Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Autor Wątek: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY  (Przeczytany 4215 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Sofia

  • ****
  • Wiadomości: 255
  • Płeć: Kobieta
  • sofiasni.blogspot.com
  • Respect: +132
    • Mara Aram
Odp: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 18, 2013, 01:14:19 pm »
0
W takim razie jak nie działa natychmiast, równie dobrze mogę stwierdzić, ze moje myślenie o poruszaniu rekami też działało, bo takiego rodzaju paraliże, nie trwają zwykle dłużej niż 3 minutki. Najgorzej jest oczywiście jak się przez całą noc powtarzają i aż się odniechciewa spać, ale oobe gwarantowane, wiec się opłaca ;)
"Pragnienie jest wołaniem, kształtując chimerę prowokujemy rzeczywistość". W. Hugo

Offline iconka

  • ****
  • Wiadomości: 424
  • Płeć: Kobieta
  • a ja dołączę do grupy i tez przemknę obok orla…
  • Respect: +314
ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY / 4. PARAPSYCHICZNY RATUNEK
« Odpowiedź #16 dnia: Październik 27, 2013, 10:38:29 am »
+1


4. PARAPSYCHICZNY RATUNEK

Oto ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi
i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem.

Księga Wyjścia 23,20-21

14 marca 1994, poniedziałek, w nocy (nic specjalnego)
Śniło mi się, że chodzę po domu. Kiedy obudziłem się ze snu (odzyskałem świadomość), natychmiast znalazłem się na powrót we własnym ciele, sparaliżowany, tylko w moim trzecim oku pojawił się obraz. Skupiłem się na nim. Pochyliłem się do przodu i wzleciałem w niebo. Latałem przez chwilę dookoła i wróciłem do ciała. Obraz w trzecim oku pojawił się na nowo i znowu poleciałem, tym razem podczas lotu przyciągał mnie pewien parterowy budynek.

Przeleciałem przez frontowe drzwi do wielkiej jadalni. Sala pełna była niby-ludzkich postaci ubranych w osiemnastowieczne stroje. Natychmiast przyszło mi do głowy Przeminęło z wiatrem i uśmiechnąłem się, ponieważ nigdy nie podobał mi się ten film. Wśród tłumu krążyły trzy postacie podające napoje i jedzenie. Chociaż pomieszczenie było wypełnione do granic możliwości, w jakiś sposób wyczuwałem, że te trzy postacie są jedynymi prawdziwymi.

Jako że damska zjawa nieco mniej mnie przerażała, ostrożnie zbliżyłem się do niej. Ubrana była jak pomoc kuchenna z południowych plantacji mniej więcej z początku XIX wieku. Kobieta spojrzała na mnie i pospiesznie wróciła do swoich zajęć. Wpierw udawałem, że rozmawiam z postaciami przy pobliskich stołach, gdyż nie wiedziałem, co się tak naprawdę dzieje. Czy te trzy postacie były zjawami czy nie? Dlaczego wyczuwałem różnicę między nimi a pozostałymi? Dlaczego najpierw tu trafiłem? Dlaczego odczuwałem potrzebę niesienia im pomocy?

Przyglądałem się kobiecej zjawie przez moment, potem zapytałem:

– Co robisz?

– Wracaj do roboty! – wrzasnęła i odsunęła się. Ponownie zbliżyłem się do niej i powiedziałem:

– Nie musisz więcej karmić tych ludzi; oni nie są prawdziwi!

– Jak nie wrócisz ich obsługiwać, to dostaniesz baty! Zastanawiałem się chwilę, kto wymierzyłby te baty.

Popatrzyłem na dwie męskie zjawy, które ze strachem zerkały na mnie i zdwoiły prędkość usługiwania. Powiedziałem kobiecie, że odchodzę i że oni wszyscy mogą iść ze mną.

– Nie możemy, bo oni pójdą za nami! – rzucił jeden z mężczyzn.

Odwróciłem się do z pozoru zatłoczonego pomieszczenia i obwieściłem:

– Wychodzę i nikt mnie tu nie zatrzyma! – (Skąd ta odwaga?) Tłum imitujący ludzi wykazał tyle zainteresowania, ile mógłby wykazać wypełniający salę tłum manekinów. Podszedłem do frontowych drzwi, wyszedłem i natychmiast podążyły za mną te trzy zjawy, z którymi rozmawiałem.

– Co zrobimy? – zapytała kobieta.

– To proste! – odparłem. – Nauczę was latać!

Nasza czwórka udała się w dół ulicy. Jeden z mężczyzn ciągle odwracał się za siebie, jakby spodziewał się, że rozwścieczony motłoch wypadnie z budynku. Chcąc złagodzić jego troski, odwróciłem się do niego i uśmiechnąłem. Najwyraźniej wyczuł moją pewność i trochę mu ulżyło. Poleciłem im wszystkim wziąć się za ręce, pochylić do przodu i odepchnąć. Polecieliśmy! Na początku utrzymywałem niską wysokość, potem zaczęliśmy wspinać się gwałtownie.

Obejrzałem się za siebie, sprawdzając, jak radzą sobie studenci. Nagle, bez ostrzeżenia, zniknęli.


# RETROSPEKTYWA #

Miałem mnóstwo pytań co do tego spotkania. Gdzie oni podziali się? Dlaczego nie bałem się ich, tak jak w poprzednich przypadkach? Jak długo ta trójka tkwiła w tej niby-rzeczywistości? Może dwieście lat? Pamiętam, jak Doktor H. wyjaśniała, że kiedy ludzie umierają, stają się czasami więźniami w stworzonych przez siebie samych systemach. Na przykład, ktoś może umrzeć i nie wiedzieć o tym lub też nie przyjąć tego do wiadomości, potem może nawiedzać stary plac zabaw, zamek, hotel itd.

(Uwaga: nie pojmowałem tej enigmy przez kilka następnych miesięcy.)

Zaciekawiło mnie pochodzenie powiedzenia: “dopadły cię czarownice". Wiem, że pokolenie mojej babci używało go do określenia paraliżu.

Moja ciotka powiedziała mi, że posiada książkę, w której opisane są czarownice podróżujące poza własnym ciałem. Opowiedziała mi, że kiedy czytała tę książkę, tak się przestraszyła, że rzuciła ją na szafę i chciała o niej zapomnieć. Książka leżała tam nie otwierana przez te wszystkie lata.

Cóż, mówiąc krótko, dorwałem się do tego tajemniczego źródła i pełen entuzjazmu rozpocząłem studia. Tytuł książki brzmiał: Magia czamoksięstwa.

Opisywała ona związki czarownic ze zmarłymi, ich podróże astralne i porozumiewanie się z duchami podczas OBE. Trafiłem w samą dziesiątkę! Książka wyjaśniała także, w jaki sposób czarownice tułają się wokół cmentarzy, by asystować nowym zmarłym w drodze do ich świata duchowego.

Wydaje się, że czarownice wzięły na siebie odpowiedzialność ratowania dusz przed narzuconymi sobie pseudo-rzeczywistościami. Czy tego właśnie dokonałem 14 marca 1994? Czy można mnie wziąć za czarownicę? Czarownice nazywają to “parapsychicznym ratunkiem". Zacząłem się zastanawiać, dlaczego paraliż skojarzono z “porywaniem przez czarownice". Czy to tylko zbieg okoliczności, że czarownice także praktykowały podróż astralną? Czy jakiś dawno zapomniany sekret miał w końcu wyjść na światło dzienne?

Czy trzysta lat temu zostałbym oskarżony o praktykowanie czarnej magii? Czy pierwszych astralnych podróżników palono na stosie w Salem za opowiadanie o swych OBE? Ciekawe, że teoria “parapsychicznego ratunku" opisana jest w książce Seth Speaks i w ostatniej pozycji Roberta Monroe Ultimate Journey (w Polsce: Robert A. Monroe – Najdalsza podróż).

