Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
21
FARMAKOLOGIA ZIELARSTWO WSPOMAGACZE / Muchomor Czerwony - Amanita Muscaria
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mote dnia Lipiec 04, 2018, 09:35:13 pm »
Amanita muscaria - eliksir nieśmiertelności

Do dziś istnieją wśród botaników i antropologów spory o to czym tak naprawdę była Soma, lub  zaratursiańska Haoma, czyli prastara roślina z okresu wedyjskiego, opisana jako napój bogów, eliksir życia. Jej działanie wiązane było z nieśmiertelnością stanem czystej świadomości. Innymi słowy była to roślina bezpośrednio łącząca człowieka z Bogiem. Istnieją silne przesłanki ku temu, że eliksirem dającym nieśmiertelność, umożliwiającym wyłączenie ziemskiego rozumienia i tym samym połączenia z wyższym, boskim perceptem, miał być muchomor czerwony - Amanita muscaria. Choć wielu badaczy na pewno zaprzeczy tej tezie i wysnuje swoje propozycje odnośnie tego, czym Soma była, to biorąc pod uwagę wszystkie fakty -muscaria spełnia najwięcej kryteriów stawianych przed tą świętą, wedyjską rośliną. Przede wszystkim w jej opisach możemy natknąć się na takie charakterystyczne frazy, jak: ceremonialne picie moczu, była również identyfikowana z bogiem wojny Indrą i przyjmowana przed walką oraz wzmagała czujność i uwagę. Te wszystkie cechy pasują do muchomora, szczególnie fragment o piciu moczu, bowiem aktywny składnik muscymol, występujący tylko w muchomorze, przechodzi przez organizm w formie bezstratnej, dzięki czemu mógł być wydalony z moczem i przyjęty ponownie. Najprawdopodobniej owy spór szybko nie zostanie rozwiązany, a nam zostaje próba naukowego zbadania każdej propozycji w temacie sakralnejSomy, w końcu botanicy i mykolodzy interesują się wszystkim co dotyczy ich dziedziny nauki.


Nie ulega wątpliwości, że muchomor czerwony jest jednym z najbardziej fascynujących obiektów badań etnofarmakologicznych i antropologicznych. Prawdopodobnie Amanita muscaria należy do najstarszych orgiastycznych środków rytualnych wykorzystywanych przez człowieka. Wybitny badacz Robert Gordon Wasson w swojej dwutomowej epopei "Russian, mushrooms and history" argumentował, że sakralne użycie muchomora czerwonego sięga już 8000 lat p.n.e. Oficjalnym dowodem naukowym przedstawiającym kult muchomora było odkrycie rosyjskiego archeologa N. Dikowa z 1967 roku. Na wschodnim brzegu rzeki Pegtymel na Czukotce Rosjanin odkrył naskalne rysunki, które przedstawia zarówno wizerunki muchomora, jak i szkice postaci (głównie kobiecych), które na głowie lub nad głowami trzymająAmanity. Rysunki datowane są na okres schyłku epoki kamienia lub początek epoki brązu około 1000 lat p.n.e. Wasson twierdzi, że przedstawiają one "muchomorowe dziewczęta" lub "muchomorowych ludzi" - istoty, które pojawiają się podczas wizji wywołanych działaniem grzyba. Ryciny sugerują także, że mogły być odzwierciedleniem plemiennego rytuału.


Szamanizm syberyjski i rytualne użycie muchomora
Pierwotnych źródeł użycia muchomora szukać należy na Syberii oraz terenach sąsiadujących, w tym w Europie. Znalezienie prehistorycznych źródeł szamanizmu syberyjskiego nie jest łatwe, gdyż wymaga przedarcia się przez bariery językowe, a także techniczne możliwości datowania syberyjskich naskalnych petroglifów, bowiem w tej chwili nie da się ich jednoznacznie wydatować na paleolit. Aczkolwiek zaprzęgając czystą logikę można stwierdzić, że właściwości muchomora mogły zostać poznane u schyłku okresu glacjalnego kiedy cofająca się pokrywa lodowca odsłoniła równiny Syberii. Pierwsze raporty o intoksykacji muchomorem pochodzą z 1658 roku, w którym polski zesłaniec Adam Kamieński-Dłużyk wspomniał o pijanych od muchomora mieszkańcach zachodniej Syberii. Potem można było natknąć się na wiele wzmianek o czerwonym grzybie, ale niestety były to opisy zawężone z racji zanikających już tradycji plemiennego spożywania muchomora wśród prastarych ludów. Postępująca kolonizacja sowiecka w znaczącym stopniu przyczyniła się do zatarcia tej niezwykłej i ważnej tradycji. Z tego co wiemy można jednak wyodrębnić wiele ciekawych faktów i odtworzyć mechanizm rytuałów w celu ich dokładniejszego zbadania.

Zatem rytualna aplikacja Amanita muscaria różniła się w zależności od plemiennych zwyczajów. U niektórych świętego grzyba mogli spożywać wszyscy mężczyźni, a u innych tylko szamani. Kobiety do rytuału dopuszczane były sporadycznie albo wcale, chyba że to kobieta była szamanką, co zdarzało się raczej rzadko. Przy rozwiniętej metodologii używania muchomora szybko wyklarowały się pewne żelazne, szamańskie zasady, które przyszły w wizjach lub w wyniku uważnych obserwacji działania enteogenu. Jego siła była bowiem olbrzymia i nie sposób było o niej zapomnieć, ale o tym później. Szamani w muchomorze widzieli samego Boga. Uważali, że Bóg przejawia się w świecie fizycznym właśnie pod postacią muscarii, a barwne i transcendentalne wizje często ich w tym stwierdzeniu umacniały. Muchomorów używano więc wielofazowo, jak na boski środek przystało. Możliwe było za jego pomocą wejście w czysty, bezosobowy stan świadomości, pogłębienie kontaktu z Matką Ziemią, a także wzmocnienie swoich sił witalnych, również leczenie siebie i innych, zaglądanie w przyszłość lub przeszłość, czy podróżowanie w innych częstotliwościach wymiarowych, a co za tym idzie kontakty z duchami natury, przodkami lub istotami pozaziemskimi.



