Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Odważne Dusze  (Przeczytany 1271 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline NianiaOgg

  • *****
  • Wiadomości: 535
  • Płeć: Kobieta
  • Respect: +143
Odważne Dusze
« dnia: Luty 27, 2014, 08:54:06 am »
+1
Schwartz Robert, Odważne Dusze
Rozdział 2.
Choroby ciała
AIDS jest jedną z chorób, których współczesny świat lęka się najbardziej.
Gdy piszę te słowa, wirusem HIV zarażonych jest ponad milion Amerykanów, a
zakażonych nim lub chorujących na AIDS jest na całym świecie ponad
czterdzieści milionów Codziennie na AIDS umiera blisko osiem tysięcy ludzi.
Leczenie zbiera straszne fizyczne i emocjonalne żniwo, a stygmat choroby
komplikuje i obciąża relacje z opiekunami i bliskimi. Czy to możliwe, by
niektóre dusze pragnęły doświadczyć takiego właśnie życia?
Kiedy zdecydowałem się pisać książkę o planowaniu przedurodzeniowym,
od razu wiedziałem, że jednym z życiowych wyzwań, któremu chcę się bliżej
przyjrzeć, jest choroba ciała. Biorąc pod uwagę, że właściwie każdy człowiek
mierzy się z problemami zdrowotnymi, wadze tego tematu nie dało się
zaprzeczyć. Chciałem dowiedzieć się, czy dusze dokonują wyboru
doświadczania choroby przed inkarnacją. Szczególnie jedno pytanie mnie
nurtowało: czy dusze planują konkretną chorobę, a jeśli tak jest, to dlaczego?
Historia Jona Elmorea
Jon dokładnie pamięta dzień, kiedy jego życie uległo zmianie: 23 stycznia
1997 r. Tego dnia stwierdzono u niego AIDS. „Nadano mi numer
identyfikacyjny" - zwierzył się mi. Zastanawiałem się, jak to jest cierpieć na
chorobę, która jest dla społeczeństwa na tyle wstydliwa, że pacjent otrzymuje
numer identyfikacyjny. Później dopiero dowiedziałem się, że to właśnie wstyd
był tematem przewodnim w życiu Jona.
Jon urodził się w Livingston, w stanie Alabama, dwuipółtysięcznym
mieście, w roku 1956, w czasie społecznych zamieszek i rasowej nietolerancji
na południu USA. Jako dziecko białych Jon oglądał relacje z marszów w
Selmie, gdzie przeciwko pragnącym głosować Afroamerykanom użyto węży
pożarniczych i owczarków niemieckich.

Jako młody mężczyzna Jon poinformował ojca o swojej orientacji
seksualnej, pokazując mu artykuł w „Dear Abby", w której to Abby
gratulowała jakiemuś mężczyźnie jego oświeconej postawy w stosunku do
orientacji seksualnej swego dziecka.
- Co ty chcesz mi przez to powiedzieć - zapytał Jona ojciec.
- No... próbuję ci powiedzieć, że jestem gejem. Ojciec się rozpłakał.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nazywasz się Jon Elmor i że ród skończy
się na tobie? Zabiorę cię za rzekę. Może poznasz kobietę i spędzisz miło czas.
Matce Jon spróbował przekazać tę wiadomość w inny sposób. Jedna z sieci
telewizyjnych reklamowała wówczas specjalny program z wiadomościami i
odcinek pokazujący rozmowę z homoseksualistą (Jest młody. Odnosi sukcesy. I
jest gejem! Porozmawiamy z nim i jego rodzicami.) Jon poprosił matkę, by
przypomniała mu o obejrzeniu tego programu.
Podczas gdy Jon oglądał telewizję, leżąc wygodnie na kanapie, matka
siedziała nieco dalej, przy stole kuchennym.
- Robiła to, co zawsze, by dać upust nagromadzonemu stresowi -układała
pasjansa - wspomina Jon. - Co cztery sekundy słyszałem dźwięk kładzionej
karty. Kładła jedną kartę i wtedy słyszałem ten dźwięk. Plask. PLASK. Coraz
głośniej - mówi ze śmiechem.
Wyobraziłem sobie wiszące w powietrzu napięcie i wyraz skoncentrowania
na twarzy jego matki, gdy tak próbowała skupić się na kartach.
- Miałem nadzieję, że podejdzie do mnie i usiądzie przy mnie, ale na próżno
-Jon stwierdził ze smutkiem.