To wyjaśnia moje nieodparte dążenie niesienia pomocy zjawom z południowej plantacji. Czy to właśnie mam robić w trakcie moich podróży duszy? Czy moim przeznaczeniem jest pomoc zagubionym duszom? Czy to jest częścią ogólnego planu Stwórcy? Jeśli tak, to uważam, że mam szczęście uczestniczyć w nim.

Zastanawiałem się, czy to mogłoby tłumaczyć mój strach przed duchami i upiorami? Czy one próbowały się ze mną skontaktować bez względu na moją osobowość? Czy jestem w jakiś sposób szkolony, by stać się “przewodnikiem dusz"? Pozostaje mi jedynie myśleć o najwspanialszych możliwościach.


* * *

Na początku września 1994 roku miałem ciekawe, choć krótkie OBE, które mogłoby potwierdzić moją nową teorię, co do roli parapsychicznego ratownika. Położywszy się, wykonałem przyspieszone ćwiczenia uspokajające, które nazwałem skróconą fazą przed lotem, i zasnąłem.

OBE ZACZYNA SIĘ
Śnię... śnię... pozostaję lekko świadomy, słyszę głos... wracam do pełnej przytomności. Znajduję się w tłumie czterdziestu – pięćdziesięciu niefizycznych istot. Zdezorientowany pytam samego siebie: Czy to sen? Ten tłum zjaw skupiających uwagę na pojedynczej postaci z przodu, nieco ponad innymi. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Jestem częścią duchowej widowni.

“Mówca" powiedział, że wszyscy obecni mają jeden, szczególny cel. Nie potrafiłem opanować emocji i zbytnio się podekscytowałem. Czy znalazłem się na zajęciach dla astralnych podróżnych? Czy te istoty były duchami pozbawionymi ciał czy też – jak ja – duchowymi turystami? Podniecenie zapanowało nade mną całkowicie i poczułem, że coś mnie zmusza do powrotu. Poddałem się. Natychmiast powróciłem i usiadłem w łóżku zaskoczony tym nowym elementem w mojej układance.


* * *

5 kwietnia 1994, 21:45 (ciągłe myśli o aniołach)
Tej nocy położyłem się spać, prosząc na głos o świadome OBE. Techniką Taylora przygotowałem się do lotu, położyłem na wznak i zapadłem w lekki sen.

OBE ZACZYNA SIĘ
Natychmiast opanował mnie paraliż. Spostrzegłem także, że Kathy trzyma mnie za rękę; przynajmniej myślałem, że to ona. Zauważyłem, że ręka jest mniejsza niż zazwyczaj, zupełnie jak u dziecka. Poczułem, że moje astralne ciało unosi się od pasa w górę. Wysłałem myśl: “Nie chcę OBE". Strach nakłonił mnie do zmiany decyzji.

Wtedy w lewym uchu rozległ się męski głos; musiałem opanować strach. Głos zmienił się w damski, jak gdyby wyczuł mój strach. Głos kobiecy był bardziej uspokajający, ale nie wystarczająco. Jakby chciał jeszcze bardziej uwolnić mnie od niepokoju, głos zmienił się w szept. Było to dla mnie mniej przerażające i starałem się zrelaksować. Jednak nadal nie chciałem OBE, bez względu na to, czy głos był delikatny, czy nie!

Ten spór trwał przez kilka godzin. Zmuszałem się do powrotu do fizycznego ciała tylko po to, by znowu próbować z niego wyjść. Wróciłem i usiadłem. Kathy leżała po drugiej stronie naszego wielkiego łoża królewskich rozmiarów. Jej plecy i ręce były poza moim zasięgiem. Czyją więc dłoń trzymałem? Położyłem się i szybko oddałem się paraliżowi. Ręka znowu się pojawiła; trzymała mnie delikatnie.

Kiedy ponownie wymusiłem powrót na ziemię, wstałem, poszedłem do łazienki i głośno powiedziałem: “Dosyć tego. Muszę iść do pracy!"

Spojrzałem na zegarek i z przerażeniem zobaczyłem, że jest pierwsza w nocy. Całe zajście trwało trzy godziny! Wróciłem do łóżka i przespałem pozostałą część nocy bez przeszkód.

Przez ostatnie kilka miesięcy odczuwam nieodparty głód literatury metafizycznej. Czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce. Dziwne, że większość książek to podarunki lub rekomendacje przyjaciół albo też kogoś całkowicie mi obcego.

Kiedyś, po zjedzeniu śniadania w niedalekiej restauracji, kiedy czekałem przy kasie, aby zapłacić rachunek, pewien mężczyzna skomentował trzymaną przeze mnie książkę.

– To dobra książka – powiedział. Była to Seth Speaks Jane Roberts.

– Wiem – odparłem. – Nie mogę się z nią rozstać.

– Czytał pan Visions Wilkersona?

– Nie – przyznałem.

– Proszę poszukać! – Uśmiechnął się i wyszedł.

Jedna z sugestii co do lektury nadal owiana jest tajemnicą. Uczestniczyłem w comiesięcznym spotkaniu IANDS z Doktor H. Za namową pani doktor znalazłem sobie miejsce pośrodku sali i opisałem ostatnie OBE. Kiedy skończyłem, jeden z członków stowarzyszenia podszedł do mnie i wsunął mi do kieszeni koszuli kawałek papieru.

– To twoja następna książka! – powiedział. Popatrzyłem na kartkę: Zolar's Encyclopedia of Ancient and Forbidden Knowledge (Encyklopedia Zolara wiedzy pradawnej i zakazanej). Ta propozycja nie wydawała się zbytnio zachęcająca czy ekscytująca, ale co tam, następnego dnia zamówiłem tę książkę.


* * *

12 kwietnia 1994 (zwyczajna noc, nic specjalnego)
Położyłem się i przeprowadzałem rutynowy “wstęp do lotu Taylora". Wyszedłem z ciała. Nie pamiętam, jak to się stało, ale przypominam sobie uczucie lotu. Zupełnie jakby kierował “pilot automatyczny", leciałem wysoko i równo.

Przypomniałem sobie, że rozmawiałem z zaprzyjaźnionym eckistą o nieudanych próbach spotkania mego przewodnika.

– A obejrzałeś się za siebie? – zapytał mój przyjaciel.

Postanowiłem wykorzystać automatycznego pilota i obejrzawszy się przez ramię, popatrzyłem na nogi.

O mój Boże! Ku memu zdziwieniu, była tam “zjawa", która podtrzymywała moje nogi i pomagała mi lecieć! Pomachałem do niej. Ona pomachała do mnie w odpowiedzi. Niesamowite! Ta zjawa uwolniła moje nogi i podleciała do mnie, objęła mnie w talii. Ogarnął mnie strach, ale zdołałem go opanować. Owo coś wskazało na dół na strukturę podobną do kręgów kamiennych Stonehenge. Krążyliśmy wspólnie nad pradawną katedrą. Widziałem postacie poruszające się pośród wielkich głazów. Każda zatrzymywała się na krótko przy którymś ze słupów, a potem przechodziła do następnego.

Scena ta przypomniała mi o patronach w galerii sztuki. Zjawa / przewodnik zaczęła mi opowiadać coś o tej słynnej atrakcji. Koncentrowałem się tak mocno na kontrolowaniu strachu, że straciłem słowa zjawy. Poczułem, że mam już dosyć tego nowego doświadczenia i pomyślałem o powrocie do ciała. Doznałem nagłej i szybkiej zmiany obrazu, potem raptownego ruchu. Wróciłem do ciała w pełni świadomy. To, co widziałem, bardzo mnie zaniepokoiło.


* * *

19 kwietnia 1994 (zwykła noc, nic specjalnego)
Przygotowałem się do lotu i opuściłem fizyczne ciało.

OBE ZACZYNA SIĘ

Znowu leciałem na “automatycznym pilocie". Obejrzałem się przez ramię i zobaczyłem mego auto-pilota. Tym razem “Otto" (parafraza i skrót angielskiej wymowy “automatic") nie czekał, aż zauważę jego obecność. Podleciał do mnie i objął w talii. Nie chciałem patrzeć na Otto wprost, lecz zauważyłem, że kolor i rodzaj jego skóry zmieniają się.

