Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Moja przygoda z Magicznymi krokami  (Przeczytany 290 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Moja przygoda z Magicznymi krokami
« dnia: Listopad 05, 2018, 10:31:31 pm »
Swoją przygodę z Tensegrity zacząłem  w 1999 roku. Przyszedłem na "darmową energię", gdyż tak zareklamowali mi osobę uczącą ćwiczeń. 
Spisałem trochę swoich wspomnień, więc jeśli można to z nich skorzystam. 
Krzyk Serca
 
 
Od wczesnego dzieciństwa człowiek myśli, że jest kimś wyjątkowym. Jeśli jeszcze dodatkowo ma lekko w życiu, to jakie wartości może sobą reprezentować?
Zaczęło się do tego, że …
No właśnie… kto może powiedzieć, że z pewnością coś zaczęło się w tym konkretnym momencie. Jak trzeba zajmować się sobą, aby nie dostrzec całego łańcucha zdarzeń doprowadzającego człowieka do konkretnego momentu w jego życiu?
 
Pierwsze spotkanie z B.
 
Kiedyś tak się wystraszyłem, że z obawy o własne życie zapisałem się na sztuki walki. Niestety im więcej umiałem, tym większy był mój strach o własne życie – moje wewnętrzne poczucie ważności. Spotkałem raz człowieka, u którego chciałem nauczyć się punktów akupunkturowych,  by zamiast okładać kogoś dwadzieścia razy pięściami móc dotknąć go palcem i wygrać walkę. Spędzałem u niego każdą możliwą chwilę i byłem pełen zachwytu nad jego możliwościami. Kupowałem u niego tabletki i poddawałem się zabiegom, które mi zalecał. Za wszystko musiałem płacić. Pewnego dnia ów człowiek powiedział, że przyjeżdża pewien mężczyzna, który za darmo rozdaje energię innym ludziom. Zaoferował mi też zniżkę w wysokości połowy ceny za kurs. Moje skąpstwo zwyciężyło. Poszedłem na kurs.
Przedstawiono mnie B. Gdy tylko nadarzyła się okazja podszedłem do B i powiedziałem mu, że udaje mi się widzieć jak gdyby dym, który okala moje ciało, gdy ćwiczyłem pozycję z Chi – Kung. Mówiąc mu to mało nie pękłem z dumy, a on stwierdził tylko lakonicznie, że „fajnie”.
Podczas ćwiczeń pierwszego dnia, gdy uczyliśmy się zestawów i w kilka osób kołysaliśmy za ręce i nogi B., gdy zamknąłem oczy widziałem białe światło. Po pierwszym dniu ćwiczeń wróciłem do domu i ćwicząc, jak dotychczas widziałem dużo większe efekty tych ćwiczeń. Byłem też zaskoczony, że powtarzając ćwiczenia, które dopiero co poznałem w jednym z ćwiczeń zobaczyłem strumienie, które wychodziły mi spomiędzy palców. Następnego dnia nawet nie podszedłem przywitać się z B gdy zaczynały się ćwiczenia. Jego opis poszczególnych ćwiczeń wzbudził we mnie duże zainteresowanie.
Postanowiłem dowiedzieć się więcej o człowieku, który stworzył system, którego nauczał B. Założyłem, że skoro B już mogę nigdy więcej nie spotkać, to dalszą wiedzę muszę zdobyć z dostępnych na rynku książek. Jak się okazało, twórca systemu, który zacząłem poznawać, był dość płodnym pisarzem i jego książek było sporo.
Znalazłem na ulicznym straganie dwie książki C. Wybrałem taką, która dotyczyła śnienia. Śnienie jest to umiejętność kierowania własnym „śniącym ciałem” podczas zwykłego snu. Książka C zawierała dość konkretne opisy ćwiczeń. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Energii potrzebnej do śnienia miałem sporo, gdyż ćwiczyłem dwa razy dziennie po kilka godzin. Nie miałem też strat energii związanej z seksem. Śnienie tak mnie wciągnęło, że z dnia na dzień przechodziłem kolejne etapy „bramy” opisane w książce. Przeczytałem też resztę książek C. Pewnego dnia poszedłem do kina na film pt. „Matrix”. Jedyne moje stwierdzenie po filmie było takie: „O k..wa nakręcili książki C”
