Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Moja przygoda z Magicznymi krokami  (Przeczytany 1177 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #60 dnia: Grudzień 05, 2018, 02:55:32 pm »
Wstyd!
 
Jak by mnie ktoś zapytał czy jestem wstydliwym, od razu odpowiem poprzez męską dumę, że nie. Niestety niejednokrotnie  mogłem się przekonać, że jest inaczej. B cały czas zmusza nas do robienia niestandardowych dla nas rzeczy. Przykładem może być wykonywanie ćwiczeń w przestrzeni publicznej. Jak dla mnie to wielki obciach i żenada. Ćwiczyliśmy grupą nad morzem, w górach. Zdarzyło się ćwiczyć pod pałacem kultury, gdy wszyscy czekali na przesiadki do dalszej podróży, po którymś powrocie od B. Mi najbardziej zryło beret ćwiczenie na balkonie jednego z bloków, w którym B wynajmował mieszkanie, podczas pobytu w Polsce. Mieszkanie było małe, a nas ćwiczących dużo. W związku z tym ja i koleżanka musieliśmy ćwiczyć na balkonie. Balkon był tak niefortunnie położony, że wychodził na plac zabaw otoczony dookoła innymi budynkami.  Staliśmy na tym balkonie jak na scenie. Modliłem się, aby nikt nie zwrócił na nas swojej uwagi.  Mogło się też okazać, że mieszka w pobliżu jakiś znajomy. W tamtym czasie nie obnosiłem się z wieścią, że zajmuję się dziwnymi ćwiczeniami. W trakcie ćwiczeń zaczęły do nas krzyczeć dzieci bawiące się pod balkonem. Myślałem, że ćwiczenia te trwały wieczność. Starsze z bawiących się dzieci nie omieszkały zapytać co robimy na balkonie. Koleżanka odpowiedziała, że wykonujemy ćwiczenia „Tensegrity”. Dla dzieci było to wystarczające wyjaśnienie i zajęły się dalszą zabawą. Wróciłem do środka i żeby B nie zniszczył mnie psychicznie do końca, uciekłem do domu, wymawiając się jakąś pilną robotą.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #61 dnia: Grudzień 06, 2018, 09:37:58 pm »
Chrapanie!
 
Czy ja chrapie? Ja nie chrapie, ja odtwarzam rajdy ciągnikiem. Tak się składa, że połamana niejednokrotnie w młodości przez kolegów przegroda nosowa, powoduje wydobywanie się ze mnie dźwięków podobnych do wycia silnika traktora. Oczywiście ma to i swoje zalety, gdyż B jak gdzieś przebywaliśmy razem, wydzielał mi osobny pokój, jak najdalej od siebie. Podobno jak powiedział B, można przestać chrapać kontrolując oddech podczas spania. Należy oddychać powoli i głęboko. No cóż, jak mi się nie udaje odpowiednio oddychać dostaje od żony łokciem lub nogą w bok. Mam się też przewracać szybko na drugi bok, jak najdalej od jej ucha. Kiedyś obudziłem się w nocy i patrzę, a żona głaszcze mnie po głowie. Myślę sobie jak ta dziewczyna mnie kocha. Po czasie okazało się, że przed ślubem nie chciała pokazać swojego prawdziwego charakteru i głaskaniem sprawiała, że przestawałem chrapać. Któregoś razy miałem okazje sprawdzić co się ze mną dzieje kiedy chrapię. Gdy B był w Polsce w jego wynajmowanym mieszkaniu zebrała się całkiem spora grupa. Mając do wyboru ćwiczenie na balkonie lub na świeżym powietrzu, jako pierwszy gardłowałem za tym drugim. Poszliśmy do pobliskiego lasu. Jak się okazało w lesie był spory tłok więc moje poczucie obciachu spowodowane wykonywaniem ćwiczeń publicznie zostało podsycone. W trakcie ćwiczeń B zatrzęsło. Stał przez chwilę i się nie ruszał. Odwrócił się do nas i powiedział, że otrzymał właśnie spora dawkę energii. Zdążyłem się wtedy przyzwyczaić, że czasami mówi dziwne rzeczy, których ni w ząb nie rozumiem. Po ćwiczeniach wróciliśmy do mieszkania B. Był już wieczór i wszyscy rozchodzili się po domach. B chciał abym jeszcze został. Powiedział mi, że chce mi robić masarz. Nie miałem pieniędzy o czym mu powiedziałem. Za poprzednie masarze B kazał sobie płacić. Zawsze byłem skąpy i jak zarobiłem parę groszy to wolałem je roztrwonić na „herbatę” i inne uciechy podobające się młodym ludziom, niż dać się masować. B nalegał i miało być gratis, więc zostałem. Kazał mi się położyć na przenośnym stole do masarzu jakiego używał w Polsce, gdy kogoś leczył. B nic nie masował, tylko zaczął szeptać mi coś do prawego ucha. Leżąc i nie wiedząc o co chodzi nagle doszło do mnie, że nie mam kontroli nad moimi palcami u stóp. Po tym stwierdzeniu zbaraniałem. Chciałem ruszyć czymkolwiek, ale nie mogłem. Byłem tylko świadomością, w ciele nad którym nie miałem kontroli. Chwilę późnie usłyszałem znajomy dźwięk.  Zacząłem chrapać. Bardziej można powiedzieć, że chrapało moje ciało. Czułem jak blokuje mi się nos i zaczyna brakować powietrza. Ciało zareagowało na brak dostawy tlenu i wydałem z siebie ryk ciągnika. Moje obserwacje nie trwały jednak długo. Nagle poczułem, że zapadam się w kozetkę. Klasyczne uczucie spadania opisywane przez ludzi, którym zmienia się stan świadomości. Więcej nie pamiętam. Jak wróciłem do siebie B podnosił się z podłogi. Mówi, że udało mu się przekazać mi część energii, jaką otrzymał ćwicząc w lesie. Gdyby nas ktoś wtedy zobaczył, wyglądaliśmy według opisu B, jak dwa ciała targane wstrząsami. On leżał na podłodze, ja na łóżku do masarzu.
Czasami jak więcej poćwiczę, to słyszę w nocy swoje chrapanie. Mam wtedy z siebie niezły ubaw. 

