Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: Yoga Kundalini  (Przeczytany 222 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Mote

  • ***
  • Wiadomości: 117
  • Płeć: Mężczyzna
  • ...bo 🥓 boczek jest pyszny
Yoga Kundalini
« dnia: Lipiec 03, 2018, 10:40:09 pm »
"Yoga Kundalini" Arthur Avalon

Oto starożytny tekst odnoszący się do wyzwolenia ścieżką tantryczną, skupioną wokół zjawiska Jogi Kundalini. Są w tej książce dawne komentarze i tło kulturowe z odniesieniami do różnych szkół jogi.
Dla kogo jest ta książka i jaką może mieć wartość dla ludzi żyjących współcześnie?
Znajdujemy tu bardzo dokładny opis czakr i analizę procesu budzenia Kundalini, a więc wszystko co jest związane z tajemniczą egzystencją ciała duchowego.
Wszyscy, obojętnie czy jesteśmy tego świadomi czy nie, to ciało posiadamy, gdyż jest to niezbędny łącznik pomiędzy różnymi wymiarami.
Jeżeli jesteś osobą, w której choć trochę jest obudzone życie duchowe – to jest to książka dla ciebie.
Fragment książki:
Co do praktyki, powiedziano mi, że Kundalini można ożywić tylko w muladharze i sposobami tutaj przedstawionymi, chociaż istnieje także możliwość pobudzenia jej przypadkowo, gdy znajdziemy się w odpowiedniej sytuacji i warunkach. Opowiadano historię o tym, jak znaleziono mężczyznę, którego ciało było zimne jak u nieboszczyka, mimo że czubek głowy zachował ciepło. (To jest stan samadhi osiągany w jodze Kundalini). Kiedy masowano go ghee (roztopionym masłem), głowa stawała się stopniowo coraz cieplejsza. Ciepło przeszło do karku i szybko zawładnęło resztą ciała. Mężczyzna oprzytomniał i opowiedział o stanie, w jakim się znajdował. Powiedział, że błaznował, naśladując postawę jogina, kiedy nagle „ogarnął go sen”. Domyślano się, że wstrzymał oddech i tak – znajdując się w prawidłowej pozycji i spełniając odpowiednie warunki – nieświadomie pobudził Kundalini, która wzniosła się do swego mózgowego ośrodka. Jednak nie będąc joginem, nie mógł ściągnąć jej z powrotem w dół. Można tego dokonać tylko wtedy, kiedy nadi są nieskazitelnie czyste. Opowiedziałem panditowi (to on przekazał mi tę historię, był uczonym w tej jodze, a jego brat ją praktykował) o przypadku mego europejskiego przyjaciela, który nie był wtajemniczony w opisane tutaj zjawiska jogi, chociaż czytał coś o Kundalini w przekładach sanskryckich prac, i który mimo to wierzył, iż medytując, sam pobudził Kundalini. Napisał do mnie, że wchodzenie w drobne szczegóły wschodniej jogi było dla niego jako Europejczyka zbyteczne. Jednak zobaczył „nerwy”, idę i pingalę oraz „ogień środka” z drżącą aurą różowego światła, błękitne lub lazurowe światło i biały ogień wznoszący się do mózgu, gdzie wybuchł uskrzydloną jasnością po obu stronach głowy. Widział ogień rozbłyskujący od ośrodka do ośrodka z taką gwałtownością, że ledwie dostrzegał swą wizję i ruchy w ciałach innych osób. Promieniowanie lub aura wokół idy przypominała blask księżyca, bardzo blady lazur, a wokół pingali czerwoną lub raczej bladoróżową opalescencję. Kundali pojawiła się w polu widzenia jako intensywny, jakby złocisty, biały ogień skręcony spiralnie. Uznając, że ośrodki, suszumna, ida i pingala są symbolizowane przez kaduceusza Merkurego48, to mała piłeczka na szczycie pręcika została utożsamiona z sahasrarą, czyli szyszynką49, a skrzydła, z płonącymi aurami po każdej stronie ośrodka w momencie wybuchu ognia. Pewnej nocy, nie odczuwając żadnych cielesnych pragnień, poczuł jak wąż rozprostowuje się i wznosi, a mój przyjaciel znalazł się „w fontannie ognia” i czuł, jak „płomienie rozprzestrzeniały się wokół mojej głowy i słyszałem rytmiczne uderzenia, jakby cymbałów, podczas gdy niektóre z tych płomieni, jak emanacje, wydawały się rozchodzić i spotykać nad głową niczym uniesione skrzydła. Czułem kołysanie. Naprawdę byłem przerażony, ponieważ Moc wydawała się być czymś, co mogłoby mnie zniszczyć”. Mój przyjaciel napisał do mnie, że z podniecenia zapomniał skoncentrować swój umysł na Najwyższym i tak stracił duchową szansę. Może wydarzyło się to wskutek jego lekkomyślnego stwierdzenia, że pobudzenie tej mocy nie jest wyższym i ważnym przeżyciem duchowym, wyższym niż inne stany świadomości, których doświadczył. Jednak to doświadczenie przekonało go, że w hinduskich dziełach traktujących o tajemnej fizjologii tkwi prawdziwa nauka i magia.

