osoby która weszła. Poczułem nagle mrowienie w okolicy pępka, podkuliłem  prawą nogę do brzucha, tak jak to opisywał C.C. i czekałem co się wydarzy dalej. Zauważyłem też, że D też widziała to co się przed chwilą wydarzyło. W ciągu minuty D wyszła z pokoju. Czekałem jeszcze kilka minut próbując dostrzec coś kątem oka. Gdy już mi się znudziło czekać na ponowne zobaczenie „gościa” wyszedłem na patio i zastałem tam D, która opowiadała wszystkim co przed chwilą się działo w pokoju.
O takich wizytach słyszałem, od kilku osób. Dzieci natomiast opowiadały, że rozmawiały nawet z takimi dziwnymi osobami.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 14, 2018, 07:11:12 pm »
Widzenie!
 
W początkach naszych ćwiczeń, spotykaliśmy się dosyć często i ćwiczyliśmy u różnych osób w domach. Pewnego dnia, gdy B kolejny raz przyjechał do naszego miasta, spotkaliśmy się u jednej dziewczyny. Mieszkała ona na poddaszu i jak ćwiczyliśmy, z powodu mojego wzrostu,  musiałem bardzo uważać na to co robię, gdyż każde moje zapomnienie o obniżonym suficie, mogło się skończyć połamaniem palców lub rąk.
Ćwiczyliśmy. Stałem za wszystkimi, gdy nagle przy którymś z ćwiczeń zobaczyłem, że osoba ćwicząca przede mną, stoi w otaczającej ją kuli. Widzenie to trwało bardzo krótko. Choć był to dla mnie szokujący widok, ale jakoś udało mi się ćwiczyć dalej.
Na koniec ćwiczeń B spojrzał na mnie i powiedział abym opowiedział reszcie osób, co widziałem. Zamiast opowiedzieć im o kuli opowiedziałem o śnie, w którym pokazano mi i innym zebranym tam osobom, sposób ułożenia ciała, który pomagał w śnieniu.
Po kilku latach B pokazał tą pozycje do zasypiania, pozostałym ćwiczącym - tym razem w rzeczywistości.

Offline Robert Noble

  • Out Of Body Experience
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1795
  • Płeć: Mężczyzna
  • ... by być wolnym.
    • Instytut Roberta Noble
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 15, 2018, 05:06:23 pm »
Zamiast opowiedzieć im o kuli opowiedziałem o śnie, w którym pokazano mi i innym zebranym tam osobom, sposób ułożenia ciała, który pomagał w śnieniu.
Po kilku latach B pokazał tą pozycje do zasypiania, pozostałym ćwiczącym - tym razem w rzeczywistości.

Zastanawiam się dlaczego nie opowiedziałeś o tej kuli tylko o czymś zupełnie innym. Co było powodem ? I jak już wspomniałeś na temat pozycji sprzyjającej śnieniu czy też zasypianiu ;) to może zechcesz się nią z nami tutaj podzielić?
...i odejdę. Ale ptaki pozostaną, śpiewając:
i mój ogród pozostanie,
z zielonym drzewem, i studnią.
Przez wiele popołudni niebo będzie niebieskie
i pogodne,
i dzwony na dzwonnicy wybiją godziny,
jak robią to tego popołudnia.
Ludzie, którzy mnie kochali, odejdą,
a miasto będzie rozkwitać każdego roku.
Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie błądzić
po tym samym, zapomnianym zakątku mojego
kwietnego ogrodu.


Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 15, 2018, 08:28:18 pm »
W tamtym czasie bardziej kręciło mnie śnienie niż widzenie energii.
Pozycja jest podobna do "bezpiecznej pozycji ciała" w razie wypadku. Po pierwsze wiesz jak zasnąłeś (na którym boku), po drugie kilku ćwiczących może śnić razem, gdyż w takim położeniu można składać się jak łyżeczki w kredensie.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 15, 2018, 08:32:06 pm »
 Opowieści o przejawach serca!
 
