Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
21
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez EosCris dnia Listopad 16, 2018, 10:18:20 am »
Świetna historia! Fajnie byłoby spotkać się z takim ciepłym B! <3
22
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 15, 2018, 08:32:06 pm »
 Opowieści o przejawach serca!
 
B cały czas wspomina ludzi od których doświadczył choćby odrobiny ciepła, czy poczuł ich serca. Te wspomnienia nazwa swoim kapitałem. Mówi, że wszystko może stracić w życiu, ale nikt nie odbierze mu tych ciepłych wspomnień. O takich ludziach mawia, że są częścią jego serca. Czasami jak chce mi pomóc i otworzyć ponownie moje zajęte ego serce, wspomina chwile w których wszystko było piękne,  proste i czyste. Chwile, gdy cieszyłem się choćby samą obecnością drugiego człowieka.
 
B poznał w Polsce kilka osób za którymi tęskni, gdy nie może się z nimi spotkać.
Jedną z takich osób był jego przyjaciel pewien naukowiec. Gdy B był w Polsce zawsze znajdowali czas by spotkać się choćby na chwilę i pogadać. Gdy naukowiec umarł, żona wiedząc o tym jak bardzo lubił i cenił on B, podarowała mu ulubioną marynarkę męża. B nosi ją z dumą już tyle lat. Nie przeszkadzają mu nawet naszyte na łokciach łaty, które wytarły się potem od częstego noszenia. O tym naukowcu warto dodać jeszcze tyle, że był to bardzo skromny człowiek. O tym co robił na co dzień pomagając innym ludziom, żona dowiedziała się od osób, które tak licznie przybyły na jego pogrzeb.
 
Kolejną rzeczą, którą stara się nas nauczyć B jest dostrzeganie w małych gestach ludzkich kryjących się za nimi wielkich serc. Przychodzącą mi do głowy analogią do tego co chce osiągnąć w swej nauce B. Jest to Biblijna opowieść o „wdowim groszu”.. Nie ważne jest ile się da. Liczy się intencja z jaką się daję. Cały czas widzę siebie jak wyciągam sto złotych i płacę za chleb, spoglądając tym bardziej z góry na ekspedientkę im więcej mam banknotów w portfelu. Jak mam tylko pięć złotych i mam jeszcze do chleba kupić mleko, wtedy na wszelki wypadek jakby mi zabrakło, bo znów coś podrożało, patrzę spod lady z uwielbieniem na osobę, która może mi dać w razie czego zakupy na kredyt.
B przyjechał kiedyś zimą w letnich pantoflach. Pewien jego przyjaciel kupił sobie wtedy nowe zimowe buty. Widząc obuwie B podarował mu swój nowy nabytek twierdząc, że są na niego za małe. B przymierzył i wielce rad podziękował mu za wspaniały prezent. B przechodził w tych butach całą zimę i za każdym razem chwalił przed innymi przyjaciela za tak wspaniały gest. Wspominając go opowiadał, jak to któregoś zimowego dnia czekał on przed bramą wypatrując przyjazdu B kilka godzin. Do tej pory mało kto wie, że B też nosi buty numer większe.
23
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 15, 2018, 08:28:18 pm »
W tamtym czasie bardziej kręciło mnie śnienie niż widzenie energii.
Pozycja jest podobna do "bezpiecznej pozycji ciała" w razie wypadku. Po pierwsze wiesz jak zasnąłeś (na którym boku), po drugie kilku ćwiczących może śnić razem, gdyż w takim położeniu można składać się jak łyżeczki w kredensie.
24
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Robert Noble dnia Listopad 15, 2018, 05:06:23 pm »
Zamiast opowiedzieć im o kuli opowiedziałem o śnie, w którym pokazano mi i innym zebranym tam osobom, sposób ułożenia ciała, który pomagał w śnieniu.
Po kilku latach B pokazał tą pozycje do zasypiania, pozostałym ćwiczącym - tym razem w rzeczywistości.

Zastanawiam się dlaczego nie opowiedziałeś o tej kuli tylko o czymś zupełnie innym. Co było powodem ? I jak już wspomniałeś na temat pozycji sprzyjającej śnieniu czy też zasypianiu ;) to może zechcesz się nią z nami tutaj podzielić?
25
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 14, 2018, 07:11:12 pm »
Widzenie!
 