Osoba odurzona grzybem spotyka różnej maści istoty, które przybierają najróżniejsze kształty, często abstrakcyjne np. z jedną ręką i nogą lub całkowicie bezkształtnym ciałem. Pojawiają się też w różnych ilościach, zazwyczaj zależnie od liczby zjedzonych grzybów. Duchy potrafią naigrywać się z ludzi, wprowadzać ich w niebezpieczne miejsca, ale i zapewniać ochronę, a także pomagać zrozumieć zawiłe korelacje głębszej rzeczywistości ze światem fizycznym. Wśród rdzennych panowało przekonanie, że muchomor jest w stanie dać im odpowiedź na każde pytanie. Zdarzało się, że faktycznie osoba pod wpływem grzyba zapytana nawet o zawiłą sprawę, potrafiła klarownie i trafnie odpowiedzieć. Działanie muchomorów jest różne i zależy od dawki, a także formy spożytego surowca, którym są kapelusze. Zazwyczaj po zjedzeniu kilku kapeluszy pojawiają stany deliryczne, zjawisko makropsji i mikropsji (kurczenie lub powiększanie przedmiotów), konwulsje, drętwienie kończyn. Ponadto osobę napełnia uczucie szczęścia, spokoju, chęć tańca, śpiewania, kontemplacji natury, a podczas barwnych wizji nadchodzi okazja wyciągnięcia ważnej nauki na temat określonej sfery życia. Zdarzają się przejścia ze stanu transowego, euforycznego do głębokiego snu, który również ma bardzo istotne znaczenie w kontekście uzyskanych w nim wglądów. Uczestnicy ceremoniałów mogą przejść symbolicznie swoją śmierć, narodzić się na nowo lub przeżyć osobliwą inicjację zależną od wierzeń religijnych.


Muchomor czerwony, pospolity (łac. Amanita Muscaria)
rodzina: Muchomorowate - Amanitaceae
inne nazwy: wapaq, soma, haoma, muchomor prawdziwy, marymuch, muchajer, muchorówka, muszorka, muchar czerwony, muchotrutka, muchoraj
gromada: podstawczaki, klasa: pieczarniaki, rząd: pieczarkowce






Najbardziej charakterystycznym rodzajem grzybów dla rodziny muchomorowatych są muchomory. Rodzaj ten występuje w lasach i na miejscach nieuprawianych. W Polsce występuje około 21 gatunków, z których tylko kilka jest jadalnych. Najczarniejszą sławą osnuty jest Muchomor zielonawy, zwany też sromotnikowym (Amanita phalloides), który jest najbardziej trującym grzybem w Polsce. Zawiera śmiertelnie niebezpieczne toksyny: fallotoksyny (falloidyna, falloina, fallozyna, fallicydyna) i amatotoksyny (amanityna, amanina, amanullina). Podobny do sromotnika i równie silnie trujący jest muchomor wiosenny (Amanita verna) - jest od niego mniejszy, zwykle jaśniejszy, a czasem nawet białawy. U wszystkich gatunków należących do rodzaju muchomorów owocnik początkowo okryty jest zupełną osłoną (velum universale). Następnie podczas wzrostu kapelusz rozrywa osłonę i unosi jej szczątki na swojej powierzchni. W ten sposób bardzo często na wykształconym kapeluszu spotkać możemy białe, bezładnie rozrzucone łatki. Czasami łatki nie występują, zwykle wtedy, gdy spłucze je deszcz lub kiedy kapelusz ma śliską powierzchnie i po pokonaniu osłony wyśliźnie się z niej nie rozszarpując i nie porywając ze sobą jej cząstek.


Mykologia
Muchomor czerwony, pospolity posiada kapelusz krwiście czerwony, purpurowy lub purpurowopomarańczowy z białymi prążkami na powierzchni. Na brzegu jest delikatnie prążkowany, początkowo półkulisty, następnie parasolowato rozpostarty, o lepkiej, mięsistej powierzchni, cieńszy ku brzegowi. Zwykle spotyka się kapelusze o średnicy 8-15 cm, choć mogą czasem zdarzyć się kolosy dochodzące do ponad 20 cm. Trzon ma biały o żółtawym odcieniu, wewnątrz gąbczasty, a później pusty, bez pochwy, jedynie wałkowate zgrubienia spękane poprzecznie otaczają jego nasadę, Pierścień szeroki, gruby, delikatnie podłużnie prążkowany, zdarza się o żółtawym odcieniu. Blaszki ma białe, czasem żółtawe, wolne, choć zbliżone do trzonka, grube o ostrzu bardzo delikatnie ząbkowanym. Miąższ biały, pod skórą kapelusza żółtawy. Niektórzy mylą go z muchomorem czerwonawym (Amanita rubescens), ale pomyłka nie poskutkuje jakimiś tragicznymi konsekwencjami, gdyż gatunek ten jest jadalny - smak początkowo ma słodki, a później drażniący. Amanita muscaria występuje przeważnie pod brzozami i modrzewiami, z którymi tworzy mikoryzę (symbiozę), a także w lasach szpilkowych od lipca do listopada. Nazwa grzyba wzięła się od jego zastosowania jako trutka na muchy. W tym celu używany był z mlekiem, wówczas zwabiał do siebie muchy, a te po kontakcie z grzybem padały sparaliżowane. Jednak już sama wnikliwa obserwacja owadów mogła doprowadzić do wniosków o ciekawych właściwościach muchomora czerwonego, gdyż muchy zazwyczaj nie ginęły, jedynie leżały do kilku dni sparaliżowane, a później jeśli nikt ich nie ruszał, wracały do życia i odlatywały. Amanita muscaria rośnie na północnych i umiarkowanych strefach obu półkul. Gatunek euro-azjatycki ma ładniejszy (bardziej krwisty) kapelusz niż jego odmiana północno-amerykańska, której kapelusz jest jaśniejszy (od kremowo do pomarańczowo-żółtej barwy). Obie odmiany różnią się również koncentracją czynnych składników. Muchomor rosnący w Ameryce Północnej wykazuje słabsze działanie halucynogenne.