Recenzja
Z niekłamaną radością przyjąłem wiadomość o wznowieniu przez wydawnictwo Brama polskiego przekładu „Yogi Kundalini” Arthura Avalona, klasyka literatury tantrycznej. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem o wcześniejszym wydaniu, a książkę znałem z wersji angielskiej. Cóż, na początku będzie spoiler: polecam tę książkę, to klasyka. To dobrej jakości literatura o tantrze, którą koniecznie trzeba przeczytać w zalewie współczesnej popularności neo-tantry (której zasadności nie podważam, ale nie ma ona za wiele wspólnego z tradycyjną formą) i jogi kundalini w wydaniu Yogiego Bhajana (tu również nie podważam, ale nie jest to oryginalna forma „jogi kundalini”, dlatego warto poznać inne źródła). To również świetne antidotum w zalewie – nie oszukujmy się – wielu niezbyt dobrej jakości książek „o czakrach”, których autorzy pokazują całkowite niezrozumienie ezoterycznej koncepcji ciała i nieznajomość jej tradycji i źródeł.
Czyli polecam, ale… nie polecam każdemu. Komu nie? Komu tak? O tym za chwilę.
Kim jest autor?
Arthur Avalon to literacki pseudonim sir Johna George’a Woodroffe’a (1865–1936), brytyjskiego prawnika (urzędnika Sądu Najwyższego w Kalkucie i pracownika naukowego Uniwersytetu w Kalkucie, który pod koniec życia także wykładał prawo indyjskie na Oxfordzie) oraz orientalisty, pasjonującego się przede wszystkim tantrą.

O czym jest książka?
Książka to świetny materiał o tantrze, jednej z tradycji jogi. Współcześnie, termin tantra głównie kojarzy się z neo-tantrą, zajmującą się bliskością w relacjach albo z uproszczeniami z amerykańskich książek o czakrach. Bhatta Ramakantha, śiwaicki jogin X wieku przedstawia następującą definicję: „Tantra jest bosko objawionym zestawem technik, które wyjaśniają co jest niezbędne, a co jest przeszkodą w praktyce duchowej. Zawiera w sobie wyspecjalizowane inicjacje i ceremonie oczyszczające, które są niezbędnymi wymaganiami wstępnymi dla praktyki tantrycznej.” Nie jest to definicja doskonała, bo w zasadzie każda szkoła mistyczna „(…) jest bosko objawionym zestawem technik”, jak również: „zestawem technik, które wyjaśniają co jest niezbędne, a co jest przeszkodą w praktyce duchowej”. I ostatnia część definicji: „Zawiera w sobie wyspecjalizowane inicjacje i ceremonie oczyszczające, które są niezbędnymi wymaganiami wstępnymi dla praktyki (…)”– i w tym wypadku można by tę definicję przyporządkować prawie każdej szkole mistycznej. Inne definicje tantry są podobnie mętne.

