Dzieciństwo Alberta Taylora, inżyniera, naukowca i artysty, naznaczone było tajemnicą. Częstokroć w nocy i nad ranem doświadczał pewnego rodzaju paraliżu. Nie usatysfakcjonowany tłumaczeniem babci, że "nawiedzają go czarownice", młody Albert szukał bardziej konkretnego wytłumaczenia. Jego poszukiwaniom prawdy towarzyszy odwaga i miłość. Wędrówki duszy to książka skierowana do każdego z nas. Wraz z Albertem Taylorem doświadczamy tego, co tajemnicze, cieszymy się oświeceniem i z przestrachem patrzymy na nieskończone możliwości ludzkiego umysłu i duszy.
Albert Einstein powiedział kiedyś: "Najpiękniejsze rzeczy, których doświadczamy to tajemnice, to źródło wszelkiej prawdziwej sztuki i nauki". Albert Taylor udowodnił to twierdzenie własnym życiem.
Dr Carole Carbone
PODZIĘKOWANIA
Pragną szczególnie podziękować:
Shirley MacLaine
Beatrice Scott
Jack Houck
Pat Lewis
Kim Craven
Dr Carole Carbone
Susan Walker
IANDS
Luz Virgen
Daryll Ford
Constance Ray
Nancy Henderson
The Learning Light Foundation
Catherine Coleman
oraz Otto-Matic
Wiele w spaniałych podarunków otrzymujemy w naszym życiu,
jednak każdy ukazuje się w odpowiednim momencie i miejscu.
Jeśli uwierzysz w to, także będziesz latać.
Podróżnik duszy
Czy istnieje życie po śmierci? Czy człowiek rzeczywiście posiada dusze? Czy aniołowie i duchy są rzeczywistością? Czy te byty duchowe uczestniczą w kształtowaniu ludzkiego przeznaczenia?
Osobiście wierze, iż znalazłam odpowiedzi na niektóre z tych pytań. Prawdę mówiąc, to te odpowiedzi odnalazły mnie. W niniejszej publikacji spróbowałem opisać wędrówki mojej duszy, określane też terminem OBE (Out of Body Experiences), czyli wychodzenia poza ciało.
Po pierwsze muszę powiedzieć, że nie należę do osób określanych jako – religijne. Chociaż zostałem ochrzczony w Kościele katolickim i przez pewien czas byłem ministrantem, przez lata nie uczęszczałem regularnie do kościoła. Dodam jeszcze, że moje życie nie było pełne zjawisk parapsychicznych. Jednak są dwa nadzwyczajne wydarzenia, których nie wolno mi ignorować. Jednym z nich jest rodzaj "paraliżu", którego doświadczałem w nocy lub nad ranem. Z drugim wiąże się osoba mego ojca, o czym opowiem później.
Przede wszystkim chciałbym się skoncentrować na wyjaśnieniu paraliżu. "Nawiedzają cię czarownice!" mawiała moja babka, gdy tylko ktoś uskarżał się na paraliż. Ten tak zwany paraliż, jak odkryłem później, był moimi prywatnymi drzwiami do tego, co może być "najwyższą prawdą".
Przez całe życie, jak tylko sięgam pamięcią, doznawałem czegoś szczególnego, czego zawsze się bałem. Nazbyt często budziłem się w pełni świadom otoczenia; widziałem i słyszałem, ale całkowicie nie byłem w stanie się poruszyć. Byłem sparaliżowany! Nazywam to "stanem paraliżu". Wówczas o paraliżu wiedziałem tylko tyle, że przytrafiał się mojej matce, mojemu kuzynowi Robertowi i mnie samemu; my wszyscy nienawidziliśmy tego odczucia!
Kilka lat później, kiedy powiedziano mi, że Robert umarł, dowiedziałem się także, że stało się to w stanie paraliżu. Żona Roberta, Catherine, mówiła, że jej mąż jęczał, co było dla niej sygnałem, aby go obudzić. Normalnie wystarczyło nim wstrząsnąć, lecz Robert wkrótce przestał wydawać jęki i odszedł.
