Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Nasze słowiańskie korzenie  (Przeczytany 2934 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 750
  • Płeć: Kobieta
  • Powrót do Ducha...
  • Respect: +303
    • Sklep Ezoteryczny
Nasze słowiańskie korzenie
« dnia: Sierpień 08, 2013, 01:05:28 am »
+4
Od małego w naszych szkołach każdy uczy się mitologii greckiej, rzymskiej.

W międzyczasie dowiadujesz się o Wikingach, poznajesz podstawy hinduizmu, uważasz Dalajlamę za kogoś w rodzaju Jana Pawła II a o staropolskiej mitologii, która była częścią całej wyznawanej przez Słowian wiary, nie da się dowiedzieć ani słowa? Jak to jest możliwe?

Oglądamy amerykańskie napierdalanki i nie tylko oczywiście, dowiadujemy się o wampirach, a nie wiemy, że były częścią wierzeń naszych przodków. Wampirami stawali się po śmierci ludzie źli – złodzieje, zabójcy itd. Żeby po nocy nie chodziły i nie żywiły się krwią wbijano im osinowy kołek. Wilkołak to też była część naszych wierzeń… Wiedzieliście?

W dzisiejszych czasach Polacy błądzą. Nie wiemy, czego chcemy i czego powinniśmy się trzymać, kim być. Na boiskach jesteśmy dumni z Polski, krzyczymy „Ole Ole – nie damy się!” A w życiu codziennym? Unikamy spraw związanych z krajem. Nie znamy dziejów Polski. Złościmy się kolejnymi wypowiedziami prowadzących Wiadomości. I nic. Po ich zakończeniu przełączamy na „Taniec z Ciotami”.

Ktoś, kto nie zna przeszłości, nie umie zachować się w teraźniejszości i przegrywa w przyszłości. Tylko, że cierpią na tym nasze dzieci. Nie znają już wartości, nie mają od kogo ich poznać i przez to małpują nasze błędy. Stają się tacy sami. A wszystko dlatego, że nie umiemy, mimo posiadanych źródeł pisanych – uczyć się z błędów, jakie popełnili nasi przodkowie. Robimy tak samo jak oni. Dajemy się wykorzystywać, tracimy po kolei ostoje wolności – najpierw kraj, później ziemie, zakłady, budynki, a teraz pozwalamy na wtrącanie się w nasze życie rodzinne i rozbijanie ostoi polskości – rodziny. Gdzieś nasz naród się zagubił. Na dodatek, obecnie tracimy nawet swoją wiarę.

Jak wrócić na dobrą drogę? Myślę, że nie da się tego zrobić przez powstanie i następnie nauczanie społeczeństwa dobrych wzorów i wartości polskich. Musiałoby stanąć do walki całe społeczeństwo. Tego się już nie da zrobić. Niestety część z nich to zdrajcy, sprzedawczyki i przede wszystkim obcy. Oni nie pójdą i powstrzymają innych. To nie ich wartości i nie ich kraj. Im jest dobrze tak, jak jest. W końcu tak chcieli by wyglądał kraj. Mają za sobą środki, którymi skutecznie panują nad nami, nawet poprzez ogłupianie. A pozostali ubodzy nie mają z czym iść do walki, bo poza pięścią nie mają nic.

Celem odzyskania Polski powinniśmy zacząć od podstaw. By postawić chałupę, nie zaczyna się od dachu. Myślę, że trzeba najpierw odzyskać wiarę i poznać na nowo własne korzenie. To one przez te wszystkie stulecia dawały siłę. Mieliśmy ogromne wespół z Litwą państwo. Byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Bóg, Honor i Ojczyzna. Wszystko do czasu, aż znaleźli się zdrajcy i sprzedawczyki, a na końcu – tzw. użyteczne barany, jak Stanisław Poniatowski. Utraciliśmy wszystko.

II wojna światowa pozbawiła nas przywódców i warstwy dbającej o dobro najwyższe jakim jest Polska i jej społeczeństwo. Zastąpili ich przywiezieni na czołgach T-34, przyuczani do przejęcia władzy obcy, w tym Rosjanie i Żydzi oraz rodzimi zdrajcy i sprzedawczyki. Wtopili się w społeczeństwo, nauczyli języka, zmienili nazwiska na polskie. I się zaczęło sobiepaństwo. Trwa to do dziś. Dziś rządzą ich dzieci i wychowankowie. I rozwalili podstawy naszego bytu. Nie ma nic. A Polacy dalej potulnie jak owce idą za tymi baranami.

By to przerwać, trzeba wrócić do pracy u podstaw i uświadomić naród, kim są, jacy być powinni i co należy zrobić. Bo najwyższą wartością dla Polaka winna być Ojczyzna, która jest okrętem na wzburzonym współczesnym morzu zła. Musimy ją odzyskać, by nie utonąć. Ale by ją odzyskać, potrzebny jest nam wiatr w żagle – Bóg oraz kadłub – duma z bycia Polakiem.