W początkach naszych ćwiczeń, spotykaliśmy się dosyć często i ćwiczyliśmy u różnych osób w domach. Pewnego dnia, gdy B kolejny raz przyjechał do naszego miasta, spotkaliśmy się u jednej dziewczyny. Mieszkała ona na poddaszu i jak ćwiczyliśmy, z powodu mojego wzrostu,  musiałem bardzo uważać na to co robię, gdyż każde moje zapomnienie o obniżonym suficie, mogło się skończyć połamaniem palców lub rąk.
Ćwiczyliśmy. Stałem za wszystkimi, gdy nagle przy którymś z ćwiczeń zobaczyłem, że osoba ćwicząca przede mną, stoi w otaczającej ją kuli. Widzenie to trwało bardzo krótko. Choć był to dla mnie szokujący widok, ale jakoś udało mi się ćwiczyć dalej.
Na koniec ćwiczeń B spojrzał na mnie i powiedział abym opowiedział reszcie osób, co widziałem. Zamiast opowiedzieć im o kuli opowiedziałem o śnie, w którym pokazano mi i innym zebranym tam osobom, sposób ułożenia ciała, który pomagał w śnieniu.
Po kilku latach B pokazał tą pozycje do zasypiania, pozostałym ćwiczącym - tym razem w rzeczywistości.
26
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 12, 2018, 07:26:01 pm »
Goście!
 
Pewnego dnia B powiedział, żeby iść i medytować na kamienny krąg. Zrobił go sam B z kamieni, które znajdowaliśmy na plaży podczas naszych wyjazdów nad morze. Kamienie zostały ułożone w krąg i polakierowane. W środku kręgu było coś przyczepione by dodatkowo skupiać tam naszą uwagę. Po kilkunastu minutach medytacji zostałem w pokoju sam z D.  D siedziała na dywanie przede mną. Sam ulokowałem się na wygodnej kanapie w koncie pokoju. Wszystko to na wypadek jak bym zasnął, co zdarzało mi się bardzo często. Najgorsze było to, że zaczynałem głośno chrapać i zawsze znajdował się ktoś komu to przeszkadzało. Budzili mnie po kilka razy na minutę.
Po następnych kilku minutach medytacji zauważyłem kątem oka, że ktoś wszedł i podszedł do kominka, który znajdował się w przeciwległym kącie pokoju. Pomyślałem, że to może A, miejscowa uczennica B, gdyż ona zawsze zachowywała się cicho i nie robiła zbytniego zamieszania wokół własnej osoby. Gdy po kilku chwilach chciałem zobaczyć, czy to na pewno ona, nie umiałem odnaleźć w pokoju osoby która weszła. Poczułem nagle mrowienie w okolicy pępka, podkuliłem  prawą nogę do brzucha, tak jak to opisywał C.C. i czekałem co się wydarzy dalej. Zauważyłem też, że D też widziała to co się przed chwilą wydarzyło. W ciągu minuty D wyszła z pokoju. Czekałem jeszcze kilka minut próbując dostrzec coś kątem oka. Gdy już mi się znudziło czekać na ponowne zobaczenie „gościa” wyszedłem na patio i zastałem tam D, która opowiadała wszystkim co przed chwilą się działo w pokoju.
O takich wizytach słyszałem, od kilku osób. Dzieci natomiast opowiadały, że rozmawiały nawet z takimi dziwnymi osobami.
27
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 12, 2018, 07:19:56 pm »
Jak złapać kontakt ze samym sobą.!
 