Jeszcze raz Otto wskazał w dół. Lecieliśmy nad Stonehenge. Ogarnął mnie strach, kiedy Otto przemówił mi do ucha. Nadal sobie nie przypominam słów Otto. Nieustannie krążyliśmy nad Stonehenge. Otto ciągle mówił. Czułem się nieswojo. Postanowiłem wracać. Pomyślałem o ciele, nastąpiła szybka zmiana, byłem w sobie i siedziałem. Chociaż próbowałem, nie mogłem zasnąć.


# RETROSPEKTYWA #
Do tej pory każde moje OBE było wyjątkowe; nie pojawiały się żadne powtórzenia.

Tydzień później otrzymałem telefon z księgarni. Zolar nadszedł i mogłem go odebrać. Pojechałem do sklepu w Newport Beach, wszedłem do środka, poprosiłem o książkę, zapłaciłem i wyszedłem. Przeszedłem parking udając się do samochodu z dokładnie zapakowaną w brązowy papier książką w ręce. Zerwałem opakowanie i na widok okładki doznałem szoku – było to zdjęcie Stonehenge. Pamiętając o dwóch ostatnich OBE, poczułem dziwne mrowienie wzdłuż kręgosłupa. O co tu, do licha, chodziło?


* * *

20 września 1994 (zmęczony, senny)
Położyłem się kwadrans po dziewiętej wieczorem i natychmiast zasnąłem. Obudziłem się o 1:28, gdyż musiałem skorzystać z łazienki. Wróciłem do łóżka, ale nie mogłem już zasnąć. Rzucałem się i przewracałem do 4:12, kiedy w końcu coś zaczęło się dziać. Moje ciało powoli zasypiało, poddając się paraliżowi.

OBE ZACZYNA SIĘ
Wpierw uniosły się moje nogi. Chciałem usiąść i usiadłem. Siedzenie wydawało się takie naturalne, iż musiałem się upewnić, że nie siedzę w swej postaci fizycznej. Wstałem i zauważyłem, że dotknąłem stopami dywanu. Podszedłem do skraju łóżka. W tym samym czasie po prostu pomyślałem o unoszeniu się w powietrzu i uniosłem się!

Pomyślałem o stąpaniu po dywanie i poleciałem na dół, by iść po nim. Niesamowite! Podfrunąłem do lustra na wewnętrznej stronie drzwi łazienki i zauważyłem, że nie ma w nim mego odbicia. Hrabio Drakula, zjedz swe serce.

Wsadziłem rękę przez lustro na wylot, zatrzymałem się i przeleciałem przez nie na korytarz. Unosiłem się w powietrzu, zastanawiając się, dokąd polecieć. Pomyślałem o Kim i skupiłem się na niej. Bez żadnego ostrzeżenia poczułem, jak z każdej strony chwyta mnie delikatnie para rąk. Ręce obróciły mnie i przepchnęły przez ścianę. Nie widziałem nic prócz ciemności. Nagle stanąłem przed blokiem mieszkalnym. Byłem całkowicie zdezorientowany, i zapomniałem o moim celu. Czy nie ma tu jakiegoś podobieństwa? Postanowiłem wezwać Otto. Wskazałem palcem miejsce oddalone ode mnie o jakieś dziesięć stóp i powiedziałem: Proszę, zjaw się tam. Obejrzałem się za siebie, ale Otto nie było. Cóż, ignorowanie przez byt nie-fizyczny dewastuje ego! Zacząłem myśleć o własnym ciele, doświadczyłem nagłej zmiany obrazu, poczułem lekki ruch i wróciłem świadomy do ciała.


# RETROSPEKTYWA #
Z jakiejś przyczyny pamięć zawodzi mnie w mym astralnym ciele. Czasami zapominam, dokąd zmierzam.

Przetwarzanie myśli wydaje się całkowicie odmienne podczas podróży duszy, zupełnie jakby połączenie między mózgiem a danymi zostało przerwane. Wydaje się, że ludzie, miejsca i rzeczy, z którymi nie łączą mnie więzy emocjonalne, mają małe znaczenie.

Gdybym zaplanował w stanie fizycznym, że udam się za pomocą duszy do obcego kraju, obserwować tajne działania, to najprawdopodobniej nie udałoby się. Nie dlatego, że nie jestem w stanie tego dokonać, lecz dlatego, że nie ma to duchowego znaczenia. Zastanawiam się, czy podczas podróży duszy myślę bardziej jak istota duchowa, którą jestem, czy raczej jak osoba ziemska, z której chwilowo wydostałem się?

Offline iconka

  • ****
  • Wiadomości: 424
  • Płeć: Kobieta
  • a ja dołączę do grupy i tez przemknę obok orla…
  • Respect: +314
ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY / 5. ZMIANA PERSPEKTYWY
« Odpowiedź #17 dnia: Październik 28, 2013, 08:25:49 pm »
+1


5. ZMIANA PERSPEKTYWY


Kiedy gubisz się pośród dżungli chaosu i strachu, pamiętaj, że Bóg zna wyjście!
Joseph Murphy



Z całą pewnością zaniedbałbym czytelników, gdybym nie opisał trwałego wpływu, jakie OBE i literatura para-psychologiczna wywarły na mnie. Podczas OBE 3 kwietnia 1993 i po nim, kilka myśli na stałe wryło się w moją świadomość.

Już więcej nie obawiam się śmierci, chociaż przedtem ta myśl też nie była dla mnie obsesją – teraz straciła swój ostateczny wymiar. Wierzę, że jest coś po niej i to, co określa mnie jako mnie, z całą pewnością przetrwa. Moje związki z IANDS i Rosanną zdecydowanie wzmocniły to przekonanie. Usłyszałem rozliczne sprawozdania z “życia po śmierci", które – jak mi się wydaje – mają wiele wspólnego z moimi krótkimi wycieczkami. A jednak ja nie umarłem! I w przeciwieństwie do tego, co słyszałem o NDE, ja sprawuję większą kontrolę nad moimi podróżami. Wybieram, gdzie się udać i kiedy wrócić... przeważnie. Posiadam także coś, co określam jako “poznanie", co jest ze mną od OBE z 3 kwietnia 1993. Jestem przekonany, że brak fizycznego ciała jest moim ponadczasowym, naturalnym stanem, a istnienie w fizycznym ciele jest tymczasowe jak sen.

Podczas owego kwietniowego OBE doznałem wszechogarniającego uczucia, że w końcu znalazłem się w domu. To uczucie dało mi sporo okazji do rozmyślań.

Moje obecne stosunki z kimkolwiek – z bliskimi krewnymi, przyjaciółmi i obcymi – są otwarte, szczere i roztropne – w przeciwieństwie do tego, co poprzednio przypuszczałem. Moja żona i przyjaciele częstokroć określają mnie mianem “przewodnika duchowego". Uznaję to za wielki komplement, chociaż się z tym sądem nie zgadzam. Rozważałem problemy innych, ich samodestrukcyjne zachowanie, i najwyraźniej im pomogłem.

Czasami sugeruję, by inaczej spojrzeć na dany problem. Najdziwniejszą częścią mojej sugestii czy rady jest to, że nie wiem, skąd pochodzi ta informacja. W większości przypadków rada, którą się dzielę, jest także dla mnie czymś nowym! Niczego nie przepowiadam; pojawiają się jedynie spostrzeżenia bardzo dla mnie oczywiste.

Przy kilku okazjach wejrzałem we własne życie z pozytywnym wynikiem. Przynajmniej dla mnie... pozostaje to prawdziwą tajemnicą.

Nowa informacja: Odkryłem, że moim największym wrogiem podczas OBE jest moja nie kontrolowana wyobraźnia. Nauczyłem się, że cokolwiek sobie wyobrażam – diabły, demony albo różowe słonie – natychmiast zostaje stworzone. Odkryłem, że najważniejszym jest, aby moje myśli były czyste i nie zaśmiecone.