Czytasz książkę, oglądasz Szklane Oko, rozmawiasz z kimś, patrzysz na to, co wykładają dzieciom i młodzieży w szkołach i ze zgrozą stwierdzasz (jeśli pomyślisz), że do panowania Mieszka I nic nie było. Tylko Grecja, Rzym… I co się uczysz? Bogów greckich, bogów rzymskich (po łebkach jeszcze egipskich), a o słowiańskich bogach nic! Jest tylko w podręcznikach wzmianka, że Mieszko I sprowadził chrześcijaństwo do kraju. Skoro sprowadził, to znaczy, że mieszkańcy coś innego wyznawali! Ale co? Zadasz sobie to pytanie, to poszukasz bo w podręcznikach nic nie ma. Nie, to nie wiesz. Tak jak większość.

Nie wszyscy wiedzą, że chrześcijaństwo przyswoiło sobie większość obrzędów staropolskich (pogańskich), bo nie mogła ich wytępić! Bądźmy dumni z wierzeń słowiańskich, bo nie ma czego się wstydzić. To nasze dziedzictwo i część naszej słowiańskiej – lechickiej – polskiej duszy. A obecnie część naszej wiary – obrzędów ku czci Boga!

ŚWIĘTOWIT

Świętowit to najwyższy bóg Lechitów zwanych także Wenedami, władca niebios wyobrażany w czterech połączonych postaciach. Świętowit jest dawcą prawa oraz źródłem władzy. Przyjmuje się więc, że jego najważniejsze przejawy to niebiański Jasz (Jassa, Jesza, Jasza) i Grom (Piorun, Piorunic). Świętowit jest także opiekunem wypraw wojennych i strzeże zebranych plonów. Jego atrybuty to miecz oraz pozwalający widzieć przyszłość róg z miodem pitnym. Świętowit czczony był w jednej z najwspanialszych słowiańskich świątyń w Arkonie na wyspie Rugia. Imię Świętowit to zestawienie starosłowiańskich słów odpowiadające określeniu „święty, silny, światły władca”.

JASSA – NIEBIAŃSKI BÓG POLAN

Najbardziej tajemniczy z Bogów dawnych Polaków. Czczony był przede wszystkim w okolicach równonocy wiosennej, a prawdopodobnie i jesiennej (oraz poranka i zachodu), poprzez uczty ofiarne z wykorzystaniem głazów z wnękami ofiarnymi. Był to bóg wojownik na białym rumaku, ale także przyjazny gospodarz i dostarczyciel dóbr i ożywiający przyrodę Na Pomorzu podobno mówi się na Wielkanoc jastrowe święta…

PERUN

Bóg burzy i gromu, zamieszkiwał w świętym drzewie – dębie. Perun opiekował się warstwą rycerską i pilnował przestrzegania przysiąg. Najsłynniejsza świątynia Peruna znajdywała się w Nowogrodzie Wielkim. Bóstwo piorunowe pojawia się w podaniach ludowych. Szczególnie częsty jest motyw walki Peruna i smoka lub żmija. Niczym walka dobra (Peruna) ze złem. Uderzenie pioruna w wierzeniach ludów bałtyjskich i słowiańskich uświęcało dotknięty nim przedmiot. Drzewom i wzgórzom, gdzie następowały wyładowania i grzmoty, przypisywano moc leczniczą. Perun wzywany był przy zaprzysięganiu traktatów i umów. Perun spełniał rolę obrońcy ludzkości.

MARZANNA/DZIEWANNA

Marzanna/Dziewanna to bogini, której szczególną cześć oddają kobiety oraz rolnicy i myśliwi. Dziewanna/Marzanna to władczyni urodzaju i łańcucha życia i śmierci, wojny i wróżb (świadczyło o tym niesienie wizerunku bogini na wyprawę wojenną oraz listopadowe wróżenie z rogu jaki trzymał posąg bogini). Najważniejsza świątynia Marzanny podobno mieściła się w Gnieźnie. Składano jej w ofierze wieńce i ziarna zbóż. Do dziś uprawia się obrzęd topienia Marzanny (zimy) i powitanie w ten sposób wiosny i lata. Podobny obrzęd praktykowano także w odniesieniu do Jaryły/Jarowita (w środku lata, na koniec żniw). Chodziło tu o przedstawienie obrazu odradzania i umierania. Po spaleniu kukły Marzanny wykonywano nową i zabierano do wsi. Był to obrzęd oddania czci Dziewannie – budzącej się przyrodzie. Dziewanna jest uosobieniem dzikiej i wolnej przyrody, w polskiej tradycji ludowej kwitnące dziewanny to warkocze Matki Boskiej. Jak wiele wskazuje, pieśń „Bogurodzica” pierwotnie skierowana była do Marzanny/Marzy – bogini wojny.

ŁADO/JAROWIT

Pierwszy to polański bóg, ten drugi zachodniolechicki. Byli bogami wiosny i wojny. Łado/Jarowit to był młody bóg przejmujący moce i imiona od boga ojca (Jasza). Łado wymieniany był w najwcześniejszych źródłach polskich zawsze na pierwszym miejscu, przed Jaszem (Jezus też jest wymieniany częściej przed Bogiem). Łado-Jarowit był młodym bogiem wiosny, siły i wojny. Jako Młode Słońce pokonywał zimowe ciemności i pierwszymi uderzeniami piorunów budził wiosnę. Umożliwiał więc zasiewy pól, oraz rozpoczęcie działań wojennych. Ku jego czci (a także Leli jego oblubienicy) kobiety i mężczyźni odbywali wiosną taniec z mieczami.