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #62 dnia: Grudzień 07, 2018, 09:48:03 pm »
Człowiek z plamą!
 
B opowiadał jak jeden raz przyszło mu się pracować z „twardym gościem”. Człowiek ten w swoim towarzystwie był uważany za mafiozę. B go nie lubił uważając go za szpanera, przy czym  był on jeszcze zwyczajnym chamem i prostakiem. B któregoś razu zobaczył u niego czarną plamę w okolicy obojczyka. Nie było wyjścia i musiał mu powiedzieć o jego chorobie. „Mafioza” zdziwiony, że ktoś śmie kazać mu iść na badania do szpitala, chciał wyśmiać B. Wiedząc, że B leczy ludzi, postanowił jednak udać się do lekarza. W czasie wizyty wydał polecenie lekarzowi zbadania swojego stanu zdrowia. Lekarz po badaniach ogólnych stwierdził, że „Mafioza” jest całkowicie zdrowy. Po jakimś czasie B odwiedził „Mafiozę” i zapytał o to, co powiedział mu lekarz. B po wysłuchaniu relacji z wizyty u lekarza, polecił mu udać się na badani jeszcze raz i zlecić lekarzowi dokładne badania klatki piersiowej w okolicy obojczyka. „Mafioza” był wściekły na B. Do tej pory pogardzał ludźmi dającym mu rady. B nie był od niego w niczym zależny i nic nie mógł mu zrobić. Specjalistyczne badania wykazały guza wielkości  piłeczki do tenisa. Szybkie wykrycie i odpowiednie leczenie uratowały mu życie. Człowiek ten, żeby nie być dłużnikiem B, ofiarował mu za swą pomoc koszulę i dwie butelki wody mineralnej. Każdemu lekarzowi dał zaś prezenty warte kilka tysięcy złotych.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #63 dnia: Grudzień 08, 2018, 03:45:26 pm »
Piosenka Wysokiego!
 
 
Odkąd warsztaty Tensegrity wyszły poza salę do ćwiczeń, B zaczął uczyć nas poprzez swoje ulubione piosenki. Jedną z nich jest piosenka Wysockiego o górach. Głównym przesłaniem piosenki jest sposób na weryfikację swoich przyjaciół. Wiadomo nie od dziś, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Zamiast jednak czekać na „biedę”, można wziąć takiego przyjaciela w góry. Trudne warunki panujące podczas wspinaczki, weryfikują szybko, czy za pięknymi słowami naszych przyjaciół, idą też i ich czyny. W piosence symbolem prawdziwej przyjaźni jest moment, kiedy jeden z przyjaciół spada w przepaść. Drugi krwawiącymi rękoma trzyma linę, na której wisi jego przyjaciel. B pyta czasami obecnych na imprezach, czy trzymaliby linę, gdyby podczas takiej wycieczki B spadł w przepaść. Do tej pory wszyscy siedząc przy stole twierdzą, że tak. Sam też cały czas to potwierdzam. Boję się jednocześnie momentu, gdy przyjdzie to zweryfikować i trzeba będzie pójść w góry. Wolałbym jednak, aby okazało się, że wracam z gór z pełnymi majtkami, niż miałbym stracić w górach przyjaciela.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #64 dnia: Grudzień 09, 2018, 07:11:49 pm »
Polegać na kimś jak na M!
 