Co więcej, ważnym jest, by nie przesądzać ani nie zgadywać tego, co ma się zdarzyć, ponieważ to właśnie ja mogę to kreować! Ważne, aby senne objawienia nie zanieczyściły OBE. Jednak kontrolowane wykorzystanie wyobraźni podczas OBE może być niezwykłe i stanowić prawdziwą zabawę! Zastanawia mnie, czy większość OBE nie jest zakamuflowanym materiałem sennym. Podczas paraliżu siła tworzenia jest ciągle dostępna. W niektórych przypadkach celowo decydowałem się na stworzenie snu zamiast opuszczenie ciała... lecz niezbyt często.

Na początku roku moja przyjaciółka Kim zachęciła mnie, abym zgłębiał swoją wyobraźnię w nieco odmienny sposób. Kim zaprosiła mnie do uczestnictwa w eksperymencie, którego celem było przywołanie minionego życia, a przeprowadzał je znakomity hipnotyzer w Newport Beach w Kalifornii. W tym okresie byłem otwarty praktycznie na wszystko.

Moja znajomość z Kim jest dość niezwykła, prawie taka jak z siostrą. I to właśnie jest dla mnie dziwne, gdyż nie mam rodzeństwa i nigdy za nim nie tęskniłem. Jednak między nami istnieje więź, widoczna dla mnie już od pierwszego spotkania. Tak więc, kiedy jechałem do Newport Beach, ciągle na nowo zadawałem sobie pytanie: Dlaczego to robisz? To strata czasu i pieniędzy. Zawróć, póki jeszcze możesz! Co to ma wspólnego z OBE?

Zajechałem na miejsce, a wkrótce po mnie zjawiła się Kim. Wyjaśniła, że robiła już to wcześniej i to ze znakomitymi wynikami. Podeszliśmy do budynku, zastukaliśmy w drzwi, które otworzyła kobieta w średnim wieku i powitała nas szerokim uśmiechem.

– Witajcie! Jestem doktor Carbone – przedstawiła się i poprowadziła nas. – Zaraz zaczniemy. – Uśmiechnęła się, prowadząc nas po schodach na górę.

Gdy podążałem za Kim, rzucił mi się w oczy napis: “Tego domu bronią duchy!" Miałem zamiar natychmiast wyjść stamtąd.

Weszliśmy do małego, lecz przytulnego pomieszczenia, gdzie siedziało już sześć osób. Przywitaliśmy się i znaleźliśmy dla siebie miejsca. Kim na jednym końcu pokoju, ja na drugim. Czułem się trochę głupio i siedziałem, gapiąc się na Kim.

Doktor Carbone wyjaśniła, co nas czeka; kazała się nam zrelaksować i zachowywać zgodnie z jej instrukcjami.

Ona tymczasem włączyła taśmę z muzyką i zaczęła nas wprowadzać w stan lekkiej hipnozy. Siedziałem, dość łatwo relaksując organizm, zupełnie jakbym wykonywał ćwiczenia wstępne do lotu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl: Mam nadzieję, że nie... wyskoczę!

Kiedy doktor upewniła się, że uczestnicy już całkowicie się zrelaksowali, zaczęła opisywać długą, krętą ścieżkę, którą nas poprowadziła. Na końcu owej ścieżki znajdował się dom – ten, w którym mieszkaliśmy w naszym przeszłym życiu.

Uważałem, że posiadam tak zwaną czynną wyobraźnię, więc poddałem się zachętom doktor i postarałem wyobrazić sobie owe domostwo. Oczami duszy ujrzałem biało-brązowy niemiecki wiejski domek o ciemnych okiennicach. Idąc za wskazaniami doktor, zbliżyłem się do drzwi, otworzyłem je i wszedłem do środka. Zobaczyłem po lewej stronie półokrągłe schody, a po prawej jadalnię.

Skierowałem się do jadalni, gdzie przyjrzałem się starannie ustawionym cynowym naczyniom. Wszystko wprawiało mnie w podziw, ponieważ doktor Carbone, po wprowadzeniu nas do domu, przestała nami kierować.

Byłem zadowolony, bo było lepiej, niż się spodziewałem. Zauważyłem ciepłą, migoczącą poświatę kominka. Odwróciłem się i skierowałem do schodów. Szybko wszedłem na górę, do jednej z sypialni. W pokoju, po lewej stronie przy ścianie stała drewniana szafa na nóżkach.. Otworzyłem ją. Była pełna damskiej garderoby. Wtedy ogarnęło mnie dziwne uczucie. Miałem instynktowne wrażenie, że te ubrania należały do... mnie! To stawało się szalone.

Doktor Carbone wtrąciła:

– Opuszczasz to życie poprzez długi tunel. Kiedy się wyłonisz po drugiej stronie, znajdziesz się w życiu poprzedzającym to, które właśnie odwiedziłeś.

Teraz stałem na zboczu góry pokrytej śniegiem. Wzgórze porastały drzewa. Powietrze wypełniał dym obozowych ognisk. Jednak było coś jeszcze. Jęczeli ludzie. Nie, ludzie umierali. Nie, moi ludzie umierali. Głodowaliśmy! Spojrzałem w dół na stopy okryte niezdarnie wykonanymi z futra butami sięgającymi kolan.

Tego było za wiele! Czy moja wyobraźnia naprawdę była taka dobra? Podniosłem wzrok z nóg i zobaczyłem, jak wywożono zmarłego na dwóch żerdziach zaczepionych do koni. Nagle dotarło do mnie. Moi ludzie umierali, ponieważ kawaleria wygoniła nas z naszej rodzinnej ziemi i wygnała w góry.

– Chcę, abyś poszedł do ostatniego dnia tego życia – wtrąciła doktor Carbone.

Nagle leżałem spowity, futrami. Czułem, że odniosłem śmiertelne rany w nierównej walce. Wróciliśmy, by walczyć o naszą ziemię – ziemię mego ojca.

Nie mieliśmy szans i zostaliśmy brutalnie wybici. Popatrzyłem dookoła; znajdowałem się w okrągłym, stożkowatym pomieszczeniu, w którym na środku płonął ogień. Płat skóry na górze był częściowo odsłonięty, by dym mógł się wydobywać. Ja...

– Gdy policzę do pięciu, chcę byście powrócili do tego życia – przerwała doktor Carbone. Jesteście cali i zdrowi.

– Jeden... dwa... trzy... cztery... – usiadłem powoli, myśląc: “Jakąż mam wspaniałą wyobraźnię".

Zupełnie jak umarli wracający do życia, pozostali podróżnicy czasu przeciągali się i ziewali.

Doktor Carbone popatrzyła wprost na mnie i powiedziała:

– No, powiedz nam o swoich doświadczeniach. Czy coś się wydarzyło?

– Hm, nie. Wszystko w porządku; jedynie używałem wyobraźni. (Prawda?)

– Proszę, nie wstydź się. Opowiedz nam! – nalegała doktor Carbone, odpierając moją obronę.

Podzieliłem się moją historią z niechęcią, lecz podałem tylko wyjątki, bez szczegółów. Kiedy opowiadałem, zauważyłem tępe spojrzenie i otwarte usta Kim. “Co z nią?" pomyślałem. Czy moja historia jest aż tak stresująca?

Pospiesznie skończyłem moją bajkę i zwolniłem podium. Dobra pani doktor podziękowała mi i zaczęła przepytywać inne osoby. Kim cały czas nie mogła oderwać ode mnie wzroku! Czy zrobiłem z siebie idiotę? Poczułem się nieswojo. Wkrótce doktor zaczęła pytać Kim o jej przeżycia. Kim w końcu przestała się we mnie wpatrywać i zaczęła opowiadać.

