Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Moja przygoda z Magicznymi krokami  (Przeczytany 1178 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline zinka

  • *****
  • Wiadomości: 1157
  • Płeć: Kobieta
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #30 dnia: Listopad 18, 2018, 06:31:16 pm »
A będzie ciąg dalszy? Jakoś mnie ostatnio wzięło i czytam tylko takie opowieści dziwnej treści ;D
..nic nie jest takim, jakim się wydaje byc

Offline Robert Noble

  • Out Of Body Experience
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1795
  • Płeć: Mężczyzna
  • ... by być wolnym.
    • Instytut Roberta Noble
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #31 dnia: Listopad 18, 2018, 07:00:37 pm »
A będzie ciąg dalszy? Jakoś mnie ostatnio wzięło i czytam tylko takie opowieści dziwnej treści ;D

Zinka każdy tu siedzi jak mysz pod miotłą, aby nie zaburzyć weny twórczej dage'a. Czekamy na więcej... :)
...i odejdę. Ale ptaki pozostaną, śpiewając:
i mój ogród pozostanie,
z zielonym drzewem, i studnią.
Przez wiele popołudni niebo będzie niebieskie
i pogodne,
i dzwony na dzwonnicy wybiją godziny,
jak robią to tego popołudnia.
Ludzie, którzy mnie kochali, odejdą,
a miasto będzie rozkwitać każdego roku.
Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie błądzić
po tym samym, zapomnianym zakątku mojego
kwietnego ogrodu.


Offline zinka

  • *****
  • Wiadomości: 1157
  • Płeć: Kobieta
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #32 dnia: Listopad 18, 2018, 07:01:38 pm »
haha, no to siedzimy cicho, dobrze się czyta takie opowieści ;)

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 794
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #33 dnia: Listopad 18, 2018, 07:39:01 pm »
Moze bedą jakies nowe jak Dage wróci ze spotkania z B ;) ::)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #34 dnia: Listopad 19, 2018, 04:04:18 pm »
Przekaże B pozdrowienia :)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #35 dnia: Listopad 19, 2018, 04:05:19 pm »
Dziwny przypadek
 
Na jeden z kursów ćwiczeń organizowanych przez uczniów B zaprosiłem A- żonę mojego kolegi. Wiedziałem, że ma problemy ze zdrowiem, oraz, że B będzie mógł jej pomóc. Umówiliśmy się z A, że przez czas trwania kursu będzie mieszkała ze mną u moich rodziców. Odliczałem dni. Gdy nadszedł dzień jej przyjazdu stwierdziłem, że pójdę na dworzec zobaczyć o której przyjeżdża autobus. Zakładałem, że przyjedzie po południu. W tym dniu musiałem pojawić się jeszcze na zajęciach u mojej Pani Promotor, oraz załatwić alkohol na imprezy po ćwiczeniach. Tego dnia zapomniałem zabrać ze sobą telefon. Przez kilka poprzednich lat ani razu mi się to nie zdarzyło. Poszedłem do szkoły. Omówiłem z Panią Promotor dalsze działania związane z pisaniem pracy dyplomowej i wyszedłem z budynku. Zastanawiałem się, czy pojechać do domu po telefon, czy na dworzec sprawdzić autobusy, przy okazji kupując w jego pobliżu trunki.
Tematem mojej pracy magisterskiej była Atlantyda. Jako jedyny, sam podałem temat pracy i znajdując do tego źródło w postaci „Dialogów” Platona.
Któregoś razu podczas naszych spotkań zapytałem B o Atlantydę. Opowiadał mi o niej przez dobre kilka minut. Wyszedłem od niego i do tej pory nie mogę przypomnieć sobie ani fragmentu zdania z tej rozmowy. Kilka dni później miałem sen w którym widziałem mapę. Zaznaczona była na niej Atlantyda.
Wracając do tematu, miałem dylemat jechać, czy nie jechać na dworzec. Przechodząc obok przystanku, z którego mógłbym dojechać bezpośrednio, stwierdziłem, że skoro autobusu w tym momencie nie ma, to widocznie mogę pojechać tam później. Odszedłem ze dwadzieścia metrów od przystanku, obróciłem się i ujrzałem, że podjechał właściwy autobus. Uznałem to za znak i zawróciłem. Wsiadłem i zacząłem rozważać warianty dalszej drogi. Czy najpierw kupić na pobliskim bazarze alkohol, czy pójść na dworzec?
Postanowiłem pójść na dworzec, by nie łazić po mieście z zakupami.
Pod dworcem miałem do wyboru odnalezienie tablicy informacyjnej na zewnątrz budynku lub też wejście do środka i odszukanie interesujących mnie informacji na głównym rozkładzie jazdy wywieszonym w budynku. Trzeba dodać, że dworzec w tamtym okresie był bazą grupy „skinheadów” i drobnych złodziejaszków z którymi w tamtym okresie miałem zatargi. Byłem „punkiem” i nie lubiłem łysych i złodziej.
W końcu stwierdziłem, że „raz kozie śmierć” i wszedłem do środka.
Od razu w wejściu opadła mi szczęka. Naprzeciwko drzwi siedziała na ławce A. Powiedziała, że przyjechała trochę wcześniej, zapomniała do mnie numeru telefonu i nie wzięła ze sobą mojego adresu. Wiedziała, że po nią przyjdę i że wejdę właśnie tymi drzwiami. Po prostu cierpliwie na mnie czekała.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #36 dnia: Listopad 19, 2018, 11:06:13 pm »
Płatne lekcje