Ta niemiła wiadomość o Robercie tylko wzmogła moje obawy co do tego... defektu. Nie tylko nienawidziłem paraliżu, ale zacząłem się go bać. Teraz uważam, że w tym stanie znajdowałem się na granicy śmierci. Ta dolegliwość dokuczała mi przez lata. Dość wcześnie odkryłem, że podczas paraliżu mogłem jedynie głośno jęczeć tak jak Robert i nic więcej. Nazwę to "fazą przerwania". Moja żona, Kathy, tak do tego przywykła, że dźgała mnie łokciem, abym się obudził. Wtedy znowu mogłem ruszać ciałem.
Tak przedstawiała się sytuacja. Budziłem się sparaliżowany, jęczałem cicho (faza przerwania), Kathy waliła mnie łokciem. Nie cierpiałem tego! Nie miałem wtedy pojęcia, jak bardzo blisko byłem osiągnięcia stanu OBE. OBE to określenie obecnie powszechnie używane, istnieje także inne: projekcja astralna, lecz ja wolę nazywać to "podróżą duszy". Termin ten wybrałem z wielu powodów. Jednym z nich jest Stowarzyszenie Eckankar, ale o tym później.
Innym szczególnym doświadczeniem, które zachodziło podczas snu, jest – jak ja to nazywam – "budzenie się we śnie". Chociaż mocno spałem, byłem świadomy, że śnię albo też świadomy czegoś innego, co uznawałem za sen. Środowiska naukowe i metafizyczne określają to mianem "przytomnego śnienia".
Po przebudzeniu się we śnie, zmieniałem sen! Czasami latałem. Innym razem badałem moje otoczenie. Nie zawsze łatwo było koncentrować myśli, ale kiedy mi się udawało, zawsze było to ekscytujące. Te zjawiska, stan paraliżu, budzenie się we śnie, latanie, pozostawały nie powiązane ze sobą przez całe moje dzieciństwo i większość dorosłego życia.
Pewnego wieczoru wypożyczyłem film Out On A Limb (tytuł polski: Na krawędzi) z Shirley MacLaine w roli głównej. Film ten wywarł na mnie przepotężne wrażenie; czego wówczas jeszcze nie rozumiałem. Pod koniec filmu Shirley MacLaine doznaje OBE w wyniku ciągu parapsychicznych doznań. Film tak bardzo na mnie wpłynął, że napisałem do Shirley MacLaine list (którego nigdy nie wysłałem). Oto on:
Szanowna Pani,
Nie mam w zwyczaju pisać do znanych osobistości lub kontaktować się z nimi w inny sposób jako ich sympatyk. Jednak czuję się zmuszony do napisania tego listu.
Niedawno wraz z żoną obejrzałem na wideo film "Out On A Limb", który nas oboje do głębi poruszył.
Obecnie pracuję jako inżynier w programie stacji kosmicznych Freedom NASA, a od dwóch dziesięcioleci związany jestem z przemysłem kosmicznym i tajnymi oraz jawnymi programami rządowymi. Uważam się za szczęśliwca, pracując nad projektami, o których większość Amerykanów nie dowie się jeszcze przez wiele lat, jeśli w ogóle.
Przez całe życie interesowałem się i nadal się interesuję astronomią, lotami kosmicznymi, UFO oraz zjawiskami parapsychicznymi. Nie chciałbym, aby odniosła Pani wrażenie, że interesują mnie jedynie sprawy związane z kosmosem. Chciałem naświetlić moje pochodzenie, w nadziei uwiarygodnienia tego listu.
Cóż, mówiąc krótko, poszukuję wiedzy o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości życia. Chciałbym wiedzieć więcej o astralnej projekcji. Chciałbym poznać Siłę, która jest w nas i dookoła. Chciałbym odkryć związek między OBE a tą Siłą.