B cały czas wspomina ludzi od których doświadczył choćby odrobiny ciepła, czy poczuł ich serca. Te wspomnienia nazwa swoim kapitałem. Mówi, że wszystko może stracić w życiu, ale nikt nie odbierze mu tych ciepłych wspomnień. O takich ludziach mawia, że są częścią jego serca. Czasami jak chce mi pomóc i otworzyć ponownie moje zajęte ego serce, wspomina chwile w których wszystko było piękne,  proste i czyste. Chwile, gdy cieszyłem się choćby samą obecnością drugiego człowieka.
 
B poznał w Polsce kilka osób za którymi tęskni, gdy nie może się z nimi spotkać.
Jedną z takich osób był jego przyjaciel pewien naukowiec. Gdy B był w Polsce zawsze znajdowali czas by spotkać się choćby na chwilę i pogadać. Gdy naukowiec umarł, żona wiedząc o tym jak bardzo lubił i cenił on B, podarowała mu ulubioną marynarkę męża. B nosi ją z dumą już tyle lat. Nie przeszkadzają mu nawet naszyte na łokciach łaty, które wytarły się potem od częstego noszenia. O tym naukowcu warto dodać jeszcze tyle, że był to bardzo skromny człowiek. O tym co robił na co dzień pomagając innym ludziom, żona dowiedziała się od osób, które tak licznie przybyły na jego pogrzeb.
 
Kolejną rzeczą, którą stara się nas nauczyć B jest dostrzeganie w małych gestach ludzkich kryjących się za nimi wielkich serc. Przychodzącą mi do głowy analogią do tego co chce osiągnąć w swej nauce B. Jest to Biblijna opowieść o „wdowim groszu”.. Nie ważne jest ile się da. Liczy się intencja z jaką się daję. Cały czas widzę siebie jak wyciągam sto złotych i płacę za chleb, spoglądając tym bardziej z góry na ekspedientkę im więcej mam banknotów w portfelu. Jak mam tylko pięć złotych i mam jeszcze do chleba kupić mleko, wtedy na wszelki wypadek jakby mi zabrakło, bo znów coś podrożało, patrzę spod lady z uwielbieniem na osobę, która może mi dać w razie czego zakupy na kredyt.
B przyjechał kiedyś zimą w letnich pantoflach. Pewien jego przyjaciel kupił sobie wtedy nowe zimowe buty. Widząc obuwie B podarował mu swój nowy nabytek twierdząc, że są na niego za małe. B przymierzył i wielce rad podziękował mu za wspaniały prezent. B przechodził w tych butach całą zimę i za każdym razem chwalił przed innymi przyjaciela za tak wspaniały gest. Wspominając go opowiadał, jak to któregoś zimowego dnia czekał on przed bramą wypatrując przyjazdu B kilka godzin. Do tej pory mało kto wie, że B też nosi buty numer większe.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 794
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #23 dnia: Listopad 16, 2018, 10:18:20 am »
Świetna historia! Fajnie byłoby spotkać się z takim ciepłym B! <3

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 17, 2018, 02:09:21 pm »
Jadę do B w grudniu. 

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 17, 2018, 02:20:27 pm »
Zaufanie!
 
B opowiadał nam jak jednego razu był w odwiedzinach u swojego Nauczyciela. Po krótkim pobycie B przeprosił Nauczyciela, że nie może dłużej u niego zostać, ze względu na swoją prace i inne zajęcia. Wspomniał jednocześnie, że musi już jechać ze względu na późną porę i brak możliwości powrotu do domu. Nauczycie B odmówił stwierdzeniem, że jeszcze nie teraz. Powiedział B, żeby ten wyszedł przed dom, a tam spotka mężczyznę od którego dostanie papierosa. B oczywiście nic nie mówił nauczycielowi, że nie ma papierosów, tym bardziej o tym, że bardzo chciało mu się zapalić.
Gdy B wyszedł na ulicę, przed domem nagle zatrzymał się samochód i kierowca zapytał B o drogę.  B spytał kierowcę o dalsze plany podróży. Okazało się, że jedzie on jeszcze kilka kilometrów dalej i zaraz potem będzie jechał w drogę powrotną do domu. Akurat mieszkali w tym samym mieście i kierowca mógł go zabrać.
B zadowolony z przebiegu sytuacji wszedł do domu nauczyciela.  Nie zdążył nawet opowiedzieć co się wydarzyło, gdy ten od razu powiedział mu w drzwiach, że może już jechać.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #26 dnia: Listopad 17, 2018, 02:26:27 pm »
Młodzi starcy!
 