Do B przyszły po lekcjach jego wnuczki. Starsza z nich pochwaliła się dobrą oceną, na co „dziadek” dał jej w nagrodę 100 rubli. Młodsza z wnuczek spuściła głowę. Dziadek zapytał ją jaką ocenę dostała. Powiedziała, że dwójkę (w Rosji oceny są w skali od 2 do 5). Dziadek wyjął z portfela 100 rubli i dał młodszej wnuczce. Wielce zdziwiona przyjęła pieniądze i momentalnie poprawił się jej humor. Dziadek szepnął dziewczynce na ucho, że jeśli jeszcze dostanie dwójkę, to niech do niego przyjdzie, a on za każdą taką ocenę da jej pieniądze. Następnego dnia wnuczka wpadła na podwórko dziadka i od bramy wołała, żeby dziadek szykował kasę. Dziewczynka jednego dnia dostała, aż cztery dwójki. W międzyczasie nauczyciele ze szkoły dziewczynki skontaktowali się z jej rodzicami, zdziwieni postawą dziewczynki w szkole, która z radością pokazywała, że nie odrobiła lekcji i nie nauczyła się wierszyka. Po rozmowie rodziców z dziadkiem cała sytuacja została wyjaśniona. Dziewczynka zbierała pieniądze na nowy telefon i brakowało jej czterystu rubli. Dziadek wyjaśnił rodzicom, że chciał nauczyć wnuczkę, że życie składa się wydarzeń dobrych lub złych, i że nie ma co się przejmować chwilowymi porażkami. Dziadek powiedział wnuczce, że już koniec z ich układem i od teraz wynagradzać będzie tylko jej postępy w nauce.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 794
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #37 dnia: Listopad 20, 2018, 07:10:22 am »
Mądre lekcje ten B dawał :) i fajnie się  z tą A połączyliście z intencją :) 
Ps. Jak na wojowników strasznie dużo piliście alku :D  Dziwi mnie ten fakt, gdyż Wojownik powinien dążyć do podwyższania swojej świadomości a nie folgowaniu sobie w jej obniżaniu ;)  No to tylko moje skromne zdanie :)  Czekam na dalsze opowieści :)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #38 dnia: Listopad 20, 2018, 09:01:05 pm »
EosCris  - kilka razy zapowiedziałaś kolejną opowieść :)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #39 dnia: Listopad 20, 2018, 09:01:55 pm »
Alkohol
 