Rozpoczęła dokładnie taką samą historię jak moja. Przysłuchiwałem się jej bardzo rozczarowany. Dlaczego tak jawnie ściągnęła moją wersję? Czy chciała, aby moja historia zyskała przez to jakieś potwierdzenie, żebym nie żałował tej wyprawy tutaj? Czy tak bardzo było to po mnie widać? Starałem się ukryć moje wątpliwości co do przyjazdu tutaj.

Kim zaczęła opisywać nakryty stół w domku. Mówiła o jasnym ogniu i wielkim drewnianym stole w jadalni.

Czekaj! Tą częścią nie podzieliłem się z nią! Czyżby udało jej się zgadnąć? O co jej chodziło? Zacząłem się zastanawiać, czy pozostali także zostali wtajemniczeni w kawał. Jednak to wszystko nie mogło być zaaranżowane jedynie dla mnie. Nie, to było zbyt dokładnie zaplanowane. Wtedy Kim zaczęła opisywać swoje wcielenie sprzed okresu niemieckiego.

Nie mogłem uwierzyć, że znowu gra w te same karty. Opisywała śnieżny krajobraz w górach, tylko z trochę innej perspektywy. Sprytnie to wykombinowała. Opisywała scenę, śmierć głodową, zwłoki ciągnięte na żerdziach.

Czekaj! Te część całkowicie opuściłem! Szczęka mi opadła ze zdziwienia. Teraz ja wpatrywałem się w nią i czekałem, aż popełni błąd. Kim kontynuowała opis szczegółów i wydarzeń, o których ja nie wspominałem, a jedynie je sobie wyobrażałem. Traciłem grunt pod nogami.

Po zakończeniu całej sesji wraz z Kim uzupełnialiśmy nasze doświadczenia, które szokowały nas oboje.

– Nie wierzę w reinkarnację! – powiedziałem. – Przynajmniej tak mi się wydawało!

Czy istniało jakieś logiczne wytłumaczenie? Jak mogliśmy mieć ten sam... sen na jawie? Kim zaczęła opowiadać, jak dusze czasami reinkarnują się życie po życiu razem. Cóż, nigdy się nie spodziewałem, że mógłbym opuścić ciało i przelecieć wszystkie moje wcielenia. Może reinkarnacja jest możliwa. Może wszystko jest możliwe!


* * *

Czerwiec 1994 (śpiący)
Obudziłem się sparaliżowany i bez mojej woli dolna partia ciała zaczęła się unosić.

OBE ZACZYNA SIĘ
Czułem, że moje astralne ciało porusza się w górę. Niczym pokrywa szafy grającej na zawiasach, moje astralne ciało poruszało się ku górze, a głowa obracała się wstecz! Moje astralne stopy mierzyły wprost w sufit.

Znajdowałem się do góry nogami, lecz astralna głowa nadal była połączona z fizyczną głową. Wisiałem tak głową w dół, wpatrując się w wezgłowie łóżka. Najwyraźniej nie mogłem się uwolnić, poddać, ani odzyskać pełnej kontroli.


* * *

Sierpień 1994 (IST)
Wykonałem skrócone przygotowania do lotu i balansowałem na granicy snu. Nadal pozostając w fizycznym ciele, wskoczyłem w pełną świadomość, gdyż przestraszył mnie ryk wiatru.

OBE ZACZYNA SIĘ
Leżąc sparaliżowany, postanowiłem wybrać cel, zanim opuszczę ciało. Pomyślałem o locie blisko chmur. I wtedy pojawiło się coś innego. Rozpłynąłem się i zmaterializowałem wysoko ponad ziemią. To było coś nowego! Zatrzymałem się i skierowałem ku niebu, leciałem z ogromną szybkością. Wkrótce znalazłem się wśród chmur. Większość była ciężka od wilgoci. Kierowałem się na wielką, ciemną chmurę, kiedy włączył się mój wewnętrzny system ostrzegający. Ogarnęło mnie jakieś szczególne uczucie niebezpieczeństwa, co mnie zaskoczyło. Lecz jedna rzecz była oczywista: zmień kierunek! Teraz! Otworzyłem astralną przepustnicę i pomknąłem niczym pocisk! Wkrótce chmury zniknęły, pozostała jedynie niekończąca się noc pełna drobnych punktów świetlnych. Było pięknie! Gwiazdy migotały. Czułem się jak oczarowany.

Wydawało się, że księżyc pędzi w moją stronę. Nie do wiary! Skręciłem raptownie i zawróciłem w stronę Ziemi. Nie mogłem się opanować. Widziałem oceany i lądy poprzez masyw chmur.

Zadawałem sobie pytanie, dlaczego nie robiłem tego wcześniej? Ziemia zbliżała się raptownie. Leciałem... spadałem! Zahamowałem z piskiem wysoko nad ziemią i upewniłem się, że nadal panuję nad sytuacją. Wszystko działa, systemy sprawne! Ponownie rzuciłem się w dół, kierując się na zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej.

Kiedy zbliżyłem się do wybrzeży Kalifornii, ujrzałem delikatne linie autostrad i szos. Wkrótce zobaczyłem miasta i zabudowania. Leciałem nisko nad jezdnią. Widziałem samochody. Ludzie przechodzili ulice albo stali na przystankach autobusowych. Podleciałem do znaku drogowego i zawisłem w powietrzu, wpatrując się w niego. Nie mogłem odczytać słów. Widziałem litery i symbole, ale nic więcej. Poczułem, że cierpię na astralną dysleksję. Gdybym musiał odnaleźć drogę do domu, wykorzystując zasady nawigacji wzrokowej, prawdopodobnie nigdy bym nie powrócił i zaginął tajemniczo niczym Amelia Earhart. Postanowiłem wykonać szybką zmianę dla uproszczenia powrotu. Skupiłem myśli na ciele, poczułem przeniesienie z jednego miejsca na drugie, połączyłem się i otworzyłem fizyczne oczy. Ta wycieczka była dla mnie wielkim astralnym skokiem.
[/size]

Offline iconka

  • ****
  • Wiadomości: 424
  • Płeć: Kobieta
  • a ja dołączę do grupy i tez przemknę obok orla…
  • Respect: +314
Odp: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY
« Odpowiedź #18 dnia: Październik 28, 2013, 10:07:13 pm »
0



6.MOJE CIAŁO I JA


Twoje cale ciało jest niczym innym tylko samą myślą, w formie takiej, jaką ją widzisz!
Richard Bach, Jonathan Lwingston Seagull


Początek maja 1994, 21:40 (spokojny i pewny siebie)
Wykonałem pospiesznie techniki wstępne do lotu; wszystkie systemy były w pogotowiu; zwolniłem ciało fizyczne.

OBE ZACZYNA SIĘ
Powoli ogarniał mnie paraliż, wymuszając na sile ciężkości uwolnienie mnie z uścisku. Natychmiast dotarł do mnie głośny ryk. Zupełnie jakby huraganowy wiatr szalał po sypialni. Hałas był prawie nie do zniesienia.

Ruch ku górze nagle ustał; zatrzymałem się. Jakby znikąd ktoś lub coś nacisnęło mocno moje plecy, od tyłu głowy aż po pięty. Ktoś tam był. Wysłałem myśl: “Otto, to mi się nie podoba!" Bez odpowiedzi. “Kim jesteś?" zapytałem. Nadal nie padała odpowiedź. Sięgnąłem do tyłu astralnymi dłońmi i wyczułem czyjeś ramiona, powiodłem po nich, aż dotarłem do dłoni. Chwyciłem je i potrząsnąłem nimi, starając się sprowokować reakcję, bez skutku. Ręce były pozbawione życia, jakby z gumy. Dłonie i palce były dziwnie rozpłaszczone, przylegające mocno do nóg.

To “coś" nie tylko przywarło mocno do mnie, ale powoli oddychało mi wprost do ucha; to mi się zupełnie nie podobało. Jeżeli jest to Otto, to okazuje mi zbyt wiele czułości. Mój strach natychmiast przerodził się w działanie i nacisnąłem przycisk “panika". Rozłączyć... rozłączyć... rozłączyć!