Po paru miesiącach zadzwoniła do mnie S - dziewczyna, którą poznałem na kursie. Powiedziała, że B jest w naszym mieście i organizuje drugi kurs ćwiczeń. Dała mi telefon do niego, abym mógł się z nim umówić. Nie lubiłem czegokolwiek załatwiać. Rozmowy telefoniczne i umawiane się z kimkolwiek były dla mnie koszmarem. Zadzwoniłem jednak i poszedłem na spotkanie. Od wejścia opowiedziałem B o moich postępach w ćwiczeniach. B znów stwierdził, że fajnie, ale zabronił mi ćwiczeń, które robiłem z moją dziewczyna polegających na wpatrywaniu się w oczy i w lustro. Ćwiczenia te podobały mi się, choć były momentami trochę straszne. Widziało się setki okropnych i dziwnych swoich twarzy. B powiedział abym to przerwał, jeśli nie chcę skończyć w szpitalu psychiatrycznym.
Podczas kolejnych wizyt B wcisnął mi kilka opakowań mumio i zalecił, abym je brał na gardło. Miał przy tym powód aby mnie nękać telefonami o zwrot za nie pieniędzy. W tamtym czasie nie w głowie była mi praca, więc wkurzałem się na każdy teks abym mu w końcu zapłacił za tabletki. Trzeba jednak przyznać, że wyleczyłem problem z gardłem na kilka lat. Znikły też guzki w tarczycy, które wykrył człowiek, który poznał mnie z B.
Pewnego razu miałem umówić się z B na ćwiczenia. Dzwoniłem a nikt nie odebrał telefonu. Stwierdziłem, że jeśli go nie ma to nie mam po co iść do niego. Podczas kolejnej wizyty oznajmiłem im, że jak będą chcieli ćwiczyć to niech po mnie zadzwonią. B się lekko zbulwersował i stwierdził, że to mi powinno zależeć i, że to ja powinienem dowiadywać się kiedy oni będą ćwiczyć. Piszę oni bo do ćwiczących dołączyła jeszcze jedna dziewczyna z mojego kursu. Pewnego dnia B pokazał mi, jak robić prawidłowo pewne ćwiczenie, postawił przed lustrem i kazał ćwiczyć aż do jego powrotu. Sam zaś poszedł kupić sobie nowe spodnie w pobliskiej „odzieży używanej”. Ćwicząc myślałem sobie, że może usiądę, poczekam aż wróci i powiem mu, że ćwiczyłem. Ćwicząc i rozmyślając o tym, czy ćwiczyć, czy nie, nie zauważyłem, jak szybko minął czas. Kiedy B. wrócił, stwierdził, że po ilości wytworzonej przeze mnie energii czuje, że ćwiczyłem. Byłem pierwszy raz w szoku. Pomyślałem sobie o nim – wróżka on czy co?
Na odchodne dostałem pierwsze zadanie domowe. Miałem powtarzać te ćwiczenia przez całą noc przed lustrem. Ojciec, z którym mieszkałem poszedł spać, a ja całą noc gimnastykowałem się, jak jakaś baletnica przed lustrem, powtarzając nakazane przez B ruchy. Pierwszy raz w życiu przełamałem się i robiłem coś przez całą noc. Balowania z kolegami pracą nazwać nie mogę, więc pierwszy raz „pracowałem” i nie spałem ponad 12 godzin. B „złapał” mnie na jeszcze jeden „haczyk”. Dziewczyny miały jechać do K na festiwal ezoteryczno – zdrowotny, na którym B miał mieć wykład. Miały tam one pokazywać ćwiczenia. Mnie B nie poprosił, więc od razu chciałem tam być. Wykłady miały być za klika miesięcy na wiosnę. B wspominał też, że po wykładach będą warsztaty w górach. Powiedział, że muszę iść do pracy abym miał swoje pieniądze na pokrycie kosztów z tym związanych.
Chcąc nie chcąc znalazłem pracę i odkładałem sobie pieniądze na wyjazd.
Praca miała mi dać też doświadczenie w kontaktach z ludźmi i pozwolić odczuć odmienność różnych typów osobowości człowieka.


Linkback: http://forum.instytutnoble.pl/dage/72/moja-przygoda-z-magicznymi-krokami/1346/

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 05, 2018, 10:44:21 pm »
Na starożytnych świątyniach były napisy "poznaj siebie". Więc wychodzi na to, że "drogą"  będzie poznanie.
O tym liściu to słyszałem od człowieka, który zajmował się systemem Duplex - sfery Pierepielicyna, oraz miał Nauczyciela z linii Sufizmu.

Różne "drogi" bardzo ciekawie opisał Gurdzijew. Wyróżnił cztery. Droga jogina, mnicha, fakira i czwarta jako połączenie trzech pierwszych.  