Często spotykam się z zarzutami, że pijemy alkohol i wygłaszamy toasty podczas spotkań z B.
B zapytany kiedyś, dlaczego do swojego nauczania nie wprowadza roślin mocy, których używał CC, powiedział, że ten sam efekt uzyskuje u nas poprzez alkohol. Wszystkie środki mają prowadzić do rozluźnienia punktu połączenia i otwarcia się ucznia. Opowiedział nam, że alkohol w swoim nauczaniu stosowali Sufijscy nauczyciele. Poprzez toasty chcieli oni otworzyć serca swoich uczniów. Wygłoszenie toastu nie ma na celu powiedzenia czegoś miłego drugiej osobie, wzniosłych słów o patriotyzmie, zdrowiu, czy wielkich ideach. Toast podobnie jak w kościele spowiedź, ma wydobyć prawdziwe myśli i uczucia mówiącego. Sufijski nauczyciel nie marnował swojej wątroby by usłyszeć od ucznia jaki to on jest wspaniały. Wolał żeby uczeń prosto w oczy mógł powiedzieć mu co czuje, np. że nauczyciel go wkurza i nie podobają mu się jego metody nauczania.
Miałem kiedyś okazję wypowiedzieć taki toast. Było to na imprezie zorganizowanej w domu zaprzyjaźnionej rodziny. B miał przyjechać dwa tygodnie wcześniej, ale z powodu złamania ręki przyjazd mu się opóźnił. W czasie toastu opowiedziałem przy wszystkich zebranych, jak to ucieszyłem się z tej informacji, że B złamał rękę. Cieszyłem się, gdyż miałem więcej czasu aby się przygotować do jego przyjazdu. Miałem czas zrobić choć jeden dobry uczynek, by wybielić trochę swoje czarne ego.
Wszyscy obecni byli w szoku. Skończyłem swój toast gestem ręki, która z zaciśniętą pięścią opuszcza się szybko zginając w łokciu. Jedynie B pochwalił mnie, że powiedziałem otwarcie co czuję.
Po kilku tygodniach B pojawił się ponownie w naszym mieście ze śliwą pod okiem. Zapytałem go co się stało. Opowiedział, że tak spodobał mu się mój gest mocy, że podczas tańców chciał go zaprezentować uczniom z innego miasta, którzy nie byli na imprezie powitalnej. Los chciał, że tak bardzo pragnął się tym popisać, że uderzył się sam pod oko.
Z starożytności został nam jeszcze jeden obyczaj, który stosujemy do dziś. Mam na myśli stukanie się kieliszkami. Dawniej, gdy „modne” było zatruwanie trunków, gest stuknięcia się pucharem miał pokazać pijącym, że nie zatruli oni sobie nawzajem picia. Przy stuknięciu krople płynów przelewały się pomiędzy naczyniami. Dziś po tym jak kto do kogo przybija kieliszek, widać poziom ego i poważanie okazane drugiej osobie. Osoba odnosząca się do kogoś z szacunkiem, nie będzie podnosić swojego kieliszka ponad kieliszek drugiej osoby. Polecam wszystkim sprawdzić to przy najbliższej okazji spożywania trunków.