Znane świątynie mieściły się w Wołogoszczy i Hobolinie, jego świętym zwierzęciem był biały koń, posiadał złotą tarczę i białą szatę. Koniec Młodego Słońca przedstawiono podobnie jak w przypadku Marzanny poprzez palenie lub topienie wizerunku Jaryły/Jarowita. Imię Jarowit to zestawienie starosłowiańskich słów odpowiadające określeniu „młody i silny władca”.

ŁADA/LELA

Łada/Lela to była bogini miłości i radośnie budzącej się wiosny, opiekunka rodziny i piastunka rodu ludzkiego, opiekunka małżeństwa, a także zmarłych przodków. Matka boskich bliźniaków o imionach Lel i Polel. Święte drzewa Leli to lipa i brzoza. Ku czci Leli i Jarowita kobiety i mężczyźni odbywali wiosną taniec z mieczami. Taniec ten przedstawiał zaślubiny słonecznego Jarowita z Lelą. Za pośrednictwem Leli czczono przodków w trakcie obecnie nieco zapomnianych Zaduszek wiosennych. Jej świątynia mieściła się w górach świętokrzyskich, okolicach Lednicy oraz na Mazowszu. Staropolskie słowo „lelać” to kołysać do snu, a „lalka” to dusza zmarłej osoby.

NUJA/TRZYGŁÓW

Władca podziemi, świata zmarłych, nocy i wody, dawca bogactwa, ale również sędzia i strażnik przysiąg surowo karzący za krzywoprzysięstwo. Wyobrażany w trzech połączonych postaciach, często rogatych. Proszono go o dobre miejsce dla zmarłych w Raju (w słowiańskich zaświatach). Według Jana Długosza najważniejsza świątynia Nyii znajdowała się w Gnieźnie. Opuszczał swoje siedziby tylko pod osłoną nocy, galopując przez świat na czarnym rumaku. Według polskich podań ludowych jego sługami byli Boruta i Rokita, którzy często opuszczali podziemia, pojawiając się w świecie ludzi. Chętnie uczestniczyli w zabawach, przysparzali ludziom bogactw, zawierali z nimi układy i karali za krzywoprzysięstwo. Trzygłów to także patron hodowli bydła – niegdyś wymiernika osiągniętego bogactwa.

JAN/JÓN

Każdy wie co to jest Noc Świętojańska i Sobótka. Z kolei Jan/Jón zazwyczaj pomijany jest zupełnie jako chrześcijański święty.

W słowiańskich bajkach, w tym oczywiście polskich, występuje nader często bohater o imieniu Jaś. Św. Jan/Jón, wnosząc z obrzędów letniego przesilenia, zastąpił najwyraźniej dawne, rodzime bóstwo, najwyraźniej związane z wodami ziemskimi – źródłami i strumieniami, nad którymi bardzo często umiejscawiano pierwsze kościoły pod jego wezwaniem św. Jana.

Według wierzeń ludowych Księżyc jest panem ziemskich wód, co tłumaczyłoby nocny charakter obrzędu. Najprawdopodobniej, jego podobnie brzmiące imię nadawało się dobrze do zastąpienia go katolickim świętym, kojarzonym z Janem Chrzcicielem, oczyszczającym z grzechów przez zanurzenie w wodach Jordanu.

Na Łotwie z kolei był Jānis, bóstwo związane ze świętem Jāni– czyli letniego przesilenia. Jānis, później utożsamiony ze św. Janem Chrzcicielem, przynosił radość i obfitość, jego siedzibą i miejscem gdzie się ukazywało się drzewo, wysoka góra albo kamień. Walczył z wilkami. Tak więc czytając stare bajki o Jasiu, to należy myśleć, że jest on najprawdopodobniej jednym z dawnych bogów. Jan/Jón oznacza „młody, w pełni sił”. Tak więc Jaś wcale nie jest równoznaczne ze słowem „głupi” i trzeba to wytępić.

MOKOSZ/MAKOSZ

Mokosz/Makosz – bogini słowiańska, uprzedmiotowienie Matki Ziemi, opiekowała się ziemią, wodą, deszczem, kobietami, płodnością, popędem, tkactwem, przędzeniem i owcami. Pojawiała się jako duch domowy w postaci kobiety z dużą głową, przędącą nocą wełnę i strzygącą owce. Nim się pojawiała, słychać było warczenie kołowrotka. Zostawiano jej przy nożycach małą ofiarę z kłębka wełny, a przy świętach składano ofiary z żywności.

Piątek był dniem poświęconym Mokoszy. Wierzono, że deszcz był mlekiem Mokoszy. Przysięgano na Matkę-Ziemię. W tym celu połykano grudkę ziemi albo kładziono ją sobie na ciemieniu. Aby uwolnić dobroczynną siłę Matki-Ziemi oborywano granice wiosek, żeby chronić je przed zarazami. Ziemia jako matka była obłożona najwyższą świętością. Nie wolno było pluć do wody ani na ziemię, bo to ją obrażało. Kult bogini został później zastąpiony kultem maryjnym, (Bogurodzica na sztandarach i w pieśni lub „matkowanie” Polsce na przykład).

Nie są to wszyscy bogowie. Wszystkich, których zaciekawiło powyższe, zapraszam do czytania fachowych i złożonych opracowań zawartych w książkach bądź odsyłam do sieci.[1]

Warto również dostrzec współczesny zasób słownictwa polskiego, odnoszący się do dawnych bóstw i obrzędów pogańskich. Ile zachowało się dawnych zwyczajów!