Coś co wzbudza moje zainteresowanie, ciekawość i zazdrość to żywotność ludzi wiedzy. Patrzy się na takich ludzi i ciężko, zgadnąć ile mogą mieć lat. Ma się czasami wrażenie, że ich wiek zależny jest tylko od ich woli. Nie byłbym też pewny swojej wygranej pomimo dużej różnicy wieku, gdyby się kiedyś przyszło bić z takim „dziadkiem”
B podczas jednego ze spotkań ze swoim Nauczycielem miał go zbadać. Starzec wypróbował przy okazji możliwości B. Cała scena zaczęła się od słów:  „a no Synku, obejrzyj moje ciało”
B zbadał Starca i stwierdził, że brakuje mu tylko trochę energii w układzie pokarmowym, a poza tym jest w doskonałej formie.
Ciężko pogodzić sprzeczne myśli o tym człowieku, wiedząc, że jak z kimś rozmawiał to nigdy nie podnosił wzroku i patrzył cały czas w ziemię, oraz miał trudności z poruszaniem się.
B też niby ma te swoje lata, ale jak trzeba tańczyć „lezginkę”, lub pokazać ćwiczenia to widać w jego ciele dużą  moc. Bywało tak, że na wykłady B przychodzili ludzie nastawieni sceptycznie do tego czym zajmuje się B, lub wręcz nastawieni negatywnie.
B dużo nie mówiąc zarządzał wtedy pokaz ćwiczeń. Reakcja sali na pokaz jest wtedy natychmiastowa, gdyż klika osób wykonujących rytmicznie i z dużym zaangażowaniem ćwiczenia, tak energetyzuje całą salę, że ciężko jest w niej później wysiedzieć.
Miałem okazję widzieć też zachowanie pewnego Staruszka spotkanego w górach Kaukazu na jednej z naszych wycieczek. Pojechaliśmy w góry z grupą miejscowych psychologów, którzy dokształcali się również u B. W drodze powrotnej autobus, którym podróżowaliśmy zatrzymał się pod sklepem w górskiej wiosce. Gapiłem się wtedy przez okno i zauważyłem jak kilkadziesiąt metrów od nas przechodził jakiś staruszek. Zauważył nas, zmienił kierunek marszu i podszedł do autobusu. Wyglądał dosyć śmiesznie. Miał czerwone trampki, podtoczone spodnie i trzymał w ręku pasterski kijek. B stał wtedy przed autobusem, przywitał się ze starcem i zawołał nas na zewnątrz. Nie chciałem nigdzie wychodzić. Możliwe, że to przez to, że wypiłem „trochę” wódki pod „baranie sadło” i miałem zwroty. Zostałem w samochodzie. To co teraz opisuje widziałem później nagrane na kasecie VHS z relacją z naszej podróży. Starzec po krótkiej wymianie zdań z tymi co wyszli przed autobus pozował do zdjęć. Na początku stał jak stary dziadek, ale, gdy przyszło mu się zrobić zdjęcie z dziewczynami wyprostował się momentalnie jak struna. Nic w tym dziwnego, że w czasach „wiagry” dziadkowie dostają skrzydeł przy młodych dziewczynach, ale w dziadka ruchach było widać, że dobrze się bawi grając zarówno młodzieniaszka jak i starca.
Później B powiedział, że mieliśmy duże szczęście bo spotkaliśmy prawdziwego Sufijskiego Nauczyciela. Poza tym było mi tylko szkoda, że nie dostałem od niego prezentu, gdyż dziewczynom dał orzechy – jako lek na dolegliwości brzuszne, a jako amulety-  górskie kryształy i kamienie wulkaniczne. B wspominał też po jakimś czasie, że czuje obok nas energię tego dziadka.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #27 dnia: Listopad 17, 2018, 02:28:15 pm »
Ostatnie spotkanie B ze swoim Nauczycielem!
 
