Forum IRN - Rozwój Świadomości

Sklep Ezoteryczny szamanskibeben.pl

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 8 9 [10]
91
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 29, 2018, 07:48:45 pm »
Zwierzęta!
 
Kolejny raz w czasie pobytu u B musiałem zajmować się zwierzętami. Choć było to raptem cztery razy, to jak dla mnie - cztery razy za dużo. Pierwszym razem przyniosłem kozom z ulicy, skoszoną przez sąsiada trawę. Drugim razem wybierałem „zużytą” podściółkę, przez co miałem całe sandały w kozim „błocie”. Trzecim razem praca przy zwierzętach polegała na zobaczeniu skąd B nasypuje im ziarno. Najlepszy kontakt ze zwierzętami miałem za czwartym razem, gdy córka poprosiła abym zagnał do zagrody małego chorego koziołka. Mały koziołek był przywiązany osobno w ogrodzie, aby zajadał się świerzymi liśćmi winogron. Po wprowadzeniu go do zagrody, jedna z kóz ubodła go na powitanie. Pomyślałem sobie, że nie tylko ludzie mają problemy z zazdrością. W drodze powrotnej dostaliśmy wiadomość, że koziołek umarł. Córka wyła z pół dnia. Jej rówieśnica pocieszała ją wiadomością, że poszedł do raju i teraz będzie miał lepiej. Na szczęście cicho wymknęło mi się, że poszedł do Pacanowa. B cały czas podkreśla, że w wychowaniu dzieci ważny jest kontakt ze zwierzętami. Mogą w kontakcie z nimi uczyć się odczuwać życie. Mogą poczuć ciepło w sercu kierując uczucia na zwierzęta. To zadanie uzmysłowiło mi jedno. Moja niechęć aby zajmować się zwierzętami, wynika z faktu, że boję się, że one kiedyś umrą, a ja będę cierpiał z tego powodu.
92
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Robert Noble dnia Listopad 29, 2018, 11:26:47 am »
Głupszej historii o nauczycielu nie słyszałem :) Nie mniej fajnie się czytało :D
93
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 28, 2018, 03:39:45 pm »
Umiejętność czekania!
 
Pierwszego pobytu u B dostałem zadanie potynkowania małego fragmentu ściany. Wypełnienie cementem szczelin fali eternitu, aby nie było dziur pomiędzy ścianą a pokryciem dachu, zajęło mi trzy lata. Pozostałe ściany inni uczniowie B otynkowali w jeden dzień. W ciągu tych lat, B codziennie przychodził i pytał kiedy skończę. Na początku bardzo irytowałem się tym ciągłym wypytywaniem mnie o termin. Po jakimś czasie oznajmiłem B, że nie będę kończył w tym roku, aby mieć co robić w przyszłym. B na tak wymyślną odpowiedz o datę ukończenia pracy zanosił się śmiechem i za każdym razem pokazywał niedokończoną ścianę wszystkim gościom, jacy do niego przychodzili. Z tego tynkowania wyszła mi jeszcze jedna dodatkowa lekcja. Gdy tylko chciałem wziąć się do tej pracy w czasie w jakim przychodziła mi ochota na pracę, w ciągu kilku minut pojawiali się goście lub zostawałem wzywany przez B do wykonywania innych „ważnych” zajęć. Po kilku tygodniach bezskutecznych prób tynkowania, zdałem sobie sprawę z tego, że jedyną nadzieją na skończenie tej roboty, jest wstanie bardzo wcześniej, gdy wszyscy jeszcze śpią. Musiałem uczynić dodatkowy wysiłek chcąc dokończyć wydawałoby się banalne proste zadanie.
Od tego momentu wiem, że jak chcę coś zrobić dodatkowego, to muszę poświęcić na realizację tego postanowienia czas w którym powinienem np. iść spać. Jedynie wtedy mogę zrobić jednego dnia dużo niestandardowych rzeczy. W pracy nad sobą liczą się tylko nadwysiłki. Normalna egzystencja nie przynosi zmian w naszym ciele i świadomości.
Bez względu na to czy śpię cztery godziny, czy dwanaście i tak nigdy nie udaje mi się wyspać.
B powiedział kiedyś, że jedną z cech dobrego nauczyciela jest jego umiejętność czekania na ucznia. Czasami uczeń może obrazić się na nauczyciela na bardzo długi czas. Najlepiej obrazuje to opowiadana przez B sufijska opowieść:
 
Nauczyciel.
 