Każdy zna określania takie jak „jak piorun/grom z jasnego nieba”, „gromić nieprzyjaciół”, „ty Pieronie!”. „O jeju!” wskazuje na odwołanie do bogini Leli czyli jak dawniej – „o Lelu!”, Nadal trwa zwyczaj topienia Marzanny. Wróżby andrzejkowe odprawiane do dziś przez niezamężne dziewczęta. Tylko, że kiedyś wróżono z rogu bogini.

Gwiazdka, Dzieciątko Jezus rozdające podarunki w najkrótszy dzień roku, to dawniej odrodzone w tych dniach Słońce – radośnie zwiastujące narodzinami oraz nieustannym wzrostem przyszłe zwycięstwo z Trzygłowem.

Wielkopolski Gwiazdor – jeden z kolędników w wyobrażeniu starca z gwiazdą na czole do dziś obdarowuje dzieci w czas Wigilii, to prawdopodobne wyobrażenie starego Jasza i/lub Swaroga – władcy ruchu słońca. Ruchoma gwiazda to wyobrażenie ruchu słońca. Turoń zaś to przejaw boga podziemi.

Zaduszki to oprócz dawnych Dziadów część kultu Marzanny i Nyji. Istniały też obrzędy ku czci zmarłych w okresie wiosenno-letnim. I tak dalej i tak dalej…

Jaki rodowód mają Polacy? Język polski należy przede wszystkim do lechickiej grupy językowej (Słowianie zachodni).

„Nowoczesne badania genetyczne (A. Kłosow, I. Różański) potwierdzają ciągłość zasiedlenia terenu Polski od epoki Neolitu, aż po czasy dzisiejsze. Oznacza to, że bez względu na język jakim władali nasi najdawniejsi przodkowie, większość z nas (w jakiejś swojej „części”) „mieszka” tu od zawsze. [...] Swarzyca, trójząb, runy czyli… Merki to – znaki rybaków kaszubskich! Szereg znaków ma pochodzenie wyraźnie przedchrześcijańskie, pojawiają się także nawiązania do znaków runicznych. Co ważne, wszystko to doskonale znamy z polskich herbów i znaków garncarskich oraz bartnych. Jest to także powodem wielu interesujących spekulacji odnośnie pisma jakiego mogli używać dawni Lechici (Polanie, Pomorzanie, Ślężanie, Połabianie) i szerzej wszyscy Słowianie.”

Nieprawdą też jest, że Słowianie nie mieli własnego pisma. Mieli – tzw. runy polskie. Runy są porozrzucane po całej Europie. Docieraliśmy wszędzie? Przykładowo: na obrzeżu dzbanu wykonanego z brązu odnalezionego w miejscowości Botzen znajduje się napis w języku słowiańskim. Jest to refren piosenki biesiadnej: „LESZAM NI CHEDIU LI KUSI USICA CHWILI LILE” („Lasem nie chodzę choć kusi usica Chwilę Lile dziś nasi”).[2]

Celem zakończenia zacytuję słowa jednej osoby znalezione w sieci.[3] Piękne a proste:

„Każdy z nas lubi ubierać choinkę w świecidełka, czasem dostanie pod nią rózgę. Lubimy także malować pisanki, zapalać świece na grobach i kolędować. A ileż to razy spluniemy przez lewe ramię, gdy nam czarny kot przebiegnie drogę lub gdy ujrzymy kruka tegoż właśnie koloru. Dlaczego boimy się wychodzić sami do lasu mówiąc, iż “Licho nie śpi”? Dlaczego urządzamy stypę ku czci zmarłego? Dlaczego boimy się nocnej Zmory? A Wilkołaki i Wampiry? A różne święta? Dożynki, Zaduszki, topienie Marzanny i wiele innych? Oto są symbole naszych prasłowiańskich korzeni! Przecież Marzanna to słowiańska boginka zimy, Licho to duch leśny (starsi ludzie pamiętają także Ubożę), Zmora to zjawa napadająca człowieka we śnie, Wampir i Wilkołak to nie horror z Hollywood, lecz potwory znad Wisły! Powiedzmy sobie prosto w oczy- wierzymy w wiele duchów i przesądów – to całkiem normalne! To wszystko jest pozostałością po naszej dawnej arcyciekawej religii, która przez sformułowanie „poganizm” nabrała pejoratywnego znaczenia…”

Autor: Grzech

Linkback: http://forum.instytutnoble.pl/literatura-wiedza-wywiady-ciekawostki/14/seo/254/

Offline zinka

  • *****
  • Wiadomości: 1145
  • Płeć: Kobieta
  • Respect: +469
Odp: Nasze słowiańskie korzenie
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 23, 2013, 03:35:14 pm »
+3
a ja mam modlitwę słowiańską  :)



ostatnio odkryłam w swojej okolicy replikę oryginalnego  posągu  Światowida  :D



« Ostatnia zmiana: Sierpień 23, 2013, 03:43:57 pm wysłana przez zinka »
..nic nie jest takim, jakim się wydaje byc

Offline seth

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 321
  • Płeć: Mężczyzna
  • ..bezstronny i lekki przemknę obok orła...
  • Respect: +239
Odp: Nasze słowiańskie korzenie
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 26, 2013, 08:13:33 am »
+1
Polecam blog Czesława Białczyńskiego http://bialczynski.wordpress.com/. Kopalnia informacji o sławianach i mitologi.