Nic się nie działo! Gdzie Kathy? Nie słyszała mnie? Nagle przypomniałem sobie, że mówiłem jej, aby mnie nie dotykała, ponieważ mogę powrócić... zupełnie samodzielnie! Spanikowałem i zupełnie zapomniałem o “sztuczce z małym palcem". Znowu włączyłem alarm i nic. Poczułem mocne pchnięcie, połączyłem się z ciałem i usiadłem raptownie.

– Nie słyszałaś mnie! – wykrzyknąłem.

– Mówiłeś, że sam sobie umiesz poradzić! – przedrzeźniała mnie, a potem odwróciła się na bok i zasnęła.

Wstałem i poszedłem do łazienki cały roztrzęsiony. Spojrzałem w lustro i od razu wiedziałem, co się stało podczas OBE. To “coś" to moje własne ciało! Przypomniałem sobie, że trzymałem ręce blisko ud, był to element technik przygotowujących do lotu. A ten powolny oddech można wytłumaczyć jako oddychanie śpiącego.

Wróciłem do łóżka, czując się jak głupiec. Jeden powód to strach przed własnym ciałem; drugi – zbyt duża pewność siebie, co wytknęła mi Kathy. Dostałem nauczkę.

* * *

10 maja 1994 (zwykły wieczór, zmęczony)
Położyłem się, nie myśląc właściwie OBE i zrelaksowany zasnąłem.

OBE ZACZYNA SIĘ
Obudziły mnie jakieś ustawiczne trzaski. Trzęsło mną jak oszalałe! Przygotowałem się do lotu, skupiłem myśli i majestatycznie wzniosłem się w górę, ku... sufitowemu wentylatorowi! Zatrzymałem się i szybko spojrzałem na łóżko.

W łóżku leżały dwie postacie, jedną z nich byłem ja? Aż do tego OBE unikałem patrzenia bezpośrednio na własne ciało. Sam nie jestem pewien dlaczego, popatrzyłem tym razem, chociaż na krótko.

Kathy leżała na lewym boku, plecami do mnie. Dziwne, jak bardzo obco czułem się wobec tego, co było przecież mną. Jednak to wcale nie byłem ja, raczej mój kostium. Przesunąłem się do narożnika i pospiesznie ogarnąłem wzrokiem pokój, poszukując nieproszonych gości. Nie zobaczyłem żadnych zjaw. Jednak coś było inaczej. Nie, ja byłem inny. Nie używałem mego astralnego ciała. Nie używałem mojego ciała w ogóle!

Mogę to opisać tylko w ten sposób: najwyraźniej byłem tylko punkcikiem świadomości, niczym więcej. Widziałem pokój jednocześnie we wszystkich kierunkach! Gdzie było moje astralne ciało? Czy gdzieś je zgubiłem? Byłem zaskoczony, zdziwiony i gotowy wracać.

Bez przeszkód podleciałem do własnego ciała i połączyłem się. Usiadłem i sięgnąłem po notatnik, który niedawno zacząłem prowadzić. Z tym nie można było czekać!

# RETROSPEKTYWA #
Co to właściwie miało znaczyć? Najwyraźniej porzuciłem moje astralne ciało. Zacząłem się zastanawiać, po co właściwie potrzebne mi jest ciało astralne.

Czy może dlatego, że szok wywołany brakiem ciała byłby zbytnio dezorientujący ? Czy część mnie, może to wyższe ja, stworzyło pojazd, by zapewnić stabilność mej świadomości?

Offline iconka

  • ****
  • Wiadomości: 424
  • Płeć: Kobieta
  • a ja dołączę do grupy i tez przemknę obok orla…
  • Respect: +314
Odp: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY / 7. NIGDY NIE JEST SIĘ ZA STARYM
« Odpowiedź #19 dnia: Październik 28, 2013, 10:14:27 pm »
0



7. NIGDY NIE JEST SIĘ ZA STARYM



Możemy wynieść siebie ponad ignorancję, możemy ujrzeć siebie jako istoty wspaniale, inteligentne i zdolne.
Możemy być wolni! Możemy nauczyć się latać!
Richard Bach, Jonathan Livingston Seagull

W całym tym podnieceniu związanym z OBE, zupełnie zapomniałem, że moja matka nadal cierpi na “paraliż". Zastanawiałem się, czy w wieku 72 lat nadal może mieć OBE. Przynajmniej będę mógł ująć jej zmartwień dotyczących tego, co stało się z Robertem... prawda?

“Porwały ciebie wiedźmy!" tak moja babcia to opisywała. Czy strach z tym związany powstrzymywał moją matkę przed “wyjściem"? Usiadłem z mamą i podzieliłem się niektórymi moimi odkryciami co do paraliżu.

Co zaskakujące, mama była bardzo otwarta, a nawet chętna do wykonania niektórych własnych eksperymentów. Po tygodniu opowiedziała mi, co następuje:

– Obudziłam się sparaliżowana i już prawie udało mi się z tego wyjść, ale przypomniałam sobie twoje słowa – powiedziała. – Powtórzyłam wtedy kilkakrotnie: “Chcę unieść się do góry".

Opowiedziała mi, że jak zaczęła się unosić, uświadomiła sobie, iż ktoś trzyma ją za rękę. (Nie ujawniłem jej mojego OBE z 5 kwietnia 1994, kiedy także trzymałem jakąś tajemniczą dłoń.) W przeciwieństwie do mnie, nie czuła strachu, mimo że był to jej pierwszy lot. Jednak czuła pewien stres z zewnątrz, więc szybko wróciła.

Pod koniec 1994 roku rozmawiałem z Catheriną, żoną Roberta. Wyjaśniła, że przeżyli razem 32 lata i Roberta “porywały wiedźmy" przez ten cały okres. Do drzwi Roberta zastukała jedna z największych możliwości, a on bał się jej otworzyć. Chociaż może raczej nie wiedział, jak się zachować. Któż chciałby dać się “porwać przez wiedźmy"? Później Catherine podzieliła się ze mną historią, która pokazuje, jak blisko Robert prawdopodobnie był.

Pewnego ranka Catherine obudziła się wcześnie i poszła do łazienki, zostawiając Roberta śpiącego w łóżku. Ich wnuczka, Denise, przebywająca akurat u nich z wizytą, również obudziła się wcześnie. Denise, chcąc sprawdzić, czy dziadek nie śpi, weszła do sypialni i podkradła się do łóżka.

“Poppi", jak go nazywała, leżał z zamkniętymi oczyma i nieustannie jęczał. Pomyślawszy, że Robertowi coś się śni, wyszła, nie chcąc przeszkadzać. Catherine usłyszawszy ciche jęki, odwróciła głowę od telewizora i zobaczyła, jak Denise wymyka się z sypialni.

– Co to za odgłosy? – zapytała wnuczkę.

– Oj, to Poppi – odparła niewinnie Denise. Catherine uświadomiła sobie, że to znak Roberta, by go wyrwać ze snu; wbiegła do sypialni i mocno potrząsnęła mężem. Robert obudził się i poskarżył.

– To dziecko wkradło się do pokoju, popatrzyło mi w twarz i wyszło, nie budząc mnie!

– Nie wiedziała, że chcesz, aby cię obudzić – obroniła wnuczkę Catherine.

Ciekawe dla mnie jest to, że Denise widziała, jak dziadek śpi, z czego wynika, że miał oczy zamknięte. Robert opowiadał, że dziewczynka weszła do sypialni, popatrzyła na niego, a potem wyszła. Czy Robert może zerkał na nią trzecim okiem? W jaki sposób w ogóle mógł widzieć Denise? Czy choć trochę “wyszedł z ciała"?

Catherine opowiedziała mi, że te “czarownice" były nie tylko problemem Roberta, ale także jego ojca, brata, a nawet ich córki.

– Waszej córki? – zaciekawiło mnie.