Pewnego razu B opowiadał nam, jak jego Nauczyciel stwierdził, że pozostało mu jeszcze jedno marzenie w życiu. Nauczyciel zapytał B, czy może przyjść do niego w gości na herbatę by zobaczyć „Barakę” jego domu. B powiedział, że będzie to dla niego wielkim wyróżnieniem i, że może go zawieść choćby zaraz. Nauczyciel odrzekł, że sam musi przyjechać do niego.
Po jakimś czasie do drzwi B zastukał wnuczek Nauczyciela i odrzekł, że dziadek jest na dole. B zbiegł po schodach aby pomóc mu wejść, gdyż mieszkał na czwartym piętrze, starzec miał problemy z chodzeniem, a w budynku nie było windy. B zaproponował, że go wniesie na rękach, na co starzec oznajmił, że musi przyjść do niego o własnych siłach.
Nauczyciel po jakimś czasie wszedł i usiadł w pokoju. Żona B szybko podała co miała w lodówce do stołu i zaparzyła herbatę.   Starzec, tylko rozejrzał się i rzekł, że wszystko jest tak jak się spodziewał, gdyż dom B nie mógł być inny.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #28 dnia: Listopad 17, 2018, 02:30:09 pm »
Wymuszona dobroć !
 
Wracając pewnego dnia z plaży przechodziliśmy wszyscy grupą przez park, w którym żebrały cygańskie dzieci. Szedłem za B i byłem ciekaw, czy da im pieniądze, czy nie. B przeszedł obok nich zajęty rozmową, nie zwracając wcale na nie uwagi. Przyszło mi wtedy do głowy, że gdzieś się zapodziała jego dobroć, skoro nie dał nic biednym, żebrzącym dzieciom. On odwrócił się momentalnie, podszedł do nich i dał im parę rubli. Chciałem też im coś dać od siebie, gdyż w tamtym czasie naśladując wszelkie jego zachowania, próbowałem nauczyć się od niego, jak być dobrym człowiekiem. Powiedział mi wtedy, żebym nic im więcej nie dawał bo oni i tak mają za dużo. Dziś nadal zastanawiam się, co to znaczy „mieć za dużo”. Dla porównania przypominam sobie słowa Jezusa, o tym żeby nie „rzucać pereł przed wieprze”. Wydaje mi się, że chodzi o to, aby dawać tylko tym, którzy mogą to przyjąć i nie zmarnują danego im prezentu i tylko tyle ile mogą przyjąć. Innego rodzaju dawanie będzie szkodliwe dla dającego i może też zaszkodzić obdarowanemu. Poza tym, niektórzy ludzie żebrzą bo chcą, bo taki mają styl życia, a nie z przykrej konieczności życiowej.
Mam teraz takie marzenie, żeby tak ktoś chodził cały czas ze mną głupim i szeptał mi do ucha, jak się rzeczywiście sprawy mają. Może bym wtedy nie osądzał wszystkich po pozorach i nie dawał się nabierać na maski, jakie sam sobie zakładam przed innymi lub na te, które inni zakładają przede mną.

Offline Robert Noble

  • Out Of Body Experience
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1795
  • Płeć: Mężczyzna
  • ... by być wolnym.
    • Instytut Roberta Noble
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #29 dnia: Listopad 17, 2018, 11:15:52 pm »
Jadę do B w grudniu.

Super, koniecznie go od nas pozdrów! :)

 

misy kryszta?owe