W trakcie mojej którejś już wizyty na Kaukazie, B opowiedział nam, jak można zacząć pracować ze swoją nadświadomością. Opowiedział nam najpierw o kursach, organizowanych przez różnej maści biznesmenów duchowych, którzy za „duże” pieniądze w weekend uczą ludzi pracy ze swoim wyższym „ja”. Uważał, że takie kursy to zwykłe wyciąganie pieniędzy od naiwnych ludzi. Uznał jednocześnie, że oto nadszedł czas abyśmy poznali podstawy uzyskania takiego połączenia. Należało „tylko” otworzyć swoje serce i przez nie połączyć się z podświadomością, która znajdować się miała pod mostkiem, w okolicy splotu słonecznego. Po osiągnięciu tego kontaktu, należało dołączyć do dwóch jaźni wyższe „ja” znajdujące się nad głową. W ten oto sposób mieliśmy uzyskać kontakt z nadświadomością.
Utworzenia tego kontaktu miało zapewniać robienie rzeczy, które są traktowane w społeczeństwie w kategoriach „cudów”. Korzystając z wiedzy na tym poziomie można by na przykład spowodować odtworzenie odciętych kończyn.
Każdy z uczniów miał medytować nad tym, by utworzyć taki kontakt. B któregoś razu mówił nam, że wszystko, co się robi można traktować jako naukę, a medytacja jest sposobem na uzyskiwanie odpowiedzi na nurtujące człowieka pytania.
Część wykonujących to ćwiczenie osób rozeszła się po ogrodzie ażeby medytować z pomocą ziemi i roślin, część poszła medytować z kamieniami, a jeszcze inni poszli do piramidy lub pracować z kręgami Pierepielicyna. Ja z kolegą, ze względu na to, że ciężko było nam w tym czasie usiedzieć długo w jednym miejscu i jeszcze dodatkowo skupiać się nad jedną rzeczą, postanowiliśmy, że nasza medytacja będzie związana z rąbaniem dużych pościnanych pni drzew, które znajdowały się na  tyłach domu. Machaliśmy siekierami i wbijaliśmy kliny rozłupując na mniejsze kawałki duże pniaki. Rozmyślaliśmy jednocześnie, jak tu dobrać się do nadświadomości. Niestety nie nawiązaliśmy wtedy pożądanego zjednoczenia. W tamtym czasie do kompletu kości, i członków ciała, brakowało mi tylko jednego zęba, więc może to było przyczyną, dla której nie udało mi się połączyć w całość wszystkich moich „ja”.  Może gdybym obciął sobie przypadkiem nogę albo rękę siekierą, podszedłbym bardziej ambitnie do powierzonego zadania. Konkretny i dotkliwy brak  mógłby spowodować widoczne rezultaty. Nasza medytacja nie poszła jednak całkiem na marne. Porąbaliśmy drewno, dzięki czemu kilkakrotnie mogliśmy upiec szaszłyki na grillu.
28
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 12, 2018, 07:18:01 pm »
Jak odzyskać buty od „świętego męża”.
 