– Tak, Catty nadal na to cierpi – odpowiedziała. Nie mogłem opanować podniecenia. Był ktoś jeszcze ktoś, z kim mogłem podzielić moje odkrycie. Poprosiłem o adres Catty, numer telefonu, podziękowałem Catherine i wyszedłem.

Pod koniec tygodnia spotkałem Catty, miała 52 lata i potwierdziła wszystko, co pamiętałem o moich OBE. Z entuzjazmem powiedziałem jej, że ona także wkrótce będzie mogła odbywać własne wycieczki. Czekałem niecierpliwie, aż zareaguje w podobny sposób. Słuchając mnie przez około pół godziny całkowicie zesztywniała i stwierdziła:

– A dlaczego miałabym tego chcieć? Chcę tylko umieć wrócić.

To sprowadziło mnie na ziemię! Czy mogłem spodziewać się jej zainteresowania tylko dlatego, że OBE wypełniło zdecydowanie większą część mego życia? Zdradziłem jej “sztuczkę z małym palcem", przeprosiłem za zajęcie czasu i wyszedłem.

Nie przyszło mi wcześniej do głowy, że osoba mająca paraliż, mogłaby się nie interesować OBE. Od tej chwili postanowiłem być bardziej ostrożny opowiadając o moich doznaniach.

Offline iconka

  • ****
  • Wiadomości: 424
  • Płeć: Kobieta
  • a ja dołączę do grupy i tez przemknę obok orla…
  • Respect: +314
Odp: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY
« Odpowiedź #20 dnia: Październik 28, 2013, 10:20:55 pm »
0



8. SPOTKANIE Z KREWNYM


Życie jest stanem stawania się, a śmierć jedynie częścią tego procesu.
Jane Roberts, Seth Speaks


W połowie roku 1994, podczas jednego z moich lotów w stanie OBE, przyciągnęło mnie pewne miejsce, które mogę opisać jedynie jako “miejsce spotkań". Nie wierzę, aby było jakieś fizyczne miejsce. Jeśli tak, to nie na Ziemi. Dwukrotnie miałem nieodpartą chęć poddać się jego magnetycznej sile. Tam, na miejscu, czułem się przytłoczony niezliczonymi zjawami, kręcącymi się bezustannie dookoła. Istoty te nie zwracały na mnie szczególnej uwagi.

Zastanawiałem się, czy jest to pseudo-rzeczywistość stworzona przez te zjawy, czy też znajdowałem się pośród setek zjaw? Co ważne, nie odczuwałem specjalnego strachu. Przebiegałem wzrokiem tłum i dziwiło mnie, dlaczego oni są tutaj, czymkolwiek to “tutaj" było. Nagle rozpoznałem twarz pewnej istoty nieopodal, która patrzyła wprost na mnie! Pomyślałem: “Niemożliwe; to nie może być ona". Istota zadziwiająco przypominała świętej pamięci ciotkę Verę. Dlaczego miałbym ją tutaj zobaczyć? Nie myślałem o niej od lat. Prawie nigdy o niej nie myślę.

Ciotka Vera to siostra mojej matki; zmarła na raka w sierpniu 1982 roku. W młodości byłem bardzo blisko z ciotką Verą, ale oddaliliśmy się od siebie, gdy dorosłem.

I teraz jest tutaj moja ciocia, stoi – unosi się przede mną. Poczułem, że strach wychylił swój paskudny łeb. Jeżeli to ona, to jest to pierwszy duch, który żył i umarł za mojego życia. Niosłem trumnę na jej pogrzebie! To spotkanie uwolniło potok emocji, z którymi po prostu nie umiałem sobie poradzić. Pomyślałem o ciele i wycofałem się do domu z wariacką prędkością. Kiedy połączyłem się z ciałem, byłem oszołomiony tym, co widziałem.

Czy powinienem powiedzieć matce, że widziałem jej zmarłą młodszą siostrę? Czy to rzeczywiście była ona? Ona najwyraźniej rozpoznała mnie, podczas gdy inne istoty nie zwracały na mnie żadnej uwagi.

Kilka dni później wyślizgnąłem się z ciała i poleciałem na krótki rekonesans. Wkrótce pojawiło się to magnetyczne przyciąganie, jakiego doświadczyłem wcześniej. Poddałem się jemu. Przybyłem i ujrzałem takie same tłumy jak przedtem. Tym razem myślałem o jednej osobie, o mojej ciotce. Jakby w odpowiedzi na przywołanie, niedaleko ode mnie była ciotka Vera. Tylko że tym razem zbliżała się do mnie powoli.

Choć miałem duszę na ramieniu, odwaga przeważyła, więc zapytałem z ciekawości:

– Ciociu Vero, ty nie umarłaś?

– Umarłam! – odparła, uśmiechając się do mnie.

Wpatrywałem się w nią z niedowierzaniem. Tak, to była ona... jakaś część mnie wiedziała o tym. Czułem także intensywną miłość emanującą z niej. To było wspaniałe! Odwzajemniłem to uczucie bez wahania.

Poczułem chęć powrotu do ciała, skupiłem myśli i pomknąłem. Po połączeniu się myślałem o tym, co się wydarzyło i uświadomiłem sobie, że wiecznie towarzyszący mi strach przed duchami, zmniejszył się zdecydowanie. Rozumiałem je teraz trochę więcej i to mi przynosiło ulgę.


* * *

Na początku października 1994 Kathy i ja śledziliśmy rekonwalescencję wujka mojej żony po operacji usunięcia guza wielkości grejpfruita z klatki piersiowej. Bili, wujek Kathy, znajdował się w krytycznym stanie w szpitalu w Los Angeles. 7 października, o 22:15 telefon zadzwonił raz. Odebrała Kathy. Po głosie Kathy poznałem, że stało się to, co nieuniknione. Bili nie był już istotą fizyczną; w końcu uwolnił się od cierpień.

Pocieszyłem Kathy, jak umiałem najlepiej, aż zasnęła. Położyłem się obok niej i zastanawiałem się, czy jest zbyt wcześnie, by próbować spotkać się z Billem. Czy było to w ogóle możliwe? Postanowiłem spróbować i skupiłem myśli na nim jak najmocniej. Wykonałem skrócone ćwiczenia wstępne do lotu, zrelaksowałem się i uwolniłem.

OBE ZACZYNA SIĘ

Wkrótce uświadomiłem sobie uczucie wyobcowania, co sygnalizuje zbliżanie się paraliżu. Pozwoliłem górnej części ciała unieść się nieco ponad ciało fizyczne. Nagle poczułem, że zbliża się ktoś i staje za drzwiami sypialni. Czyjaś obecność była silna i bezsprzeczna; ktoś nieodwołalnie zbliżał się.

Patrzyłem na człekokształtną postać, która stała bez ruchu w drzwiach naszej sypialni. Nie panowałem nad sobą. Czy to Bili nas odwiedza, a może to... włamywacz?

Natychmiast wróciłem do ciała i usiadłem. Drzwi były puste i wszystko było w porządku. Położyłem się. Miałem nadzieję, że wróci paraliż. Tak się stało. Uniosłem się znowu ponad ciało fizyczne i w drzwiach stała owa zjawa.

O, mój Boże! Czy nie jest to jej wujek? A jeśli nie, to kto to może być? Nie widziałem rysów twarzy, a nawet gdybym widział, to mógłbym go nie rozpoznać, gdyż spotkałem Billa tylko kilka razy. Lecz najwyraźniej na moje żądanie jego duch nas odwiedził.

Zjawa powoli wycofała się i już więcej nie wyczuwałem jej obecności. Wróciłem do ciała, usiadłem i sięgnąłem po mój dziennik. W tym momencie uwierzyłem w zjawisko OBE!

Spotkania z moją ciotką i wujkiem Kathy przypominały mi o drugim zjawisku, związanym z moim ojcem, do którego odniosłem się we wstępie do niniejszej książki.