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 06, 2018, 10:56:11 pm »
Fruwam prawie codziennie - do sklepu po fajki dla żony, jak chce się jej przypodobać :)

Festiwal ezoteryczny w K
 
Pierwszy raz miałem wziąć udział w wydarzeniu, które nie było zorganizowane przez instytucję. E miała kupić bilety, załatwić rezerwację na noclegi w K i opiekować się mną -  dwudziestoparoletnią „sierotą”. Mieliśmy jechać we dwoje, ale jeszcze na dwie minuty przed odjazdem jej nie było. Siedzisz w pociągu, nie masz biletu i w dodatku nie wiesz dokąd jechać. Super.
Gdy przyjechaliśmy w końcu na drugi koniec Polski i dotarliśmy do hotelu, E rozbolał brzuch tak bardzo, że ledwo mogła dojść do łazienki. W ciągu godziny mieliśmy być na targach, a ona nie nadawała się do niczego. Szybko wytłumaczyła mi jak mam tam dojechać i wypchała za drzwi. Teraz widzę to tak, że wrzucili mnie do wody i każą uczyć się pływać.
„Z pewna taką nieśmiałością” jak to było w reklamie podpasek wyruszyłem na kolejne spotkanie z B. Bez problemu udało mi się dojechać na miejsce. B miał dojechać wraz z grupą uczniów z W. Przyjechał kilka godzin później. Od razu kazałem mu znaleźć mi jakiś prezent dla mojej dziewczyny. Wybrał mi kamień, który miał odpowiadać jej poziomowi energii. Nawiasem mówiąc - prezent bardzo jej przypadł do gustu.
B zapytał gdzie jest E, a  gdy odrzekłem, że się nagle rozchorowała - powiedział, że ma to związek z jej rodziną, której nie podobało się, że E jedzie na festiwal z B. Polecił mi następnie zadzwonić do E i nakazać jej szybki przyjazd. Po godzinie E przyjechała i ze zdziwieniem stwierdziła, że po naszym telefonie nagle jej się poprawiło.
B zalecił nam chodzić na wszystkie wykłady, jakie był dostępne w ramach festiwalu. Trafiliśmy na wykłady pewnego człowieka, który miał cały kostium obszyty złotymi aplikacjami i z wielką powagą deklamował swoją wiedzę. W pierwszym rzędzie siedziało na baczność dwoje jego uczniów i z umiłowaniem wpatrywało się w swojego nauczyciela. Gdy pod koniec wykładu człowiek ten zaczął reklamować swoje magiczne podpisy - rzekomo leczące wszelkie dolegliwości - nie wytrzymałem i powiedziałem (z głębi swojej pazernej natury) że mogę również sprzedać swój magiczny podpis za połowę ceny oferowanej przez tego nauczyciela.
Kolejny występ był pokazem leczenia misami tybetańskimi. Dwie panie prowadzące wykład to raz uderzyły w misę nad leżącym na pokazie pacjentem - to szły łyknąć kawkę i wymienić dwa zdania na temat pogody. I tak przez pół godziny. Cena za zabiegi u nich obejmowała chyba również dojazd z gór Tybetu za każdym razem, gdy było trzeba uderzyć w misy.
 
 
Muzykant
 
Po targach wróciliśmy z B i E do hotelu. W ramach oszczędności, gdyż działalność B nigdy nie przynosiła dla niego choćby normalnego dochodu, spaliśmy we dwóch w jednym pokoju. Było tylko jedno łóżko, na którym oczywiście spał B z racji wieku i mojego dlań szacunku. Ja spałem na kocu na podłodze obok łóżka.
To, że  działalność B nie będzie przynosiła materialnych korzyści uzmysłowił mu jego  pierwszy nauczyciel, który wysłał go pierwszy raz do Polski. Kazał B jechać i nauczać w Polsce jego systemu nazwanego „Dupleks- Sfera”. Jego nauczyciel, przed odjazdem wręczył wzbraniającemu się B sto dolarów tak na wszelki wypadek. Po miesiącu pracy przy prowadzeniu kursów, leczeniu masażami okazało się, że po odjęciu kosztów wyliczonych przez jego polskiego „menadżera” nie zostało mu ani grosza.  Gdyby nie tamte pieniądze, które dostał od nauczyciela,  nie miałby jak wrócić do domu.
Nad ranem, gdy tylko otworzyłem oczy zobaczyłem nad głową wpatrujące się we mnie oczy B.
– „Ale z ciebie muzykant...” - powiedział z lekką przekorą. I ja  też miałem okazję w nocy posłuchać jego „muzyki” więc od razu usłyszał odpowiedz:
– „Pan teeeż”.
Od tej pory, gdy tylko przyszło nam przebywać razem, dostawałem zawsze oddzielny pokój położony najdalej od miejsca spania B. Jestem zdania, że gdy ktoś chce spać, to nawet najgłośniejsze chrapanie mu nie przeszkodzi - a jeżeli komuś przeszkadza to widocznie nie jest jeszcze wystarczająco senny.
Od tamtej pory B przedstawia mnie wszystkim nowym znajomym jako wielkiego muzyka. Gdy z powodu pierwszego wrażenia opadają szczęki, opowiada dalej historię z hotelu i wszyscy się potem śmieją ze mnie, choć udają że rozbawiła ich tylko opowiedziana sytuacja.