Zesłane przez Boga
Plemię Koriaków jest bodajże najbardziej znane z rytualnego spożycia muchomora. Ich mitologia jasno obrazuje boskość tego świętego grzyba. Według nich Bóg - najwyższa emanacja egzystencji Vahinin splunął na ziemię, a w miejscu które pokryła ślina wyrosły grzyby z czerwonymi kapeluszami w białe kropki. To samo plemię wierzyło w istnienie szkodliwych istot zwanych nimwitami, z którymi kontaktować mógł się tylko szaman podczas muchomorowego ceremoniału odprawianego w ciemnościach. Szaman zapadał w sen, podczas którego jego świadomość przenoszona była do światów tychże stworzeń. Rdzenne plemiona syberyjskie nie znały żadnego innego środka odurzającego oprócz muchomora. Stan ten zmienił się kiedy kolonizacja przyniosła tym ludom alkohol, ale pierwsze kontakty z nim nie wzbudziły specjalnej aprobaty. Uważano, że wódka i muchomory nigdy nie powinny być łączone, a osoba, która to zrobi posiada demoniczny wygląd i czarną aurę. Spożycie grzybów to osobna historia, która zostanie przedstawiona w części drugiej. Muchomory dodawano do zup, zimnego lub ciepłego mleka reniferów oraz mieszano z sokiem borówki bagiennej (Vaccinium ulginosum) czy wierzbowki kiprzycy (Epilogium augustifolium). Co ciekawe kiedy zje się  owoce borówki bagiennej zwanej też pijanicą lekarską i jednocześnie powącha pyłek kwiatowy bagna zwyczajnego (Ledum palustre) mogą wystąpić ataki śmiechu, stany euforyczne i ogólnie cały las będzie się do nas śmiał.












Borówka bagienna (łac. Vaccinium ulginosum) - Ericaceae
Wierzbówka kiprzyca (łac. Epilogium augustifolium) - Onagraceae












W pierwszej części pisałem trochę o mitycznej stronie muchomora czerwonego. Natomiast w tej notce skupimy się na szczegółach technicznych Amanity włącznie z opisem przyrządzania go według metod współczesnych oraz szamańskich. Rdzenni mieszkańcy Syberii uważali muchomora za bezpośredniego łącznika z Bogiem. Możemy też natknąć się na ciekawą analogię utożsamiającą muscarię ze Świętym Graalem, gdzie czerwony kapelusz miał symbolizować kielich, z którego Chrystus "pił" podczas ostatniej wieczerzy. W sumie niezależnie od stopnia prawdziwości tej informacji nie miałbym nic przeciwko gdyby choć w jakiejś części muchomor wiązał się z Chrystusem jako symbolem grupy istot oświeconych. Zwłaszcza, że Amanita ma dużo wspólnego z nirvaną, czy stanem oświecenia. Jakiś czas temu natknąłem się w serwisie YouTube na wideo-relacje z przyjęcia muchomora przez pewnego młodzieńca, który twierdził, że doświadczył potężnej iluminacji - wszedł w stan nirvany aktywując swoje ciało świetliste. Poza tym opisał efekt totalnego uziemienia w Teraz, połączenia z naturą. Jego raport z polskimi napisami można obejrzeć tutaj. W każdym razie doświadczenie, które opisuje generalnie zgadza się ze standardowym opisem działania grzyba w przypadku jego prawidłowej konsumpcji.


Zbiór i przygotowanie
Muchomory przez szamanów spożywane były nawet na surowo, gdyż ich zażyłość ze świętymi grzybami była tak duża, że toksyczny składnik zwyczajnie im nie szkodził. Najczęściej jednak używano surowca wysuszonego na słońcu lub nad ogniskiem. Zbiór również rządził się specyficznymi prawami i odbywał się z reguły w lipcu i sierpniu, wtedy według wierzeń koncentracja składników czynnych była najbardziej odpowiednia. Jednym z takich praw lub raczej zasad zbioru było przekonanie, że muchomory najlepiej zbierać zawsze z tego samego miejsca i spożywać je w miejscu gdzie zostały zebrane. Metod suszenia było kilka. Niekiedy okazy rozwieszano na sznurkach, a inne umieszczano na ziemi do samoistnego wyschnięcia (ponoć w tym przypadku nabierały szczególnej mocy) oraz suszono nad ogniskiem. Wysoka temperatura miała przetransformować niestały i szkodliwy kwas ibotenowy w pożądany składnik psychoaktywny. Konsumpcja muchomora także rozgałęzia się na kilka rodzajów i różni się w zależności od tradycji plemiennej. Przeciętną dawką były trzy kapelusze - jeden duży i dwa mniejsze, ale często ilość ta wzrastała kilkukrotnie jeśli ceremonia była ukierunkowana na konkretny cel. W dzisiejszych czasach amatorzy mocnych, psychodelicznych wrażeń zbierają muchomory i suszą zazwyczaj w piekarniku w temperaturze 90 stopni przez kilka godzin. Osobiście jako tradycjonalista polecałbym rytualną metodę, to znaczy po zebraniu grzyba oberwać od nich trzonki, rozpalić w środku lasu ognisko i wysuszyć nasze okazy. W tym celu z okolicznych gałęzi możemy zrobić prowizoryczne półeczki, na które w odpowiedniej odległości od ogniska kładziemy kapelusze i radujemy oko. Taka preparacja jest bowiem fascynującym przeżyciem, przynajmniej dla mnie. Nawet kiedy nie mam zamiaru spożyć muchomora sam fakt, że uczestniczę w czymś na wzór plemiennego rytu, daje satysfakcję i dreszczyk emocji.


Biochemia
Początkowo uważano, że głównym komponentem chemicznym odpowiedzialnym za specyficzne działanie muchomora jest muskaryna, ale później okazało się, że występuje ona w zbyt małych ilościach (0,0002-0,0003%), aby wywołać jakiś efekt. Zatem szukano dalej i w końcu odkryto, że boską molekułą jest muscymol - efekt dekarboksylacji kwasu ibotenowego. To właśnie kw. ibotenowy jest toksyczny i może wywołać zatrucie pokarmowe, któremu towarzyszy biegunka, wymioty, dreszcze, czy bóle brzucha. Jego zawartość szacuje się na 0,03-1% w świeżej masie grzyba. Jest jednak nietrwały i pod wpływem wysokiej temperatury przechodzi w panterynę (muscymol). Dlatego staranne wysuszenie grzyba powinno znacznie zredukować ryzyko nieprzyjemnych objawów. Oprócz wyżej wymienionych w śladowych ilościach w muchomorze występuje pochodna izoksazolu - muskazon.