Offline EosCris

  • Global Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 750
  • Płeć: Kobieta
  • Powrót do Ducha...
  • Respect: +303
    • Sklep Ezoteryczny
Odp: Nasze słowiańskie korzenie
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 14, 2013, 11:43:45 am »
+2
Pogańskie Boże Narodzenie
                                     

Niemal każda religia obok dogmatów i warstwy ideowej posiada swój wymiar rytualny, uzewnętrzniony najdokładniej w obchodach swych świąt, szczególnie tych najważniejszych - dorocznych. Również chrześcijaństwo, wydaje się nobliwe w swej tradycji i kojarzy z najważniejszymi dla niego świętami - Wielkanocnymi, oraz Bożym Narodzeniem. Przyjrzawszy się jednak bliżej poszczególnym rytuałom związanym zarówno z tymi dwoma świętami, jak i innymi ważnymi momentami w kalendarzu liturgicznym Kościoła Katolickiego, zobaczyć można całkowicie jasno, że mają one w większości proweniencję przedchrześcijańską, słowiańską, pogańską. Nie jest to niczym nowym dla osób zajmujących się historią religii, bądź znawców kultury, jednak większość kultywujących tradycje świąteczne nie zdaje sobie sprawy, że oddaje cześć tradycji o wiele starszej i z pewnością wyrzekłoby się wszelkich swych związków z "przebrzydłym pogaństwem".

Już sama konstrukcja liturgicznego kalendarza katolickiego niebezpiecznie przypomina gospodarczy rok dawnych ludów rolniczych, których główne święta przypadały na przełomy pór roku, które z kolei umiejscowione są w momentach przesileń słońca (zimowego i letniego), oraz równonocy (wiosennej i jesiennej). Rok pogański pojmowany był jako cykl życia Boga Słońca - Swaroga, od jego narodzin do śmierci. Dlatego właśnie wraz z zimowym przesileniem, kiedy to dzień jest najkrótszy, a noc najdłuższa rozpoczynał się Nowy Rok, następowały narodziny Młodego Boga, "Bożica" , który od tego momentu zaczynał swą walkę z ciemnością. U przedchrześcijańskich Słowian zimowe święta nazywały się Gody, Szczodre Gody, lub Szczodry Wieczór. Nazwania te przetrwały w kulturze ludowej i tak np. - jak w połowie XIX wieku podawał Aleksander Hilferding w swej pracy "Ostatki Słowian na południowym brzegu Bałtyckiego Morza" - Kaszubi Boże Narodzenie nazywali gode . Już sama nazwa ukazuje, że pierwotnie ze świętem tym połączone były obchody Nowego Roku, które dopiero później zostały oddzielone. Gody bowiem, jak podaje słownik etymologiczny Aleksandra Brücknera, oznaczają "czas", czy "porę", a w języku rosyjskim właśnie rok.

Nie jest dziełem przypadku, iż chrześcijaństwo nie posiadając sił, by wyplenić z ludu jego dawne obyczaje inkorporowała m.in. owo święto, nadając mu powierzchownie własną interpretacje ideową. Tak oto w bezpośrednim sąsiedztwie przesilenia przypadającego na 22 grudnia, umieszczono datę narodzin syna bożego - Jezusa (w żaden sposób nie wynika ona z Biblii), czego zresztą dokonano jeszcze u zarania chrześcijaństwa, kiedy to w państwie rzymskim dominował kult Sol Invictus - Słońca Niezwyciężonego, którego narodziny przypadały - co logiczne - właśnie na czas zimowego przesilenia. Cóż za zbieg okoliczności! Jak pisze Kazimierz Moszyński w II tomie swej monumentalnej "Kultury Ludowej Słowian": "...cywilizacja nasza przechowała w sobie głęboko wyryte (...) ślady dawnego kultu słońca i kościelne święto Bożego Narodzenia jest, jak wiadomo, zamaskowanym świętem Narodzin Niezwyciężonego Słońca...".

Podczas obchodów Bożego Narodzenia, rozpoczynających się od Wigilii, a na Trzech Króli kończących, podejmowane jest szereg zabiegów rytualnych, które wywodzą się bezpośrednio z tzw. "pogaństwa". Otóż, już sama idea wieczerzy wigilijnej pochodzi od tradycji nakazującej zarówno pogańskim Słowianom jak starożytnym Grekom, zasiądnięcie do uczty pospołu z Bogami, podczas której spożywano jadło uprzednio owym Bogom ofiarowane. Przecież właśnie strawa kolacji wigilijnej opatrzona jest szeregiem nakazów i zakazów dotyczących gatunków, sposobów przyrządzania, a nawet samej ilości potraw, co sugeruje właśnie zachowane w kodzie kulturowym uświęcenie owego jadła. Najistotniejszym elementem menu jest kutia, czyli potrawa przyrządzana pierwotnie z ziaren pszenicy, miodu i maku, która swą słodkością i "przepychem" symbolizowała dostatek i szczęście, a już same składniki świadczą o tym, bo nawet słowo "zboże" oznacza etymologicznie dar boży, co świadczy o wielkim znaczeniu, jakie dla Słowian zboże posiadało. Do niedawna lud używał kutii do tzw. "ciskania kop", polegającego na rzucaniu garścią lepkiej potrawy o powałę domu i z ilości przyklejonych do niej ziaren wróżeniu o przyszłorocznym dostatku.