Kończąc, chciałem Pani powiedzieć, że podziwiam Pani odwagę w tym, że odsłoniła Pani swe odkrycia. Czyniąc to, wystawiła się Pani na ośmieszenie przez media i środowisko. Wydaje mi się, że postawiła Pani wszystko na najwyższą prawdę. Jeżeli więc Pani znajdzie trochę czasu pośród rozlicznych zajęć, byłbym wdzięczny za Pani sugestie co do drogi, którą mam kroczyć.
Szczerze oddany, Albert Taylor Jr.
P. S. Dziękuję za podzielenie się z nami poprzez film tym, czego Pani doznała.
Nieomal opętała mnie obsesja przeżycia OBE. Podzieliłem się tym z bliskim przyjacielem, który zasugerował mi zapisanie się na kurs metafizyczny prowadzony przez Doktor H. w miejscowej uczelni. Moja żona i ja zapisaliśmy się na część pierwszą serii wykładów i warsztatów opracowanych i prowadzonych przez Doktor H. Doktor H., sama przeżywszy OBE i doświadczywszy wielu para-psychicznych zjawisk, postanowiła poprowadzić zajęcia skupiające się na duchowej świadomości i oświeceniu.
Podczas kursu Doktor H. zadała grupie pytanie, które całkowicie zmieniło moje życie. Zapytała, czy ktokolwiek czuł się sparaliżowany w nocy podczas snu.
Mój Boże! Myślałem, że paraliż przytrafia się tylko mnie! Cóż, mnie, mojej matce i zmarłemu Robertowi.
Doktor H. zaczęła opisywać, jak ów paraliż ma się do OBE. Natychmiast zwątpiłem w jej słowa, ponieważ wiedziałem, że nie doznałem wyjścia poza ciało. Wtedy Doktor H. powiedziała:
– Nie możecie powiedzieć mi tego, o czym nie wiecie! Opisała także, jak latanie we śnie również można uznać za OBE. Pomyślałem: "To niemożliwe! Ja latam cały czas!" Poczułem, że zebrani są zaskoczeni i nieco podekscytowani. Czy to prawda? Czy moje latanie to OBE?
W tym momencie poczułem, że musze zająć się tą sprawą dogłębniej. Wyszedłem i kupiłem wszystkie książki na temat OBE i astralnej projekcji, jakie udało mi się znaleźć. Journeys Out of the Body Roberta Monroe (w Polsce: Robert A. Monroe – Podróże poza ciałem), Out of Body Experiences Dr Keith Harary i Pameli Weintraub (w Polsce: Keith Harary & Pamela Weintraub – Doznania poza ciałem)to tylko dwie z wielu, jakie przeczytałem. Książki Monroe fascynowały mnie i przerażały.
Dlaczego w jego książkach muszą występować niecielesne byty? Czy nie wie, że boję się duchów, chociaż nie mam ku temu żadnych rozsądnych powodów?
Jego książka obudziła wspomnienia. Raz, gdy miałem cztery lata, podczas paraliżu jakaś postać usiadła na skraju mojego łóżka i wyszeptała moje imię.
– Alberrrt!
Innym razem, kiedy miałem siedem lat, pamiętam, że leżałem w nogach łóżka rodziców i oglądałem Louis Lomax Show. Lomax przeprowadzał wywiad z człowiekiem, który utrzymywał, że przechwycił upiorne postacie mnichów modlących się w angielskiej katedrze w trzecim lub czwartym wieku. Rozmazane, miękkie i delikatne postacie klęczące pośród kościelnych ław przestraszyły mnie tak bardzo, że nie chciałem iść spać. W końcu mama przekonała mnie, żebym poszedł do łóżka z różańcem przyciśniętym do piersi, powtarzając ciągle na nowo słowa "Zdrowaś Maryjo". Nie mam pojęcia, dlaczego tak mocno boję się duchów, zjaw i upiorów. W końcu nic takiego nie istnieje, prawda?
Wkrótce dowiedziałem się, że strach pełnił rolę krat w więzieniu, przeze mnie samego stworzonym. Należy sobie uświadomić, że strach to bardzo efektywna blokada tworzona przez nas samych. Tak ważna, że aż trudno mi jest oddać jak bardzo.