Odkąd M nauczył się słów piosenki Wysockiego o „Przyjacielu”, B za każdym razem jak rozmawiają z M, pyta go, czy trzymałby linę gdyby B spadał w przepaść. M zawsze podając silnie dłoń, odpowiada, że tak. Czy można wierzyć M na słowo? Kto go nie zna, mogłoby powiedzieć, że nie widomo. Sam miałem możliwość kilkukrotnie widzieć jak zachowuje się M w trudnych chwilach. Kiedyś podczas pobytu u B, jednym z ćwiczeń jakie przygotował dla nas, było siedzenie w dziurze wykopanej pod piramidą. Piramida była wykonana na wzór piramidy Cheopsa. Pod piramidą B wykopał dziurę w ziemi głęboką na siedem metrów. B kilkukrotnie próbował kopać ten otwór, ale za każdym razem ziemia go zasypywała. Po jego wydrążeniu , okazało się, że nie jest  on w osi wierzchołka piramidy. Pierwszą myślą B była taka, że musi kopać jeszcze raz. Po chwili namysłu i obejrzeniu energii miejsca stwierdził, że jednak wszystko jest tak jak trzeba. M miał siedzieć w dziurze, tak długo dopóki Ziemia i energia piramidy oczyści jego energetykę. Metoda ta była stosowana już w starożytności, również przez Don Juana. B podczas jednej z imprez wieczornych nakazał M iść do piramidy i siedzieć w dziurze. Poszedłem z M i pomogłem mu zejść. Zamknąłem za nim klapę, która tłumiła dźwięki i światła świata zewnętrznego i poszedłem dalej imprezować. Oddając się tańcom i radości, zapomniałem o M do rana. Przy śniadaniu B rozejrzał się po wszystkich i zapytał mnie gdzie jest M. Odpowiedziałem, że nie wiem, i że ostatni raz widziałem go jak zamykałem go w piramidzie. B od razu kazał mi iść i wypuścić M z piramidy. Otworzyłem klapę, a M wyszedł z dziury. Obmył się trochę i od razu poszedł do stołu. B powiedział M, że o nim zapomnieliśmy, a przez to musiał siedzieć całą noc w piramidzie. M nie miał za to żalu do nikogo. Uznał, że wszystko co się wydarzyło miało się stać, a czas jaki spędził w piramidzie był odpowiedni. Jak inaczej nazwać to co zrobił M, jak nie zaufaniem do nauczyciela? Klapę w piramidzie można otworzyć samemu, wystarczy stwierdzić, że ma się już dość kontaktu z Ziemią.  

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #65 dnia: Grudzień 10, 2018, 03:24:30 pm »
Duplexsfera!
 
Kiedy B zaczął zajmować się nauką systemu swojego pierwszego nauczyciela, został poddany testowi. Zaproszono go do prywatnego domu P, gdzie oprócz niego znajdowało się kilku jego uczniów. B wraz z jeszcze jednym mężczyzną miał obejrzeć obraz wiszący w drugim pokoju. Następnie miał podzielić się z pozostałymi wrażeniami jakie spowoduje u niego ten obraz. B oglądał obraz długo. Gdy wyszli z pokoju, drugi z mężczyzn opisał swoje odczucia na temat obrazu i skojarzenia jakie przyszły mu podczas jego oglądania. B poprosił jeszcze o dodatkowy czas, aby mógł jeszcze raz obejrzeć obraz. Po jakimś czasie pozostałe osoby weszły do pokoju z obrazem. Zobaczyły twarz B, i od razu powiedziały mu, że jest jednym z nich i że zdał test jaki przygotował mu ich Nauczyciel. Zadanie polegało na tym, że w obrazie można było ujrzeć twarz. Malarz  miał tak dużą osobistą moc, że zostawił w obrazie swoje oblicze. Mogła je zobaczyć tylko osoba która ma zdolności parapsychiczne.
Kilka lat temu B kazał przemyśleć swoim uczniom jak zbudować urządzenie do stymulacji pracy z Duplexsferą. Na zachętę padły słowa, że jeśli komuś uda  się dostarczyć odpowiednich wrażeń do właściwych zmysłów, to może zniknąć podczas tej pracy wraz z ciałem fizycznym. Niestety właśnie do mnie dotarło, że ze mnie taki konstruktor jak pisarz i murarz.  Choć sam temat bardzo mnie kręci, to sporo wody upłynie zanim uda mi się zmierzyć z tym tematem.   

