Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Moja przygoda z Magicznymi krokami  (Przeczytany 3092 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #75 dnia: Grudzień 31, 2018, 08:51:59 pm »
Sukces Nauczyciela!
 
Od kilkunastu lat czekam na spektakularne wydarzenie, które będzie oznaczać mój sukces na drodze wiedzy. Nawet zamiana wody w wino zajmuje  mi za pomocą drożdży trzy tygodnie. Jak się okazuje, nie tylko ja mam z tym problem. W tym roku jeden z uczniów B z Kaukazu również dopytywał B, czy w nim zachodzą jakieś zmiany, gdyż on sam ich nie zauważa.  Generalnie dzisiejsza farmakologia potrafi jedną tabletką spowodować w człowieku  doznania opisywane w książkach Castanedy. Doznania te równie dobrze każdy może doświadczyć poszcząc, medytując, chorując czy długo nie śpiąc. Z tego co doświadczyłem, B ma takie możliwości, aby człowiek mógł odczuwać nieznane mu tajemnice świata, dzięki samej energii B. Z tego co mogę powiedzieć o B, to za każdym naszym małym sukcesem, chwali nas mówiąc, że „fajnie”. Z drugiej jednak strony, próbuje on gasić nasze zapędy, gdy chcemy uzyskać szybkie efekty naszej pracy. Kiedyś powiedział mi, żebym przestał ćwiczyć wpatrywanie się w lustro, jeśli nie chcę skończyć w psychiatryku. Odpowiedź jaką uzyskał od B mój kolega, pozwala docenić trudy długotrwałej pracy nad sobą. B stwierdził, że on widzi w nim zmiany, nawet gdy sam zainteresowany tego nie dostrzega. To co najbardziej cieszy B i utwierdza go w przekonaniu, że jego praca przynosi sukcesy jest to, że uczeń potrafi wypowiedzieć coś, o czym właśnie myśli jego Nauczyciel. Jeśli jedna osoba potrafi słyszeć o tym co myśli w tym momencie druga osoba, to znaczy, że wibracje tych osób są na jednakowym poziomie. Zegar przyniesiony do naprawy do zegarmistrza dostroi się do innych zegarów i będzie pokazywał jednakową godzinę jak inne zegary.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #76 dnia: Styczeń 02, 2019, 05:30:51 pm »
Sytuacja z jesieni 2017 roku
Totolotek!
 