Muscymol, 5-(aminometylo)-3-izoksazolol

wzór sumaryczny: C4H6N2O2

masa molowa: 114,10 g/mol







Muscymol w ujęciu farmakologicznym powoduje hipnagogiczne halucynacje, które mogą przypominać świadome śnienie. Panteryna jest selektywnym agonistą receptora GABA-A. Po spożyciu występują stany euforii, błogości i spokoju. Ponadto wykazuje działanie przeciwbólowe, głęboko relaksujące ciało, co przejawia się wrażeniem snu na jawie lub poczuciem znalezienia się poza ciałem (OoBE). Często występuje  dialog wewnętrzny, możliwość rozwiązania persolnalnych problemów za pomocą takowego dialogu. Z kolei inne raporty donoszą o znacznej redukcji wewnętrznych dialogów (myśli) na rzecz kontemplacyjnego stanu transowego. U niektórych przyjęcie suszonego muchomora zaowocowało zwiększeniem pobudliwości płciowej, a u innych jej redukcji i dystansu do seksualności. Jeśli chodzi o zdolność logicznego myślenia i klarowności to najczęściej zostaje ona zachowana, a nawet zwiększona. Raporty mówią o wyostrzeniu zmysłów i błyskotliwych myślach. Inaczej sprawa ma się z koncentracją, na tym polu mogą występować problemy ze skupieniem. Również interakcja z innymi ludźmi może być trudna w odbiorze dla obu stron np. częste zmiany tematu, "konwersacyjny abstrakcjonizm". Na poziomie fizjologicznym mogą wystąpić uczucia senności, spokoju lub ekscytacji połączonej ze znaczącym przypływem energii oraz utrata równowagi, powiększone źrenice, szkliste spojrzenie, ściekająca wydzielina z nosa, czy zmiany w postrzeganiu ciała. Wszystkim powyższym efektom mogą towarzyszyć problemy żołądkowe objawiające się nudnościami i nieprzyjemnym mrowieniem. Oprócz tego dochodzą drżenia mięśni zwiększona perspiracja skóry (pocenie się) i przy dużych dawkach delirium. Wiele osób opisuje trzy fazy działania muchomora: 1) nudności i inne cielesne objawy; 2) stan transowy, senny; 3) dominują psychodeliczne efekty.








Kwas ibotenowy
wzór sumaryczny: C5H6N2O4


 masa molowa: 158,12 g/mol

Warto wspomnieć, że chemiczny potencjał, a co za tym idzie efekty cielesne i psychiczne muchomora mogą znacznie różnić się w zależności od czasu, miejsca zbioru i odmian. Ponadto organizm każdego człowieka będzie reagował indywidualnie na aktywne składniki zawarte w muscarii i działanie grzyba może być skrajnie różne w zależności od psychologicznego indywidualizmu. Jeśli chodzi o dawkowanie muchomora, to sprawa przedstawia się następująco: wszystkie partie muchomora wywierają działanie, ale używamy tylko kapeluszy. Niektórzy nawet palą skórkę lub dobrze wysuszone kapelusze, wówczas efekt jest o wiele słabszy. Spalenie w fajce jednego małego kapelusza wywołuje lekki błogostan i relaks.  Przy tym sposobie przyjęcia surowca zalecane jest wymieszanie skórki z małą ilością konopii indyjskich, dzięki czemu uzyskamy niezwykle ciekawą pod kątem działania etnobotaniczną mieszankę. Najbardziej wyraźne działanie pojawia się przy oralnym przyjęciu surowca. Podany schemat dawek dotyczy dobrze wysuszonych kapeluszy. Efekty po oralnym przyjęciu Amanita muscaria:lekki - 1-5g (1 średni kapelusz), średni - 5-10g (1-3 średnie kapelusze),mocny - 10-30g (2-6 średnich kapeluszy). Efekty zaczynają być odczuwalne w przeciągu 30-120 minut od przyjęcia. Całkowity czasowy zakres działania muchomora oscyluje w granicach 5-10 godzin, choć zależy to od dawki. Przyjęcie świeżego niewysuszonego surowca nasili efekty cielesne i drastycznie zwiększy ryzyko zatrucia pokarmowego. Wiele zależy też od indywidualnych możliwości organizmu do dekarboksylacji kwasu ibotenowego w muscymol. Przyjęty oralnie kwas ibotenowy aktywny jest w ilości 50-100 mg, natomiast w przypadku muscymolu wystarczy już 10-15 mg.


Uro-bieni moczem
Główny aktywny składnik muchomora czerwonego - muscymol nie jest metabolizowany przez organizm człowieka i w niezmienionej formie wydala się go z moczem. Dzięki tym właściwościom wśród syberyjskich plemion wykształcił się obyczaj picia moczu osoby odurzonej muchomorem, gdyż w ten sposób można było cieszyć się efektami działania grzyba wielokrotnie. O tym jak cenne były muchomory niech posłuży przykład handlu wymiennego między plemionami. Za sztukę muscarii czasami oddawano nawet 2-3 renifery! Bogatsi członkowie społeczności mogli więc pozwolić sobie na zbieranie sporych zapasów, a ich biedniejsi koledzy byli rzecz jasna faktem deficytu i ceną świętego grzyba niepocieszeni. Sytuacje podbramkowe zmuszają do wytężonego wysiłku umysłowego. Poza tym rdzenne kultury miały znacznie bardziej rozwinięty zmysł wnikliwej obserwacji. Doprowadziło to do zabawnej historii odkrycia specyficznych właściwości muscymolu.








Renifery to zwierzęta, które z upodobaniem piją ludzki mocz. Nasączając śnieg uryną można było łatwo przywołać renifera z pobliskiego pastwiska. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie kiedy jakiś uważny obserwator dostrzegł, że renifer pijący mocz członka plemienia odurzonego grzybem, padł na ziemię w stanie delirycznym, po czym zapadł w głęboki sen. To podsunęło myśl, że skoro zwierzę zachowuje się podobnie, jak człowiek przyjmujący pewną dawkę grzyba, oznacza to, że w ludzkim moczu zostaje "magia" muchomora. Metodą plemiennego empiryzmu szybko potwierdzono te słuszne domysły. W ten oto sposób narodził się zwyczaj rytualnego picia moczu. Zdarzało się, że członkowie plemienia wyruszając w dalekie wędrówki zabierali ze sobą dawkę "zaczarowanego" moczu.