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 08, 2018, 06:54:11 pm »
Zajęcia w górach!
 
 
Następnego dnia przyjechaliśmy do pensjonatu w górach, gdzie mieliśmy odbyć z B kolejny kurs ćwiczeń. Podczas czekania na autobus, który miał nas tam zawieść, siedzieliśmy liczną grupą na przystanku. Obok nas czekała rodzina z małym chłopcem. Chłopiec bawił się swoją zabawkową, wielką ciężarówką. Nagle dziecko podeszło do B i podsuwając mu sznurek do którego było przyczepione auto bez słowa, gdyż było za małe aby mówić, podarowało mu swoją zabawkę. Wszyscy, którzy siedzieli tam razem z B byli bardzo zdziwieni. Najbardziej zdziwieni byli jednak rodzice chłopca, że ich dziecko podarowało komuś obcemu swoją ulubioną zabawkę. B podziękował za prezent, oddał samochodzik chłopcu i chwaląc chłopca za gest, podarował mu suszone owoce, które akurat znalazł w swoim bagażu.
Gdy dotarliśmy na miejsce, na początku dostałem oddzielny pokój. Przyjechali pozostali uczniowie. Żeby nie było nam zbyt lekko w życiu, B musiał spać w tym samym pokoju, co ja. Kiedyś ktoś porównał moją muzykę wydawaną we śnie do pracy traktora – ale chyba przesadził. Nasze wspólne pomieszkiwanie miało jeszcze jeden zabawny aspekt. Którejś nocy  B zapytał mnie czy teraz myślę o mojej dziewczynie. Gdy odpowiedziałem, że tak to powiedział, że wie o tym, bo widzi teraz energię tej dziewczyny obok mnie. W tamtym momencie z miłości chodziłem codziennie do budki telefonicznej godzinę w jedną stronę, by porozmawiać z nią przez telefon choćby przez pięć minut. Pech chciał, że w tej wiosce były tylko dwa telefony. Jeden przed naszą kwaterą, ale zepsuty, a drugi na drugim końcu wsi - najdłuższej wsi w Polsce.
Ćwiczyliśmy, chodziliśmy na wycieczki w góry- ogólnie miła, spokojna atmosfera.
Pamiętam, jak wtedy jednemu małżeństwu, które ćwiczyło z nami dostało się za to, że nie mogli choć na te kilka dni powstrzymać się od seksu i zamiast akumulować wypracowaną energię, tracili ją na siebie. Dziś wiem, że moc można różnie wykorzystać, a pokusa takiego jej użytkowania, gdy się ćwiczy razem z żoną jest duża. Wspomnienia z takich nocnych ćwiczeń pamięta się potem dłużej niż jakiekolwiek inne ćwiczenia. Może dla tych nocy warto ćwiczyć całymi dniami, jeśli nie chce się nam pracować dla rozwoju wszechświata i ewolucji ludzkości?
Podczas jednej z wycieczek na pobliskie wzgórza B opowiedział nam o sposobach nauczania na wschodzie. Nauczyciel w Azji potrafił dać uczniowi źdźbło trawy i zostawić go na siedem lat. Po tym czasie nauczyciel powracał i pytał ucznia co jest w stanie powiedzieć mu o tej trawie.
B patrząc na nas zaśmiał się tylko i rzekł, że uwaga ludzi „zachodu” potrafi zajmować się czymkolwiek najwyżej „pięć minut” dlatego nasze nauczanie musi zawierać coraz to nowe „ozdobne” elementy, by cały czas przykuwać do niego naszą uwagę.
Po tej lekcji w plenerze zwinęliśmy się z całym „piknikiem” i ruszyliśmy w drogę powrotną do naszej kwatery. Nagle B wskazał na przeciwległe wzgórza i powiedział, że się tam wybierzemy.
Wszyscy ze względu na wiek wracali dróżką. B wyposażony w chińskie klapki plażowe „kubota” pobiegł na przełaj. Nie czekając długo pobiegłem za nim. Widziałem jak tylko śmigały za nim gałęzie, gdy zbiegał na dół. Mi tak dobrze nie szło. Nie mogłem stosować ślizgu na „dolnych” plecach, gdyż na „górnych” miałem plecak ze szklankami i resztą naczyń z pikniku. Gdy dotarłem do podnóża górki B już czekał przy strumieniu. Miał rozdarty jeden klapek. Byłem drugi, ale za to udało się cało donieść szkło. Zanim doszła reszta grupy B wziął kąpiel w górskim strumieniu. Gdy zapytałem czy też mogę, zgodził się na to pod pewnym warunkiem. Po kąpieli miałem szybko przebiec się sto metrów i wypić kieliszek wódki by nie zachorować. Jeśli ktoś nie ma takich doświadczeń od razu wyjaśniam, że pomiędzy zimną wodą i zimną wodą wiosną w górskim strumieniu jest duża różnica,.
Przy okazji kąpieli B opowiedział mi jak kiedyś ćwiczył codziennie niezależnie od pogody na brzegu morza. Ćwiczenia kończył kąpielą. Pewnego razu było tak zimno i padał śnieg, że nie chciało mu się iść nad morze. Założył się wtedy z kolegami z pracy, że wykąpie się w morzu za butelkę koniaku. Współpracownicy nie wiedzieli, że B i tak codziennie to robi. Jednym z warunków było też to, by pojechali nad morze samochodem jednego z nich. Koledzy widząc co się dzieje na dworze nie wierzyli, że B wejdzie do wody przy takiej pogodzie. B wykonał swój plan ćwiczeń i nie dość, że nie musiał iść na piechotę to jeszcze wygrał zakład. Oczywiście koledzy lubili te jego zakłady bo B zawsze po tym zapraszał ich potem do siebie i urządzał imprezę.
W czasie kursu nie chodziliśmy więcej w góry.
Po powrocie powiedziałem B, że miałem sen w którym to byliśmy wszyscy na górze, którą pokazał nam wcześniej. Uśmiechnął się tylko i odrzekł, że praca nad sobą pomoże mi kiedyś wszystko sobie przypomnieć.
Gdy wyjeżdżałem z gór pożegnałem się ze wszystkimi. W chwili gdy, żegnałem się z B uścisnęliśmy się na tzw. „misia” i wtedy w piersiach pojawiło mi się dziwne wrażenie jakby coś pomiędzy nami przepływało. Porównałbym to do przerwania przez wodę wału nadbrzeżnego. Woda wylewa się i rozchodzi się promieniście od miejsca przerwania blokady jaką dla wody stanowią  tony ziemi. Do dziś mógłbym na palcach policzyć ile razy miałem to wrażenie. Może jest to spowodowane tym, że moje serce okrywa nie ziemia a beton i temu strumieniowi miłości ciężej się przez niego przebić?