Latem nie udało się nam pojechać do B. Po pierwsze dzieci już mają dość naszego zamiłowania do wyjazdu na wschód, po drugie obiecałem kiedyś dziewczynie szwagra, że pojedziemy do niej na Bałkany. Oczywiście, kasy na dwa wyjazdy nie starczyło. Pomyślałem w związku z tym, że może by tak pojechać do B na nowy rok. Jest kilka dni wolnego od szkoły, a dziećmi zajęliby się teściowe. Idealny czas na kilkudniowy wyjazd. Oczywiście trzeba by lecieć samolotem, gdyż zimą można tam nie dojechać. Jechałem już raz późną jesienią i przez trzysta kilometrów mieliśmy śnieżycę. Nie miałem jeszcze zimowych opon – bo po co komu zimowe opony w październiku... Jazda w strachu, pięćdziesiąt na godzinę przez trzy tysiące kilometrów - nie wchodzi w grę. Tym bardziej, że nikt nam nie zagwarantuje przejezdnych dróg, gdy na stepach nawigacja potrafi poinformować – „jedź prosto przez następne pięćset kilometrów, następnie skręć w prawo”. Teoretycznie stać nas na wyjazd. Moglibyśmy zaryzykować (opłatami kredytów i comiesięcznych zobowiązań finansowych na czynsz i opłaty) i polecieć. Jest tylko jedno „ale”: znowu moi pracodawcy opóźniają się z wypłatami należności. Czas mija, a rezerwacja biletów i kupno potrzebnej wizy wyznaczają nieuchronny termin podjęcia decyzji o wyjeździe. Termin zbliża się nieubłaganie a brak funduszy krzyżuje nam plany. Podczas rozmowy przez Internet, B. daje nam nadzieję, że tak naprawdę nigdy nic nie wiadomo i nie ma niczego pewnego. Jeśli są chęci to znajduje się i możliwość. Nie czekając na wypłatę postanowiłem pomóc szczęściu. Namówiłem całą rodzinę i każdy zainwestował trzy złote w kupon totolotka. Tym bardziej postanowiłem spróbować, gdy córce w szkole „wywróżono” podczas zabaw andrzejkowych, że wygra na loterii. Każdy podał swoje szczęśliwe liczby i kupiliśmy zakłady… Każdy z nas kupił jeden zakład. Moim zdaniem nie ma sensu kupowanie kilku zakładów, gdyż jeśli ktoś ma wygrać, to jeden zakład w zupełności wystarczy. Chyba, ze moje przekonanie o wypełnieniu tylko jednego kuponu wynika ze skąpstwa i po prostu szkoda mi pieniędzy, aby pomóc szczęściu. Emocje sięgały zenitu, gdy cała rodzina zgromadziła się przed komputerem, w którym oglądaliśmy wyniki losowania. Od momentu kupna zakładów do losowania, każdy z rodziny wydawał już pieniądze. Na dom z basenem i stadniną, na klocki lego, kupno samochodu. Najśmieszniej, że w tych marzeniach, część pieniędzy miała trafić do najbliższej rodziny. Wygrać można było trzynaście milionów. Pieniędzy tych wystarczyłoby dla kilku rodzin. Tym bardziej, że w naszych rodzinach nie wszystkim starcza kasy na bieżące potrzeby. Oczywiście również oddałem się marzeniom. Fajnie było do momentu, gdy pomyślałem, ile komu można byłoby podarować. Nie trwało to długo, gdy zrobiło mi się szkoda kasy i zacząłem się denerwować na samą myśl o jej rozdawaniu komukolwiek. Odkryłem przez to, że skąpstwo to stan umysłu. Do tej pory było mi tylko żal tego co miałem. Przeszedłem sam siebie i nawet żałowałem tego, czego nie mam. Losowanie minęło, a w naszej rodzinie zapanował smutek. Nie będzie opływania w luksusy. Można to było przewidzieć, gdyż kiedyś B zapowiedział nam, że i owszem, możemy dojść do sukcesów w każdej dziedzinie, ale musimy to okupić ciężką pracą. W mojej pracy nigdy nie jestem pewien, kiedy uzyskam wypłatę, gdyż zależy to od kilku osób, które o tym decydują i nie są one związane żadnymi terminami. Bywa więc tak, że teoretycznie stać mnie na wiele, a w praktyce pożyczam dziesięć złotych od dzieci na chleb i mleko. Można oczywiście narzekać, ale jak popatrzy się na to wszystko z dystansem, to życie, „Intencja” uczy mnie w ten sposób pokory i działania do ostatniej chwili. Zdarzało się bowiem planować nam jakieś wyjazdy i do końca nie wiedzieliśmy, czy nas będzie na nie stać. Kasa wpływała na konto już podczas jazdy. W ciągu kilku dni dostałem tyle zleceń, że mam co robić przez następne pół roku. Jak z tym wszystkim się obrobię, to będzie na wyjazd do B, nawet na kilka tygodni. Może wszystko w przyrodzie ma swój czas i miejsce? „Intencja” da mi trochę czasu na przygotowanie do wyjazdu i nie będzie to tylko wyjazd czysto towarzyski, ale przy okazji może się uda czegoś nauczyć? Jak to mówią na wschodzie, gdy uczeń jest gotowy to i nauczyciel się znajdzie. Na razie postanowiłem ćwiczyć również mięśnie. Jak nie zmądrzeję, to przynajmniej będę dobrze wyglądał na plaży.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #77 dnia: Styczeń 03, 2019, 12:59:07 pm »
Dzieci B.
 
B cały czas powtarza, że można mieć dzieci po „krwi” i po „duchu”.  B twierdzi, że ma dwoje dzieci po krwi i kilkanaście po duchu, po czym wylicza ich wszystkich na palcach. B opowiadając nam o swojej rodzonej córce,  wspomina jej trudne warunki lokalowe. Zamieszkała ona z mężem i dziećmi w stolicy kraju w małej kawalerce. Cały czas są u niej goście spośród rodziny i znajomych, którzy przyjeżdżają w interesach do stolicy. Niektórzy potrafią u niej mieszkać miesiącami np. z powodu podjętej nauki. B zapytał córkę, czy nie ma czasami dosyć tych ciągłych wizyt. Kobieta w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła i odrzekła, że przecież jest jego córką i nie mogłaby żyć inaczej.
W tym roku B, w związku z opowieścią o jego dzieciach, zaczął wspominać, że on sam też miał cały czas jakichś lokatorów. Miało to miejsce zaraz po jego ślubie, gdy wraz z żoną wynajmowali jeden pokój. B powiedział, że zawsze było u niego tyle ludzi, iż ciężko mu było pobyć samemu z własną żoną. Słysząc to nie mogłem się powstrzymać i dodałem złośliwy komentarz do jego wypowiedzi – „Jakoś dwa razy się jednak Panu udało”. Po takim komentarzu B i wszyscy, którzy siedzieli razem z nami przy stole mało nie pospadali ze śmiechu z krzeseł.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #78 dnia: Styczeń 08, 2019, 12:37:18 am »
Żarty!
 