Uzdrawiająca moc muchomora
Istnieją liczne nawiązania szamanizmu syberyjskiego do południowoamerykańskich sztuk uzdrowicielskich. Szamani obu tych magicznych odłamów pierwotnej ścieżki mocy wprowadzają się w trans za pomocą narzędzi zewnętrznych w postaci instrumentów (bębenek) lub pęku liści. Szamanizm syberyjski posiadał swoje święte pieśni - icaros, które mogły zostać przetransformowane z rzeczywistości duchowej do fizyczności, a trans i muzyka w plemiennych rytach odgrywały bardzo ważną rolę. Rytuały z wykorzystaniem muchomorów miały uzdrawiające właściwości, co jest relatywne do ceremonii przeprowadzanych w amazońskich lasach deszczowych. Jedną z flagowych historii opisujących leczniczą moc muscariimożna znaleźć w relacji polskiego zesłańca Józefa  Kopcia, który w 1796 roku przebywał na Kamczatce. Mężczyzna zanotował w swoim pamiętniku, że kiedy poważnie zachorował odwiedził go prawosławny duchowny, którego zesłaniec nazwał "Ewangelistą" i zaproponował mu lekarstwo właśnie w postaci muchomorów. Po zjedzeniu większej dawki Józef Kopeć poczuł jak dopada go senność. Następnie pogrążył się w wizyjnym śnie, podczas którego podróżował po innych światach. Wydawało mu się, że został skierowany z powrotem na Ziemię i poczuł potrzebę spowiedzi przed obliczem duchownego. Obudził się i poprosił księdza o spełnienie jego prośby, z czego ten bardzo się ucieszył. Po spowiedzi znów zapadł w głęboki sen trwający 24 godziny - "Jest trudne, niemal niemożliwe opisać wizje jakie miałem podczas tego snu, poza tym są inne przyczyny które zniechęcają mnie do takiego opisu. To co zauważyłem w tych wizjach i przez co przeszłem, to rzeczy których nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Mogę jedynie wspomnieć, że od czasu moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, wszystko dokładnie sobie przypomniałem począwszy od wieku pięciu czy sześciu lat. Wszystkie rzeczy i ludzi których wówczas znałem i z którymi wchodziłem w związki, wszystkie moje zabawy, zajęcia, czynności jedne następujące po drugich, dzień po dniu, rok po roku, jednym słowem miałem przed oczami obraz całej mojej przeszłości. Jeżeli chodzi o przyszłość różne obrazy przemykały jeden za drugim, nie absorbując więcej uwagi niż zwykłe sny. Mógłbym jedynie dodać. że jakby zainspirowany magnetyzmem dostrzegłem, że mój ewangelista trochę zbłądził i ostrzegłem go przed pogłębianiem jego błędów. Zauważyłem, że przyjął te ostrzeżenia niemal jak głos Objawienia". Historia ta pokazuje, że poprzez transpersonalną retrospekcje i wizje można przemodelować, być może, toksyczne wzorce osobowe, a tym samym często źródło choroby.


Jakub Babicki


Link do drugiego artykułu tego autora na temat Amanita Muscaria
22
LITERATURA WIEDZA WYWIADY CIEKAWOSTKI / Yoga Kundalini
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mote dnia Lipiec 03, 2018, 10:40:09 pm »
"Yoga Kundalini" Arthur Avalon

Oto starożytny tekst odnoszący się do wyzwolenia ścieżką tantryczną, skupioną wokół zjawiska Jogi Kundalini. Są w tej książce dawne komentarze i tło kulturowe z odniesieniami do różnych szkół jogi.
Dla kogo jest ta książka i jaką może mieć wartość dla ludzi żyjących współcześnie?
Znajdujemy tu bardzo dokładny opis czakr i analizę procesu budzenia Kundalini, a więc wszystko co jest związane z tajemniczą egzystencją ciała duchowego.
Wszyscy, obojętnie czy jesteśmy tego świadomi czy nie, to ciało posiadamy, gdyż jest to niezbędny łącznik pomiędzy różnymi wymiarami.
Jeżeli jesteś osobą, w której choć trochę jest obudzone życie duchowe – to jest to książka dla ciebie.
Fragment książki:
Co do praktyki, powiedziano mi, że Kundalini można ożywić tylko w muladharze i sposobami tutaj przedstawionymi, chociaż istnieje także możliwość pobudzenia jej przypadkowo, gdy znajdziemy się w odpowiedniej sytuacji i warunkach. Opowiadano historię o tym, jak znaleziono mężczyznę, którego ciało było zimne jak u nieboszczyka, mimo że czubek głowy zachował ciepło. (To jest stan samadhi osiągany w jodze Kundalini). Kiedy masowano go ghee (roztopionym masłem), głowa stawała się stopniowo coraz cieplejsza. Ciepło przeszło do karku i szybko zawładnęło resztą ciała. Mężczyzna oprzytomniał i opowiedział o stanie, w jakim się znajdował. Powiedział, że błaznował, naśladując postawę jogina, kiedy nagle „ogarnął go sen”. Domyślano się, że wstrzymał oddech i tak – znajdując się w prawidłowej pozycji i spełniając odpowiednie warunki – nieświadomie pobudził Kundalini, która wzniosła się do swego mózgowego ośrodka. Jednak nie będąc joginem, nie mógł ściągnąć jej z powrotem w dół. Można tego dokonać tylko wtedy, kiedy nadi są nieskazitelnie czyste. Opowiedziałem panditowi (to on przekazał mi tę historię, był uczonym w tej jodze, a jego brat ją praktykował) o przypadku mego europejskiego przyjaciela, który nie był wtajemniczony w opisane tutaj zjawiska jogi, chociaż czytał coś o Kundalini w przekładach sanskryckich prac, i który mimo to wierzył, iż medytując, sam pobudził Kundalini. Napisał do mnie, że wchodzenie w drobne szczegóły wschodniej jogi było dla niego jako Europejczyka zbyteczne. Jednak zobaczył „nerwy”, idę i pingalę oraz „ogień środka” z drżącą aurą różowego światła, błękitne lub lazurowe światło i biały ogień wznoszący się do mózgu, gdzie wybuchł uskrzydloną jasnością po obu stronach głowy. Widział ogień rozbłyskujący od ośrodka do ośrodka z taką gwałtownością, że ledwie dostrzegał swą wizję i ruchy w ciałach innych osób. Promieniowanie lub aura wokół idy przypominała blask księżyca, bardzo blady lazur, a wokół pingali czerwoną lub raczej bladoróżową opalescencję. Kundali pojawiła się w polu widzenia jako intensywny, jakby złocisty, biały ogień skręcony spiralnie. Uznając, że ośrodki, suszumna, ida i pingala są symbolizowane przez kaduceusza Merkurego48, to mała piłeczka na szczycie pręcika została utożsamiona z sahasrarą, czyli szyszynką49, a skrzydła, z płonącymi aurami po każdej stronie ośrodka w momencie wybuchu ognia. Pewnej nocy, nie odczuwając żadnych cielesnych pragnień, poczuł jak wąż rozprostowuje się i wznosi, a mój przyjaciel znalazł się „w fontannie ognia” i czuł, jak „płomienie rozprzestrzeniały się wokół mojej głowy i słyszałem rytmiczne uderzenia, jakby cymbałów, podczas gdy niektóre z tych płomieni, jak emanacje, wydawały się rozchodzić i spotykać nad głową niczym uniesione skrzydła. Czułem kołysanie. Naprawdę byłem przerażony, ponieważ Moc wydawała się być czymś, co mogłoby mnie zniszczyć”. Mój przyjaciel napisał do mnie, że z podniecenia zapomniał skoncentrować swój umysł na Najwyższym i tak stracił duchową szansę. Może wydarzyło się to wskutek jego lekkomyślnego stwierdzenia, że pobudzenie tej mocy nie jest wyższym i ważnym przeżyciem duchowym, wyższym niż inne stany świadomości, których doświadczył. Jednak to doświadczenie przekonało go, że w hinduskich dziełach traktujących o tajemnej fizjologii tkwi prawdziwa nauka i magia.