Na stole znajduje się dziś również opłatek, którym przełamują się bliscy życząc sobie wzajemnego szczęścia, ale i on nie jest wbrew pozorom osiągnięciem chrześcijańskim, a jedynie swą ascetyczną formą zastąpił dawniejszy kołacz, który był z jednej strony symbolem całorocznej pracy i nagromadzonych dóbr, a z drugiej swym przepychem miał przynosić szczęście w przyszłości. Pamiętajmy o jednej z nazw tego święta - "Szczodry Wieczór". Wspominając o życzeniach nie należy zapominać, iż dziś są to zazwyczaj nic nieznaczące zwroty grzecznościowe, inaczej natomiast było, gdy wierzono w rzeczywistą dobroczynną moc wypowiadanych życzliwych słów, podobnie jak w przypadku przekleństw, których wypowiedzenie miało faktycznie przynosić szkodę przeklętemu.

Stół wigilijny usłany powinien być sianem, lub słomą, którą układa się pod obrus. Jest to bardzo czytelne nawiązanie do zabiegów mających na celu zapewnienie dostatku i płodności, podobnie jak snop żyta, ustawiany jeszcze do niedawna w rogu pomieszczenia, lub na progu domu. Również siano spod obrusa wykorzystywane było do wróżenia, bowiem wyciągano poszczególne źdźbła i jeśli ktoś wyciągnął zielone, to wnioskował z tego, iż w nadchodzącym roku wyjdzie za mąż/ożeni się. Jeśli wyciągnięte zostało źdźbło zwiędłe, z ożenkiem przyszło czekać do następnego roku, jeśli ktoś natomiast wyciągnął źdźbło suche, miał z pewnością pozostać starą panną/kawalerem. Tradycja nakazuje, by przy stole pozostawić jedno miejsce wolne, dziś interpretuje się to często, jako miejsce dla niespodziewanego gościa, lub wędrowca, jednak jeszcze i dziś można się spotkać z przekonaniem, iż miejsce to pozostaje wolne dla zmarłych bliskich. Pierwotnie wystawiało się oddzielny stół, na którym kładziono potrawy, jak chleb bez soli, która to odstraszała duchy zmarłych, podobnie jak żelazo i dlatego właśnie na owym stole nie mogły znajdować się żelazne przedmioty.

Jest to kolejny motyw, którego nie dało się wyplenić z tradycyjnej obrzędowości, bowiem dotyczy kultu przodków, których duchy w pewne szczególne dni mogły powracać do świata żywych. Jest to zupełnie niezgodne z dogmatem chrześcijańskim, gdyż wg jego wykładni dusze przebywają w piekle, czyśćcu, lub w niebiesie. W XIX wieku Wincenty Pol pisał wierszem: "A trzy krzesła polskim strojem / Koło stołu stoją próżne / I z opłatkiem każdy swoim / Idzie do nich spłacać dłużne / I pokłada na talerzu / Anielskiego chleba kruchy.../ Bo w tych krzesłach siedzą duchy". Ich właśnie ta obecność gwarantowała trafność wszelkich wróżb czynionych tego wieczora i do dziś nikt nie przejmuje się, iż kościół zdecydowanie zwalczał wszelkie wróżbiarstwo i wywoływania duchów. Ale nie ma się czemu dziwić, gdy powtórzymy za Bohdanem Baranowskim, że "niekiedy dawnym zwyczajom pogańskim nadawano chrześcijańską treść", a lud nie przejmował się, "czy wiara ich zgodna jest z obowiązującymi zasadami nauki Kościoła ".

Z Bożym Narodzeniem kojarzy się też nieodmiennie kolęda. "No, to już wybitnie chrześcijański zwyczaj!" - gotów ktoś powiedzieć. Ale skoro o tym wspominam, to pewnie pojawiają się już wątpliwości!? Oczywiście! Nawet kolęda (łacińskie calendae - pierwszy dzień miesiąca) wywodzi się od zupełnie niechrześcijańskich pieśni śpiewanych przy okazji składania życzeń, za co - jak pisze P. Caraman w "Obrzęd kolędowania u Słowian i Rumunów" - dobrze życzącemu przypadała gratyfikacja - podarek. Tak też czynili i mieszkańcy Pomorza, którzy znali zwyczaj obchodzenia okolicznych domów urządzany przez młodzież, podczas którego składano życzenia i śpiewano pieśni powitalne, w zamian za co oczekiwano gratyfikacji, co częstokroć wyrażały już same słowa pieśni (skądinąd znana jest pieśń tego typu: "Maszli nam dajci, nie daj nam długo staci, boć nas będzie uziąbaci. Skakały bosy pod niebiosy, chciały kołacza i kiełbasy"). Zwyczaj ten według A. Hilferdinga zwany był tu szopką , przy czym - jak pisze - znana była też na Pomorzu "polska" nazwa kolęda . Z tego z kolei wynika, że nawet prezenty pierwotnie nie pochodziły od "Gwiazdora".