Gdzieś, kiedyś wędrował nauczyciel ze swoim najlepszym uczniem. Wiele już razem doświadczyli, aż pewnego razu los zgotował uczniowi wielką próbę. Przechodzili akurat przy chacie starego przewoźnika przez rzekę, który swą łódką zarabiał na utrzymanie licznej rodziny. Był to jedyny jego zarobek, gdyż czasy w jakich żyli nie były mlekiem i miodem płynące. Nauczyciel, gdy tylko zobaczył syna przewoźnika uderzył go pięścią w twarz. Uderzenie było tak mocne, że złamał mu szczękę, oszpecając go przez to do końca życia. Uczeń widząc co zaszło nie mógł wytrzymać i z pretensją zapytał nauczyciela czemu to zrobił? Jak mógł oszpecić człowieka? Jaki on daje przykład? Gdzie jego serce i te wszystkie nauki o miłości, które mu prawił? Nauczyciel milczał, wziął łódkę i przepłynęli na drugą stronę rzeki. Tam ku zaskoczeniu ucznia spalił łódkę, która była jedynym źródłem dochodu rodziny przewoźnika. W uczniu, aż się gotowało. Znowu obrzucił nauczyciela serią pytań jak mógł to zrobić i czy wcale nie ma serca czyniąc krzywdę tej biednej rodzinie? Nauczyciel nic nie odpowiedział i poszedł dalej. Gdy po jakimś czasie wzburzony uczeń zobaczył jak jego nauczyciel zabija spotkanych na drodze żołnierzy nie wytrzymał. Po serii pytań o cel czynów nauczyciela i o jego brak serca w swoim postępowaniu, opuścił go. Odchodząc powiedział mu, że żałuje gdyż zmarnował z nim tyle lat swojego życia. Nauczyciel i tym razem nic nie powiedział.
Po paru latach uczeń odnalazł swojego nauczyciela. Padł przed nim na kolana i prosił go o wybaczenie i ponowne przyjęcie na jego ucznia. Wyznał, że błędnie ocenił postępowanie swojego nauczyciela. Nauczyciel zgodził się na to i powiedział, że jeśli by wtedy tego nie zrobił, syn przewoźnika wyrządził by w swym życiu wiele zła ludziom, a żołnierze przepłynąwszy na drugą stronę łodzią, zabili by całą rodzinę przewoźnika.
94
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 28, 2018, 03:39:13 pm »
Mój problem z działaniem polega na ochoczym wykonywaniu zadań, które w oczach innych potwierdzają moją wysoką samoocenę. Pomoc innym nie zawsze polega na tym, że wszyscy będą zachwyceni podjętymi działaniami.  Kolejny raz pytaniem ubiegłaś następną opowieść :) 
95
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez EosCris dnia Listopad 28, 2018, 01:51:48 pm »
i czego Cię to nauczyło? to działanie oczywiście?
96
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 28, 2018, 12:12:26 am »
Działania!
 
Któregoś razu B przyjechał i zaczął rewolucję w naszej modzie. Chodziło mu o to, aby nagle zmienić nasze modowe przyzwyczajenia, oraz aby to ubrania wpłynęły na nasz sposób zachowania.  Inaczej zachowuje się koleś w garniturze, a inaczej w dresie. Poza tym ubranie pomaga nam w kontaktach z innymi ludźmi.  W garniturze mogłem sobie pozwolić na dużo więcej bajerując dziewczyny w sklepie. Któregoś razu jedna z dziewczyn przyszła na spotkanie  z B w ciepłej pikowanej zimowej kurtce. Wyglądała w niej jak dziewczyna z bazarku, która ma w głębokim poważaniu modę. Typowa inwestycja w ciepło. Sprzedając np. kapustę lepiej mieć ciepło, niż ładnie wyglądać. Pomysł B o zmianie garderoby nie bardzo przypadł jej do gustu. Nowa kurtka była droga, przez co w tym sezonie nie było szans na wymianę garderoby. Nie myśląc długo, postanowiłem działać. Dobrze, że byłem pod zbawiennym dla mnie wpływem alkoholu. Poszedłem do miejsca w którym gospodarze składowali ubrania gości i nożem pociąłem jej kurtkę, tak aby nie nadawała się do naprawy. Dziewczyna była na mnie zła. Nawet jej chłopak kazał mi odkupić jej ubranie. Po tej akcji dziewczyna kupiła szykowny płaszcz i na kolejne spotkanie przyszła elegancko ubrana. B nigdy nie skomentował mojego działania. Inni ćwiczący bali się zostawić przy mnie swoją odzież. Dobrze, że to było już tak dawno.
97
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 26, 2018, 10:23:55 pm »
Modlitwa za zmarłych!
 