Pewnego dnia, gdy byliśmy u B do jego drzwi zapukał pewien człowiek i zapytał czy może wejść na herbatę. B zaprosił go w raz z kobietą, którą tamten przedstawił jako swoją żonę. Gość wyglądał dosyć dziwnie. Jego strój i zachowanie sugerowały, że jest kimś w rodzaju szamana, magika i zarazem świętego. Powiedział, że właśnie wraca wraz z żoną z pielgrzymki do Mekki. Przechodził akurat obok domu B i zaszedł prosząc o gościnę. Jedyny szkopuł w tym, że dom B leży w środku osiedla, z dala od głównych ulic i tras wiodących do innych miejscowości czy dzielnic. B podjął gościa jedzeniem i piciem. W trakcie jedzenia gość opowiadał o swojej świętości - dobroci, szczodrości, ubóstwie, postach i wyrzeczeniach jakie sobie zadaje by jego życie stało się lepsze. Po kilku godzinach gość wstał od stołu i wychodząc spojrzał na stertę butów jakie znajdowały się w przedpokoju. Były to buty ludzi, którzy wtedy przyjechali latem z Polski do B. „Święty mąż” wskazał na stojące w kącie nowe sportowe adidasy i poprosił B aby mu je podarował. Miał to być według niego, dar nie tyle dla niego, co wota za nasze przyszłe szczęście, zdrowie i błogosławieństwo Boże, jakie dostaniemy poprzez wstawiennictwo „świętego męża”. B odpowiedział, że nie należą do niego więc nie może ich oddać. Tak się składało, że byłem przy tym jak odbywała się ta rozmowa, i na dodatek byłem właścicielem tych butów. Postanowiłem oddać je „świętemu mężowi”. Moja szczodrość wynikła z szybkiej kalkulacji, że choć szkoda mi oddawać nowe buty, gdy może powinienem po tym jak przedstawił siebie ten człowiek, to przecież mam jeszcze trampki, w których spokojnie wrócę do domu. Żona gościa zapakowała moje buty do torby a on sam pobłogosławił nam wszystkim i poszli w dalszą drogę.
Po kilku minutach B zawołał mnie do siebie i powiedział, abym odzyskał od naszego gościa swoje buty. Dać coś komuś bez żalu to było dla mnie duże wyzwanie, ale dać i odebrać, by nie ucierpiało na tym moje ego – to było straszne. W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że osiągnę cel, wzięciem „świętego” na litość.  Było bardzo ciepło więc zdjąłem z nóg trampki. Poprosiłem też kolegę aby pobiegł ze mną odszukać „gościa” i w razie czego, jeśli by zabrakło argumentów słownych, odzyskać buty na siłę. Najgorsze było to, że nie byłem pewien w którą stronę poszli nasi goście. Wybrałem wariant, że poszli na dworzec autobusowy. Kolega niestety nie znalazł od razu swoich butów, a że nie chciał biec tak, jak ja na bosaka, to został w domu B.
Biegłem boso przez wyschnięte gliniasto-piaszczyste drogi osiedla B. Zanim odnalazłem gości, przebiegłem dobry kilometr. Nawet nie miałem czasu zwracać uwagi na palące w stopy nagrzane podłoże, kamyki, i ostre krawędzie. „Świętego” dostrzegłem w ostatnim momencie przed jego wejściem wraz z żoną na teren miejscowego bazaru, gdzie zniknęliby w tłumie ludzi.
Jako, że byłem sam, wariant z siłowym odzyskiem obuwia nie wchodził w grę, gdyż – co prawda - chłop był mojego wzrostu, ale za to większej wagi, a ponadto jego „rosła” żona mogłaby mnie śmiało nosić na rękach. Zacząłem więc od wychwalania jego „świętych” przymiotów hojności i dobroci. Powiedziałem, że jemu jako „świętemu” moje buty nie są tak potrzebne jak mi biednemu. Nie mam pieniędzy na kupno nowych a bez butów przecież nie mam jak wrócić do kraju, a on podarowując mi buty będzie jeszcze bardziej święty niż dotychczas.
„Święty” nie miał argumentów. Kazał swojej żonie oddać mi buty. Podziękowałem i wracając ze zdobyczą spotkałem po drodze biegnącego mi z odsieczą kolegę.
Opowiedziałem B o swej przygodzie. B pochwalił mnie za odzyskanie butów i inwencję w sposobie ich odzyskania.
Po tych odwiedzinach okazało się, że żona pielgrzyma pluła ukradkiem kilka razy na podłogę, co w tamtych rejonach odbierane jest jako rzucanie uroków. Na wszelki wypadek posypaliśmy całą podłogę, gdzie przebywali goście solą, paliliśmy świece i odmawialiśmy modlitwy aby zabezpieczyć się przed złymi mocami, które mogły być użyte przeciwko nam.
Tak naprawdę do tej pory po wielokrotnym przeczytaniu książek CC nie wiem, do końca kim byli ci ludzie i czy przypadkiem B nie miał tak naprawdę z nimi nic wspólnego.
29
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 12, 2018, 07:16:17 pm »
Brama – nauka miłości!
 
Jak można innych uczyć kochać? B robił to poprzez swoją bramę.
Dla tych co nie wiedzą, dodam, że brama na wschodzie świadczy o właścicielu domu. Śmieję się czasem, że płotu może nie być ale brama musi być.
Jak można nauczyć się kochać od „bramy”?
Pierwsze, co trzeba zrobić to otworzyć ją dla innych ludzi. Żeby dom żył, trzeba żeby przebywali w nim ludzie. Stare przysłowie mówi „gość w dom, Bóg w dom”. Jeśli człowiek zaprasza do siebie innych ludzi, częstuje ich „czym chata bogata” to - chcąc nie chcąc - uczy się otwierać serce. Ludzie dawniej odwiedzali się codziennie w swoich domach. Wspólne imprezy, prace wykonywane przez całe społeczności pozwalały na ciągłe kontakty. Dzisiaj, żyjąc tylko po to, aby zarobić na chleb nie mamy czasu nawet dla swoich dzieci i bliskich. Nic nie łączy pokoleń i społeczności. Zamykamy się sami w sobie. Jesteśmy odizolowani w swoich mieszkaniach, pokoikach. Jak można mówić „kocham” trzymając ręce w pozycji zamykającej, skrzyżowane, założone na piersi? B jednemu ze swoich uczniów kazał uczyć się  miłości poprzez ciągłe powtarzanie gestu rozkładania ramion jak najszerzej na boki w geście otwartego oczekiwania. Czy nie ma w tym podobieństwa do otwartej bramy?
Z bramą wiąże się jeszcze jedna lekcja.
 