Choć trudno zdefiniować czym jest, możemy ustalić kilka czynników, które są charakterystyczne dla tantry. Są to:
(a) odrzucenie ascetyzmu i ustanowienie doktryny o tym, że transformacja może być dokonywana przez ciało,
(b) rytualizm (czy to w formie zewnętrznych rytuałów takich jak np. pudże czy wewnętrznych praktykach takich jak pranajamy, mantry itp.),
(c) bardzo duże znaczenie praktyk mantrowych,
(d) potrzeba inicjacji i pewna tajemnica stojąca za praktyką,
(e) olbrzymia rola nauczyciela (większa niż w jakimkolwiek innym nurcie mistycznym) i w związku z nią – praktykowanie guru jogi, czyli oddawanie rytualnej czci nauczycielowi oraz koncentracja na nauczycielu, jako emanacji boskich cech.
Jeśli chcecie się dowiedzieć nieco więcej o tantrze – pozwolę sobie odesłać do artykułów Piotra Marcinowa (tutaj) i mojego (tutaj), a w dalszej części tekstu skupię się na samej książce.
Sama książka jest wnikliwym, choć nie zawsze prostym w lekturze, kompendium wiedzy o tantrze. Czemu nie zawsze prostym? Po pierwsze, dlatego że autor stara się przedstawić ścieżkę bez uproszczeń. Niewątpliwie był on oddanym adeptem tantry, jak również bardzo dobrym znawcą sanskrytu i tradycji indyjskiej. Po drugie jest to jednak książka napisana sto lat temu, w 1919 roku, co oczywiście wpływa na język autora, aczkolwiek muszę przyznać, że tłumacz (i być może redakcja) świetnie poradzili sobie z zadaniem zachowania osobistego stylu autora, a jednak dostosowania języka do współczesnego polskiego czytelnika. Lektura nie jest to lekka, ale na pewno – w moim mniemaniu – lżejsza (choć wymagająca więcej wcześniejszej wiedzy) niż Jogasutry w przekładzie Cyborana. Oczywiście im więcej ktoś wie o tantrze i tradycji jogi w ogóle, tym tekst będzie bardziej zrozumiały i przez to ciekawszy.
„Yoga Kundalini” składa się z dziewięciu rozdziałów. Pierwszy to obszerny wstęp, a kolejne sześć rozdziałów porusza rozmaite zagadnienia istotne z perspektywy tantrycznej ścieżki: świadomość poza materią, idea dżiwatmana (duszy zmysłowej), mantry, ćakry (tu określane ośrodkami lub lotosami), praktyka tantryczna oraz podstawy teoretyczne praktyki jogi. Dwa ostatnie rozdziały – moje ulubione (szczególnie przedostatni) – to przekłady 2 krótkich i stosunkowo słabo znanych (przynajmniej w porównaniu do 3 najbardziej chyba znanych traktatów tantrycznych: Hatha joga pradipiki, Gheranda sanhity i Śiwa sanhity) tekstów tantrycznych: Śat ćakra nirupana (Opis sześciu ośrodków/czakr) oraz Paduka pańćaka (Pięciokrotny podnóżek).
Trudno na łamach recenzji streścić zasadniczą część książki ze względu na złożoność i głębie materiału, a ja nie podejmę się tego wyzwania. Napiszę tylko, że jeśli jesteście już zaznajomieni z podstawowymi tekstami jogicznymi takimi jak np. Jogasutry czy któreś z wymienionych wyżej tekstów tantrycznych i chcecie dalej pogłębiać swoją wiedzę w kontekście jogicznej praktyki, to warto zanurzyć się w rozważania autora. Być może nie ze wszystkimi interpretacjami się zgodzicie, jak np. ja, ale przecież nie o to chodzi – nawet odmienne poglądy na pewne praktyczne zagadnienia mogą otworzyć nas na nowe spojrzenie i pozwolić na zweryfikowanie swojego punktu widzenia. Wszak Hazrat Inayat Khan, jeden z najwybitniejszych mistyków Indii, mawiał, że rozwój duchowy nie jest niczym innym jak zmienianiem punktu widzenia.