W szkole koledzy Jona, którzy zdawali sobie sprawę z jego orientacji,
ubliżali mu. Nazywali go „pedałem" i pomiatali nim. Pewnego razu jeden z
nauczycieli wziął go na bok i powiedział:
- Jon, jesteś mężczyzną. Dlaczego nie zachowujesz się jak mężczyzna?
Jon powiedział mi, że klimat religijny, w którym dorastał, również nie
popierał jego seksualności.
- W jakiej religii się wychowywałeś - zapytałem.
- U metodystów.
-Jak Kościół metodystów postrzega homoseksualizm?
- To grzech przeciw Bogu.
- A jakiego wyznania była większość mieszkańców w Livingston?
- Byli baptystami.
- A jak Kościół baptystów postrzega homoseksualizm?
- Będziesz się za to smażył w piekle - zaśmiał się Jon. - Baptyści są na
ścieżce wojennej.
- Jon, to, co mnie uderza - powiedziałem - to fakt, że w twoim życiu
prywatnym obecny był wstyd; począwszy od szkoły, rodziny, po religię oraz to,
że wybrałeś odrodzenie się w miejscu, gdzie publicznie zawstydzana była pewna
cała ludzka rasa.
Moje badanie jasno pokazało, że dusze wybierały sobie rodziców oraz czas i
miejsce narodzin.
- Wstyd istniał w życiu prywatnym i publicznym - dodałem.
- U mnie nigdy nie zniknął. Pojawiłem się w rodzinie ogarniętej wstydem,
w miejscu, gdzie się panoszył. W epoce wstydu.
Jon powiedział mi też, że często zawstydzały go ostre słowa więcej niż
jednego intymnego partnera. Chociaż wówczas tego jeszcze nie wiedziałem, ten
aspekt przeszłości Jona miał nabrać dużo większego znaczenia, gdy później
uzyskaliśmy informację od Ducha o przedurodzeniowych planach Jona.
AIDS jest częścią tej układanki wstydu, której Jon był świadkiem na
Południu i doświadczył osobiście. Kiedy usłyszał swoją diagnozę, poczuł - jak
sam ponuro mówi - „że dostał to, na co zasługiwał". Mimo poczucia, że
zasługuje na to, co dostał, i tak czuł się oszołomiony.
- Wsiadłem do mojego wozu. Pamiętam, jak jechałem i przyglądałem się
ludziom zajętym swoimi sprawami. Nigdy się tego nie widzi, ale ja widziałem
tych ludzi. Wydawało się, jakby poruszali się w warstwie melasy. Przechodzili
przez ulicę, wchodzili do aptek i sklepów spożywczych, rozmawiali idąc
chodnikiem. Mijałem budynki straży pożarnej. Strażacy zajmowali się sprzętem
pożarniczym. Miałem zamknięte okna. Zacząłem krzyczeć: Co! Nie wiecie, że
cały świat właśnie się zmienił? Dla mnie wtedy świat zmienił się naprawdę.
Nadszedł moment, gdy Jon był krytycznie chory. W szpitalu był bliski
śmierci.
- Widzę to jak przez mgłę - powiedział. - Ale pamiętam, jak leżałem na sali.
Było ciemno. Otaczał mnie tłum ludzi. Wyglądało, jakbym uczestniczył w
jakimś wielkim przyjęciu. Nie było hałasu ani rozmów, ale czułem, że otaczają
mnie ludzie, którzy nie należeli do mojego świata. Czułem, że mogę się do nich
przyłączyć, jeśli tylko zechcę. Dokładnie pamiętam, że wybrałem pozostać w
swoim świecie. To była taka wewnętrzna decyzja. Coś w rodzaju: „Chcę tutaj
zostać".
Jon wybrał życie. Nie tyle jego fizyczną kontynuację, ale nowy rodzaj życia.
- Po tym, jak otrzesz się o Anioła Śmierci, zaczynasz bardziej doceniać
miejsce, w którym się znalazłeś - dodał Jon. - Ja przestałem się
wstydzić. Naprawdę. Odkryłem, że choć bardzo zbliżyłem się do śmierci,
nie chciałem umierać.
-Jon - dopytywałem się. - Ale w jaki sposób konkretnie AIDS i taka bliskość
momentu śmierci pomogły ci pozbyć się wstydu?
- A czy coś innego mogłoby mnie bardziej zawstydzić? - odpowiedział. -
Najlepszym sposobem wyleczenia się z lęków jest pocałować je w nos, a same
znikną. Będąc o krok od śmierci, zdałem sobie sprawę z tego, że Oni, przez duże
„O", nie mają już nade mną władzy. Wszyscy wiemy, że Oni istnieją. Sąsiedzi i
nauczyciele oraz wszyscy ci ludzie, którzy od czasu do czasu wychodzą z
domowych kątów i coś tam do mnie paplają. Oni już dla mnie nie istnieją.