Żartowałem :) Iconka nie przepisuje książki ręcznie, myślałem, że to oczywiste :) Nie mniej i tak nie zmienia to faktu, że Nasza Globalna Moderatorka zasługuje na solidne plusy za swoją inicjatywę dzielenia się z nami książką "Wędrówki Duszy". Jako, że czytałem tą książkę bardzo dawno temu i nie pamiętam dokładnie co zawierała mam taką prośbę: Jeśli będziecie na bieżąco czytać tekst, to może zwrócicie uwagę na jakiś wątek, który warto poruszyć w dyskusji.
Jestem już w połowie książki i niestety według mnie jest dosyć słaba w porównaniu z innymi. Kto wie, może jeszcze coś się zacznie dziać ale no bynajmniej póki co nie bardzo jest o czym dyskutować. Jednakże wiadomo porusza interesujący temat więc chce się czytać i łatwo się czyta i szybkooo :D
Sofia, domyślam się, skoro nie pamiętam za bardzo treści. Fakt, że dawno to było. Nie chciałem nikogo zniechęcać do czytania. Czasami jednak z perspektywy czasu można czegoś się dopatrzeć. Jeżeli w książce znajdzie się chociaż jedno pomocne zdanie dotyczące np. OOBE, to warto ją przeczytać ;)
Książkę wczoraj przeczytałam całą i choć nadal utrzymuje tą samą opinię o niej to muszę przyznać, że coś w jej prostocie i zwykłości jakby nie było wpłynęło na moje dzisiejsze sny - było ich dużo, było też oobe. Więc w sumie polecam :)
Choć, właściwie przed samym snem czytałam inną książkę i jestem w połowie już, więc to pewnie też ma znaczenie. A książka ta to: Moody Raymond , Paul Perry - W strone światła.
Czyli o tym co się dzieje w czasie śmierci klinicznej (NDE).
A co do choć jednej porady dotyczącej oobe Robercie to może być to, że według autora osoby, które męczą się w paraliżu sennym mogą ten stan przerwać, gdy zaczną myśleć o poruszeniu swoim małym palcem stopy. Oczywiście nie sprawdzałam tego i trochę wątpię aby to pomogło - sama parę razy miałam taki nieprzyjemny paraliż, w którym czuje się jakby jakaś siła mnie dusiła, uciskała klatkę piersiową, ciągnęła za włosy i nijak pomagało myślenie o ruszaniu rękami, nogami, ledwo mogłam jeden wyraz wyjąkać. No ale autor pisze, że w jego przypadku to pomagało i to chyba najbardziej zaciekawiło mnie z całej książki. Nieszczególnie było więcej jakichkolwiek porad dotyczących osiągania stanu oobe czy tym podobne.
Przerywanie paraliżu metodą "palca" to rzeczywiście niewiele ;) Sofia w większości przypadków to rzeczywiście działa, chociaż nie tak błyskawicznie jakby się mogło wydawać.
W takim razie jak nie działa natychmiast, równie dobrze mogę stwierdzić, ze moje myślenie o poruszaniu rekami też działało, bo takiego rodzaju paraliże, nie trwają zwykle dłużej niż 3 minutki. Najgorzej jest oczywiście jak się przez całą noc powtarzają i aż się odniechciewa spać, ale oobe gwarantowane, wiec się opłaca ;)
Kiedy gubisz się pośród dżungli chaosu i strachu, pamiętaj, że Bóg zna wyjście!
Joseph Murphy
Z całą pewnością zaniedbałbym czytelników, gdybym nie opisał trwałego wpływu, jakie OBE i literatura para-psychologiczna wywarły na mnie. Podczas OBE 3 kwietnia 1993 i po nim, kilka myśli na stałe wryło się w moją świadomość.