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 789
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 09, 2018, 10:14:41 am »
 takie coś mi się nasunęło, małżeństwo miało się nie kochać w nocy ale wódkę pić to mogliście??? ::) :D  Ciekawy był ten B, z chęcią bym się z nim spotkała ;) ale pewnie mogli go spotkać tylko "wybrańcy" ;)

no chyba, że teraz można się tylko z Tobą spotkać?
« Ostatnia zmiana: Listopad 09, 2018, 10:17:58 am wysłana przez EosCris »

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 09, 2018, 11:50:59 am »
Nauczyciele B!
 
Pierwsze pytanie, jakie kieruje do B większość ludzi to takie, czemu to Kaukaski Nauczyciel naucza systemu wiedzy z  Meksyku.
Po pierwsze należy powiedzieć, czemu w ogóle B zaczął zajmować się poznaniem siebie.
Pewnego dnia B usłyszał z ust lekarza, że jest śmiertelnie chory. Powiedział mu on, że ma raka i że czeka go operacja. Gdy był już w szpitalu, zaprzyjaźnił się z owym lekarzem, który pozwalał mu przesiadywać nocami w swoim gabinecie i czytać książki. Jednego wieczoru na blacie lekarskiego biurka leżała otwarta książka. B zaczął czytać od tego miejsca. Było tam napisane, że wilk stepowy nigdy się nie poddaje i że jest w stanie odgryźć sobie łapę, byleby tylko nie utracić swojej wolności. Te słowa wstrząsnęły nim tak bardzo, że postanowił stawić czoła śmierci. Tą książką był „Wilk stepowy” Hermana Hesse.
Uciekł on wtedy ze szpitala i zaczął szukać możliwości samoleczenia. Obserwował różne zwierzęta i jadł te same zioła, które one jadły. Godzinami wykonywał różne ćwiczenia dla pozyskania życiowej energii. Poznany w szpitalu lekarz przysłał mu „Mumio”, jedno z najlepszych naturalnych lekarstw, które stworzyła sama natura. Po kilku latach zmagań zadziwił lekarzy, gdyż okazało się, że wygrał z chorobą.
Pierwszym nauczycielem B był M. L. Pierepielicyn z Moskwy. Uczył on go systemu duplex-sfery. System ten opiera się na równoczesnej pracy z ciałem fizycznym i jego dublerem energetycznym. W skład systemu wchodzą też modlitwy, praca z żywiołami, konstelacjami gwiazd, przodkami. System ten jednak jest dosyć skomplikowany. Sam twórca na pytanie B, czy mógłby go bardziej uprościć, by mógł być zrozumiany przez większą liczbę ludzi, odparł, że ludzie muszą włożyć swój wysiłek by móc docenić efekty, jakie daje im tego rodzaju praca nad sobą. Inaczej niż przez świadomy ich wysiłek, nie da się pomóc ludziom.
 