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #66 dnia: Grudzień 11, 2018, 02:35:09 pm »
Głos w głowie!
 
Czy istnieje intuicja? Czy można wypracować w sobie połączenie ze swoim ciałem energetycznym, które wie więcej niż my?
B cały czas mówi nam o czymś co będzie i nazywa to widzeniem, czy jasnowidzeniem.
Możliwe, że w czasie pracy nad sobą wyrabia się w człowieku wieź z ciałem energetycznym, która pomaga nam „przeżyć” w ciężkich sytuacjach. Coś takiego zdarzyło się gdy mieszkałem nad morzem. Jedna z dziewczyn, które przyjechały uczyć się do nas ćwiczeń, chciała mnie zabić. Szliśmy z żoną - wtedy jeszcze koleżanką, nad brzegiem morza w porcie. Przy brzegu stało kilka zacumowanych statków. Jeden z nich wyglądał jak z filmu o piratach. Gdy przeszliśmy koło dziobu okrętu, nagle jakaś przychodząca do głowy myśl, kazała mi cofnąć się do środka okrętu. W najmniejszej odległości do burty statku do brzegu, było około metra. W stronę dziobu i  rufy odległość zwiększała się do kilku metrów. Poniżej nabrzeża była umiejscowiona drewniana gruba belka, która chroniła statki przed bezpośrednim kontaktem z betonowym nabrzeżem. Temperatura powietrza wyniosła kilka stopni poniżej zera. Głębokość tego basenu portowego, według źródeł dostępnych w encyklopedii, wynosiła od kilku do kilkunastu metrów. Nagle od strony lądu zauważyłem, że ktoś na mnie biegnie. Odsunąłem się krok w tył. Rozpędzona dziewczyna przebiegła obok mnie i siłą rozpędu spadła z nabrzeża. Szczęście w tym, że zdołała pochwycić się burty statku. Jej nogi zatrzymały się na drewnianej belce, metr poniżej nabrzeża.
Po chwili oszołomienia udało się ją wyciągnąć na brzeg. Chłodna kalkulacja sytuacji spowodowała, że oceniłem, iż głos w mojej głowie uratował nam życie. Jeśli sam wpadłbym do wody w zimowym ubrani, to może skończyłoby się tylko na chorobie. Gdyby wpadła ona, trzeba by było skakać za nią do wody. Mogło się to skończyć tragicznie, dla wszystkich tych którzy ryzykowaliby za nią życie.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 56
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #67 dnia: Dzisiaj o 02:03:11 pm »
Zielona energia!
 