Zdarzyło się, że B był obecny na pogrzebie syna swojego Nauczyciela. Gdy nad grobem zmarłego miejscowy mułła- muzułmański kapłan- czytał modlitwy za jego dusze, nagle starzec podniósł rękę i wszyscy ucichli. Starzec rzekł do B – teraz ty czytaj modlitwy. B wzbraniał się jak mógł wiedząc, że nie ma takiej tradycji, by ktoś inny odmawiał modlitwy. Nauczyciel odrzekł mu, żeby czytał, gdyż wśród zgromadzonych ludzi to jego modlitwy najbardziej dotrą do Boga. Starzec miał tak duże poważanie wśród miejscowej ludności, że nawet nikt nie pomyślał, że można było postąpić wbrew jego woli.
 
 
Przekazanie wiedzy!
 
B opowiadał kiedyś jak jego Nauczyciel uczył równolegle jego i własnego wnuka. Podczas jednego ze spotkań kazał im obojgu wejść do jaskini w górach i tam medytować.  Gdy wyszli Nauczyciel oznajmił B, że właśnie dostał znak, że to on został wskazany na głównego spadkobiercę jego wiedzy. B cieszył się z tego zaszczytu, jednocześnie krępował się, że przecież Nauczyciel powinien wszystko przekazać wnukowi, a nie jemu „obcemu”. Nauczyciel odrzekł, że na drodze wiedzy to duch kieruje poczynaniami ludzi i nie ma tam miejsca na własne sentymentalne decyzje. Wnuk Nauczyciela na szczęście w odróżnieniu do mnie, nie był zazdrosny o sukcesy innych ludzi i z radością, przyjął decyzję dziadka.
98
Dage / Odp: Moja przygoda z Magicznymi krokami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dage dnia Listopad 25, 2018, 11:18:14 pm »
Coś za coś, czyli o tym, że za wszystko trzeba płacić!
 