Kolejnym nauczycielem B był starzec mieszkający w górach Kaukazu.
Któregoś dnia starzec zobaczył go i postanowił uczynić swoim uczniem. Wysłał człowieka, który przyjechał wieczorem do jego domu i poprosił B. w imieniu mędrca, aby pojechał z nim w góry, tłumacząc, że pewien starzec pragnie go poznać. Gdy dojechali i przeszli przez próg domu, staruszek popatrzył na gościa i rzekł:
 
„Och synku! Na całym świecie nie ma człowieka, który by czekał na ciebie tak, jak ja.”
 
Po tych słowach obydwaj upadli sobie do nóg i zaczęli całować się po stopach. Potem wstali, usiedli przy stole i przez kilka godzin patrzyli na siebie nie mówiąc ani słowa. Człowiek, który przywiózł go w góry zapytał w końcu, czemu milczą, na co starzec odparł, że rozmawiają przez cały czas, ale rozmowa toczy się w ich sercach.
Tensegrity to świadomy wybór B. Dostosowany do możliwości przyjęcia jego wiedzy przez taką ciemna masę jak ja. Za leniwą aby samemu szukać wiedzy, za tępą aby korzystać ze świętych ksiąg i tekstów, nie potrzebującą w życiu niczego więcej niż samozadowolenia z siebie i zaspokojenia prostych potrzeb ciała. Pracując z takimi ludźmi jak ja, przekaz i metoda musi być prosta, skuteczna i efektywna. Brak szybkich efektów momentalnie studzą zapały do jakichkolwiek wysiłków ponad te, aby jakoś przeżyć z dnia na dzień.
 
B przekazał nam ciekawą opowieść o metodach nauczania Sufich.
 
Siedmiu nauczycieli
 
Pewien człowiek miał nauczyciela, który uczył go o życiu. Pewnego razu nauczyciel powiedział uczniowi, że jego edukacja właśnie dobiegła końca i że słyszał o pewnym nauczycielu, który mógłby go czegoś jeszcze nauczyć. Uczeń podziękował i odszedł. Gdy spotkał wskazanego człowieka, ten spytał go kto i czego go uczył. Uczeń opowiedział o swoim szkoleniu i poprzednim nauczycielu. Nowy nauczyciel wyśmiał poprzedniego nauczyciela i jego nauki, mówiąc, że to czego się tam nauczył to nie jest wiedza o życiu i powiedział, iż dopiero on nauczy go czym jest życie. Po pewnym czasie i ten nauczyciel powiedział uczniowi, iż nauczył go tego co sam wiedział o życiu. Wspomniał też o człowieku, który mógłby go jeszcze czegoś nauczyć. Uczeń podziękował i odszedł. Kolejny wskazany nauczyciel także spytał jego kto i czego go uczył. Gdy uczeń opowiedział o swoich poprzednich nauczycielach i ich naukach i ten nauczyciel ich wyśmiał i skwitował to stwierdzeniem, że oni nic nie wiedzą o życiu i że dopiero on nauczy go co to jest życie. Po jakimś czasie i ten nauczyciel stwierdził, iż przekazał uczniowi całą wiedzę i wskazał kolejnego nauczyciela, który mógłby go jeszcze czegoś nauczyć. Historia z nauczycielami powtórzyła się siedmiokrotnie. Każdy z nowych nauczycieli pytał ucznia kto go i czego uczył, po czym oznajmiał mu, iż to nie jest wiedza o życiu i że sam nauczy go co to życie. Siódmy nauczyciel po skończeniu nauki skierował ucznia z powrotem do pierwszego nauczyciela. Pierwszy nauczyciel, gdy zobaczył swojego dawnego ucznia uśmiechnął się i stwierdził, iż przeszedł on pierwszy cykl szkolenia i teraz dopiero zacznie go uczyć.
 
B opowiada nam te same przypowieści wiele razy. Za każdym razem mądrze kiwam głową, że już tym razem wszystko zrozumiałem. Rok w rok, gdy widzimy się ponowie ta sama opowieść odkrywa przeze mną nowe, niedostrzeżone wcześniej wątki. Może za sto lat będę mógł uczciwie stwierdzić, że teraz to już wiem, że nic nie wiem.