Na pewnym kursie przyjechała duża grupa osób z O. Byli to ludzie dużo ode mnie starsi i już doświadczeni życiowo. Przyszedłem na kurs w połowie zajęć i postawiłem na szafce kilka butelek piwa, które ze sobą przyniosłem. Widziałem w oczach wszystkich nowych ćwiczących pewną dozę pogardy zmieszanej ze zdziwieniem. W przerwie zajęć położyłem się na kanapie i spoglądałem na wszystkich wypatrując wśród tej grupy jakichś fajnych dziewczyn. W ramach zapoznania się ze pozostałymi, B poprosił wszystkich, aby każdy się przedstawił i powiedział parę słów o sobie. Wszyscy wymawiali swoje imię, opowiadali o swoich osiągnięciach zawodowych i ukończonych szkołach, tudzież kursach na których byli. Gdy przyszła pora na mnie, nie wstając z kanapy powiedziałem swoje imię i że jestem alkoholikiem. Trzeba było widzieć miny nowo przybyłych uczniów. Piwo które przyniosłem i to co powiedziałem spowodowało, że postrzegali mnie przez pryzmat jaki im przedstawiłem.
Po kursie B wyjaśnił im, że zrobiłem wobec nich rodzaj nazywanej przez CC „kontrolowanej głupoty”. Dopiero wtedy zaczęli odnosić się do mnie normalnie. B powiedział, że stawianie siebie w złym świetle w oczach innych, pomaga zwalczać swoje ego. Sekret tego ćwiczenia kryje się w tym, by nikt nie wiedział, że to taka nasza gra.
Udając głupszego niż się jest, alkoholika, czy osobę której nie warto zazdrościć, potrafimy uchować się od ludzkiej zawiści. Wystarczy dać ludziom choćby mały powód do zawiści a potrafią nie tylko zatruć nam życie ale, jeśli tylko mają taką możliwość, nawet doprowadzić do naszej śmierci. Historia zna dużo takich przypadków. Im wyżej wejdziesz, tym więcej trzeba się maskować.
Dlatego zawsze, gdy pochwalę się komuś nawet z najbliższej rodziny moimi planami na przyszłość, nigdy mi się nie udaje ich zrealizować. Nie zakładam, że moi najbliżsi: matka, ojciec, dzieci, żona życzą mi źle. Zawiść jest w każdym z nas i po sobie również widzę, że wiele wody jeszcze upłynie zanim świadomie uda mi się nad tym zapanować. Nie jest to łatwe i pomimo, że z pomocą B zajmuję się jej wytępieniem już kilkanaście lat, nadal rusza mnie dom z basenem i mercedes moich sąsiadów.