 
Tą opowieść słyszałem od B i od osoby którą leczył. B bardzo lubił panią domu rodziny u której mieszkał jak przyjeżdżał do Polski. Kobieta ta jak wynika z relacji B, miała genetycznie wielkie otwarte serce. Pewnego razu zachorowała na raka piersi. Żeby ją uratować należało działać szybko. B wraz z kobietą pojechali na rozstajne drogi i wykonali  rytuał oczyszczenia. Następnie B kazał wrócić jej do baru w którym pracowała i który był jej własnością. B powiedział jej, że w barze przy jednym ze stolików będzie siedziało trzech mężczyzn. Ma im podarować za swoje wyleczenie, co tylko będzie chciała. Gdy kobieta jechała do baru nie do końca wierzyła w słowa B. Miała do niego wielki szacunek i zaufanie, więc postanowiła spełnić o co ją prosił. Po wejściu do środka zdębiała.  Tak jak opisywał B w pustym barze siedziało przy stoliku trzech mężczyzn. Kobieta poszła do kuchni, nalała im po talerzu zupy i zaniosła do ich stolika. Mężczyźni podziękowali. Kobieta odeszła parę kroków, a gdy się odwróciła by zapytać czy jeszcze coś by im mogła podać, ich już nie było.
B opowiadał także, że jeśli zdarza się nam pomagać bezinteresownie postronnym ludziom w ich potrzebie, to kiedyś  nam lub naszym dzieciom, też ktoś pomoże.
99
Negai / Rozmowa z przyjacielem i wnioski po medytacji
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Negai dnia Listopad 25, 2018, 03:22:09 pm »
Witajcie ;) Dawno tu nic nie pisałam, ostatnio mimo że zdarzały mi się ciekawsze sny to bardzo często je komuś opowiadąłam, przez co potem czułam zdecydowanie mniejszą motywacje do pisania ich tutaj.
Mimo że historia jaką chce wam opowiedzieć nie jest związana ze snem, ale jest ściśle związana z duchowością i kontaktem z wyższą jaźnią. 
Być może nikt nie będzie nią zainteresowany, ale muszę ją spisać także dla siebie, w razie gdybym kiedyś zapomniała jej morału. 
Wczoraj dość późno w nocy zadzwonił do mnie mój przyjaciel (B.). Ostatnie dni nie były dla niego zbyt fajne, ponieważ wydarzyło się w trakcie nich sporo przeciwności losu, i ogólnie chłopak miał znacznie obniżony humor. Nigdy przedtem nie widziałam go w takim stanie. Zły humor spowodowany był problemem który toczy się przez cały bieg jego życia, i tak jakby wciąż pozostaje ,,nieprzepracowany" gdyż wraca do niego systematycznie. Ogólnie problem dotyczył relacji damsko-męskich których ów przyjaciel miał  w swoim życiu bardzo dużo, lecz nie wynikało to z jego intencji a bardziej tego że nie potrafił zachować uczucia przywiązania na dłuższy okres niż około pół roku. Po tym okresie bez względu na to jak wspaniałą osobą byłaby druga połówka przyjaciel po prostu przestawał czuć do niej coś głębszego. Gdy zdał sobie sprawę że jest to wciąż powtarzający się schemat z którego nie może wyjść, po prostu się załamał. 
Dlatego jego euforia i szczęście które słyszałam w słuchawce bardzo mnie zdziwiły. Chłopak mówił o tym że pierwszy raz w życiu odbył bardzo wyraźną rozmowę ze swoją Wyższą Jaźnią. Gdy w końcu zapytał co powinien zrobić w związku z jego problemem, usłyszał proste ,,Doświadczaj". Te jedno słowo sprawiło że cały ból jaki czuł nagle odpłynął w zapomnienie, i postanowił on że od teraz na całe życie będzie patrzeć bardziej ,,z dystansem" i będzie po prostu doświadczać, nie oczekując niczego konkretnego od życia. Ja bardzo się ucieszyłam bo te słowa nawet na mnie podziałały jakoś pobudzająco, a poza tym znając jego sytuacje uznałam że to na prawdę może być dla niego wspaniałe wyjście. Po chwili szczęśliwej rozmowy, B zapytał mnie co czułam gdy jakiś rok temu jego ,,problem" przeszedł także trochę na mnie. Sytuacja wyglądała tak, że po prostu rok temu on był pewien że to JA jestem tą jego miłością życia etc.  