Recenzja
Z niekłamaną radością przyjąłem wiadomość o wznowieniu przez wydawnictwo Brama polskiego przekładu „Yogi Kundalini” Arthura Avalona, klasyka literatury tantrycznej. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem o wcześniejszym wydaniu, a książkę znałem z wersji angielskiej. Cóż, na początku będzie spoiler: polecam tę książkę, to klasyka. To dobrej jakości literatura o tantrze, którą koniecznie trzeba przeczytać w zalewie współczesnej popularności neo-tantry (której zasadności nie podważam, ale nie ma ona za wiele wspólnego z tradycyjną formą) i jogi kundalini w wydaniu Yogiego Bhajana (tu również nie podważam, ale nie jest to oryginalna forma „jogi kundalini”, dlatego warto poznać inne źródła). To również świetne antidotum w zalewie – nie oszukujmy się – wielu niezbyt dobrej jakości książek „o czakrach”, których autorzy pokazują całkowite niezrozumienie ezoterycznej koncepcji ciała i nieznajomość jej tradycji i źródeł.
Czyli polecam, ale… nie polecam każdemu. Komu nie? Komu tak? O tym za chwilę.
Kim jest autor?
Arthur Avalon to literacki pseudonim sir Johna George’a Woodroffe’a (1865–1936), brytyjskiego prawnika (urzędnika Sądu Najwyższego w Kalkucie i pracownika naukowego Uniwersytetu w Kalkucie, który pod koniec życia także wykładał prawo indyjskie na Oxfordzie) oraz orientalisty, pasjonującego się przede wszystkim tantrą.

O czym jest książka?
Książka to świetny materiał o tantrze, jednej z tradycji jogi. Współcześnie, termin tantra głównie kojarzy się z neo-tantrą, zajmującą się bliskością w relacjach albo z uproszczeniami z amerykańskich książek o czakrach. Bhatta Ramakantha, śiwaicki jogin X wieku przedstawia następującą definicję: „Tantra jest bosko objawionym zestawem technik, które wyjaśniają co jest niezbędne, a co jest przeszkodą w praktyce duchowej. Zawiera w sobie wyspecjalizowane inicjacje i ceremonie oczyszczające, które są niezbędnymi wymaganiami wstępnymi dla praktyki tantrycznej.” Nie jest to definicja doskonała, bo w zasadzie każda szkoła mistyczna „(…) jest bosko objawionym zestawem technik”, jak również: „zestawem technik, które wyjaśniają co jest niezbędne, a co jest przeszkodą w praktyce duchowej”. I ostatnia część definicji: „Zawiera w sobie wyspecjalizowane inicjacje i ceremonie oczyszczające, które są niezbędnymi wymaganiami wstępnymi dla praktyki (…)”– i w tym wypadku można by tę definicję przyporządkować prawie każdej szkole mistycznej. Inne definicje tantry są podobnie mętne.