Don Juan mawiał, że nie można iść po drodze wiedzy bez żartów. Niestety poziom żartów każdego z nas zależny jest od doświadczenia i społecznych uwarunkowań, jakie nas kształtowały. To co śmieszy jednych, nie zawsze śmieszy drugich. Czy żart, tak jak muzyka lub sztuka, oddziaływają na człowieka na różnych poziomach? Czy zrozumienie zależy tylko od świadomości odbiorcy?  
B ma kolegę ze szkolnych lat, którego żarty mało go nie pozbawiły życia. Któregoś razu B poszedł na wesele. Wesele na Kaukazie to wzniosła uroczystość, na którą każdy stroi się w to, co ma najlepszego. Gdy tylko B pojawił się na weselu, to jego kolega podszedł do niego i na oczach zebranego tłumu obciął mu najlepszy krawat nożykiem. Na imprezie zapanowała krótka chwila konsternacji. B przerwał ją silnym śmiechem, który rozszedł się po całej sali, zarażając wszystkich weselników. B obiecał koledze, że za ten jego najlepszy krawat, to kiedyś mu się odpłaci.
Okazja do odpłacenia pięknym za nadobne zdarzyła się kilka miesięcy później. Do miasta, w którym mieszkał B, przyjechał wspomniany kolega. Zatrzymał się u rodziny. B namówił swojego przyjaciela do wspólnego odwiedzenia jego kolegi. Przyjaciel B będąc wykładowcą na uczelni pracował również w KGB. B zagwarantował przyjacielowi dobrą zabawę i wspaniałą imprezę na zakończenie wieczoru, jeśli zgodzi się zrealizować jego plan. Do mieszkania w którym przebywał kolega B, najpierw zapukał jego przyjaciel. Pokazał w drzwiach legitymację i zapytał czy w tym mieszkaniu znajduje się taki a taki człowiek. Kolega B, jak tylko usłyszał, że KGB o niego pyta, od razu spanikował. W tym momencie w drzwiach pojawił się B. Przywitał się z jednym i drugim i spytał ich o co chodzi. B ze stroskaną miną odciągnął kolegę i powiedział, że postara się przekonać swojego przyjaciela z KGB, żeby odstąpił od czynności służbowych. Następnie B pogadał na osobności z przyjacielem z KGB. Po tej rozmowie B oznajmił koledze, że jego przyjaciel zgadza się mu odpuścić, pod warunkiem przygotowania zaraz najlepszej imprezy, jaką widzieli w życiu. Po godzinie trwania imprezy B powiedział koledze, że ta impreza jest na jego koszt, ze względu na jego najlepszy krawat.  Kolega powiedział B, że kiedyś mu się za to odpłaci.
 
Za pierwszym razem, gdy jechaliśmy na Kaukaz, B kazał nam przywitać wszystkich miejscowym powitaniem „anasyn si gejm”. Miało to znaczyć witamy was serdecznie. Jeszcze nam tłumaczył, że „si” i „gejm” nawiązują do języka włoskiego i angielskiego, gdyż „Kumycy” – narodowość z jakiej pochodzi B, to bardzo kulturalna i inteligentna nacja. Od razu po wyjściu z pociągu każdy z nas witał wszystkich zebranych przed pociągiem gości, tak jak nas nauczył B. Niestety na twarzach zebranych nie było widać nic oprócz zdziwienia. Dopiero po jakimś czasie ktoś wyjaśnił nam, że B nauczył nas miejscowego przekleństwa.  B przez długie lata ze śmiechem opowiadał wszystkim, jacy to wspaniali uczniowie do niego przyjechali i jak świetnie od samego przyjazdu mówili po Kumycku.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #79 dnia: Styczeń 08, 2019, 02:33:05 pm »
Gry
 