Offline Robert Noble

  • Out Of Body Experience
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1795
  • Płeć: Mężczyzna
  • ... by być wolnym.
    • Instytut Roberta Noble
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #40 dnia: Listopad 20, 2018, 09:36:58 pm »
Bez wątpienia dage robisz coś magicznego, każda kolejno następująca po sobie historia jest coraz to bardziej niezwykła. A jeszcze wmieszanie w to Ścieżki Wojownika to już w ogóle wisienka na torcie :) Czekam na dalszy ciąg, aż dojdziesz do chwili obecnej :D

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 794
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #41 dnia: Listopad 21, 2018, 07:21:28 am »
no kurde! :o mnie zatkało i dialog wewnętrzny mi się zatrzymał! :D Ten B to niezły szarlatan jest a Wy wszyscy wpatrzeni w niego jak w obrazek! :D Nie mogę eh, moje ego sobie nie radzi :D

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #42 dnia: Listopad 21, 2018, 01:59:42 pm »
Jak za pomocą kontrolowanej głupoty walczyć w praktyce z ego
 
B cały czas starał się abyśmy przezwyciężając własne słabości walczyli z ego. Kiedyś dał zadanie wszystkim swoim uczniom, aby na rok zaprzestali picia alkoholu. Nie mogliśmy też wyjawić nikomu, dlaczego nie pijemy. Łatwiej było udawać mi przez rok, że nic się we mnie nie zmieniło, niż kolejny raz tłumaczyć się wszystkim, że nie piję bo tak sobie postanowiłem. Gdybym powiedział, komuś, że nie piję bo takie mam zadanie, od razu uznaliby mnie za sekciarza lub chorego psychicznie człowieka.
Pewnego razu zostałem zaproszony na imprezę studencką. Miałem jechać na nią, aż do stolicy. Miałem pomóc koleżance w „niepiciu”. Przyszedłem na przystanek w chwili, gdy autobus, który jechał na dworzec właśnie odjechał. Sprawdziłem rozkład, okazało się, że jeżeli poczekam na następny autobus, mogę nie zdążyć na pociąg, Poszedłem więc pieszo w kierunku miasta by wsiąść na następnym przystanku do innego autobusu i spróbować pojechać na dworzec inną linią. Tak dojechałem do centrum. Nie było już autobusu żebym zdążył na pociąg. Wsiadłem do taksówki i poprosiłem taksówkarza, aby zawiózł mnie szybko na dworzec. Kierowca zapytał, dokąd tak jadę. Odpowiedziałem, że do stolicy. Kierowca zaproponował mi, że zawiezie mnie do Warszawy. Śmiejąc się odpowiedziałem, że mnie na taki dwustu kilometrowy kurs nie stać. Ten z kolei zapytał ile bym mógł mu w takim razie zapłacić. Odpowiedziałem, ze skąpstwa, że tylko tyle ile bym wydał na bilet. Taksówkarz się zgodził i tym sposobem pojechałem na imprezę taksówką. Gdy powiedziałem koleżance, że przyjechałem do niej na imprezę tyle kilometrów taksówką, aż oniemiała. Wielka szkoda, że nie mogąc się lansować na „biznesmena” musiałem wyjaśnić, że kierowca miał umówiony kurs na lotnisko. Każdy grosz, który zarobił na mnie był dla niego dodatkowym dochodem.
Na imprezie miało być liczne grono znajomych mojej koleżanki. Najgorsze było to, że umówiła się z kimś na wspólne wypicie butelki wina, a w tym momencie mieliśmy zakaz picia.
Trzeba było nie łamiąc zakazu wypełnić daną obietnicę. Wpadliśmy na pomysł, aby kupić kilka butelek taniego wina i dwa z nich przygotować tylko dla nas. Wino kupiliśmy w trakcie drogi krzyżowej, w której musieliśmy uczestniczyć, gdyż koleżanka obiecała to swojej babci. Trasa obchodu drogi krzyżowej wiodła przez pobliskie osiedle. Z braku czasu zakupy musieliśmy zrobić w czasie jej trwania. Gdy zaopatrzyliśmy się w wino, wodę  i sok malinowy wróciliśmy do procesji. Najgorsze jest to, że za każdym razem, gdy przyklękaliśmy do modlitwy, strasznie dzwoniły nam zakupione butelki.
Po skończonym nabożeństwie wylaliśmy z dwóch butelek wino, nalaliśmy wody i zabarwiliśmy to sokiem tak, aby przypominało to zawartość oryginalnej butelki
W czasie imprezy resztę trunków rozdaliśmy gościom. Sami popijaliśmy sporządzony przez nas kompocik. Nikt nigdy się nie dowiedział, że nie piliśmy w trakcie tej imprezy alkoholu. Doskonały humor i robienie różnych głupot w trakcie imprezy, dały przekonanie wszystkim, że byliśmy podpici jak reszta imprezowiczów.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #43 dnia: Listopad 22, 2018, 10:15:49 pm »
Jak oddać wiedzę?
 