Choć trudno zdefiniować czym jest, możemy ustalić kilka czynników, które są charakterystyczne dla tantry. Są to:
(a) odrzucenie ascetyzmu i ustanowienie doktryny o tym, że transformacja może być dokonywana przez ciało,
(b) rytualizm (czy to w formie zewnętrznych rytuałów takich jak np. pudże czy wewnętrznych praktykach takich jak pranajamy, mantry itp.),
(c) bardzo duże znaczenie praktyk mantrowych,
(d) potrzeba inicjacji i pewna tajemnica stojąca za praktyką,
(e) olbrzymia rola nauczyciela (większa niż w jakimkolwiek innym nurcie mistycznym) i w związku z nią – praktykowanie guru jogi, czyli oddawanie rytualnej czci nauczycielowi oraz koncentracja na nauczycielu, jako emanacji boskich cech.
Jeśli chcecie się dowiedzieć nieco więcej o tantrze – pozwolę sobie odesłać do artykułów Piotra Marcinowa (tutaj) i mojego (tutaj), a w dalszej części tekstu skupię się na samej książce.
Sama książka jest wnikliwym, choć nie zawsze prostym w lekturze, kompendium wiedzy o tantrze. Czemu nie zawsze prostym? Po pierwsze, dlatego że autor stara się przedstawić ścieżkę bez uproszczeń. Niewątpliwie był on oddanym adeptem tantry, jak również bardzo dobrym znawcą sanskrytu i tradycji indyjskiej. Po drugie jest to jednak książka napisana sto lat temu, w 1919 roku, co oczywiście wpływa na język autora, aczkolwiek muszę przyznać, że tłumacz (i być może redakcja) świetnie poradzili sobie z zadaniem zachowania osobistego stylu autora, a jednak dostosowania języka do współczesnego polskiego czytelnika. Lektura nie jest to lekka, ale na pewno – w moim mniemaniu – lżejsza (choć wymagająca więcej wcześniejszej wiedzy) niż Jogasutry w przekładzie Cyborana. Oczywiście im więcej ktoś wie o tantrze i tradycji jogi w ogóle, tym tekst będzie bardziej zrozumiały i przez to ciekawszy.
„Yoga Kundalini” składa się z dziewięciu rozdziałów. Pierwszy to obszerny wstęp, a kolejne sześć rozdziałów porusza rozmaite zagadnienia istotne z perspektywy tantrycznej ścieżki: świadomość poza materią, idea dżiwatmana (duszy zmysłowej), mantry, ćakry (tu określane ośrodkami lub lotosami), praktyka tantryczna oraz podstawy teoretyczne praktyki jogi. Dwa ostatnie rozdziały – moje ulubione (szczególnie przedostatni) – to przekłady 2 krótkich i stosunkowo słabo znanych (przynajmniej w porównaniu do 3 najbardziej chyba znanych traktatów tantrycznych: Hatha joga pradipiki, Gheranda sanhity i Śiwa sanhity) tekstów tantrycznych: Śat ćakra nirupana (Opis sześciu ośrodków/czakr) oraz Paduka pańćaka (Pięciokrotny podnóżek).
Trudno na łamach recenzji streścić zasadniczą część książki ze względu na złożoność i głębie materiału, a ja nie podejmę się tego wyzwania. Napiszę tylko, że jeśli jesteście już zaznajomieni z podstawowymi tekstami jogicznymi takimi jak np. Jogasutry czy któreś z wymienionych wyżej tekstów tantrycznych i chcecie dalej pogłębiać swoją wiedzę w kontekście jogicznej praktyki, to warto zanurzyć się w rozważania autora. Być może nie ze wszystkimi interpretacjami się zgodzicie, jak np. ja, ale przecież nie o to chodzi – nawet odmienne poglądy na pewne praktyczne zagadnienia mogą otworzyć nas na nowe spojrzenie i pozwolić na zweryfikowanie swojego punktu widzenia. Wszak Hazrat Inayat Khan, jeden z najwybitniejszych mistyków Indii, mawiał, że rozwój duchowy nie jest niczym innym jak zmienianiem punktu widzenia.
Chciałem zwrócić uwagę na dwa ostatnie rozdziały, dla mnie najcenniejsze, które powinny najbardziej zainteresować praktyka jogi/medytacji. Owe dwa ostatnie rozdziały są przekładami krótkich tekstów z rzeczowym komentarzem autora. Jeśli nie macie dużego obycia z tradycją jogiczną, prawdopodobnie zaczęcie właśnie od nich ułatwi Wam przygodę z książką.
Przedostatni rozdział jest przekładem XVI-wiecznego tekstu Śat ćakra nirupana, zwięzłego (55 wierszy) traktatu o 6 ćakrach. Tekst ten opisuje energię kundalini i 6 ośrodków energetycznych, skupiając się na dokładnym przedstawieniu tantrycznej alchemii. Avalon tłumaczy każdy wiersz i komentuje, jak również omawia grupy wierszy powiązane tematycznie. Jest to niezwykle cenna lektura w porównaniu do niestety miałkich książek o idei ezoterycznego ciała, które w zasadzie nie odnoszą się do tradycji tantrycznej, a raczej tworzą nowe new-age’owe spojrzenie na ćakry. W książce „Yoga Kundalini”, w doskonałym przekładzie, dostajemy tradycyjne spojrzenie na ezoteryczną koncepcję ciała. Spojrzenie, które zainspirowało np. jednego z najwybitniejszych europejskich myślicieli – Carla Gustava Junga.
Ostatni rozdział zawiera tłumaczenie traktatu Paduka pańćaka (Pięciokrotny podnóżek). Tekst ten jest niejako suplementem do poprzedniego (zawiera jedynie 7 wierszy). Skupia się na pięciu podstawach wyzwolenia tantryka i mocno podkreśla rolę guru na ścieżce. Być może nie będzie dla czytelników tak inspirujący jak „Opis sześciu ośrodków”, jednak stanowi uzupełnienie materiału, dające szersze spojrzenie na ścieżkę tantryczną.
Końcowe myśli
We wstępie do moich rozważań o książce zaznaczyłem, że „Yogę Kundalini” Avalona polecam, ale nie każdemu. Na pewno nie polecam tej książki na rozpoczęcie swojej przygody z lekturami jogicznymi. Warto zapoznać się wcześniej z pewnymi opracowaniami na temat tradycji – choćby moją Psychologią jogi i Uważnością w praktyce, następnie zapoznać się przynajmniej pobieżnie z Jogasutrami, Bhagawadgitą, niektórymi Upaniszadami, i mieć w rękach Hatha joga pradipikę. Z wiedzą o odpowiednim kontekście będzie to bardzo smaczna lektura, bez odrobiny znajomości tradycji jogi – prawdopodobnie doświadczenie będzie porównywalne do jedzenia bułki z piaskiem.

Jest to bez wątpienia pozycja, którą po prostu musi mieć na swojej półce każda osoba, zainteresowana głębiej jogą. Piękna, niekomercyjna klasyka literatury jogicznej. Na pewno nie jest to lektura na jeden wieczór, być może do pewnych fragmentów trzeba wracać po kilka razy, ale warto. Czyż svadhjaja (studiowanie) nie jest tradycyjną częścią jogi? Warto dodać, że książka jest wydana w porządnej twardej oprawie i poprawnie edytorsko. Papier i czcionka są dobrane w taki sposób, że dobrze się czyta (a piszę to jako osoba ze sporą wadą wzroku). Jedyne, do czego mógłbym się doczepić to przy tak obszernej lekturze w twardej oprawie brakuje mi ewidentnie wszytej zakładki z tasiemki. Ale to jest naprawdę bardzo drobny problem przy tak wspaniałej książce. Gorąco polecam!
Maciej Wielobób