Chciałem zwrócić uwagę na dwa ostatnie rozdziały, dla mnie najcenniejsze, które powinny najbardziej zainteresować praktyka jogi/medytacji. Owe dwa ostatnie rozdziały są przekładami krótkich tekstów z rzeczowym komentarzem autora. Jeśli nie macie dużego obycia z tradycją jogiczną, prawdopodobnie zaczęcie właśnie od nich ułatwi Wam przygodę z książką.
Przedostatni rozdział jest przekładem XVI-wiecznego tekstu Śat ćakra nirupana, zwięzłego (55 wierszy) traktatu o 6 ćakrach. Tekst ten opisuje energię kundalini i 6 ośrodków energetycznych, skupiając się na dokładnym przedstawieniu tantrycznej alchemii. Avalon tłumaczy każdy wiersz i komentuje, jak również omawia grupy wierszy powiązane tematycznie. Jest to niezwykle cenna lektura w porównaniu do niestety miałkich książek o idei ezoterycznego ciała, które w zasadzie nie odnoszą się do tradycji tantrycznej, a raczej tworzą nowe new-age’owe spojrzenie na ćakry. W książce „Yoga Kundalini”, w doskonałym przekładzie, dostajemy tradycyjne spojrzenie na ezoteryczną koncepcję ciała. Spojrzenie, które zainspirowało np. jednego z najwybitniejszych europejskich myślicieli – Carla Gustava Junga.
Ostatni rozdział zawiera tłumaczenie traktatu Paduka pańćaka (Pięciokrotny podnóżek). Tekst ten jest niejako suplementem do poprzedniego (zawiera jedynie 7 wierszy). Skupia się na pięciu podstawach wyzwolenia tantryka i mocno podkreśla rolę guru na ścieżce. Być może nie będzie dla czytelników tak inspirujący jak „Opis sześciu ośrodków”, jednak stanowi uzupełnienie materiału, dające szersze spojrzenie na ścieżkę tantryczną.
Końcowe myśli
We wstępie do moich rozważań o książce zaznaczyłem, że „Yogę Kundalini” Avalona polecam, ale nie każdemu. Na pewno nie polecam tej książki na rozpoczęcie swojej przygody z lekturami jogicznymi. Warto zapoznać się wcześniej z pewnymi opracowaniami na temat tradycji – choćby moją Psychologią jogi i Uważnością w praktyce, następnie zapoznać się przynajmniej pobieżnie z Jogasutrami, Bhagawadgitą, niektórymi Upaniszadami, i mieć w rękach Hatha joga pradipikę. Z wiedzą o odpowiednim kontekście będzie to bardzo smaczna lektura, bez odrobiny znajomości tradycji jogi – prawdopodobnie doświadczenie będzie porównywalne do jedzenia bułki z piaskiem.

Jest to bez wątpienia pozycja, którą po prostu musi mieć na swojej półce każda osoba, zainteresowana głębiej jogą. Piękna, niekomercyjna klasyka literatury jogicznej. Na pewno nie jest to lektura na jeden wieczór, być może do pewnych fragmentów trzeba wracać po kilka razy, ale warto. Czyż svadhjaja (studiowanie) nie jest tradycyjną częścią jogi? Warto dodać, że książka jest wydana w porządnej twardej oprawie i poprawnie edytorsko. Papier i czcionka są dobrane w taki sposób, że dobrze się czyta (a piszę to jako osoba ze sporą wadą wzroku). Jedyne, do czego mógłbym się doczepić to przy tak obszernej lekturze w twardej oprawie brakuje mi ewidentnie wszytej zakładki z tasiemki. Ale to jest naprawdę bardzo drobny problem przy tak wspaniałej książce. Gorąco polecam!
Maciej Wielobób

wydawnictwobrama.com.pl/category/wydawnictwo-brama-ksiazki/


Linkback: http://forum.instytutnoble.pl/literatura-wiedza-wywiady-ciekawostki/14/yoga-kundalini/1340/

 

misy kryszta?owe