B każdemu z nas, czy gości odwiedzających jego dom podarował w pewnym sensie swoją bramę. W sumie rozdał ich bardzo dużo. Wszystkim odwiedzającym go ludziom pod wpływem jego i tego, co robił, udawało się choć na chwilę otworzyć swoje serce i poznać ten szczególny stan. B chciał, aby każdy wyszedł od niego odmieniony i nie zapomniał tego uczucia. Pamięć serca, otwartego serca to właśnie owa metaforyczna brama podarowana każdemu z gości. Sam wiem najlepiej, że wychodząc za bramę ciężko jest mówić o miłości a cóż dopiero cały czas nią żyć.
 
B uczył nas też piec chleb. Dzwonił po wszystkich znajomych, rodzinie, sąsiadach zapraszając ich na imprezę. Przy okazji pokazywał nam czym jest praca Nauczyciela. Z mąki, wody i innych dodatków wyrabiał ciasto. Następnie pytał nas, czy to już jest chleb? A potem tłumaczył, że takie ciasto staje się chlebem dopiero wówczas, gdy włożymy je do pieca. Jedna mała czynność może przekazać całą wiedzę świata.
30
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 10, 2018, 06:23:24 pm »
Pierwsza praca z myślą o kimś innym niż ja sam
 
Wróciłem do domu z imprezy urodzinowej. Poszedłem od razu spać. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak podle. „Wojownik” z przeczytanych książek przedstawiał mi się jako ktoś, komu wszystko jedno. Czemu moje skąpstwo lub tak zwana przez ludzi „zaradność” doprowadziła mnie na skraj przepaści?
Zawsze chciałem aby postrzegali mnie tylko w dobrym świetle. Nawet, jak ktoś postępuje źle z wyboru, to tez musi w tym być dobry, inaczej wyobrażenie o samym sobie ulegnie rozbiciu. Nie daj Boże jeszcze ktoś inny dostrzeże ten nasz wewnętrzny rozdźwięk.
Wstałem rano z postanowieniem zostania dobrym człowiekiem. Nie żebym się takim czuł lub miałbym wewnętrzną taka potrzebę. Postanowiłem zmienić swoje postępowanie by przypodobać się B i żeby mógł mnie zabrać do D. Kolejny raz ekonomiczny bilans zysków i strat zdecydował o mym losie.
B następnego dnia po imprezie pojechał do swoich uczniów w O. Za tydzień miałem jechać do W gdzie B miał mieć wykłady a ja miałem tam pojechać by siedzieć na stoisku reklamującym ćwiczenia i sprzedawać mumio.
Cały tydzień robiłem nocami domki z zapałek z intencją, że je sprzedam na tych targach ezoterycznych a pieniądze przeznaczę dla B. Przyszło mi tez do głowy, że B przyjedzie do W bardzo zmęczony wykładami dla uczniów z O i będzie miał po ludzku mówiąc „kaca”.
Pojechałem do W. Wziąłem ze sobą zrobione przeze mnie domki i butelkę „sake” wina z ryżu, które zrobiłem wcześniej. Przez tydzień robiąc domki doszedłem w ich produkcji do takiego poziomu, że czas produkcji jednego spadł z pięciu do dwóch i pół godziny, oraz zmieniłem technologię by ułatwić sobie pracę. Jak by to powiedział B wzrosło moje doświadczenie. Z oglądanego filmu o Gurdzijewie dowiedziałem się, że wiedza może pochodzić tylko z doświadczenia.
Efekt moich tygodniowych starań był taki, że nie sprzedałem w W ani jednego domku. Udało mi się tylko wymienić jeden domek na kasetę z nagraniami ptaków, od ludzi, którzy mieli stoisko obok i sprzedawali nagrane przez nich odgłosy przyrody.
Gdy B przyjechał z O do W i wszedł do sali, w której odbywały targi, bardzo się ucieszył na mój widok. Dałem mu od razu przywiezione wino i powiedziałem, że wiedziałem, że może mu być ciężko na wykładach i że winko mu pomoże. Wychylił duszkiem kilka łyków i oznajmił, że się zmieniłem i że teraz widzi, że zmieniła się moja energia na taką, która mu bardzo pasuje. Jednym słowem zmieniłem się w jego mniemaniu na lepsze i że nigdy nie miałem w sobie tego typu  świetlistej energii.
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
misy kryszta?owe