Już więcej nie obawiam się śmierci, chociaż przedtem ta myśl też nie była dla mnie obsesją – teraz straciła swój ostateczny wymiar. Wierzę, że jest coś po niej i to, co określa mnie jako mnie, z całą pewnością przetrwa. Moje związki z IANDS i Rosanną zdecydowanie wzmocniły to przekonanie. Usłyszałem rozliczne sprawozdania z "życia po śmierci", które – jak mi się wydaje – mają wiele wspólnego z moimi krótkimi wycieczkami. A jednak ja nie umarłem! I w przeciwieństwie do tego, co słyszałem o NDE, ja sprawuję większą kontrolę nad moimi podróżami. Wybieram, gdzie się udać i kiedy wrócić... przeważnie. Posiadam także coś, co określam jako "poznanie", co jest ze mną od OBE z 3 kwietnia 1993. Jestem przekonany, że brak fizycznego ciała jest moim ponadczasowym, naturalnym stanem, a istnienie w fizycznym ciele jest tymczasowe jak sen.
Podczas owego kwietniowego OBE doznałem wszechogarniającego uczucia, że w końcu znalazłem się w domu. To uczucie dało mi sporo okazji do rozmyślań.
Moje obecne stosunki z kimkolwiek – z bliskimi krewnymi, przyjaciółmi i obcymi – są otwarte, szczere i roztropne – w przeciwieństwie do tego, co poprzednio przypuszczałem. Moja żona i przyjaciele częstokroć określają mnie mianem "przewodnika duchowego". Uznaję to za wielki komplement, chociaż się z tym sądem nie zgadzam. Rozważałem problemy innych, ich samodestrukcyjne zachowanie, i najwyraźniej im pomogłem.
Czasami sugeruję, by inaczej spojrzeć na dany problem. Najdziwniejszą częścią mojej sugestii czy rady jest to, że nie wiem, skąd pochodzi ta informacja. W większości przypadków rada, którą się dzielę, jest także dla mnie czymś nowym! Niczego nie przepowiadam; pojawiają się jedynie spostrzeżenia bardzo dla mnie oczywiste.
Przy kilku okazjach wejrzałem we własne życie z pozytywnym wynikiem. Przynajmniej dla mnie... pozostaje to prawdziwą tajemnicą.
Nowa informacja: Odkryłem, że moim największym wrogiem podczas OBE jest moja nie kontrolowana wyobraźnia. Nauczyłem się, że cokolwiek sobie wyobrażam – diabły, demony albo różowe słonie – natychmiast zostaje stworzone. Odkryłem, że najważniejszym jest, aby moje myśli były czyste i nie zaśmiecone.
Co więcej, ważnym jest, by nie przesądzać ani nie zgadywać tego, co ma się zdarzyć, ponieważ to właśnie ja mogę to kreować! Ważne, aby senne objawienia nie zanieczyściły OBE. Jednak kontrolowane wykorzystanie wyobraźni podczas OBE może być niezwykłe i stanowić prawdziwą zabawę! Zastanawia mnie, czy większość OBE nie jest zakamuflowanym materiałem sennym. Podczas paraliżu siła tworzenia jest ciągle dostępna. W niektórych przypadkach celowo decydowałem się na stworzenie snu zamiast opuszczenie ciała... lecz niezbyt często.
Na początku roku moja przyjaciółka Kim zachęciła mnie, abym zgłębiał swoją wyobraźnię w nieco odmienny sposób. Kim zaprosiła mnie do uczestnictwa w eksperymencie, którego celem było przywołanie minionego życia, a przeprowadzał je znakomity hipnotyzer w Newport Beach w Kalifornii. W tym okresie byłem otwarty praktycznie na wszystko.
Moja znajomość z Kim jest dość niezwykła, prawie taka jak z siostrą. I to właśnie jest dla mnie dziwne, gdyż nie mam rodzeństwa i nigdy za nim nie tęskniłem. Jednak między nami istnieje więź, widoczna dla mnie już od pierwszego spotkania. Tak więc, kiedy jechałem do Newport Beach, ciągle na nowo zadawałem sobie pytanie: Dlaczego to robisz? To strata czasu i pieniędzy. Zawróć, póki jeszcze możesz! Co to ma wspólnego z OBE?