Co robi wojownik, gdy się nudzi? W pojęciu pracy nad sobą jaką prezentuje B, w życiu każdego z nas jest za mało czasu, aby go marnować.  W każdej chwili mamy działać „świadomie”, robiąc nawet najbardziej zwyczajne rzeczy.  Sam według zaleceń B, w wolnych chwilach, mam czytać książki. Praca z energiami wymaga jednak przerw. Przerwy pozwalają ciału przyzwyczajać się do nowej jakości energetycznej. Podczas nauki ćwiczeń Castanedy, B cały czas robił przerwy, gdyż nawet on nie mógł wytrzymać ilości nagromadzonej energii. Zalecał nam abyśmy nawet nie myśleli o ćwiczeniach. Oczywiście zdarzały się osoby, które w trakcie przerw zasypywały B pytaniami dotyczącymi wykonywania poszczególnych ćwiczeń. W którymś momencie doszło do tego, że wyznaczono dużą karę pieniężną za każde pytanie zadane mu podczas takiej przerwy. Na jednym z kursów ćwiczeń Tensegrity, podczas przerwy, jedna z Pań podeszła do B i zaczęła zadawać pytania. Jej mąż który również uczył się ćwiczeń, w tym momencie podbiegł do niej próbując ją odciągnąć, krzycząc żeby przestała, gdyż drogo to ją będzie kosztowało. Pani się tylko uśmiechała i odrzekła, że nie ma to dla niej żadnego znaczenia, gdyż i tak zapłaci z kasy męża.
W tym roku, podczas wyjazdu wzięliśmy ze sobą na Kaukaz karty i puzzle. Grając w karty w „oczko”, uczyłem kiedyś mojego syna i jego kolegów dodawania. Puzzle, jako rozrywka familijna, pozwalają dodatkowo ćwiczyć wewnętrzną ciszę. Moja żona po kilku godzinach nieustającego układania puzzli, nad ranem układała je siedząc odwrotnie do obrazka. Szło jej najlepiej, gdy przestała zastanawiać się gdzie ma dopasować dany element, układając je intuicyjnie.
Po intensywnych ćwiczeniach zaczęliśmy grać w karty. Chcieliśmy, aby B grał z nami w „makao”. B nie znał zasad gry i zadał tylko jedno pytanie - czy w tej grze można oszukiwać? Gdy odrzekliśmy, że ta gra nie nadaje się do oszukiwania, to B stwierdził, że nie będzie w to grać, gdyż nie jest to ciekawe. Graliśmy zatem cały wieczór w „duraka”, a B cały czas albo zaglądał mi w karty, albo próbował „psychologicznie” zmusić mnie do popełnienia błędu, sugerując, że i tak wie, jaką kartę położę.
Jednego wieczora przyszedł w odwiedziny sąsiad i razem z B grali przez cały wieczór w grę „szesz – besz”. Z tego co zauważyłem, ta gra pozwala na naukę błyskawicznego podejmowania decyzji, gdyż  trzeba jak najszybciej przeprowadzić przez planszę swoje pionki, jednocześnie blokując pionki przeciwnika.
W tym wszystkim, czego doświadczyłem i tak najfajniejsze jest to, że ludzie na Kaukazie jeszcze spędzają czas razem. Wizyty u sąsiada nie trzeba zapowiadać i nie trzeba się przygotowywać do odwiedzin na tydzień wcześniej.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #80 dnia: Styczeń 09, 2019, 12:06:04 pm »
Zmiana wyglądu
 