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 09, 2018, 11:54:40 am »
B mieszka na Kaukazie. Kiedyś przyjeżdżał regularnie do Polski i uczył ćwiczeń. Teraz, żeby go spotkać trzeba jechać na Kaukaz.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 789
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 09, 2018, 05:41:32 pm »
czyli z Tobą nie mozna się spotkać? bo na kaukaz to trochę daleko ;)

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 09, 2018, 08:18:35 pm »
Jak najbardziej możemy się spotkać. Z Białegostoku też jest tam daleko i sporo kosztuje wyjazd. Różnica jest taka, że B ma wiedzę, a ja nawet nie wiem, że nic nie wiem :)  

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 09, 2018, 08:29:48 pm »
O tym, jak Intencja osobiście zaangażowała się w moje wychowanie.
 
Pewnego razu zdarzyło się, że pobyt B w Polsce wypadł w czasie jego urodzin. Uroczystość miała się odbyć w restauracji zaprzyjaźnionej z B rodziny. Zostali zaproszeni jego znajomi i uczniowie. W sumie kilkadziesiąt osób. W tamtym czasie jedynym dylematem, jaki miałem było to, czy za posiadane wtedy przeze mnie na koncie jedyne 30 zł kupić B prezent, czy może lepiej zapłacić rachunek za telefon. Szybko wykombinowałem, że skoro B jest „wojownikiem” to cóż mu po moim prezencie. Uznałem, że lepiej będzie gdy zapłacę swój rachunek za telefon, a jemu dam cokolwiek – bo czymże są rzeczy materialne?
U siebie w piwnicy znalazłem butelkę zrobionego przeze mnie kiedyś wina. Zapakowałem w torebkę i poszedłem na imprezę. Złożyłem B życzenia, wręczyłem mu prezent i tak, jak reszta gości uczestniczyłem aktywnie w zabawie. Po kilku godzinach tańców i wznoszenia toastów wygłaszanych przez mikrofon, B chciał wznieść toast za gospodarzy imprezy po to, aby im podziękować za wspaniałe przyjęcie urodzinowe. Stałem sobie z innymi ludźmi słuchając toastu, który zaczął wygłaszać. Spojrzał a mnie i w tym momencie jego toast przerodził się dla mnie w koszmar.
B zamiast chwalić gości, gospodarzy i imprezę zaczął wypominać mi, jak ja mogę tak postępować. B „jechał po mnie” stojąc na podium z mikrofonem w dłoni. Wszyscy goście odsunęli się ode mnie i patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami. Sam nie miałem gdzie uciec i stałem tak na środku parkietu nie wiedząc, co ze sobą począć. B nie omieszkał wypomnieć tego, jaki to ze mnie skąpy człowiek. Zapytał, co on ma  powiedzieć o mnie swoim uczniom w D. Chciałby mocno abym mógł pojechać do D. ale pozostając takim człowiekiem, nie mam tam po co tam jechać. Stałem tam jak „burak” płonąc ze wstydu. Zastanawiałem się, skąd on może wiedzieć, o tym, że pożałowałem kasy na jego prezent?
Po tym toaście B podszedł do mnie i przeprosił za swoje słowa. Całą winę za treść przemówienia zwalił na Intencję. Ona to miała mu kazać mówić i jakoby  przemawiała do mnie poprzez niego. Powiedział jeszcze, że wie jak podle mogę się teraz czuć i że mogę już iść do domu, żeby nieco ochłonąć po takim toaście.
Czułem się malutki, jak Calineczka.
Czy kogoś z was, czytających to wspomnienie, ktoś publicznie zmieszał z błotem? I to jeszcze za coś, o czym nikt więcej poza wami samymi nie wiedział? Nie polecam takich doświadczeń.

Offline Sintana

  • *
  • Wiadomości: 8
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #10 dnia: Listopad 10, 2018, 07:31:29 am »
B=Bagawdin Gusejnow?

Offline Robert Noble

  • Out Of Body Experience
  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 1790
  • Płeć: Mężczyzna
  • ... by być wolnym.
    • Instytut Roberta Noble
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 10, 2018, 10:48:58 am »
O tym, jak Intencja osobiście zaangażowała się w moje wychowanie.


Cytuj
Czułem się malutki, jak Calineczka.





Czy kogoś z was, czytających to wspomnienie, ktoś publicznie zmieszał z błotem? I to jeszcze za coś, o czym nikt więcej poza wami samymi nie wiedział? Nie polecam takich doświadczeń.