Zajechałem na miejsce, a wkrótce po mnie zjawiła się Kim. Wyjaśniła, że robiła już to wcześniej i to ze znakomitymi wynikami. Podeszliśmy do budynku, zastukaliśmy w drzwi, które otworzyła kobieta w średnim wieku i powitała nas szerokim uśmiechem.
– Witajcie! Jestem doktor Carbone – przedstawiła się i poprowadziła nas. – Zaraz zaczniemy. – Uśmiechnęła się, prowadząc nas po schodach na górę.
Gdy podążałem za Kim, rzucił mi się w oczy napis: "Tego domu bronią duchy!" Miałem zamiar natychmiast wyjść stamtąd.
Weszliśmy do małego, lecz przytulnego pomieszczenia, gdzie siedziało już sześć osób. Przywitaliśmy się i znaleźliśmy dla siebie miejsca. Kim na jednym końcu pokoju, ja na drugim. Czułem się trochę głupio i siedziałem, gapiąc się na Kim.
Doktor Carbone wyjaśniła, co nas czeka; kazała się nam zrelaksować i zachowywać zgodnie z jej instrukcjami.
Ona tymczasem włączyła taśmę z muzyką i zaczęła nas wprowadzać w stan lekkiej hipnozy. Siedziałem, dość łatwo relaksując organizm, zupełnie jakbym wykonywał ćwiczenia wstępne do lotu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl: Mam nadzieję, że nie... wyskoczę!
Kiedy doktor upewniła się, że uczestnicy już całkowicie się zrelaksowali, zaczęła opisywać długą, krętą ścieżkę, którą nas poprowadziła. Na końcu owej ścieżki znajdował się dom – ten, w którym mieszkaliśmy w naszym przeszłym życiu.
Uważałem, że posiadam tak zwaną czynną wyobraźnię, więc poddałem się zachętom doktor i postarałem wyobrazić sobie owe domostwo. Oczami duszy ujrzałem biało-brązowy niemiecki wiejski domek o ciemnych okiennicach. Idąc za wskazaniami doktor, zbliżyłem się do drzwi, otworzyłem je i wszedłem do środka. Zobaczyłem po lewej stronie półokrągłe schody, a po prawej jadalnię.
Skierowałem się do jadalni, gdzie przyjrzałem się starannie ustawionym cynowym naczyniom. Wszystko wprawiało mnie w podziw, ponieważ doktor Carbone, po wprowadzeniu nas do domu, przestała nami kierować.
Byłem zadowolony, bo było lepiej, niż się spodziewałem. Zauważyłem ciepłą, migoczącą poświatę kominka. Odwróciłem się i skierowałem do schodów. Szybko wszedłem na górę, do jednej z sypialni. W pokoju, po lewej stronie przy ścianie stała drewniana szafa na nóżkach.. Otworzyłem ją. Była pełna damskiej garderoby. Wtedy ogarnęło mnie dziwne uczucie. Miałem instynktowne wrażenie, że te ubrania należały do... mnie! To stawało się szalone.
Doktor Carbone wtrąciła:
– Opuszczasz to życie poprzez długi tunel. Kiedy się wyłonisz po drugiej stronie, znajdziesz się w życiu poprzedzającym to, które właśnie odwiedziłeś.
Teraz stałem na zboczu góry pokrytej śniegiem. Wzgórze porastały drzewa. Powietrze wypełniał dym obozowych ognisk. Jednak było coś jeszcze. Jęczeli ludzie. Nie, ludzie umierali. Nie, moi ludzie umierali. Głodowaliśmy! Spojrzałem w dół na stopy okryte niezdarnie wykonanymi z futra butami sięgającymi kolan.
Tego było za wiele! Czy moja wyobraźnia naprawdę była taka dobra? Podniosłem wzrok z nóg i zobaczyłem, jak wywożono zmarłego na dwóch żerdziach zaczepionych do koni. Nagle dotarło do mnie. Moi ludzie umierali, ponieważ kawaleria wygoniła nas z naszej rodzinnej ziemi i wygnała w góry.
– Chcę, abyś poszedł do ostatniego dnia tego życia – wtrąciła doktor Carbone.