Jednym z aspektów ćwiczeń Tensegrity jest zachowanie witalności ciała. Ciało traci energię poprzez różnego rodzaju emocje, takie jak strach, czy gniew.  Ćwiczenia Castanedy pozwalają odzyskać energię, która osadza się na wewnętrznej części „kokonu energetycznego”. Oczyszczona energia zostaje ponownie wprowadzona do ośrodków energetycznych znajdujących się w ciele człowieka. Podczas jednego z ćwiczeń, wplątujemy energetyczne włókna powłoki kokonu w utworzony rdzeń, przez co zmniejsza się objętość kokonu. Aby przywrócić ciału energetycznemu poprzednią objętość, należy rękoma rozciągnąć jego powłoki. Podczas tego wypychania należy przywoływać w pamięci obraz człowieka witruwiańskiego.
Po kilku latach ćwiczeń B zmienił założenia wykonywanych przez nas ćwiczeń. Przestaliśmy rozpychać kokon na boki skupiając się na rozciąganiu szczeliny znajdującej się w centrum ciała. Żeby zobrazować nam, co należy zrobić, podał przykład napompowanego balonika, z którego schodzi powietrze, ale nie można go zawiązać. Po rozciągnięciu na boki wylotu balonika, powietrze znajdujące się w nim ma ograniczone możliwości wydostania się na zewnątrz. To działanie zwiększa czas, po którym całkowicie ujdzie z niego powietrze.
Istoty organiczne w porównaniu do długości życia ludzi są nieśmiertelne. Wszystko przez ich wydłużony kształt. Świadome działania, polegające na ograniczeniu szerokości szczeliny, na którą nieustanie działają fale energii, które prowadzą ostatecznie do śmierci człowieka, powoduje wydłużenie życia i poprawę jego jakości u osób ćwiczących.
Nie ma się zatem co przejmować, że dla widzących, wygląda się jak płyta nagrobna.
Czasami zdarza mi się mieć focha, lub być złym na kogoś albo na cały świat. Widać to od razu na mojej twarzy. Jeśli zdarzy się to w obecności B, to od razu słyszę od niego, że wyglądam jak pomnik indiańskiego wodza Czingaczkuka. Następnie daje mi chwilę na zmianę nastroju i recytuje swoje ulubione powiedzenie dotyczące jednostkowego zdarzenia na losy ludzkości - „drzewo jak rosło, tak rośnie”.
Ciężko do mnie dociera koncepcja, że to moje ciało energetyczne ma być ukształtowane jak „płyta nagrobna”, a nie – że mam wyglądać jak pomnik wodza Czingaczkuka o ponurym, nabzdyczonym i wszechwiedzącym obliczu.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #81 dnia: Styczeń 11, 2019, 10:31:31 pm »
Asany
 
Od pierwszego dnia nauki u B, razem z ćwiczeniami Tensegrity uczyliśmy się asanów z jogi. Kilkanaście lat temu uważałem ćwiczenia jogi za stratę czasu. Moje ciało było bardzo sprawne, gdyż dużo ćwiczyłem uprawiając różne sporty i pracowałem fizycznie.  Ćwiczenia Castanedy pozwalały szybko i efektywnie pozyskiwać energię. Teraz, gdy ograniczyłem tryb aktywności ruchowej, a moja praca polega w większości na siedzeniu przy komputerze, zaczęły pojawiać się bóle w krzyżu, barkach i karku. Po kilku minutach siedzenia w miejscu, ciało odruchowo napina mięśnie w celu rozluźnienia, aż „kości strzelają”. Gdy udaje się „wystrzelać” wszystkie bolące miejsca następuje uczucie błogości. Dopiero teraz jestem w stanie docenić wartość nauki jogi. Ćwiczenie asanów pomaga udrożnić wszystkie kanały energetyczne znajdujące się w ciele. Zostaje przywrócony sprawny przepływ energii, gdyż nie jest blokowany przez np. napięte mięśnie. Ćwiczenie asanów bezpośrednio przed ćwiczeniami Tensegrity pozwala na maksymalne wykorzystanie przepływów energii, którą pobudzają wykonywane ćwiczenia. Podczas ćwiczeń, przy blokadach energetycznych, tworzą się jeszcze większe zatory energii w ciele, które to jeszcze bardziej pogarszają nasz stan zdrowia. Po strukturze napięcia mięśni można również poznać, że ktoś ma problemy z psychiką. Nie na darmo starożytni mawiali, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Don Juan cały czas naciskał uczniów, aby uelastyczniali swoje kokony energetyczne, gdyż sztywny kokon łatwo ulega zniszczeniu.
B wykonuje ćwiczenia asanów jak młodzieniaszek. Ludzie dużo młodsi od niego (jak ja) mają problemy z wykonaniem tych samych ćwiczeń. Kiedy ćwicząc porównuję się z B, jestem starym ramolem. Jak już „będzie mi się chciało, tak jak mi się nie chce”, to na starość będę sprawny jak On.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #82 dnia: Styczeń 14, 2019, 10:49:28 pm »
Dziewczyna z plakatu
 