To, że czułeś się malutki jak Calineczka świadczy tylko o dużym poczuciu własnej ważności. Dziwię się, że piszesz teraz że nie polecasz takich doświadczeń. Jak inaczej dostrzeżesz w sobie zadufanie w sobie jeśli nie poprzez takie właśnie małe (dla innych duże) doświadczenia?
...i odejdę. Ale ptaki pozostaną, śpiewając:
i mój ogród pozostanie,
z zielonym drzewem, i studnią.
Przez wiele popołudni niebo będzie niebieskie
i pogodne,
i dzwony na dzwonnicy wybiją godziny,
jak robią to tego popołudnia.
Ludzie, którzy mnie kochali, odejdą,
a miasto będzie rozkwitać każdego roku.
Ale mój duch zawsze z nostalgią będzie błądzić
po tym samym, zapomnianym zakątku mojego
kwietnego ogrodu.


Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 789
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 10, 2018, 10:55:18 am »
Póki ego nie zdechnie przy tym otwarciu to dalej nie wiesz kim jesteś :)  a to gadanie tego B to takie pitu pitu ;) nie wiesz kto mówi wciąż w Twojej głowie czy to ty czy latawiec :) i w sumie dalej jesteś w czarnej dupie ;) hehe w sumie to zawsze w niej będziesz :D ale co tam. Bawić się trzeba i wyciągnąć kij z tyłka i do wszystkiego podchodzić z humorem ;) a wtedy szybciej dotrzemy do tego otwarcia serca i połączenia się ze wszystkim co nas otacza, zlewając się w jedną całość czyli wieczną pustkę ... ah....

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 10, 2018, 06:21:26 pm »

Offline dage

  • *
  • Wiadomości: 29
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 10, 2018, 06:23:24 pm »
Pierwsza praca z myślą o kimś innym niż ja sam
 
Wróciłem do domu z imprezy urodzinowej. Poszedłem od razu spać. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak podle. „Wojownik” z przeczytanych książek przedstawiał mi się jako ktoś, komu wszystko jedno. Czemu moje skąpstwo lub tak zwana przez ludzi „zaradność” doprowadziła mnie na skraj przepaści?
Zawsze chciałem aby postrzegali mnie tylko w dobrym świetle. Nawet, jak ktoś postępuje źle z wyboru, to tez musi w tym być dobry, inaczej wyobrażenie o samym sobie ulegnie rozbiciu. Nie daj Boże jeszcze ktoś inny dostrzeże ten nasz wewnętrzny rozdźwięk.
Wstałem rano z postanowieniem zostania dobrym człowiekiem. Nie żebym się takim czuł lub miałbym wewnętrzną taka potrzebę. Postanowiłem zmienić swoje postępowanie by przypodobać się B i żeby mógł mnie zabrać do D. Kolejny raz ekonomiczny bilans zysków i strat zdecydował o mym losie.
B następnego dnia po imprezie pojechał do swoich uczniów w O. Za tydzień miałem jechać do W gdzie B miał mieć wykłady a ja miałem tam pojechać by siedzieć na stoisku reklamującym ćwiczenia i sprzedawać mumio.
Cały tydzień robiłem nocami domki z zapałek z intencją, że je sprzedam na tych targach ezoterycznych a pieniądze przeznaczę dla B. Przyszło mi tez do głowy, że B przyjedzie do W bardzo zmęczony wykładami dla uczniów z O i będzie miał po ludzku mówiąc „kaca”.
Pojechałem do W. Wziąłem ze sobą zrobione przeze mnie domki i butelkę „sake” wina z ryżu, które zrobiłem wcześniej. Przez tydzień robiąc domki doszedłem w ich produkcji do takiego poziomu, że czas produkcji jednego spadł z pięciu do dwóch i pół godziny, oraz zmieniłem technologię by ułatwić sobie pracę. Jak by to powiedział B wzrosło moje doświadczenie. Z oglądanego filmu o Gurdzijewie dowiedziałem się, że wiedza może pochodzić tylko z doświadczenia.
Efekt moich tygodniowych starań był taki, że nie sprzedałem w W ani jednego domku. Udało mi się tylko wymienić jeden domek na kasetę z nagraniami ptaków, od ludzi, którzy mieli stoisko obok i sprzedawali nagrane przez nich odgłosy przyrody.
Gdy B przyjechał z O do W i wszedł do sali, w której odbywały targi, bardzo się ucieszył na mój widok. Dałem mu od razu przywiezione wino i powiedziałem, że wiedziałem, że może mu być ciężko na wykładach i że winko mu pomoże. Wychylił duszkiem kilka łyków i oznajmił, że się zmieniłem i że teraz widzi, że zmieniła się moja energia na taką, która mu bardzo pasuje. Jednym słowem zmieniłem się w jego mniemaniu na lepsze i że nigdy nie miałem w sobie tego typu  świetlistej energii.

 

misy kryszta?owe