Byłam wtedy w innym związku, dlatego powiedziałam mu szczerze lecz delikatnie że byłam zła ponieważ postawił mnie w bardzo niekomfortowej sytuacji. Ale nie ma to dla mnie już żadnego znaczenia ponieważ dawno mu wybaczyłam. On powiedział że mu wstyd, i zapytał czysto teoretycznie co by było gdybym wtedy jednak była sama, no to ja mu odpowiedziałam że w sumie to nie wiem ale nie chciałabym być jedną z wielu kobiet które myślał że bardzo kocha a potem zostawił. Te słowa mocno go zraniły, i następna godzina rozmowy była jego płaczem i żalem. Chciałam mu jakoś pomóc dlatego mówiłam rzeczy w które wierzę, i chciałam go tymi słowami wesprzeć. Natomiast odbijały się od niego i nie rozumiał nic co do niego mówiłam. Zapytałam więc co z początkiem rozmowy i tym że otrzymał instrukcje od WJ by DOŚWIADCZAĆ. On tak jakby kompletnie o tym zapomniał i mimo że wiedział że to powiedział to nie czuł tego kompletnie. 
Taka nagła zmiana zachowania bardzo mnie zmęczyła, tym bardziej że przez całą rozmowę miałam z nim jakieś takie silne połączenie. Często bowiem miałam wrażenie że on wyprzedza moje myśli a on odczuwał jakbym to ja wyprzedzała jego (telepatia). Gdy trochę się uspokoił poszliśmy spać, a mi w nocy przyśniło się jak stał przy mnie inny chłopak też którego bardzo dobrze znam. Staliśmy w białym neutralnym pomieszczeniu i po prostu się na siebie patrzyliśmy. Zapytałam co mam zrobić by pomóc mu  stać się człowiekiem bardziej duchowym, a na to usłyszałam wyraźną odpowiedź ,,Doświadczaj".
Obudziłam się i rano po krótkiej rozmowie z przyjacielem poszłam medytować. Szybko zyskałam wyraźny kontakt z WJ, i zadawałam jej wiele pytań. W pewnym momencie nawet powiedziała mi że chyba specjalnie wymyślam tyle pytań, bo boję się że ta chwila nie będzie trwać wiecznie, a przecież ja mogę ZAWSZE  z nią porozmawiać. To mnie rozśmieszyło, bo faktycznie trochę tak było i często mam tendencje do zadawnaia miliony pytań (nie wszystkich trafnych ) gdy tylko wyczuje lepszy kontakt z WJ. Po chwili uspokojenia zapytalam konkretnie co mam powiedzieć B. by było mu lepiej. Usłyszałam wyraźne- ,,Nic. Po prostu przy nim bądź" . Mimo że wiedziałam że mój WJ ma rację, nadal jakoś mialam wyrzuty sumienia i smutek związany z tym że wczoraj znacznie pogorszyłam mu humor. Powiedziałam więc ,,smutno mi że nie potrafię mu pomóc". na to WJ odpowiedział ,,Nie powinno być ci smutno. Przecież wszystko idzie w dobrym kierunku" co było dla mnie bardzo pocieszające. 
Wtedy właśnie zrozumiałam, że nieraz jedyną pomoc jaką możemy zapewnić drugiemu człowiekowi jest po prostu wsparcie psychiczne. Ale tak na prawdę KAŻDY MOŻE POMÓC TYLKO SOBIE. No nie zbawimy świata, choć ja często mam takie tendencje do prób zrobienia tego. Dlatego muszę się skupić na tym, by pamiętać przede wszystkim o sobie. B. mimo że wiedział że moje słowa są szczere, to tak jakby nie miały dla niego wtedy żadnej mocy sprawczej. I tak często jest. Każdy musi sam dojrzeć do tego by nauczyć się wprowadzać pozytywne zmiany w swoje życie.
Gdy opowiedziałam mu moją rozmowę z WJ, to go zainspirowało do tego by działać więcej dla siebie i odkrywać swoją duchowość tak jak on chce. Zrozumiał wtedy że często traktując mnie jako coś w rodzaju ,,autorytetu" próbował mechanicznie odtworzyć to co ja robię  w kwestii duchowości. Ale to nie miało wtedy dla niego żadnego dobrego skutku, bo było to czysto automatyczne. Uznał że od teraz będzie w duchowości kierować się SWOJĄ INTUICJĄ, co osobiście uznałam za świetny pomysł. Nie ma bowiem lepszego źródła duchowości niż własna osoba. Inni ludzie mogą nas tylko inspirować, ale nie oświecą nas gdy sami tego nie zrobimy. 
100
Sofia / Odp: Magiczny artefakt.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Negai dnia Listopad 25, 2018, 02:48:02 pm »
Magiczne wyjście  ??? Szczerze ci zazdroszczę tak wyraźnych OOBE bez stop klatek :D
I ta historia z VAM.... niesamowite że ten przedmiot ma jakąś ,,formę" w rzeczywistości, tzn że nie była to nazwa kompletnie bezsensu.
I ciekawi mnie też dlaczego akurat ten motyw pojawił się w twoim wyjściu. Na prawdę zaskakujące.  ;D
Strony: 1 ... 8 9 [10]
misy kryszta?owe