Kiedyś E miała zorganizować kurs Tensegrity. W tym celu jej mąż porobił profesjonalne zdjęcia ćwiczącemu B. B wykonywał ćwiczenia razem z E i jeszcze jedną dziewczyną. B pojechał na Kaukaz, a E sama miała zdecydować jak będzie wyglądał plakat zachęcający do przyjścia na ćwiczenia. Ze zdjęć zrobionych przez męża, E wybrała na plakat zdjęcie dziewczyny, która ćwiczyła razem z nimi. Po powrocie B do Polski, E od razu pobiegła do B i pochwaliła się wykonaną pracą. B podziękował E za wszystko, co zrobiła. Powiedział jej też, że wykonała piękny plakat, a ćwicząca dziewczyna jest ładna sama w sobie. Następnie wytłumaczył jej spokojnie, że jemu chodziło o plakat zachęcający do ćwiczeń, a nie o plakat matrymonialny. To On powinien być na plakacie, ze względu na energię jego ciała. Osoba młoda, choćby najpiękniejsza na całym świecie, nie ma takiej energii jaką ma On, więc osoby oglądające plakat nie poczują wewnętrznie, do kogo pójdą na zajęcia. Plakat z dziewczyną jeszcze przez kilka lat służył E w organizowaniu zajęć Tensegrity w całej Polsce. Dziewczyna choć przestała ćwiczyć, jest znana i rozpoznawana w Polsce i na Kaukazie jako „ta z plakatu”. Obecnie B posługuje się swoim wizerunkiem z obrazu namalowanego przez moją żonę, który był wystawiany w Londynie. Przedstawia on B jadącego na koniu w jego ulubionym miejscu mocy, znajdującym się w górach Kaukazu. Żona ma nadzieję, że B będzie bardzo znany, jako „ten z obrazu Buzialki*”. Sam mam nadzieję, że Buzialka oraz B będą znani właśnie z mojej książki.
 
*Buzialką nazywam żonę.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #83 dnia: Styczeń 15, 2019, 12:41:52 pm »
Wpływ wszechświata!
 
Codziennie możemy obserwować wpływ księżyca na nasza planetę. Ogromne ilości wody są przyciągane przez masę księżyca i zjawisko grawitacji. Jak to mawiał Hermes Trismegistos „jak na górze tak i na dole”. Skoro w człowieku może być do osiemdziesięciu procent wody, to nie jesteśmy w stanie oprzeć się wpływowi księżyca.  Idąc tym tropem, cały kosmos działa na każdą istotę ludzką i mało kto jest w stanie przeciwdziałać się tym wpływom. Bez pracy nad sobą ulegamy bezwiednie „zbiorowym” wydarzeniom naszej planety. Uczestniczymy w wojnach, lub nasz dorobek niszczą kataklizmy, a my nie mamy pojęcia, że odwzorowujemy na Ziemi to, co dzieje się „na niebie”. Tylko świadoma praca nad sobą pozwala nam oczyścić nasze ciała od wpływu złej energii ludzi, istot z innych wymiarów, czy planet. Dlatego bardzo ważne jest, że ucząc się gromadzenia i przemieszczania energii w ciele, powinniśmy uczyć się oczyszczać i sublimować naszą energię. W innym przypadku zawsze będziemy zależni od tego, co się dzieje poza nami.
Pewnego razu podczas pobytu u B pojechaliśmy na wycieczkę w wysokie góry. B został sam w domu. Cały dzień spędziliśmy u dziadków naszego kolegi. Dziadek zbudował na stoku góry basen, do którego spływała na bieżąco zimna górska woda. Po wskoczeniu do basenu, każdy szybko odzyskiwał wigor. Zima woda była wspaniałą alternatywą dla upalnego słońca. Wzięliśmy ze sobą nad basen butelkę wódki. Niestety, przy dużej liczbie osób, szybko się skończyła, gdyż każdy chciał wypić kieliszek dla kurażu po zimnej kąpieli. Już miałem iść do domu i przynieść drugą butelkę, gdy powstrzymał mnie dziadek kolegi. Odchylił kamień, znajdujący się w stopniach prowadzących do basenu i z tajnego schowka wyciągnął butelkę. Zapytałem go, czy jego basen skrywa jeszcze jakieś tajemnice. Zaśmiał się tylko i zapewnił mnie, że jego tajemnic wystarczy na całą nasza liczną gromadę.
Podczas powrotu z gór zasypiałem w mikrobusie myśląc o B. Po dotarciu do domu, B opowiedział nam, że podczas naszej nieobecności pracował z naszymi ciałami energetycznymi. Udało mu się ściągnąć do siebie dwa ciała energetyczne – moje i koleżanki. Oprócz nas pojawiła się również postać z innego wymiaru. Przybrała postać kobiety. Nie przejawiała jednak dobrych zamiarów. B na początku spanikował widząc jej siłę. Z tego co opowiadał zebrał się jednak w sobie i krzyknął do niej, że albo sobie pójdzie, albo rzuci się na nią i ją „trachnie”.  Po tych deklaracjach B, postać zniknęła.