* * *

15 marca 1978 roku byłem lotnikiem pierwszej klasy w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, stacjonującym w Wichita Falls w Teksasie. Urodzony i wychowany w Kalifornii, czułem się tam jak ryba wyjęta z wody. By uciec przed obcym otoczeniem, kilku kolegów z personelu technicznego i ja postanowiliśmy spędzić dzień w wesołym miasteczku “Six Flags Over Texas". Wszyscy wsiedliśmy na największy rollercoaster i przygotowaliśmy się na najgorsze. Mniej więcej w połowie przejażdżki ogarnęło mnie uczucie takie jak nigdy dotąd. Nieopisany smutek i przygnębienie zdominowały mnie całkowicie. Już nie cieszyła mnie jazda kolejką. Kiedy wysiadłem, koledzy natychmiast zauważyli mój nastrój.

– Jak się czujesz, Al? Nie wyglądasz za dobrze!

– Nic mi nie jest, ale coś jest bardzo źle. Coś się stało; czuję to!

Nic nie miało sensu. Miałem się dobrze bawić, a nie przygnębiać wszystkich. Jednak nie można było zignorować ogarniającego mnie uczucia.

– Muszę zadzwonić do matki w Los Angeles! – zdecydowałem nagle. Znalazłem telefon i zadzwoniłem do domu. Odebrała matka. Nie witając się nawet, desperacko zapytałem:

– Co się stało?

– Albert, próbowaliśmy się z tobą skontaktować cały dzień. Twój ojciec właśnie zmarł!

Zupełnie jakby moja podświadomość wyczuła ten problem, a świadomość wiedziała, gdzie szukać rozwiązania. Teraz można było wytłumaczyć przygnębiający smutek. Podzieliłem się z kolegami wiadomością.

– To niesamowite, Al! Skąd wiedziałeś?

– Nie mam pojęcia! – odparłem. – Zupełnie.

Później wróciłem do miejsca, w którym mieszkałem – tuż przy Sheppard Air Force Base. Kiedy zatrzymaliśmy samochód, zauważyłem kartkę trzepoczącą pod wycieraczką mojego wozu. Była od Czerwonego Krzyża; miałem się z nimi natychmiast skontaktować. Zadzwoniłem pod wskazany numer, wiedząc, czego się spodziewać.

Po przybyciu do Los Angeles dowiedziałem się więcej o zejściu ojca. Mój ojciec, mimo ostrzeżeń lekarza, zmarł na często występującą chorobę – alkoholizm. Zapił się na śmierć.

W lipcu 1994 roku, doświadczywszy już serii nadprzyrodzonych spotkań, postanowiłem zbadać świat duchów. W ciągu ostatnich dwóch lat uczestniczyłem w licznych wykładach i warsztatach dotyczących przedmiotów ezoterycznych, takich jak telepatia, energia psychokinetyczna (wyginanie łyżeczek), otwieranie “trzeciego oka", sny na jawie i polowanie na duchy. Większość zajęć organizowała godna zaufania katedra znana jako The Learning Light Foundation w Anaheim w Kalifornii.

Po zajęciach zaprenumerowałem comiesięczną broszurę. Po kilku miesiącach otrzymałem numer przedstawiający medium o międzynarodowej sławie. Mówiono, że Rosę Clifford w wieku lat szesnastu nabyła zdolność komunikowania się ze światem duchów. Teraz miała 52 lata. Kiedyś parsknąłbym słysząc o mediach czy innych parapsychologach, lecz ostatnie wydarzenia zmieniły zdecydowanie moje poglądy.

Umówiłem się z tym słynnym medium, a z powodu jej popularności musiałem czekać dwa tygodnie. Przez ten czas powtarzałem sobie, że nie powiem nic, co mogłoby dać jej materiał na historię.

Dwa tygodnie minęły i wkrótce uścisnąłem dłoń medium, które powitało mnie mocnym brytyjskim akcentem. Rosę Clifford wskazała mi miejsce naprzeciwko siebie, a potem poprosiła, abym podał moją ślubną obrączkę. Nic nie mówiąc, uśmiechnąłem się i podałem jej obrączkę.

Odczekała całe dwie minuty i stwierdziła:

– Jest tu mężczyzna, wysoki mężczyzna. (W porządku, wielu jest takich.)

– Byłeś jego synem – kontynuowała.

(Ten początek wyglądał raczej na oklepany.)

– Mówi, że żal mu było ciebie opuszczać. (Chyba straciłem czas i pieniądze.)

– Ten człowiek pił co nieco, prawda?

(Zacząłem znowu koncentrować się na niej, lecz nadal nie odpowiadałem.)

– Praktycznie to picie zabiło go.

(Przyciągnęła całą moją uwagę, chociaż właściwie nie powiedziała, że to mój ojciec.)

– Jest tutaj także dziadek. On też najwyraźniej miał problemy z piciem.

(To dotyczyło ojca mojej matki, lecz ona nadal była zbyt dwuznaczna.)

– To bardzo ciekawe – przyznałem w końcu.

– Wyczuwam także, że jesteś lub byłeś pod wpływem jednej lub dwóch istot światła – wtrąciła.

(Czy chodziło jej o Otto i resztę?) Rosę Clifford powiedziała, że widziała mnie, jak przemawiam na podium do tłumu ludzi. Nie wiedziałem o tym wtedy, ale po dwóch miesiącach poproszono mnie o przemowę w popularnym męskim klubie dla grona około stu osób. Chociaż starałem się nie pomagać jej przepowiedni i odrzucić propozycje, to wyznaczony mówca zachorował poważnie na gardło, co nie pozostawiło mi wyboru. Podczas całego godzinnego wykładu nie przestawałem myśleć o nieuniknionym proroctwie pani Clifford.

Offline zinka

  • *****
  • Wiadomości: 1145
  • Płeć: Kobieta
  • Respect: +469
Odp: ALBERT TAYLOR / WĘDRÓWKI DUSZY
« Odpowiedź #21 dnia: Październik 30, 2013, 08:24:09 pm »
+1
Kiedy wybrałem książkę z biblioteki eckistów, wyszedłem. Książka opowiadała o człowieku, który nauczył się odbywać podróże duszy. Znalazłem tam kilka duchowych ćwiczeń. Jedno z nich polegało na wczesnym położeniu się spać i nastawieniu budzika na 1:30 w nocy. Następnie trzeba było wstać na kilka godzin, nic nie spożywać, najwyżej wodę i z powrotem położyć się do łóżka.

Przypomina to moje doświadczenie z 26 września 1993. Prawda? Czy to tylko zbieg okoliczności?

Autor kontynuował. Nuć Hu (wymawiaj hju). Hu to pieśń miłosna do Boga. Hu śpiewa się w następujący sposób: należy wziąć głęboki oddech i wypuszczać powoli powietrze przez rozchylone wargi, wypowiadając jedno ciągłe Hu.




Tu jest taka porada, budzimy się w nocy i nucimy Hu przed następnym zapadnięciem w sen ;)
..nic nie jest takim, jakim się wydaje byc


Share via facebook Share via twitter

xx
płeć duszy

Zaczęty przez NianiaOgg

8 Odpowiedzi
3683 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Sierpień 03, 2013, 12:39:13 pm
wysłana przez zinka
xx
Labirynt Duszy - Science of the Soul

Zaczęty przez iconka

0 Odpowiedzi
745 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Kwiecień 12, 2015, 01:25:29 am
wysłana przez iconka
xx
DMT - molekuła duszy (film)

Zaczęty przez robercik101

1 Odpowiedzi
2025 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Marzec 23, 2014, 02:38:56 pm
wysłana przez piotrek434
xx
Podróże Duszy - De Long Douglas - Książka

Zaczęty przez Robert Noble

11 Odpowiedzi
4353 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Maj 14, 2014, 04:54:40 pm
wysłana przez Sagle
xx
Pomoc zagubionej duszy i dom z poprzedniego wcielenia

Zaczęty przez Negai

0 Odpowiedzi
1006 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Październik 19, 2013, 08:42:13 pm
wysłana przez Negai
Tags:
 


Users found this pages searching for:

bgg 89947451 instytutnoble
OOBE - Przewodnik