Słowianie pieśni te zwali "szczodruszkami". Podobnie zresztą - by znów sięgnąć do Hilferdinga - brzmi nazwa pomorskiego obyczaju pokrewnego szopce / kolędzie , a mianowicie szczodraków . Były to urządzane na Trzech Króli korowody także wędrujące od domu do domu, ale tym razem formowane z pastuchów, którzy śpiewali np.: "Dobry wieczor, szczodri wieczor (tu pojawia się kolejny wariant słowiańskiego nazwania świąt), nam powiedają, że tu rogule pieczą. Jeszli ne rogula, taj chleba gleń (krajanka). Wasza desza mdze (będzie) miała w niebie szczodroblewy dzeń. A jeszli nie chleba gleń, tej korszczuk (łyżka) masła, Wasza desza (dusza) mdze są dobrze w niebie pasła" itd. Zwróćmy tu uwagę na dwa elementy: 1. na początku powiedziane zostało, iż pierwotnie obchody "Bożego Narodzenia" rozciągnięte były w czasie i zawierały w sobie to co potem oddzielono na Nowy Rok i Trzech Króli; 2. że owe szczodraki formowane były z pastuchów, a więc miały wyraźnie związek z mitologicznym elementem zwierzęcym, o czym za chwilę.

Kolędnicy, których i dziś można jeszcze spotkać na Podhalu, niegdyś byli zupełnie powszechni. Chodziło się bowiem "z kobylicą", lub "po kobylicy", co ma związki z wiarą we właściwości pewnych zwierząt (jeleń) jako łączników ze światem zmarłych. Kolędnicy obnosili też często tura, jako zwierzę szczególnie czczone przez myśliwych za swoją siłę i szlachetność, co nawiązuje do kultu męskiej siły i odwagi. Obnosi się i wilka, którego lud słowiański zwykł do niedawna zapraszać na wieczerzę świąteczną, lub składać ofiarę z kozy, by pozostawił w spokoju zwierzęta w obejściu i samych ludzi. Do niedawna można było zaobserwować na obszarze całej Słowiańszczyzny - jak i znacznie szerzej - obrzędy wykorzystujące kozę, lub kozła jako symbole płodności (postać kozła miał również Pan, grecki bóg przyrody, a czasem nawet Dionizos). Przybierały one postać procesji kolędników, którzy w poszczególnych domostwach dawali przedstawienie tańca, śmierci i znów tańca odrodzonej kozy/kozła. Jeden z wariantów tego rytuału przewidywał zaproszenie kozy do domu, ta jednak (poprzez niosącą jej kukłę, lub skrytą za maską osobę) wyrażała swój strach przed "Dziadem", swym przeciwnikiem: "Tylko się boje starego dziada; ten dziad ma mocny łuk i pęk strzał; ustrzeli on mnie pod szczere serce". Po czym następowała śmierć kozy, która często przebiegała wśród spazmów, sugerujących utożsamienie się aktora z postacią w rodzaju transu. Na wezwanie jednak koza powracała do życia i to był właśnie rytualny moment narodzin Boga - Słońca. Warto dodać, że tu prawdopodobnie dokonało się w postaci kozy nałożenie płodnościowej symboliki kozła z symboliką Złotorogiego Jelenia, który pojawia się jako mityczny towarzysz Bożica - młodego Boga-Słońca.

Z płodnościowym aspektem symbolu kozy wiąże się natomiast nieco odmienna forma występowania jej w procesjach kolędników, a mianowicie tzw. "obrzęd podkoziołka", kiedy to kukłę lub człowieka symbolizującego kozła (ukrytego za maską) obtańcowywało się wokół, lub przed nią wykonywano taniec w formie wirowania. Ma to związek z zabiegami mającymi zapewnić płodność i jak podaje Jan Bystroń występuje w zwyczajach żniwiarskich, a nawet jako zabieg gwarantujący zawartą umowę. Zachowała się też przyśpiewka ilustrująca taką właśnie mitologiczną funkcję kozy: "Gdzie koza rogiem, tam żyto stogiem; gdzie koza nogą tam żyto kopą; gdzie koza chodziła, tam żyto rodziło". Sam Bystroń był jednak przeciwny zawężającej interpretacji znaczenia tańca / wirowania widzącej w nim wyłącznie zabiegi związane z kultem i magią płodności. Trzeba przyznać mu w tym rację, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę głęboki, kosmiczny sens obrzędu uśmiercania i ponownego ożywania kozy, który przedstawia cały porządek naturalny - zarówno chwilowe zwycięstwo ciemności, nierozerwalnie jednak związane z narodzinami Młodego Słońca i przyszłym jego zwycięstwem, jak i wynikająca z tego przepowiednia niechybnego ożywienia Natury, a przez co dostatku dla ludzi. To jawi się bardzo czytelnie - gdzie koza dotknie rogiem, czy nogą - czyli gdzie padną promienie słoneczne tam wykwita bujne życie roślin, w tym oczywiście uprawnych.