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #84 dnia: Styczeń 16, 2019, 01:16:58 pm »
Hunzowie
 
Po całodziennej podróży przyjechaliśmy do B. Z wielkim zapałem zabrałem się do uzupełniania kalorii. Cały dzień prawie nic nie jadłem, gdyż bałem się mieć problemy żołądkowe podczas lotów. Od ostatniego spotkania z B (minęło przeszło dwa lata) zwiększyłem swoją objętość. Na czas naszego rozstania, postanowiłem odłożyć wskazówki B dotyczące prawidłowego odżywiania się i jadłem bez umiaru. Zalecał on mianowicie jedzenie małymi porcjami i nie najadanie się do syta. Podczas jedzenia miało się też wyobrażać wewnętrzny krzyż, jaki tworzyło się za każdym razem, po przeżuciu kolejnego kęsa strawy. W domu szczególnie delektowałem się małymi pączusiami, jakie znalazłem w pobliskiej cukierni. Torba pączków stanowiła często moje śniadanie. Zawsze skromnie prosiłem tylko o „dwie garści”, po czym jak pani ekspedientka podawała towar, to mówiłem, żeby dorzuciła jeszcze ze „dwie”, gdyż moje garści są większe. Doprowadziło to do tego, że jak siedziałem objedzony, B podszedł do mnie i poklepał mnie po brzuchu, kręcą głową na znak niedowierzania. Odrzekłem mu natychmiast, że teraz mam taki plan treningowy, że „najpierw robię masę, a następnie zajmę się rzeźbą”.
Kolejnego dnia B zawołam mnie do siebie. Pokazał mi co znalazł w Internecie. Po obejrzeniu krótkiego rosyjskiego przekazu, doszło do mnie, że gdzieś na świecie żyją ludzie nawet po sto sześćdziesiąt lat. Jeśli dobrze zrozumiałem to plemię Hunzów zawdzięcza swoją długowieczność właściwemu odżywianiu. Zjadają tylko to, co rośnie u nich w górach. Mięso jedzą bardzo rzadko, a podstawą wyżywienia są suszone morele. Jak nie mają moreli robią sobie długie posty. Dzięki temu żyją w zdrowiu przez długie lata.
Po powrocie do Polski udałem się do sklepu i od razu kupiłem kilka kilogramów suszonych moreli. Oczywiście nie zjadłem wszystkiego na raz, choć za pierwszym podejściem zjadłem ich sporo. Jak kolejnym razem spotkam się z B, a nie uda mi się zrzucić parę kilo, to powiem mu, że dieta morelowa mi nie wyszła, gdyż w Internecie nie powiedzieli, ile trzeba zjadać tych moreli na raz.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 798
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #85 dnia: Styczeń 17, 2019, 08:40:44 am »
Dage, przez cały czas zastanawiam się czy Ty to robisz specjalnie abym wzmacniała swoją nieskazitelność czy Ty tak na poważnie to opisujesz? :) Bo mi jest ciężko w to uwierzyć, że dorośli ludzie robią to co robią i jeszcze myślą, że to jest dobre dla nich ::) Ja z Twoich wpisów wywnioskowałam, że już od bardzo długiego czasu spotykasz się z B ale nie widzę u Ciebie żadnych postępów... Albo super grasz albo rzeczywiście wierzysz w to co opisujesz. Jak to drugie to ja Ci współczuję! Bardzo bym chciała żebyś powiedział że to jednak wszystko było dla beki, fake (żart).
Wystawiać kolesia na piedestał, który jawnie Was naciąga to jest szczytem głupoty, a co gorsze,że robi to w imię Carlosa Castanedy i don Juana!
Fakt faktem,  dzięki Twoim wpisom bardzo się wzmacniam!
Co mnie nie zabije to mnie wzmocni :)
;)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #86 dnia: Styczeń 17, 2019, 12:23:32 pm »
Jak by to powiedział B "czas pokaże" :)

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #87 dnia: Styczeń 17, 2019, 12:24:59 pm »
Więc to taaak?!
 