Nagle leżałem spowity, futrami. Czułem, że odniosłem śmiertelne rany w nierównej walce. Wróciliśmy, by walczyć o naszą ziemię – ziemię mego ojca.
Nie mieliśmy szans i zostaliśmy brutalnie wybici. Popatrzyłem dookoła; znajdowałem się w okrągłym, stożkowatym pomieszczeniu, w którym na środku płonął ogień. Płat skóry na górze był częściowo odsłonięty, by dym mógł się wydobywać. Ja...
– Gdy policzę do pięciu, chcę byście powrócili do tego życia – przerwała doktor Carbone. Jesteście cali i zdrowi.
– Jeden... dwa... trzy... cztery... – usiadłem powoli, myśląc: "Jakąż mam wspaniałą wyobraźnię".
Zupełnie jak umarli wracający do życia, pozostali podróżnicy czasu przeciągali się i ziewali.
Doktor Carbone popatrzyła wprost na mnie i powiedziała:
– No, powiedz nam o swoich doświadczeniach. Czy coś się wydarzyło?
– Hm, nie. Wszystko w porządku; jedynie używałem wyobraźni. (Prawda?)
– Proszę, nie wstydź się. Opowiedz nam! – nalegała doktor Carbone, odpierając moją obronę.
Podzieliłem się moją historią z niechęcią, lecz podałem tylko wyjątki, bez szczegółów. Kiedy opowiadałem, zauważyłem tępe spojrzenie i otwarte usta Kim. "Co z nią?" pomyślałem. Czy moja historia jest aż tak stresująca?
Pospiesznie skończyłem moją bajkę i zwolniłem podium. Dobra pani doktor podziękowała mi i zaczęła przepytywać inne osoby. Kim cały czas nie mogła oderwać ode mnie wzroku! Czy zrobiłem z siebie idiotę? Poczułem się nieswojo. Wkrótce doktor zaczęła pytać Kim o jej przeżycia. Kim w końcu przestała się we mnie wpatrywać i zaczęła opowiadać.
Rozpoczęła dokładnie taką samą historię jak moja. Przysłuchiwałem się jej bardzo rozczarowany. Dlaczego tak jawnie ściągnęła moją wersję? Czy chciała, aby moja historia zyskała przez to jakieś potwierdzenie, żebym nie żałował tej wyprawy tutaj? Czy tak bardzo było to po mnie widać? Starałem się ukryć moje wątpliwości co do przyjazdu tutaj.
Kim zaczęła opisywać nakryty stół w domku. Mówiła o jasnym ogniu i wielkim drewnianym stole w jadalni.
Czekaj! Tą częścią nie podzieliłem się z nią! Czyżby udało jej się zgadnąć? O co jej chodziło? Zacząłem się zastanawiać, czy pozostali także zostali wtajemniczeni w kawał. Jednak to wszystko nie mogło być zaaranżowane jedynie dla mnie. Nie, to było zbyt dokładnie zaplanowane. Wtedy Kim zaczęła opisywać swoje wcielenie sprzed okresu niemieckiego.
Nie mogłem uwierzyć, że znowu gra w te same karty. Opisywała śnieżny krajobraz w górach, tylko z trochę innej perspektywy. Sprytnie to wykombinowała. Opisywała scenę, śmierć głodową, zwłoki ciągnięte na żerdziach.
Czekaj! Te część całkowicie opuściłem! Szczęka mi opadła ze zdziwienia. Teraz ja wpatrywałem się w nią i czekałem, aż popełni błąd. Kim kontynuowała opis szczegółów i wydarzeń, o których ja nie wspominałem, a jedynie je sobie wyobrażałem. Traciłem grunt pod nogami.
Po zakończeniu całej sesji wraz z Kim uzupełnialiśmy nasze doświadczenia, które szokowały nas oboje.
– Nie wierzę w reinkarnację! – powiedziałem. – Przynajmniej tak mi się wydawało!