Wszystko, czego pragnę, to żyć oraz żyć w prawdzie - dodał.
- Co chciałbyś powiedzieć osobie, która doświadcza wstydu, Jon?
- Słowa, które mnie zawstydziły, pozostawiły na mym życiu niezatarte
ślady. A cóż można zrobić z tym, co jest trwałe i niewzruszone? Można na tym
budować.
Sesja Jona z Glenną Dietrich
Glenna Dietrich wchodzi w trans jako medium channelingowe, a
świadomość innej osoby przemawia przez nią. Niektóre media są w pełni
świadome każdego słowa wypowiadanego przez przywołany byt; inne nie
bardzo zdają sobie sprawę z tego, o czym się mówi, bo nie przypominają sobie
konkretnych słów. Glenna zupełnie nie pamięta takich rozmów. Po naszych
sesjach była ciekawa, jak przebiegły i czego dotyczyły Będąc osobą bardzo
troskliwą, zawsze chciała wiedzieć, czy rozmowy na coś się przydały
Wszystko staje się jasne, gdy Glenna zaczyna łączyć się z głosem. Jej głos
nieco mięknie; intonacja, ton oraz dykcja wyraźnie się zmieniają. Czasami, tak jak podczas sesji z Jonem, więcej niż jedna bezcielesna istota jest obecna i przez nią przemawia.
- Przybyło nas troje na spotkanie z wami, podobnie jak was jest troje -
zaczęła mówić przywołana istota. - Nie należymy do świata materialnego, ale
duchowego - który wy uznajecie za świat ukryty za zasłoną. Dwoje z nas nigdy
nie należało do świata ludzi, tak jak wy dziś. Należymy do świata aniołów.
Pozostaniemy dla was bezimienni, ponieważ naszych imion nie da się
wypowiedzieć waszą mową. Pojawiamy się tylko w waszych umysłach jako
kolory w niewyraźnych kształtach, bardziej wyczuwane niż faktycznie
istniejące.
Zdziwił mnie fakt, że rozmawiamy z aniołami. Przy pomocy Glenny
odchyliliśmy zasłonę i dotknęliśmy niefizycznego świata. W głosie anioła
można było wyczuć pewną słodycz, która działała kojąco. Jego powitalne
słowa przypomniały mi, że postacie duchowe często komunikują się z nami
przez doznania, a media często widzą kolory - zarówno barwy aury istot
niefizycznych, jak i cielesnych.
Zwyczajowo bezcielesne istoty nie używały imion podczas takich sesji.
Każdy byt, czy to fizyczny, czy niefizyczny, jest energią. Termin pole
energetyczne8 oznacza, że każdą świadomość wyróżnia jej unikalna energia.
Anioły były w stanie rozpoznać Jona, Glennę oraz mnie, jak i siebie nawzajem,
poprzez charakter tej energii.
-Jedno z nas odradzało się wiele razy - kontynuował anioł. -1 ten byt będzie
się teraz z wami bezpośrednio komunikował.
- Tak, przybywałem do waszego świata 867 razy - powiedział drugi anioł. -
Tyle właśnie razy przybierałem postać ludzką. Ileś razy wybrałem też istnienie
w innej, niż ludzka, postaci. Teraz jestem jednym z twoich Jona] przewodników,
podczas twoich kolejnych inkarnacji. Wiele razy inkarnowaliśmy wcześniej
razem. Byliśmy siostrami, matką i córką, wrogami, którzy zabijali siebie, oraz
najlepszymi przyjaciółmi. Każdego razu wspólnie decydowaliśmy, gdzie się
spotkamy i w jakich okolicznościach przekażemy sobie pewne możliwości,
pozwalające nam na kolejne kroki wspaniałego rozwoju. Jesteśmy tym, co wy
na Ziemi nazywacie pokrewnymi duszami. Dwie dusze o podobnej wibracji -
częstotliwości o tym samym kolorze i brzmieniu. Chcę ci powiedzieć, że jestem
dumny i cieszę się z postępu, jaki zrobiłeś w obecnym wcieleniu. Wiele
udowodniłeś oraz wiele energii uwolniłeś. A ja byłem tuż obok ciebie. W
pewnych momentach szedłem przed tobą, dodając zachęty, gdy pogrążałeś się w
mroku. Tak, moja energia jest ci bliska. Chcę, byś pamiętał, mój drogi, o pięknie
swojej duszy, o niezwykłym świetle, które może wnikać do twego serca. Trudno
jest stać się tym promieniującym światłem, gdy wszyscy wokół pragną tylko
ciemności. Ale to ona jest prawdziwym uzdrowicielem, prawdziwym mędrcem,
który żyje pomiędzy nieprzebudzonymi. Działaj zgodnie z tym, co mówi ci
serce, i bądź odważny.