Podczas jednego wyjazdu do B, jechaliśmy do niego przez cztery dni pociągiem. Razem z nami jechał nasz trzyletni wówczas syn. Jeden znajomy wylał przypadkiem na Buzialkę gorącą herbatę. Poparzyła mocno całe przedramię i brzuch. W pociągu nie było jak jej pomóc i przez dwa dni cierpiała i pryskała na rany tylko pantenolem. Gdy już dojechaliśmy do B, ten kazał przyrządzić jej mumio z ziołami i smarować rany. Rany były dość poważne i ślimaczyły się przez trzy tygodnie. Trwałoby to jeszcze dłużej, gdyby żona B, nie powiedziała mu, że ma już dosyć widoku poparzonej skóry. B zawołał Buzialkę i kazał pokazać ranę. Pogapił się na rany rozproszonym wzrokiem, przeciągnął ręką nad raną i kazał iść ją posmarować. Rany na ręce i brzuchu zaczęły znikać i po tygodniu były całkowicie wygojone. Po powrocie do Polski Buzialka miała tylko przez jakiś czas lekko brązową, jakby opaloną słońcem skórę w miejscu oparzeń. Żona kilka razy po tym fakcie oparzyła rękę, którą jej wyleczył B. Skóra czerwieni się przez jakiś czas, a potem - jakby nigdy nic, wraca do pierwotnego wyglądu.
Z uzdrawianiem jest jeszcze jeden ciekawy przykład. Któregoś dnia, o świcie usłyszeliśmy, że B woła moją żonę, żeby przyszła i zrobiła mu masaż, gdyż strasznie go bolą plecy. Akurat tak się złożyło, że w tym momencie moją Buzialkę tak bolał kręgosłup, że ledwo zlazła z łóżka. Walczyła ze sobą i zastanawiała, czy powinna iść pomagać B, ze względu na swój stan zdrowia. Dowlekła się do pokoju, gdzie spał B, i zaczęła mu masować plecy i rozmawiać o różnych sprawach. Po niedługim czasie, skończyła masaż i po chwili ze zdziwieniem spostrzegła, że jej ból pleców minął. Zmrużyła oczy, popatrzyła na B i spytała jak dziecko: „Więc to taaak!?” B się tylko uśmiechnął przebiegle i szybko wyszedł.
Z takimi ludźmi jak B, to nigdy nie wiadomo, czy jak mu niby pomagasz, to w tym samym momencie on bardziej nie pomaga tobie.
Jest taki rosyjski film o chłopcu z biednej rodziny, któremu w codziennym życiu chciała pomóc jego nauczycielka. Chłopiec jednak ze względu na swój honor nigdy by nie przyjął pomocy od nikogo. Zapraszała go więc do siebie i grali w karty na pieniądze. Przez długi czas chłopiec był przekonany, że zarabia pieniądze, gdyż dobrze umie grać w karty i sprzyja mu szczęście. Po jakimś jednak czasie, podczas rozgrywki przejrzał chytry plan swojej nauczycielki. Wstał z krzesła, rzucił karty na stół i wykrzyknął do niej „Wot eta daaa?!” („więc to taaak!?”). Wiele razy B ze śmiechem przywoływał tę właśnie scenę z filmu. Jest to bardzo dobra droga pomagania innym w nieco ukradkowy sposób, tak żeby się nie zorientowali. Dzięki takiemu postępowaniu osoba, dla której coś robimy nie musi czuć się dłużnikiem i ma wrażenie radosnej kontroli. A jej mina – o ile się zorientuje – bezcenna. Gdyby dało się wymieszać na twarzy wściekłość z radością, obraz byłby odpowiedni.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 17, 2019, 02:17:38 pm wysłana przez dage »

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 798
  • Płeć: Kobieta
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #88 dnia: Styczeń 18, 2019, 09:33:10 am »
Widzę, że ten B do reszty Cię Tobą zawładnął bo nie masz nawet juz swojego zdania i nie potrafisz w jakiś normalny sposób się odnieść do tego co piszę :) ciekawe...

Offline dage

  • **
  • Wiadomości: 88
Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Odpowiedź #89 dnia: Styczeń 18, 2019, 11:54:11 am »
Jak piszę bajki dla dzieci to nikt mnie nie utożsamia z lwem albo osłem. Ciężko jest mi się samemu oceniać, tym bardziej gdy dochodzi do tego, że mam wybór  zostać tępym ćwokiem lub błaznem.W tym przypadku jedno i drugie stwierdzenie będzie prawdziwe. 
Don Juan traktował swoich uczniów indywidualnie. Dostosowywał nauczanie do poziomu ucznia. Castaneda mógł opisać tylko swój kąt widzenia. Zanim nie dowiedział się, że są też inni uczniowie, opisywał nauki jakie dotyczyły jego osobiście. Na przykładzie jednego ucznia nie można stwierdzić jakie nauczanie preferuje nauczyciel. 

 

misy kryszta?owe