Cały czas, gdy przebywałem z B myślałem, że zdobywam wiedzę. Po kilkunastu latach nauki dochodzę do wniosku, że wiedzę zacząłem zdobywać całkiem niedawno. Wszystko to za sprawą stwierdzenia mędrców, że „nie można komuś powiedzieć o smaku chleba”.
B jak najbardziej przez te lata uczył nas czego mógł, ale nie przekazywał nam swojej wiedzy. Dlaczego? Bo choćby nawet chciał, to nie mógł.
 Mówiąc z poziomu kogoś, kto sam nie bardzo wie o co w tym wszystkim chodzi, nie miałem w sobie odpowiedniego doświadczenia.  Nie było we mnie podatnego gruntu na którym miało wzrosnąć ziarno wiedzy. Porównując to stwierdzenie do słów Biblii- dobry rolnik nigdy nie sadził tam, gdzie wie, że nigdy nic nie urośnie.
Wszystkie zadanie, nawet te najbardziej dziwne i z naszego widzenia głupie, przygotowywały nas do tej chwili. Dopiero po latach, gdy nasze serca były trochę gotowe i otwarte, B zdecydował się zacząć przekazywać nam swoją wiedzę. Cały czas przy tym opowiadał jak oddawał mu ją jego nauczyciel. Gdy się spotkali „Starzec z gór” pogłaskał jego głowę w okolicy trzeciego oka i czubka głowy. Rzekł przy tym kolejny raz: „O! Synku! Na całym świecie nie ma człowieka, który by czekał na ciebie tak, jak ja.”
Za każdym razem, gdy B opowiada o tej chwili, wygląda tak jakby za chwilę miałby się rozpłakać. Mówi nam, że za kilka lat będziemy chcieli oddać wszystko, by choć na krótką chwile wrócić do tego momentu.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #44 dnia: Listopad 23, 2018, 07:09:40 pm »
Ćwiczenia z żywiołem Ziemi!
 
Pewnego razu B wymyślił, że będziemy ćwiczyć kontakt z Ziemią. W tym celu mieliśmy wykopać dół w kształcie prostokąta, tak by mogły się w nim zmieścić dwie osoby. Kopaliśmy go na zmianę cały dzień. Ziemia w ogrodzie B jest twarda jak skała. Jak udało mu się stworzyć tam taki ogród? Szpadel wbijał się tylko na centymetr w głąb ziemi.
B powiedział, że wystarczy, gdy udało się nam wykopać jamę ponad metrowej głębokości. Na drugi dzień miał nam pokazać jak się tynkuje.
Rano z chytrym uśmiechem wręczył nam szpadel, dwa wiaderka i kazał iść zdobyć budulec.
Nie była to jednak wyprawa do hipermarketu budowlanego. Okazało się, że mamy przynieść mu krowie łajno.
Powiedział, że wytynkujemy wykopany dół krowim łajnem zmieszanym z gliną i trocinami. Taki tynk ma dobre właściwości izolacyjne i antyseptyczne. Ciekawe co by powiedzieli nasi lekarze, żeby potynkować szpitale krowim łajnem. Może wtedy zamiast na marmurowe wykończenie wnętrz, zostało by trochę kasy na leczenie ludzi i znikłby problem hodowania odpornych na antybiotyki bakterii?
Obeszliśmy osiedle i po godzinie mieliśmy całe wiadra „towaru”.
B pokazał nam proporcję roztworu („roztwór” to po rosyjsku beton) i kazał nam tynkować.
Z pewną dozą nieśmiałości wziąłem naturalny tynk i zacząłem tynkować. Okazało się, że materiał jest dość ciepły i całkiem przyjemny w dotyku.
Rozprowadzał się świetnie i wcale, ku memu zdziwieniu nie śmierdział.
Gdy ukończyliśmy dzieło, musieliśmy poszukać czegoś do przykrycia wykopu.
Praca z Ziemią wymagała, aby dziura była szczelnie zakryta.
Ćwiczenie polegało na leżeniu w tej dziurze, odciętym od świata. Człowiek miał być skupiony na kontakcie z Ziemią, podczas gdy ona miała go oczyszczać. Kiedy medytować miały iść dziewczyny, lub ktoś o słabszej psychice, szło się medytować we dwoje. Trzecia osoba miała czuwać nad wykopem i kontrolować sytuację.
Również mi zdarzyło się czuwać nad innymi.
Kładłem się wtedy na hamaku nad wykopem i momentalnie zasypiałem. Moją „muzykę” było słychać na kilka metrów. Osoby siedzące w dziurze wiedziały, że czuwam i jestem obok.
Dla osób, które nie mogły pojąć czym jest praca nad sobą, mówiliśmy, że wykopaliśmy kompostownik i będziemy robić nawóz.

 

misy kryszta?owe