Czy istniało jakieś logiczne wytłumaczenie? Jak mogliśmy mieć ten sam... sen na jawie? Kim zaczęła opowiadać, jak dusze czasami reinkarnują się życie po życiu razem. Cóż, nigdy się nie spodziewałem, że mógłbym opuścić ciało i przelecieć wszystkie moje wcielenia. Może reinkarnacja jest możliwa. Może wszystko jest możliwe!
Czerwiec 1994 (śpiący)Obudziłem się sparaliżowany i bez mojej woli dolna partia ciała zaczęła się unosić.
OBE ZACZYNA SIĘCzułem, że moje astralne ciało porusza się w górę. Niczym pokrywa szafy grającej na zawiasach, moje astralne ciało poruszało się ku górze, a głowa obracała się wstecz! Moje astralne stopy mierzyły wprost w sufit.
Znajdowałem się do góry nogami, lecz astralna głowa nadal była połączona z fizyczną głową. Wisiałem tak głową w dół, wpatrując się w wezgłowie łóżka. Najwyraźniej nie mogłem się uwolnić, poddać, ani odzyskać pełnej kontroli.
Sierpień 1994 (IST)Wykonałem skrócone przygotowania do lotu i balansowałem na granicy snu. Nadal pozostając w fizycznym ciele, wskoczyłem w pełną świadomość, gdyż przestraszył mnie ryk wiatru.
OBE ZACZYNA SIĘLeżąc sparaliżowany, postanowiłem wybrać cel, zanim opuszczę ciało. Pomyślałem o locie blisko chmur. I wtedy pojawiło się coś innego. Rozpłynąłem się i zmaterializowałem wysoko ponad ziemią. To było coś nowego! Zatrzymałem się i skierowałem ku niebu, leciałem z ogromną szybkością. Wkrótce znalazłem się wśród chmur. Większość była ciężka od wilgoci. Kierowałem się na wielką, ciemną chmurę, kiedy włączył się mój wewnętrzny system ostrzegający. Ogarnęło mnie jakieś szczególne uczucie niebezpieczeństwa, co mnie zaskoczyło. Lecz jedna rzecz była oczywista: zmień kierunek! Teraz! Otworzyłem astralną przepustnicę i pomknąłem niczym pocisk! Wkrótce chmury zniknęły, pozostała jedynie niekończąca się noc pełna drobnych punktów świetlnych. Było pięknie! Gwiazdy migotały. Czułem się jak oczarowany.
Wydawało się, że księżyc pędzi w moją stronę. Nie do wiary! Skręciłem raptownie i zawróciłem w stronę Ziemi. Nie mogłem się opanować. Widziałem oceany i lądy poprzez masyw chmur.
Zadawałem sobie pytanie, dlaczego nie robiłem tego wcześniej? Ziemia zbliżała się raptownie. Leciałem... spadałem! Zahamowałem z piskiem wysoko nad ziemią i upewniłem się, że nadal panuję nad sytuacją. Wszystko działa, systemy sprawne! Ponownie rzuciłem się w dół, kierując się na zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej.
Kiedy zbliżyłem się do wybrzeży Kalifornii, ujrzałem delikatne linie autostrad i szos. Wkrótce zobaczyłem miasta i zabudowania. Leciałem nisko nad jezdnią. Widziałem samochody. Ludzie przechodzili ulice albo stali na przystankach autobusowych. Podleciałem do znaku drogowego i zawisłem w powietrzu, wpatrując się w niego. Nie mogłem odczytać słów. Widziałem litery i symbole, ale nic więcej. Poczułem, że cierpię na astralną dysleksję. Gdybym musiał odnaleźć drogę do domu, wykorzystując zasady nawigacji wzrokowej, prawdopodobnie nigdy bym nie powrócił i zaginął tajemniczo niczym Amelia Earhart. Postanowiłem wykonać szybką zmianę dla uproszczenia powrotu. Skupiłem myśli na ciele, poczułem przeniesienie z jednego miejsca na drugie, połączyłem się i otworzyłem fizyczne oczy. Ta wycieczka była dla mnie wielkim astralnym skokiem.[/size]