wydawnictwobrama.com.pl/category/wydawnictwo-brama-ksiazki/
23
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Jak bardzo zaawansowani jestescie w podrozach astralnych?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Robert Noble dnia Lipiec 01, 2018, 01:44:29 pm »
Nie poddawaj się Wera, :) Dasz radę! Co do Twojego początkowego pytania o poziom zaawansowania to jest ono nie na miejscu. Warto je zadać sobie samemu by dalej przeć do przodu.
24
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Bez owijania w bawełne czas jest iluzją czy zycie świadomkści
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Robert Noble dnia Lipiec 01, 2018, 01:41:17 pm »
Cokolwiek starałeś się przekazać swoimi słowami nie zostało chyba dobrze zrozumiane. Musisz chyba naprawdę czuć się źle... a przecież można inaczej. Wybór zawsze należy do nas, ale niech on będzie dobry dla nas i otoczenia :)
25
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Robert Noble dnia Lipiec 01, 2018, 01:38:18 pm »
Ostatnio coraz więcej ciem zaczęło mnie odwiedzać :) Myślę, że to dobry omen :)
26
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez zinka dnia Czerwiec 24, 2018, 01:24:24 pm »
Wiadomo co by było, musiałabyś kroczyć wyznaczoną ścieżką, a ja chyba nie jestem jeszcze gotowa, dlatego tak zacięcie się broniłam. W sumie za jakichś czas może spróbować jeszcze raz, może będę gotowa :)  no chyba, że się obraziła i dała se spokój ze mną ;D 
27
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mote dnia Czerwiec 24, 2018, 03:29:11 am »
Tego co by się stało gdybyś pozwoliła jej się aktywować Zinka, albo gdybyś przegrała tą walke już chyba nigdy się nie dowiesz. No może jeżeli tą swoją przeciwniczkę jeszcze kiedyś spotkasz o ile coś z niej pozostalo po łomocie który jej sprawiłaś. 👍😋
28
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez zinka dnia Czerwiec 23, 2018, 04:18:35 pm »
Kiedyś stoczyłam krwawą walkę z kobietą, która chciała mnie aktywować, pokonałam ją, ciekawe co by się ze mną działo jakbym dała się jej uaktywnić, hmm ::)
Zadałam jej pytanie, czego ode mnie chce, dlatego wiem, bo mi odpowiedziała, walka była ostra bez broni :)

29
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mote dnia Czerwiec 22, 2018, 08:10:50 pm »
Ja nie walczyłem nigdy z nieorganicznymi tak przynajmniej mi się wydaje. Nie mówię o nieświadomych snach gdzie toczyłem jakieś walki, bądź specjalnych misjach do podziemi gdzie walka z mrowiem kreatur była raczej metaforą prawdziwej intencji misji ratunkowej, którą miałem w zamiarze.
Pewnego razu paręnaście lat temu miałem serię koszmarów w których coś za mną ciągle podążało, była to taka druga seria o ile pamiętam. Nie mogłem się tego pozbyć. CoŚ bo trudno było to określić odnajdywało mnie w każdym śnie w który uciekałem a zmieniałem je (sny) uciekając co chwilę. Po kilku a może kilkunastu nocach takiej ucieczki w końcu stanąłem na przeciw tej istoty wyglądającej jak człowiek.  "Pokaż mi swoje prawdziwe oblicze" wwykrzyczałem. Sen się rozpadł I ujrzałem pociągły długi czarny kształt tej istoty. To było tak niezwykłe, to co postrzegałem, że wróciłem do ciała, a raczej zgodnie z moją świadomością w tamtym czasie porostu się obudziłem.
Po jakimś czasie, może kilku latach poczułem, że chcę spotkać istoty nieorganiczne, zdaje się, że to temat powracający co jakiś czas w dużej mierze a może przedewszystkim związane to jest z książkami Castanedy… Od razu pierwszej nocy porostu wparowali. Nie miałem żadnego poprzedzającego to wydarzenie snu, albo go nie pamiętam. Staneli w okół mnie, było ich 7 bądź 9, nie potrafię dokładnie tego określić. Nawet przez chwilę nie wyglądali jak coś znanego z naszego świata. Byli podłużnymi, ciemnymi kształtami w okół których wszystko zdawało się wibrować. "Czego od nas chcesz?" usłyszałem głos. "Nic od was nie chcę!" wykrzyczałem chyba zaskoczony I może przytłoczony ich obecnością. Otworzyłem oczy te fizyczne (chyba) I ku mojemu ogromnemu zdziwieniu cały pokój był czerwony, wszystko było czerwone a ja widziałem pomimo ciemności. Na dworze szalała burza.
Wiele razy zastanawiałem się dlaczego powiedziałem że nic od nich nie chcę, przecież tyle razy wyobrażałem sobie o co poproszę gdy stanę przed istotą nadnaturalną, prosiłbym o naukę. Ale od razu wiedziałem, że odpowiedź ta pochodziła z głębi mnie, z serca I musiałem ją zaakceptować.
Przez wiele lat miałem z nimi spokój dopóki sam nie zażyczyłem sobie inaczej. Taka chyba najprostsza metoda na nieorganicznych to po prostu powiedzieć im że mają dać ci spokój.
Ale to wszystko jest oczywiście dużo bardziej pogmatwane a setki snów tych świadomych I tych zapomnianych pokazują, że różne istoty są gdzieś obok nas zawsze.
Zgadzam się jak najbardziej z Robertem na temat postawy wojownika, nie szukającego konfliktów ale wypatrującego bitew mocy I przedewszystkim wiecznie walczącego ze swoimi słabościami. Tyczy się to każdego aspektu życia. Sztuka przetrwania oznacza równierz umiejętność samoobrony gdy wszelkie wywody I uniki już nie skutkują. Dlatego w czasie pokoju szykujemy się do wojny….


Lepiej być Wojownikiem w ogrodzie niż Ogrodnikiem na wojnie.


30
NASZE DOŚWIADCZENIA / Odp: Sen we śnie i mała ćma
« Ostatnia wiadomość wysłana przez zinka dnia Czerwiec 22, 2018, 06:41:17 pm »
 Czasami używam siły, żeby sobie trochę powalczyć .;)  Pamiętam jak kiedyś napadali na mnie stadnie, po pokonaniu ich, do ataku podchodzili w większej ilości i lepsi w walce niż poprzedni, jak już widziałam, że przewyższają mnie siłą i nie dam rady, więc wtedy cofka do ciała.
Czytając twoje doświadczenia, miałam wrażenia jakbym czytała książkę o podobnej tematyce i przygodach, nie pamiętam tytułu, było tam partnerstwo duchowe i ciągła walka.
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
misy kryszta?owe