Również na Pomorzu Oskar Kolberg, zbierając w terenie informacje dotyczące tradycji ludowych do swych wiekopomnych prac, zanotował zwyczaj chodzenia po kolędzie, które jednak zwać się miało chodzeniem z gwiazdą, a biorący w tym udział młodzieńcy - gwizdami . Także oni przebierali się w postaci kozy, a ponadto poowijając się grochowinami - przedstawiali niedźwiedzie (prawdopodobnie był to miejscowy wariant dzikiego zwierza, gdzie indziej reprezentowanego przez wilka), oraz bociany a nawet jeźdźców. Wydaje się zresztą, że jest to zwyczaj wybitnie słowiański - odróżniający się od zwyczajów innych grup etnicznych - który na Pomorzu mimo germanizacji przetrwał w enklawach kultury słowiańskich autochtonów. Dowodzą tego - jak przytacza Wojciech Łysiak w swym artykule "Oblicza kultury ludowej dawnych Pomorzan" umieszczonym w materiałach z konferencji pt. "Życie danych Pomorzan" - dane zebrane w latach 30-tych do "Atlas der pommerschen Volkskunde", którego autorzy (zgodnie z duchem epoki nauki niemieckiej) dołożyli wielkich starań, by zamaskować słowiański substrat kultury ludowej Pomorza, a który mimo to ukazuje powiązanie niektórych elementów z kulturą polską. Chodzi tu m.in. właśnie o uchwycony na Pomorzu Zachodnim w okolicach Szczecina zwyczaj chodzenia w okresie Trzech Króli grup przebierańców, który uznany być musiał za czysto Słowiański.

Jeszcze innym ważnym elementem rytualnym związanym z zimowym przesileniem, a włączonym do obrzędowości chrześcijańskiej, jest posypywanie w dzień św. Szczepana (drugi dzień świąt) księdza owsem, co tłumaczy się pamiątką kamienowania owego świętego. Na Pomorzu zaś zgodnie z informacjami Kolberga, dla tego samego uzasadnienia rzucano w księdza nie tylko owsem ale i grochem. Zabawne, jak elementy kultu płodności zaprzęgnięto w kult śmierci! A jeszcze pod koniec XVIII wieku zwyczaj ten był tępiony, czego ślad pozostał w zaleceniach właściwego archidiakonatu dla pewnego proboszcza w 1779, poprzez słowa: "Nakazuje mu się, aby w dniu św. Szczepana pocisk owsem na siebie zakazał". Bo oto owies służył w wielu obrzędach pogańskich Słowian (np. przy uroczystościach weselnych), jako medium mające przynieść obsypanemu nim płodność i dostatek. Przejecie tego motywu jest chyba najbardziej rzucającym się w oczy, przez wybitną czytelność pierwotnej symboliki i zupełną konwersję znaczenia.

Święta zimowe posiadają swój własny, niepowtarzalny klimat, którego najlepszym wyrazicielem jest choinka. Jej symboliki nie trzeba szczególnie tłumaczyć. Przyszła ona do Polski z Niemiec z XVIII wieku poprzez dwory, by w wieku XIX trafić pod strzechy. Tu zastąpiła wspominany wcześniej snop żyta, często przetykany innymi zbożami oraz występujący wcześniej choinkowy "surogat" podłaźnik, podłużnik lub połażajnik. Tak zwano bowiem gałązkę, lub czubek jedliny - zwany też czasem "sadem" - który noszony był przez człowieka chodzącego po chałupach i składającego godowe życzenia. Później ten pierwowzór choinki majony bywał przy śpiewie przez dziewki i / lub wieszany dołem do góry u belki pod sufitem. Cóż, wiecznie zielone drzewko symbolizuje siłę odradzającej się Natury w warunkach zimowego jej uśpienia. Jest to oczywiste nawiązanie do kultu drzew, pojmowanych w panteizmie, jako siedziby Bogów (dąb, lipa), lub nawet model wszechświata (nordycki Yggdrasil).

Zawsze godnie święta miały swój wymiar rodzinny, zawsze bowiem skupiały członków rodziny, lub rodu na wspólnej uczcie, radości i momencie szczęścia. Naukowcy są zgodni, że posiadały one dwa wymiary - agrarny i zaduszkowy, a towarzyszył im nastrój nadziei i powagi. Tak więc pamiętano nie tylko o żywych członkach swej rodziny, ale także o tych co odeszli. Trzeba więc pamiętać, że to nie antyczne dekrety kościelne stworzyły te piękne zwyczaje, ale że są one wytworem bogatej i jakże żywej dawnej i rodzimej kultury. Sama tu się dopomina o przywołanie najpoważniejsza i najgłębsza scena filmu "Miś" Stanisława Barei, kiedy to przygotowujący się do świąt stary węglarz, mądry mądrością ludową i doświadczeniem wieku mówi: "Tradycją nazwać niczego nie możesz i nie możesz uchwałą specjalną zarządzić ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. (...) To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa..." Powracając jeszcze go Kazimierza Moszyńskiego, warto przypomnieć, iż napisał on, że dziwić się należy, iż tak wiele przetrwało z dawnych obyczajów w warunkach zwalczania i pokrywania wtórną siatką ideową.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 14, 2013, 11:48:18 am wysłana przez Aleksandra »


Share via facebook Share via twitter

xx
Skąd pochodzą nasze myśli?

Zaczęty przez EosCris

0 Odpowiedzi
1364 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwiecień 12, 2014, 08:42:43 pm
wysłana przez EosCris
smiley
"Nasze" nagrania

Zaczęty przez Świetlisty

130 Odpowiedzi
27282 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwiecień 17, 2016, 06:50:26 pm
wysłana przez M.
Tags:
 


Users found this pages searching for:

chrzwscijanie rozbijany swiatowida posag korzeniach grecji
OOBE - Przewodnik