Do mnie zaś anioł zwrócił się tak:
- Słyszeliśmy twoje pytania, ale chcemy, byś zadawał je nam po kolei.
- Dziękuję - zacząłem. - Chcę zapytać, czy Jon zaplanował przed
urodzeniem zachorowanie na AIDS w obecnym życiu, a jeśli tak, to dlaczego?
Przed sesją Jon i ja zgodziliśmy się, że zaczniemy sesję właśnie od
głównego pytania. Nie mogliśmy się doczekać odpowiedzi.
- Tak, oczywiście - odpowiedział anioł. - W tym [niefizycznym] świecie nie
ma niskich energii, które by hamowały rozwój czy uniemożliwiały planowanie
przyszłości. Okresy pomiędzy [wcieleniami] są po to, by dusza mogła ocenić i
zaplanować następny krok, wybrać poziom lub płaszczyznę. Odpowiedź na to
pytanie to tak. Tak naprawdę to, co przedyskutowaliśmy, było uwolnieniem
genetycznego rodzica i systemu wierzeń z grupy duchowej, której Jon czuje się
członkiem. (Jak się wkrótce przekonamy, anioł nawiązywał do przeszłości
kogoś z grupy Jona. Osobowość odrodzona w tamtym życiu podjęła pewne
kroki w oparciu o lęk. Spowodowały one całkowitą utratę pamięci co do
pochodzenia dusz - czyli coś, czego żadna dusza w grupie Jona nigdy wcześniej
nie doświadczyła.) Rzeczywiście, wszyscy członkowie tej grupy dusz zgodzili
się, żeby Jon przyjął na siebie główny ciężar zadania i aby niezależnie od tak
zwanych dekoncentrujących uwagę czynności oraz spraw tworzonych z iluzji
zaczął jaśnieć tak, by stać się światłem, by dostrzec oraz zrozumieć prawdę o
sobie samym.
-Te [dusze], które wcielają się razem, aby sobie nawzajem pomagać, kreują
swoje osobowości i własny obraz Jona w sposób, powodujący trudności, jakie
przyjdzie mu pokonać, pomagają mu dostrzec prawdę. (W dodatkowej wizji
Staci Wells dla Jona anioł opowiedział o członkach jego grupy dusz, którzy
przed jego narodzinami zgodzili się zawstydzać go w życiu, ponieważ miało to
być częścią jego życiowych wyzwań.) To przypomina wyścig z przeszkodami.
Im częściej napotykasz przeszkodę, tym łatwiej jest ci ją omijać, pełzać pod nią
lub przeskoczyć, aż w końcu staje się to twoją drugą naturą. Kiedy Jon
przestanie widzieć siebie jako osobę mniej ważną, mniej kochającą, mniej
cudowną i świętą od innych, przeszkody znikną.
Tymi słowami anioł opisał nam główny cel życiowych wyzwań i pokazał,
jak nasze myśli i uczucia kreują rzeczywistość. Wyzwania odzwierciedlają
uczucia, jakie żywimy sami do siebie. W tym sensie są darami. Mądrość
pozwala nam rozpoznać je takimi, jakimi są naprawdę.
- Rzeczywiście - wyjaśnił dalej anioł. - Ciało służy do tego, by tę
świadomość wydobyć, by skierować światło tam, gdzie potrzebne jest
uzdrowienie. A ponieważ uzdrowienie to ma wielki wpływ na jego duchową
rodzinę i ten [niefizyczny] świat, to przejawia się w sposób niezwykle
intensywny i pełen mocy po to, by wszyscy mogli skorzystać z odnalezionych
prawd. Jeśli pojawiłaby się kolejna przeszkoda, zwycięstwo nie byłoby już tak wielkie.
Otrzymaliśmy potwierdzenie, że Jon w szczególny sposób zaplanował dla
siebie doświadczenie z AIDS - nie tyle po to, by samemu się czegoś nauczyć,
ale po to, by cała jego duchowa grupa doświadczyła rozwoju. Jak potwierdziły
sesje z innymi rozmówcami, rozwój, jaki osiągamy na Ziemi, gwarantuje wzrost
duchowy zarówno naszych indywidualnych dusz, jak i wspomaga każdą duszę-
członkinię grupy, do której należymy.