Teraz żona ogląda jakieś relacje o człowieku, który głosił, że jest „kosmicznym żołnierzem”. Dziwnym trafem umarł latem w Polsce. W Internecie krążą pogłoski, że zabili go „sataniści”,  lub wrogowie, za ujawnianie rewelacji dotyczących rozwoju ludzkości.  W związku z tym przypomniały mi się opowieści B, dotyczące jego pracy z energią odbieraną od innych ludzi. Pomijając zwykłą zawiść i zazdrość, są wg słów B ludzie, którzy niszczą innych ludzi za to, że mogli by ich zdemaskować. Pokazać innym jacy oni są naprawdę. Na całym Świecie tysiące ludzi ćwiczą samotnie, lub w grupach próbując zdobyć energię. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ta energia służyła do rozwoju ludzi, planety, czy leczenia innych ludzi. Niestety tacy ludzie nie służą dla dobra ludzkości – jak by to patetycznie nie zabrzmiało- oni niszczą ludzi takich jak B. Robią to tylko za to, że wiedzą co tak naprawdę czynią ci pierwsi. Niejednokrotnie działają pod sztandarami religii, czy filozofii miłości. 
Pierwsze taka opowieść dotyczy grupy na jaką B natknął się w podczas pracy ciałem energetycznym. Któregoś razu jego ciało trafiło na grupę zajmującą się naukami Kabały. Prężnie działającą grupa, gdy tylko doświadczyła obecności B, od razu chciała go unicestwić. Ze słów B wynika, że powodem ich działań była zazdrość o wiedzę jaką przyswoili. Nie chcieli, aby ktoś obcy dla ich wierzeń, poznał wiedzę do jakiej dotarli.
Jestem w stanie jakoś to przetrawić, bo codziennie doświadczam zazdrości, pożądania czy wręcz zawiści. Drugi przypadek dotyczy jednak ludzi których znam i którzy byli częścią naszej grupy. Tak jak i ja zajmowali się ćwiczeniami prezentowanymi przez B.
Po którymś kursie do ćwiczących dołączyła całkiem spora liczba osób, które ćwiczyły razem w W. Niektórzy z nich ostentacyjnie palili swoje dyplomy „Wielkich mistrzów”, uzyskane niekiedy w trakcjie kilkudziesięciu lat zajmowania się samorozwojem. Rozpływali się wręcz pod wrażeniem B, który od razu zapowiedział, że w jego nauczaniu dyplomów nie uzyskają, a praca nad sobą jest ciężka i trwa do końca życia. Do dziś pamiętam, jak wszyscy zastanawiali się jak mogli uwierzyć osobom, które za kilka tysięcy złotych gwarantowały uzyskanie dyplomu „Mistrza chirurgii fantomowej” w weekend. B opowiadał jak raz tylko pokazali mu we śnie jak przeprowadzić operację fantomową na jakimś małym schorzeniu. B  swoim Nauczycielom od razu odpowiedział, że nie ma takiej mocy, aby leczyć takimi metodami, nawet drobnych chorób. Nauczyciele niewzruszenie odpowiedzieli, że ma kolejny powód, aby pracować nad sobą i gromadzić moc, by leczyć innych ludzi. Ludzie z nowej grupy ćwiczyli, oraz organizowali kursy. Również oni, jak i niektórzy w naszym mieście, wpadli na pomysł, że na B i jego energii, można nieźle zarobić. Po jakimś czasie B stwierdził, że dość już zabawy i zaczęła się konkretna praca.  Kilku z nich usłyszało od B „kilka ciepłych słów” jacy to oni są naprawdę. Miało to na celu otwarcie ich serc i przygotowanie ich do dalszej pracy, już w domu B. Podczas jednego z pobytów w Polsce, B przebywał chory w innym mieście. Grupa z W zebrała się i korzystając z okazji postanowiła skończyć z nim współpracę. Pracując grupa zgromadziła dużą dawkę negatywnej energii. Żeby B nie zauważył podstępu, powłoka kuli energii wysłanej jemu przez grupę z W, miała kolor zielony. B opowiadał jak w ostatnim momencie dostrzegł podstęp i zauważył jaką energię mu przesłali. Pod zieloną powłoką kryła się czarna, negatywna energia. Normalny człowiek od takiej energii albo by umarł, albo by poważnie zachorował. B ostatkiem swoich sił przyjął od nich energię, oczyścił i odesłał im z przesłaniem, aby więcej tego nie robili. Zaznaczył, iż następnym razem może odesłać im energię jaką wysłali. Będą wtedy musieli sami radzić sobie z problemem, który chcieli stworzyć jemu.
Po tym wydarzeniu, praca w grupie z W ustała. Nie wiem, czy jest to kwestia wstydu po tym co zrobili, czy woleli jednak nadal zbierać dyplomy.  Z drugiej strony patrząc na siebie, wcale się im nie dziwię, że nie chcą nadal poznawać swojego prawdziwego oblicza. Przy pracy z B,  konfrontacja z samym sobą jest nieunikniona.   
Żeby jednak nie kończyć smutnie tej mojej pisaniny- wymuszonej przez B formy rekapitulacji - warto napisać co wydarzyło się dalej. Po kolejnej nocy B obudził się zadowolony. Powiedział, że tej nocy otrzymał dużą kule energii. Tym razem była czysta i dostał ją za tzw. zasługi poprzedniej nocy.  Nie trwało to długo zanim B z radości rozproszył otrzymany dar nad całym miastem. B wstał więc rano zadowolony i dumny, nie omieszkując oznajmić wszystkim obecnym jaki z niego zuch.
B mówił, że praca z energią ma tą zaletę, że jak pracujesz sercem i oddajesz energię do końca, nie myśląc o sobie, to dostaniesz jej jeszcze więcej w ramach rekompensaty. Ot taka prosta zasada – czym więcej dajesz, tym więcej dostajesz.      

 

misy kryszta?owe