- Czy możesz uściślić - zapytałem - jak AIDS pomaga Jonowi w rozwoju?
- Istnieje tu potrzeba zobaczenia siebie takim, jakim się jest naprawdę -
odpowiedział anioł. - Oraz wiary we własną prawdę i tożsamość. To ma związek
z wiarą, że zasługujemy na miłość, na miłość bezwarunkową. Jak twierdzi
zaangażowana w to przeżycie grupa dusz, miłość uwarunkowana musi być
doświadczona w szczególny sposób, czyli poprzez konformizm i tradycję. Brak
konformizmu u Jona każe grupie wycofać swą miłość. W ten sposób formuje się
wyobrażenie Jona o sobie samym, że nie zasługuje na miłość bezwarunkową, ale
zasługuje na miłość, gdy zachowa się w określony sposób, gdy spełni
oczekiwania innych i zasłuży na ich akceptację. Pojawia się niepewność, a
osobowość małego dziecka zaczyna się rozpadać. Zachorowanie na AIDS jest
wyrazem rozdźwięku pomiędzy pragnieniem miłości bezwarunkowej a wiarą, że
się na nią nie zasługuje.
Dlatego następuje udane uleczenie, czyli moment, gdy
dusza Jona przebija się swym światłem, a osobowość Jona dostrzega je i wierzy,
że tym właśnie światłem jest..., że Jon jest Światłem.
Anioł pięknie ujął sedno rozwoju duchowego na Ziemi: miłość własna
rozwija się wtedy, gdy przestajemy myśleć o sobie jak o kimś, kto ma
ograniczoną i wadliwą osobowość, a zamiast tego pamiętamy, że jesteśmy
istotami doskonałymi. By rozpoznać to wewnętrzne światło, musimy zmienić
nasze wzorce myślowe, a co za tym idzie, naszą kondycję fizyczną.
- A jak dusza Jona zaplanowała moment rozbłysku tego światła? Skąd
wiedziała, że to się stanie - zapytałem.
- Wszystkie wcielenia w waszym świecie - odpowiedział anioł - następują
po to, by dusza mogła przekroczyć podstawowe poziomy ciemności. Istnieje
wibracja nienawiści, wibracja oddzielenia się od Boga, wibracja braku
akceptacji, lęku - wszystkie istnieją jako ukryte poziomy częstotliwości, które
moglibyśmy porównać do dźwięku. Mają one wpływ na ludzkie ciało, ale
wpływ ten jest nieświadomy, niewidzialny i niemierzalny. Będąc w tym świecie
wierzycie, że to wy jesteście lękiem, nienawiścią lub brakiem akceptacji.
Dlatego jesteście w stanie popełniać morderstwa, znieważać i wykorzystywać
drugiego człowieka. Dlatego też działacie na niskich częstotliwo
ściach. Kiedy dusza wstępuje w ciało, traci jasność sytuacji, a jako człowiek
zaczyna wierzyć, że jest tylko ciałem. Zapomina, że nadal jest duszą. To jednak
jest częścią jej planu: żeby zapomnieć o własnej boskości i przypomnieć sobie o
prawdzie, trzeba przejść przez wiele prób, które zrodzą wielką siłę, ustalą
przekonania oraz podniosą poziom jej wibracji.
(Jon powie później o tej uwadze: „To jest dokładnie ten rodzaj siły, którego
szukałem. Poczyniłem zauważalne kroki, by dotrzeć do istoty, o której wiem, że
jest we mnie. Choroba AIDS spowodowała, że wiem, iż moje ciało się boi, ale
wiem też, że moja dusza, moja natura i świadomość nie znają strachu".)



Linkback: http://forum.instytutnoble.pl/literatura-wiedza-wywiady-ciekawostki/14/seo/781/

Offline zinka

  • *****
  • Wiadomości: 1145
  • Płeć: Kobieta
  • Respect: +469
Odp: Odważne Dusze
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 10, 2014, 01:44:23 pm »
+2
Książka ta będzie dobra dla tych co ciągle zadają sobie pytanie -  czemu akurat mnie to spotkało, albo dlaczego tak a nie inaczej wygląda moje życie?

 Opisane przykłady, rozjaśnią trochę nurtujących nas spraw życiowych, ale tylko tym, którzy są otwarci na takie wyjaśnienia, dla innych, będzie to tylko stek bzdur.
..nic nie jest takim, jakim się wydaje byc


Share via facebook Share via twitter
Tags:
 

OOBE - Przewodnik